Menu

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nie lubię poniedziałku w mojej szafie, czyli kochanie, nie mam co na siebie włożyć!

Codziennie po obudzeniu  leżę jeszcze pięć minut w łóżku i rozmyślam.
Analizuję nadchodzący dzień, zadania, które muszę wykonać, sprawy, które czekają. Powoli wstaję mając nakreślony w głowie plan działania.

W łazience spędzam pierwsze 10 minut, po czym staję przed nie lada dylematem. Oto otwieram czeluści mej szafy i próbuję znaleźć w niej coś do ubrania. Wygodne, eleganckie, ale nie ekstrawaganckie, schludne, niewyzywające.

To moja malutka szafa. Prawie nic w niej nie mam...

Każdego poranka mocno się gimnastykuję, aby wybrać coś dawno nienoszonego, odpowiedniego. Coś w czym mam poruszać się cały długi dzień. Wybieram zestaw, który na pierwszy rzut oka wydaje mi się idealny. Szybko go na siebie ubieram, gdyż z kuchni dobiega mnie znaczące stukanie talerzy i kubków, sygnał, że za niedługo mój T. zacznie się niecierpliwić, bo chce wychodzić do pracy (już i tak ledwo wytrzymuje to, iż odbywam dwie "budzikowe" drzemki). Zasuwam z powrotem do łazienki doprowadzić się do stanu, w którym mogę pokazać się większej rzeszy ludzi.

Zazwyczaj już przy nakładaniu podkładu wiem, że coś jest nie tak. Czasami jednak dopiero przy malowaniu rzęs orientuję się, że mój ubiór jest oklepany/źle dobrany/niepraktyczny/ma plamę, której nie zauważyłam/byłam w nim w ciągu ostatniego tygodnia.

I wtedy klapa. Wracam do punktu wyjścia. Z jednym niedomalowanym okiem znowu staję przed szafą i w akompaniamencie miarowego trzaskania drzwiami szafek próbuję poradzić sobie z czymś tak prozaicznym, jak ubranie się.

sobota, 17 stycznia 2015

Doskonale, panie Maciejewski. "Kwestja krwi" Marcin Wroński

Dobry kryminał trzyma w napięciu do ostatniej strony. Nie pozwala się oderwać choć na chwilę, choćby po to by udać się do toalety.

Dobry kryminał pozwala wystygnąć herbacie. Przekłada wszystkie nasze plany na bliżej nieokreślony czas. Wpisuje się do naszego kalendarza na wszelkie wolne chwile w danym dniu. A gdy nie mamy wolnego i tak siedzi nam w głowie niczym głośny alert, jak przypominajka (a właściwie niezapominajka).

W dobrym kryminale odnajdujemy misternie skonstruowaną fabułę, pełną nagłych zwrotów akcji, wiernie odwzorowane miejsca, nutkę niepewności przy kolejnych etapach prowadzonego śledztwa.

W doskonałym kryminale poznajemy nietuzinkowego, wybitnego i na swój sposób wyrafinowanego bohatera, którego jedno spojrzenie potrafi momentalnie popchnąć akcję do przodu.


Zygmunt Maciejewski ma wszystkie te cechy. Ponadto jest młody, bystry, aktywny oraz wysportowany, jak na byłego boksera przystało. Nie jest jednak kryształowy - pije, zadaje się z podejrzanym towarzystwem, czasami da komuś w mordę. I prowadzi właśnie swoje pierwsze śledztwo.

sobota, 10 stycznia 2015

Jak kamień w wodę. "Jak oddech" Małgorzata Warda

Wdech.
Powietrze wnika brutalnie do organizmu. Powoli przechodzi przez jamę ustną, gardło.
Wydech.
Dwutlenek węgla znajduje ujście z półprzymkniętych ust
Wdech.
Tlen wnika w każdą komórkę ciała. Rozchodzi się po długich labiryntach korytarzy, które tworzą układ krwionośny.
Wydech.
Para wodna wydobywa się na światło dzienne i niczym delikatna chmurka spływa na nos, górną i dolną wargę.
Wdech, wydech.
Wdech, wydech.


Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważny jest oddech.

Do czasu, aż nam go zabraknie. Aż wychodząc po schodach nie będziemy potrafili złapać oddechu. Aż biegając, dla zdrowia, będziemy zziajani tak, że każdy wdech sprawiać będzie nam ogromny ból.
Albo gdy wpadając do wody nie zdążymy nabrać zbyt dużo powietrza.

środa, 7 stycznia 2015

Rozważanie i planowanie 2015

W tym dniu było dosyć ciepło. Poranne, ołowiane chmury około godz. 10 ustąpiły miejsca błękitnemu niebu oraz słońcu, które wreszcie rozgościło się swoim blaskiem na ulicach i kamienicach. Nic nie wskazywało na to, że to już, iż nadchodzi powoli, powolutku. Nie było śnieżycy, gołoledzi, gwiazdy nie spadały z nieba, był to normalny, zwykły dzień.
Ale mimo wszystko - ostatni dzień starego roku.


Nowy, 2015 rok, wdarł się niepostrzeżenie. Nakrył mnie tuż po zamknięciu jednej książki i w trakcie kończenia kolejnej. Zastał mnie przed telewizorem, w najlepszym momencie gry planszowej, którą musieliśmy przerwać ze znajomymi, bo to "już dwunasta". Gdzieś tam odbijało się echo niedawnych wokalnych poczynań pewnego pana zwanego "bardem z Krakowa" i kolorowe ognie rozświetliły największy plac Europy znajdujący się w "mieście królów", jak co chwilę nazywała moje miasto pani o dziwnych srebrnych włosach, której twarz wyglądała znajomo.

Świętowanie w moim wypadku nie było tak spektakularne, jak sztuczne ognie, wielka scena, mnogość artystów scen polski i tysiące ludzi, których, z lekką nutką zazdrości ("-Kochanieee, a pójdziemy na Rynek w tym roku??", "-No coś Ty, mówisz jakbyś nie była z Krakowa? Na Rynku nigdy nie byłaś?") oglądałam w telewizyjnym pudle. Symboliczna lampka szampana, dokończenie gry planszowej, pochłonięcie kilku chipsów i ciepełko łóżka wchłonęło mnie bez reszty. Aż do godz. 7, kiedy to budzik zarządził komórkę, a mój mąż wyjazd na narty. Musicie wiedzieć, bowiem, że coroczny noworoczny wyjazd narciarski to u nas już tradycja!

Ale jaki był ten znikający rok 2014? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...