Menu

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Uciechy Mr Pile w coraz dłuższe, choć wciąż zimowe dni (Pan Stosik, odsłona dziesiąta)

Zima już nieco odpuściła (chociaż pewnie jeszcze wróci, bo to jednak wredna istota jest). Ja zabarykadowana, przygotowana na długie tęgie mrozy, prawdziwą zimę, obłożona tonami stosów mogłam wystawić delikatnie mój nos poza próg własnego domu. I oczywiście zachęcona dosyć ciepłą aurą i brakiem konieczności używania ciepłych: szalika, czapki, rękawiczek, rajtuz, czy nawet majtek, doprowadziłam do małej emigracji.

Oto wyrośnięty, ciągnący energię z mego jestestwa (i zarazem głębi portfela) twór panoszący się do tej pory na mym biurku, nagle zniknął. Z racji tego, że zakupiłam niedawno okular na mój zniszczony wzrok, a pokój w którym urzęduje ma nie więcej, jak 3x3, to szybko, wręcz błyskawicznie zlokalizowałam jego nowe miejsce leżakowania:


Oczywiście obecnie twór ewoluował, nieco się rozrósł, w pewnych miejscach skurczył, a i stracił bożonarodzeniową oprawę z racji weekendowego usuwania wszelkich przedawnionych iglaków ogołoconych już ze słodyczy, a więc nie bardzo użytecznych.

Rozkładając jednak Pana Stosika na czynniki pierwsze otrzymujemy mało szkodliwe, całkiem sympatyczne i miłe osobniki. Przyjrzymy się im bliżej.

niedziela, 16 stycznia 2011

Angelologia stosowana. "Crescendo" Becca Fitzpatrick

Dzisiejsza rzeczywistość opływa w okropieństwa ludzkiej wyobraźni. Na każdym kroku spotykamy upijające się krwią wampiry, dzikie i brutalnie owłosione wilkołaki, czy trupio blade zombie. Z literatury wypływają, a z telewizji i internetu wypełzają nadprzyrodzone stwory, o których w ogromnym procencie przypadków nie wiemy nic ponad to, jak wyglądają. W szczególności bardzo jest nam trudno uwierzyć, iż stanowią one wytwór wyobraźni naszych przodków oraz że były niejednokrotnie wytłumaczeniem niezrozumiałych zjawisk, gusłami, zabobonami. Legendy słowiańskie, germańskie, skandynawskie, czy nawet afrykańskie wierzenia voodoo są bowiem tożsame z tym, co dzisiaj nazywamy: "trendami w kulturze masowej".

Przebrany za Draculę nastolatek nie ma świadomości, że pierwowzorem tej postaci był, owszem, okrutny hrabia, ale jednocześnie bardzo chory człowiek, cierpiący prawdopodobnie na porfirię. Młodzież fascynuje świat ludzi zamieniających się we włochate wilkołaki, czy nędzny żywot wychodzących z grobów żywych trupów. Lecz w tej rzeczywistości nieco sztucznych, plastikowych historii nie brakuje elementu prawdy, nici łączącej fantastykę z realizmem - osobników nadprzyrodzonych, o których istnieniu wiemy lub się domyślamy.

piątek, 14 stycznia 2011

Być potomkiem Samaela. "Szeptem" Becca Fitzpatrick

Gdy mężczyzna i kobieta podejmują decyzję o byciu razem wydaje im się, że anielskie chóry Serafinów i Cherubinów rozbrzmiewają nad ich głowami, w pieśni błogosławieństwa, która sprawi, iż wytrwają wspólnie na zawsze, na dobre i na złe, na wieki.

Nora i Patch, zamiast anielskich trąb, usłyszeli niepokojący i zwiastujący nieszczęście tętent bębnów. Już od pierwszego spotkania, wymiany spojrzeń i rozmowy tych dwojga, można było przewidzieć prawdziwą katastrofę.

Sumienna, inteligentna szesnastolatka nijak nie pasuje bowiem do mrocznego świata hazardu, zadymionych spelun, życia na krawędzi, który dla Patcha był codziennością. Nora doskonale zdawała sobie sprawę z tych przeciwieństw, lecz jednocześnie nie mogła uwolnić się od czarnookiego, ciemnowłosego chłopaka, który elektryzował ją swym spojrzeniem i przyciągał do siebie niczym magnes. Oczywiście miał mnóstwo tajemnic, był nieco niepokorny i na pewno nie spodobałby się żadnej rozsądnej matce nastolatki, ale gdy tylko pojawiał się w pobliżu, nie sposób było mu się oprzeć.

środa, 5 stycznia 2011

Rozważanie i planowanie

Ledwo zdążyłam ochłonąć z emocji poszpitalnych oraz poświątecznych, a już wielkimi krokami wtargnął w moje życie. Brutalnie naniósłszy swoimi wielkimi buciorami nieco błota, wcale się nie gorączkował, ale też nie przejmował, że stawia mi rzeczywistość nagle na głowie.


Tak właśnie zaskoczył mnie Nowy Rok. Nie pożegnałam się jeszcze ze starym, nie przeniosłam go do archiwum, a tu już następny. Choć muszę przyznać, że wcale tamtego nie żałuję - ani trochę. Był gnuśny, leniwy, niemiły i bardzo pechowy, dlatego cieszę się że odszedł w zapomnienie. Mógł jednak zrobić to nieco mniej impulsywnie.

Ta paskuda, o której powinnam zapomnieć pozostawiła jednak coś trwałego i pięknego: wspaniałe książki, którymi delektowałam się podczas jej bytności oraz niezwykłe filmy.
Ponieważ już wcześniej wyróżniłam te najlepsze to teraz przyszło mi jedynie wskazać wielkich zwycięzców. Określić tych którzy nakarmili nas łyżką ambrozji i nie poczęstowali chochlą dziegciu psującego nieco smak beczki miodu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...