Menu

piątek, 13 lipca 2012

Co, ile, czego, z czego... czyli Kwartalnik część szósta, a druga w roku 2012

Lato sprawia, że czuję się naładowana pozytywną energią. Tylko w lecie mam siłę by od rana do wieczora przemieszczać się rytmicznym krokiem, robić tysiąc rzeczy na raz i nie zagubić się, cały dzień robić porządki i nie narzekać (a wręcz być dumnym z kilku wyniesionych worków ze śmieciami), biegać po sklepach by odnaleźć upragnione pastelowe szorty, a wrócić do domu z żółtym słonecznym żakietem, czytać i pisać, pisać i czytać. I jeszcze raz czytać.

W lecie nie przeszkadzają mi chmary komarów (w końcu od czego są siatki w oknach i aromatyczna bazylia na balkonie), burzowe wieczory, gdy grzmi tak bardzo, że podskakuję siedząc z książką na kanapie, sąsiedzi, którzy o 7 rano stwierdzili, że będą wiercić w podłodze, ani administracja budynku skrzecząca cały dzień kosiarką przez którą popołudniu strach otworzyć okno, bo aromat trawy i unoszące się w powietrzu paprochy wywołują u alergików (czyli u mnie) duszności. To ta rzeczywistość podsyca moją wyobraźnię, ale tyko literacki świat może ją w pełni zagospodarować, rozwinąć, poruszyć, rozochocić. Zobaczcie jak bardzo w tegorocznym przedleciu :)

czwartek, 12 lipca 2012

Z konieczności apatryda. "Singer: Pejzaże pamięci" Agata Tuszyńska

Literacka Nagroda Nobla nobilituje.
Wyróżnia nie tylko autora, pisarza, artystę, który ją napisał swymi słowami, ale też po części kraj, który tego wybitnego literata wydał na świat.

Nawet dziecko w podstawówce pewnie wie (a jeśli nie, to niedługo się dowie), iż Sołżenicyn był z ZSRR, Thomas Mann z Niemiec, Orhan Pamuk jest z Turcji, tak jak Marquez z Kolumbii, a Mario Vargas Llosa z Peru, zaś aż cztery polskie nazwiska zostały uhonorowane tą Nagrodą. Niewielu jednak jest świadomych tego, że do zaszczytnego miana polskiego Noblisty pretenduje jeszcze jeden wybitny twórca - do tej pory raczej kojarzony z Polską na siłę, bez większej idei.

środa, 4 lipca 2012

Oskarżona, uniewinniona, zhańbiona. "Oskarżona: Wiera Gran" Agata Tuszyńska

Gdy dowiedziałam się do kogo udajemy się z wizytą zaczęłam żałować, że nie ubrałam się bardziej elegancko, iż nie było czasu na pójście do fryzjera, czy choćby na zamówienie bukietu kwiatów.

 Tymczasem wchodziłyśmy po stromych drewnianych schodach starej, odrapanej kamienicy, jakich pełno w Paryżu. Zapukałyśmy do zwyczajnych masywnych drzwi, za którymi miała być jej przystań - pałac elegancji, wysublimowany apartament artystki. W szparze uchylonych drzwi pojawiła się krucha staruszka, z siwymi włosami spiętymi w zgrabny kok i pajęczyną sinych żyłek na chudych dłoniach. Wprowadziła nas niechętnie do mieszkania, a właściwie ciemnej graciarni pełnej różnego rodzaju pamiątek i bibelotów. W głowie kotłowały mi się tylko dwa pytania: gdzie ten pałacyk, gdzie apartament gwiazdy? Gdzie przepiękna, wytworna piosenkarka?

niedziela, 1 lipca 2012

Mr Pile rozpoczyna upojne wakacje (Pan Stosik odsłona piętnasta)

Wszystko zaczęło się w piękne letnie popołudnie, gdy żar lał się z nieba i niestety ulgi nie przynosiły ani zimne napoje, ani polewanie się lodowatą wodą, ani też chwilowe wyprawy do lodówki i chłodzenie się w oparach roztapiającego się lodu...

By przeczekać ten jakże ciężki czas postanowiłam dokonać porządków na półkach - bowiem gdy głowę i ręce mam zajęte nie odczuwam gorąca. I tak z otchłani półek, z wszystkich stojących na nich oraz tych leżących byle gdzie tomów wyłonił się on. Upał mu jakby nie przeszkadzał, nawet pomimo słusznej wagi (zresztą woda i tak by mu pewnie mocno zaszkodziła), więc w ramach relaksu położył się na podłodze, gdzie przeciąg delikatnie smagał jego potężne ciało i przynosił mu niewątpliwą ulgę.

Tak oto, w letni dzień, na podłodze w mej pokoju zagościł Mr Pile:

Ten Pan Stos to mój "mały" wyrzut sumienia. Wiem, że już pół roku temu pisałam, iż nie mam miejsca na półkach, ale wierzcie lub nie - te książki jeszcze znalazły dla siebie jakąś tam powierzchnię. Gorzej będzie z tymi, na które już mam chrapkę i pewnie ich nie odpuszczę... (Stuhr, Pilch, Yrsa...)
Nadzieja pozostaje w pożyczonych lekturach, które gdy (kiedyś) przeczytam to (kiedyś) oddam prawowitym właścicielom i tym samym zwolnią one, tak potrzebne, miejsce. Ale to dopiero kiedyś.
Tymczasem przyjrzyjmy się bliżej moim sześciu miesiącom rozpusty (tak, tak, aż przez sześć miesięcy nie zawitał tu Pan Stosik;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...