<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563</id><updated>2012-01-31T00:40:54.616+01:00</updated><category term='Karaiby'/><category term='odkurzone'/><category term='Szwecja'/><category term='Kindle'/><category term='Kanada'/><category term='Izrael'/><category term='Bellona'/><category term='Turcja'/><category term='naukowe'/><category term='czytnik'/><category term='Literacki Nobel'/><category term='Reporterskim Okiem'/><category term='Prószyński i S-ka'/><category term='obrazy'/><category term='Dolnośląskie'/><category term='Wydawnictwo Sol'/><category term='Brazylia'/><category term='db+'/><category term='Oficynka'/><category term='rodzime'/><category term='Initium'/><category term='horror'/><category term='ebook'/><category term='wyzwania'/><category term='Fabryka Słów'/><category term='Świat Książki'/><category term='Grecja'/><category term='dst+'/><category term='Hiszpania'/><category term='opowiadania'/><category term='Indie'/><category term='Orange Prize'/><category term='lektury'/><category term='Stany Zjednoczone'/><category term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><category term='Meksyk'/><category term='Nagroda Nike'/><category term='Mr Pile'/><category term='Wydawnictwo Literackie'/><category term='Wydawnictwo Czarne'/><category term='Egipt'/><category term='Zysk i S-ka'/><category term='Rosja'/><category term='cudzoziemskie'/><category term='Z notatnika podróżnika'/><category term='Bliski Wschód'/><category term='CandT'/><category term='Nie lubię poniedziałku'/><category term='bdb+'/><category term='irlandzkie'/><category term='Kaukaz'/><category term='Muza'/><category term='Albatros'/><category term='Książnica'/><category term='mrn'/><category term='cel.'/><category term='reportaż'/><category term='Islandia'/><category term='Amber'/><category term='Noir sur Blanc'/><category term='Znak'/><category term='Nasza Księgarnia'/><category term='Francja'/><category term='cogitatio'/><category term='Afryka mniej dzika'/><category term='dst'/><category term='seria Koliber'/><category term='seria Dzieła Wybrane'/><category term='kinowe'/><category term='kryminał'/><category term='Nagrody Literackie'/><category term='UK'/><category term='Afryka bardziej dzika'/><category term='Wydawnictwo Amea'/><category term='Chiny'/><category term='fantastyka'/><category term='Ziemia Święta'/><category term='Wydawnictwo Otwarte'/><category term='pożyczone'/><category term='skandynawskie'/><category term='bdb'/><category term='Kolumbia'/><category term='Wydawnictwo Officyna'/><category term='Kwartalnik'/><category term='Booker Prize'/><category term='nordyckie'/><category term='mrn+'/><category term='Medialazar'/><category term='Bałkany'/><category term='W.A.B.'/><category term='db'/><category term='posiadane'/><title type='text'>Łyżka gustu, garść dobrego smaku, szczypta kultury</title><subtitle type='html'>to wszystko jest potrzebne by móc stworzyć wytrawnego Czytelnika.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>175</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-8619806221148428095</id><published>2012-01-16T14:49:00.004+01:00</published><updated>2012-01-16T14:56:33.886+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><title type='text'>Trzy dni i jakże szczytny cel</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.blogroku.pl/kategorie/lyzka-gustu-garsc-dobrego-smaku-szczypta-kultury,gwjot,blog.html"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 50px;" src="http://m.onet.pl/_m/da8cc39276f6fb9665ae7c60179f9972,0,1.gif" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Biorę udział w konkursie na &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Bloga Roku 2011&lt;/span&gt;  (zapewne już zauważyliście kolorowy bannerek).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli lubicie mój blog,  podoba się to co próbuję tutaj stworzyć, czytacie mnie z przyjemnością  to nieśmiało proszę Was o głosy. Uwaga - zostały już tylko trzy dni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;SMS&lt;/span&gt; wysłany pod numer &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;7122&lt;/span&gt; o treści &lt;span class="blogMask"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;E00077&lt;/span&gt; (w środku są trzy zera, nie literki "o"!) za &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;1,23 zł &lt;/span&gt;uszczęśliwi nie tylko mnie, gdyż cały dochód z wiadomości tekstowych zostanie przekazany na &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry wszystkim serdecznie dziękuję :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-8619806221148428095?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/8619806221148428095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/trzy-dni-i-jakze-szczytny-cel.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8619806221148428095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8619806221148428095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/trzy-dni-i-jakze-szczytny-cel.html' title='Trzy dni i jakże szczytny cel'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-4583881373879211386</id><published>2012-01-12T21:40:00.003+01:00</published><updated>2012-01-12T22:15:16.036+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prószyński i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Gdzie ja jestem, mamo? "Krew na Placu Lalek" Krzysztof Kotowski</title><content type='html'>Idąc ulicą słyszę donośne powitanie, w ciągu milisekund przede mną pojawia się całkiem znajomy osobnik i rozpoczyna nadzwyczaj przyjazną pogawędkę. Pyta co u mnie i sam w ramach rewanżu opowiada mi ze szczegółami czym to się teraz zajmuje. Wciąż powtarza: "Kopę lat, kopę lat" i "Musimy się koniecznie umówić". W końcu odchodzi. Stoję zszokowana na środku chodnika, aż w końcu ruszam przed siebie. W głowie kotłuje mi się tylko jedno pytanie: Skąd ja go znam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością każdy miał chociaż raz w życiu taką, bądź podobną sytuację. Niektórym zdarzają się one nagminnie, inni jakoś ich unikają. Każdemu zdarza się zapomnieć imienia czy nazwiska, czasami mamy problemy z umiejscowieniem w czasie znajomości z daną osobą, czy przypomnieniem sobie okoliczności w jakich ją poznaliśmy. Co ciekawe, najczęściej twarz, mimika, cała sylwetka napotykanego indywiduum wydaje nam się znajoma. Niestety nie dotyczy to wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-viDYOfxcedA/Tw3bIY49uaI/AAAAAAAAJoU/VQWNaLRvowM/s1600/_DSC0425.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-viDYOfxcedA/Tw3bIY49uaI/AAAAAAAAJoU/VQWNaLRvowM/s400/_DSC0425.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696450040860359074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cierpiący na prozopagnozję nie są w stanie zapamiętać żadnej ludzkiej twarzy. Tak naprawdę zamiast człowieczej fizjonomii widzą po prostu rozmazaną plamę. To ciężkie schorzenie, związane z uszkodzeniem struktur mózgowych, jest nieuleczalne i cierpi na nie ok. 2% ludzi.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czy to możliwe, że policjanci i wszystkie osoby, które spotkały Marię w ciągu ostatniej doby chorowały na tę dziwną przypadłość? Niewykluczone, choć mało prawdopodobne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież Maria Chorodecka pragnie jedynie odnaleźć ukochaną córkę. W tym celu udaje się do niewielkiej mieściny, w której, według ustaleń najętego detektywa, niedawno widziano jej latorośl. Maria próbuje sprawdzić uzyskane informacje odwiedzając miejscowy posterunek policji i gdy nic nie udaje jej się uzyskać postanawia pokręcić się po okolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzi się w wielkim, lecz nieco zaniedbanym budynku. Jak się tu znalazła? Dlaczego nagle urwał jej się film? Co w tym opuszczonym pałacu robi mała dziewczynka?&lt;br /&gt;Maria walcząc z bólem głowy i jednocześnie próbując przypomnieć sobie cokolwiek z poprzedniego wieczora po raz kolejny udaje się na pobliski komisariat, tym razem prowadząc za rękę wystraszoną i mającą wyraźne problemy z mówieniem Justynkę. Policjanci nie pamiętają kobiety, a notatka służbowa, która powinna potwierdzić jej poprzednią wizytę tajemniczo zniknęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maria i Justysia powinny się do takich reakcji przyzwyczaić. Wszyscy spotykani przy różnych okazjach ludzie pamiętają je tylko przez chwilę, tylko do momentu, aż nie znikną z pola ich słyszenia i widzenia. Są niczym pyłek, nieistotny element wszechświata, zdmuchnięty z pamięci osób, które winny je rozpoznawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co jeśli Maria i Justynka nie istnieją? Może są jedynie wytworem chorej wyobraźni Chudego - nadkomisarza z Warszawy, który w wyniku załamania psychicznego trafia do szpitala?&lt;br /&gt;Prawdę próbują ustalić koledzy policjanta - Dareczek i Szuchcik - którzy dzierżąc w ręku tajemniczy pamiętnik Marii Chorodeckiej prowadzą na własną rękę prywatne śledztwo. Wydawałoby się, że depczą przedziwnej Marii po piętach, ale czy aby na pewno?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powieści &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Krzysztofa Kotowskiego&lt;/span&gt; nic nie jest pewne. Czytelnikowi podczas lektury &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;"Krwi na Placu Lalek"&lt;/span&gt; nasuwają się na myśl najróżniejsze pytania, mnożą się wątpliwości. Nie na wszystkie jednak otrzymujemy odpowiedź. Nie wszystkie problemy poruszane w tej powieści o toczącej się wielotorowo, mocno zagmatwanej akcji zostaną rozwiązane, a nawet te które wydają się wyjaśnione mogą i tak pozostać całkowicie niezrozumiałe. Autor z rzeczywistego, aż do bólu, realizmu potrafi nas nagle wepchnąć w surrealny świat, powiązany z naszym jedynie cieniutkimi niteczkami, niedopracowanym i nieudowodnionymi teoriami z pogranicza fizyki i psychologii. I chociaż samo zakończenie nie do końca mi odpowiadało to niewątpliwie dzięki Krzysztofowi Kotwskiemu mogłam dotknąć lodowatego surrealizmu, posmakować go niczym puszystego deseru lekko szczypiącego w język. I chwała mu za to!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-BOXFiJrF40U/Tw3bIlvQgZI/AAAAAAAAJog/_45cC57jFmg/s1600/_DSC0454.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-BOXFiJrF40U/Tw3bIlvQgZI/AAAAAAAAJog/_45cC57jFmg/s400/_DSC0454.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696450044309307794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Seria Asy Kryminału niewątpliwie jest perełką na polskim rynku wydawniczym, bowiem promuje rodzime kryminały będące na bardzo wysokim poziomie. Po powieści Krzysztofa Kotowskiego spodziewałam się również mocnego pstryczka w nos, pogrywania z Czytelnikiem, ale nie do końca otrzymałam to czego się spodziewałam, chociaż książka mocno trzymała mnie w napięciu. Chyba było z nią tak samo jak z "Rzeką szaleństwa". Testosteron wypływający z lektury w efekcie spowodował u mnie lekką niestrawność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Hańba" Coetzee była dla mnie przedziwnym doświadczeniem, na szczęście tę lekturę mam już za sobą i właściwie cieszy mnie to, że była tak krótka. W dalszym ciągu pochłaniam "Dallas '63", a w tramwajach i kolejkach e-poczytuję "Drogę" Mccarthy'ego - kolejną lekturę klubu dyskusyjnego &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://rozmowy-czytelnikow.blogspot.com/"&gt;Porozmawiajmy o książkach&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na samym początku roku zgłosiłam się do wyzwania &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://wrota-wyobrazni.blogspot.com/2011/12/z-poki-wyzwanie-czytelnicze-2012.html#axzz1jHGVM7iQ"&gt;Z półki&lt;/a&gt; i mam zamiar odkurzać długo leżące w mej biblioteczce tomy. Wreszcie! Wszystkich, którzy jeszcze nie przystąpili serdecznie do tego zachęcam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na sam koniec napiszę tak troszkę "po prośbie". Biorę udział w konkursie na &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Bloga Roku 2011&lt;/span&gt; (zapewne już zauważyliście kolorowy bannerek). Jeśli lubicie mój blog, podoba się to co próbuję tutaj stworzyć, czytacie mnie z przyjemnością to nieśmiało proszę Was o głosy. Każdy &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;SMS&lt;/span&gt; wysłany pod numer &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;7122&lt;/span&gt; o treści &lt;span class="blogMask"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;E00077&lt;/span&gt; (w środku są trzy zera, nie literki "o"!) za &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;1,23 zł &lt;/span&gt;uszczęśliwi nie tylko mnie, gdyż cały dochód z wiadomości tekstowych zostanie przekazany na &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych&lt;/span&gt;. Z góry wszystkim serdecznie dziękuję :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.blogroku.pl/kategorie/lyzka-gustu-garsc-dobrego-smaku-szczypta-kultury,gwjot,blog.html"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 50px;" src="http://m.onet.pl/_m/da8cc39276f6fb9665ae7c60179f9972,0,1.gif" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-4583881373879211386?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/4583881373879211386/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/gdzie-ja-jestem-mamo-krew-na-placu.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4583881373879211386'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4583881373879211386'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/gdzie-ja-jestem-mamo-krew-na-placu.html' title='Gdzie ja jestem, mamo? &quot;Krew na Placu Lalek&quot; Krzysztof Kotowski'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-viDYOfxcedA/Tw3bIY49uaI/AAAAAAAAJoU/VQWNaLRvowM/s72-c/_DSC0425.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-318903540226705001</id><published>2012-01-04T20:13:00.000+01:00</published><updated>2012-01-04T20:13:01.079+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reportaż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Officyna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db'/><title type='text'>Made in China. "Młode Chiny" Krzysztof Kardaszewicz</title><content type='html'>Dziwny to kraj. Wciśnięty pomiędzy bezkresne przestrzenie mongolskich wyżyn, usłanych setkami jurt, a egzotyczne smaki, kolory, zapachy Indii, Myanmaru, Laosu i Wietnamu. Między bajeczne górskie widoki Nepalu, a kraje byłego ZSRR. Między dwie republiki islamskie i jedną socjalistyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwny kraj. Z jednej strony dążący do podboju Kosmosu, posiadający jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek świata, z drugiej zaś strony państwo totalitarne (a zarazem kapitalistyczne), w którym wciąż pobrzmiewają echa rewolucji kulturalnej, krzyki prześladowanych wrogów reżimu. To tu znajduje się jedna z największych, zbudowanych ludzkimi rękami, budowli na świecie - Wielki Mur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PLceWSGEaXE/TwSc2mseCnI/AAAAAAAAJns/C00YQA_GPbk/s1600/_DSC0079.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PLceWSGEaXE/TwSc2mseCnI/AAAAAAAAJns/C00YQA_GPbk/s400/_DSC0079.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693848290817084018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trudno znaleźć na obecnej mapie świata państwo, które byłoby w lepszym momencie dziejowym.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Yin i Yang&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W Chinach rodzina zawsze była wielką wartością, ale współcześni młodzi ludzie coraz częściej pragną się usamodzielnić, nie chcą mieszkać w rodzinnych stronach. Pragną wyrwać się z małych wiosek do wielkich miast - tych w których najczęściej studiowali. Cóż w tym dziwnego - zapewne pomyślicie. Wszak to powszechne zjawisko nawet w Polsce - w miastach jest przecież praca, pieniądze, przyszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż młodzi Chińczycy mają już na wstępie łatwiej - dopisuje im dużo więcej szczęścia niż ich rodzicom i dziadkom, którzy w dawnych czasach nie mogli oddalać się z miejsca swego zamieszkania. Unieważnienie tej wygodnej zasady ograniczającej wolność podróżowania (wygodnej dla reżimu, gdyż biedni ludzie mieszkający na prowincji nigdy nie zasmakowali lepszej egzystencji) wywołało jednak mnóstwo problemów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzież ku radości swojej i swych rodzin zaczęła zjeżdżać do miast w poszukiwaniu lepszego bytu. W miejskich aglomeracjach, zamiast serdecznego powitania, czekały na nich szyderstwa, wyśmiewanie, swoistego rodzaju nagonka, którą podsycała ich inność, obce pochodzenie, często tylko obce naleciałości językowe. Zresztą sama możliwość podróżowania to nie wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla młodych ludzi, którym nie przeszkadza wrogość ich rówieśników pochodzących z dużych miast, dostępne są nowe drogi znacznie polepszające szanse na dobrą pracę, jakie-takie życie. Jedną z nich, najwłaściwszą, jest wstąpienie w szeregi partii. Wielu młodych Chińczyków samodzielnie podejmuje decyzję o zapisaniu się do jedynego legalnego ugrupowania w swym kraju - Komunistycznej Partii Chin. Niektórzy jednak dopiero ulegają namowom rodziców, zarówno tych wychwalających reżim i z rozrzewnieniem wspominających Mao Zedonga, jak i tych przedsiębiorczych, widzących dla swych dzieci po prostu lepszy start. Istnieje także spora grupa młodych sprzeciwiająca się wstąpieniu w szeregi komunistów i im powodzi się różnie.&lt;br /&gt;Jednak wszyscy młodzi, bez wyjątku, wiedzą, iż tylko sprzyjanie władzy może pomóc im w awansie zawodowym i zarazem społecznym. Wstąpienie do partii jest przepustką do wygodniejszego, lepszego, bo stabilniejszego świata i by posmakować tej stabilności wcale nie trzeba aktywnie uczestniczyć we wszystkich wiecach, konferencjach, zjazdach partyjnych, czasami wystarczy tam po prostu być i się uśmiechać. A w portfelu oczywiście nosić ważnie podbitą legitymację członkowską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Republika jedynaków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Świat zalewa obecnie fala przedmiotów produkowanych w Chinach. Od naszych ulubionych kubków na herbatę, przez ubrania w naszych szafach, aż po czytniki e-booków noszone w torebce czy plecaku - wszystko to wyjechało na taśmach z chińskich fabryk. Do pracy jeździmy autami składanymi przez Chińczyków, a wieczorami oglądamy filmy na chińskich telewizorach, na nogach mając ubrane chińskie kapcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największym i najważniejszym produktem Chin nie są jednak wcale urządzenia elektroniczne, sprzęt AGD/ RTV, ceramika, czy inne przedmioty użytkowe, ale ludzie. Co czwarty człowiek na naszym globie jest Chińczykiem. Jak to możliwe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie pewnie każdy z nas wyobraża sobie chiński dom, w którym mieszka wielopokoleniowa rodzina mająca mnóstwo dzieci. W domu tym matka, wyglądająca na dziesięć lat starszą niż jest, przygotowuje ogromny gar ryżu dla swego męża, swych wszystkich pociech oraz starszych członków rodu. Ryż to ich jedyny posiłek w ciągu dnia, gdyż żyją na granicy ubóstwa, tak jak setki, czy może nawet tysiące innych chińskich rodzin wielodzietnych. Co gorsze żyją też na garnuszku państwa opiekuńczego, dobrotliwego, socjalistycznego, powoli niszcząc je od środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic bardziej mylnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chińska Republika Ludowa to kraj młodych i samotnych jedynaków. Małżeństwa ze względu na ostrą chińską politykę planowania urodzin zwykle nie starają się o więcej niż jedno dziecko - decyzja posiadania większej rodziny może by obarczona surowymi konsekwencjami prawnymi, zwiększonym opodatkowaniem, czy nawet przymusową aborcją. Jedynie na wsiach dopuszcza się niekiedy posiadanie dwójki dzieci - jedyne wówczas, gdy pierwsze dziecko jest dziewczynką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Nowe otwarcie na Zachód&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Okcydentalizacja. To dziwne i wydawałoby się zarazem trudne pojęcie nie jest nazwą żadnego zabiegu medycznego, procesu chemicznego, czy substancji zakazanej. Oznacza natomiast proces akceptowania i przejmowania wzorców kultywowanych w cywilizacjach zachodnich. W Chinach jest to zjawisko wręcz powszechne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Armia jedynaków, mocnych indywidualistów, nie oglądających się na innych ludzi egoistów i egocentryków, izolacjonistów, bardzo często sięga po ideały Zachodu, w tym zachodni styl życia, muzykę, modę, literaturę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na to wszystko szczególną uwagę zwraca Krzysztof Kardaszewicz w swym króciutkim zbiorku reportaży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Młode Chiny" jednakże nie są lekturą pokazującą polskiemu czytelnikowi dziwy i odmienności chińskiej kultury. Nie jest to ani turystyczny przewodnik, ani literacki esej. Autor przedstawia nam pokrótce problemy nękające młodzież mieszkającą w tym najludniejszym kraju świata. Nie wchodzi jednak w rolę biernego obserwatora, ale jest przyjacielem, powiernikiem Chińczyków, sam też na co dzień żyje w tej rzeczywistości, spotyka się z najróżniejszymi ludźmi, dużo rozmawia, a nawet wiąże się z dziewczyną, która jest Chinką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety książka Kardaszewicza nie jest idealna. Jest jedynie cichutkim głosem w sprawie, zaczątkiem prawdziwego, pełnego reportażu, zaledwie jednym rozdzialikiem, wstępem, epizodem. Czytelnik mający ją w ręku pewnie nie domyśli się nawet, że autor spędził w Chinach cztery lata swego życia, że mieszkał z Chinką, pracował z tamtejszą młodzieżą, obracał się w ich środowisku - pomyśli za to na pewno, że "Młode Chiny" to wspomnienie z krótkiej wymiany studenckiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wątpię w to, że szerszy obraz współczesnych Chin, głębsza diagnoza społeczna, poszerzona o opis tradycji, zwyczajów, czy czynności życia codziennego pióra Krzysztofa Kardaszewicza byłaby doskonała. "Młode Chiny" jednak nie są tego typu lekturą, a przez to są zaledwie czymś poprawnym, dobrym, bo nowatorskim. Nic ponadto.&lt;br /&gt;&lt;br style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Ocena: 4/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-vTirRgOiMi8/TwSc2vbGhDI/AAAAAAAAJn0/6G72Rdanms0/s1600/_DSC0085.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-vTirRgOiMi8/TwSc2vbGhDI/AAAAAAAAJn0/6G72Rdanms0/s400/_DSC0085.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693848293160158258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza recenzja w Nowym Roku jest zarazem początkiem mego wielkiego uzupełniania zaległości. "Młode Chiny" przeczytałam we wrześniu i od tamtego czasu myślałam, co napisać o tej książce. Trudność w jej ocenieniu polegała na tym, że jest to naprawdę ciekawa analiza życia młodych Chińczyków, w większości oparta na szczerych rozmowach. Ale ja spodziewałam się czegoś więcej i wiem, że gdyby owa diagnoza była szersza na pewno by mnie zachwyciła. Bo muszę się Wam przyznać, że uwielbiam wszelkie reportaże. Ale kocham tylko te doskonałe:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza lektura w tym nowo rozpoczętym roku też już za mną. I była to lektura doskonała. Nic dziwnego, że tak lubię Yrsę Sigurdardóttir, bo "Spójrz na mnie" zarówno mnie przerażało, niepokoiło, jak i ciekawiło. Teraz w środkach komunikacji miejskiej e-doczytuję "Hańbę" Coetzee, a w domu dzierżę w rękach prawdziwą cegłę - długo wyczekiwane "Dallas '63" Kinga. Więc jak widzicie doskonałych lektur mi nie brakuje :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-318903540226705001?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/318903540226705001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/made-in-china-mode-chiny-krzysztof.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/318903540226705001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/318903540226705001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/made-in-china-mode-chiny-krzysztof.html' title='Made in China. &quot;Młode Chiny&quot; Krzysztof Kardaszewicz'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-PLceWSGEaXE/TwSc2mseCnI/AAAAAAAAJns/C00YQA_GPbk/s72-c/_DSC0079.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-3682686703430256202</id><published>2012-01-02T14:58:00.001+01:00</published><updated>2012-01-02T15:18:55.819+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obrazy'/><title type='text'>Rozważanie i planowanie 2012</title><content type='html'>Zawsze nachodzi mnie niespodziewanie i kompletnie zaskakuje. Bo jak to już? Teraz? Natychmiast?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem w czym tkwi błąd. Który element zwiastujący to przedziwne wydarzenie przegapiam. Faktem jednak jest, iż nie zdarzyło się jeszcze by nadejście stycznia mnie nie zdziwiło. Przecież raptem wczoraj był wrzesień, a przedwczoraj cieszyłam się sierpniowym słońcem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ohKHj8Jv7dE/TwGyNNJBm_I/AAAAAAAAJmI/d6e53SD3-ro/s1600/koniec_roku2011-303x370.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 262px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ohKHj8Jv7dE/TwGyNNJBm_I/AAAAAAAAJmI/d6e53SD3-ro/s320/koniec_roku2011-303x370.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693027343908576242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jednak pomimo tego, że czas jest nieubłaganym, rok 2011 zaliczam do całkiem udanych. Nie wszystko, oczywiście, mi się powiodło, nie wszystko było tak jak chciałam, ale też obyło się bez większych tragedii. Szczególnie w sferze moich pasji (w tym oczywiście tej największej - książkowej) czułam się szczęśliwa i spełniona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki był dla mnie rok 2011?&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;1. Rok zaskoczeń i rekordów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 2011 przeczytałam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;52 książki&lt;/span&gt;. Tym samym po raz pierwszy udało mi się zrealizować (i to co do jednej książki) założenia wyzwania, o którym od dawna skrycie marzyłam. W dodatku pobiłam mój zeszłoroczny wynik (26 książek) o... &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;100%&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety z czytaniem nie szło w parze recenzowanie. Zrecenzowałam jedynie &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;30 tytułów&lt;/span&gt;, a kolejne &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;22 czekają na recenzje&lt;/span&gt; w Nowym Roku i jest to bardzo przygnębiająca liczba, która stanowi mój mały wyrzut sumienia. Mam zamiar poradzić sobie z nią jednak, by nie spocząć na laurach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;30&lt;/span&gt; to też liczba przeczytanych przeze mnie &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;pozycji&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;literatury zagranicznej&lt;/span&gt;. Z literatury polskiej przeczytałam, jak łatwo się domyślić, &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;22 książki&lt;/span&gt;, jednakże myślę, iż to i tak naprawdę duża liczba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;21&lt;/span&gt; przeczytanych przeze mnie lektur to &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;kryminały i powieści &lt;/span&gt;(mniej lub bardziej) &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;sensacyjne&lt;/span&gt;. To obrazuje jak bardzo lubię tego typu literaturę. Przeczytałam także wyjątkowo dużo pozycji z &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;gatunku non-fiction&lt;/span&gt; - aż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;10&lt;/span&gt;. Nie oparłam się również &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;fantastyce&lt;/span&gt; (w tym paranormal romance) i pochłonęłam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;6 lektur&lt;/span&gt; z tej kategorii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu całego roku przeczytałam &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;12916 stron&lt;/span&gt;! To naprawdę sporo, zwłaszcza, że nawet trudno wyobrazić mi sobie tak grubą książkę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkryciem roku i prawdziwym hitem w sferach około-książkowych okazał się &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;czytnik e-booków Amazon Kindle&lt;/span&gt;, który otrzymałam w sierpniu w prezencie od mojego T. i który do dzisiaj wielbię (wielbię czytnik, chociaż mojego T. też ;)). Zatem po raz pierwszy mogę napisać, iż w tym roku przeczytałam &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;5 e-booków&lt;/span&gt; i bardzo cenię sobie możliwość e-czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;wielkich zaskoczeń&lt;/span&gt; muszę także dopisać moje przyzwyczajenia czytelnicze, które nieco się zwichrowały i zaczęłam czytać &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;kilka książek na raz&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2011 roku brałam udział w &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;7 wyzwaniach czytelniczych&lt;/span&gt;. Do jednego z nich dołączyłam we wrześniu i jeszcze niestety nie miałam okazji przeczytać ani jednej lektury - mowa tu oczywiście o &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://na-tropie-agathy.blogspot.com/"&gt;Na tropie Agathy&lt;/a&gt;. W pozostałych zaś, radziłam sobie raz lepiej, raz gorzej:&lt;br /&gt;- &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://projektnoblisci.blogspot.com/"&gt;Projekt Nobliści&lt;/a&gt; - 1 lektura, 0 recenzji&lt;br /&gt;- &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://wyzwanieoscarowe.blogspot.com/"&gt;Wyzwanie oskarowe&lt;/a&gt; - 1 film, 0 recenzji&lt;br /&gt;- &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/"&gt;Rosja w literaturze&lt;/a&gt; - 4 lektury, 3 recenzje&lt;br /&gt;- &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://klasykaliteraturypopularnej.blogspot.com/"&gt;Klasyka literatury popularnej&lt;/a&gt; - 2 lektury, 1 recenzja&lt;br /&gt;- &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://reportaziliteraturafaktu.blogspot.com/"&gt;Reporterskim okiem&lt;/a&gt; - 6 lektur, 2 recenzje&lt;br /&gt;- &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://haruki-murakami-wyzwanie.blogspot.com/"&gt;Haruki Murakami&lt;/a&gt; - 1 lektura, 0 recenzji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;2. Rok pierwszych razy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2011 rok zaskoczył mnie liczbą pierwszych razy. Było ich naprawdę dużo :)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;I. &lt;/span&gt;W &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;styczniu&lt;/span&gt; 2011 roku po raz pierwszy sięgnęłam po literaturę przeznaczoną właściwie dla młodzieży, po paranormal romance i saga napisana przez Fitzpatrick bardzo mnie wciągnęła.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;II.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;lutym&lt;/span&gt; po raz pierwszy od początku studiów przeczytałam więcej niż jedną książkę, nawet sesja mnie nie powstrzymała przed sięgnięciem po trzy lektury.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;III.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;marcu&lt;/span&gt; po raz pierwszy od kilku lat powróciłam do mojej biblioteki osiedlowej jako stała czytelniczka i jestem nią do teraz.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;IV.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;kwietniu&lt;/span&gt; po raz pierwszy w życiu byłam w Warszawie, spędziłam tam cały weekend i przyznam szczerze, że przekonałam się do tego miasta. Przed wyjazdem do stolicy po raz pierwszy ukazał się na mym blogu podsumowujący me czytanie Kwartalnik.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;V.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;maju&lt;/span&gt; po raz pierwszy nie zorganizowałam corocznego grilla dla przyjaciół, bo myśli pochłaniała mi nauka oraz... czytanie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;VI.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;czerwcu&lt;/span&gt; po raz pierwszy ukazał się na moim blogu felieton z cyklu "Nie lubię poniedziałku", który staram się kontynuować w miarę regularnie po dziś dzień.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;VII.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;lipcu&lt;/span&gt; po raz pierwszy sięgnęłam po książkę z serii Asy kryminału i przepadłam. Wtedy też pierwszy raz od dawna przeczytałam moją ukochaną lekturę dzieciństwa - "Anię z Zielonego Wzgórza".&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;VIII.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;sierpniu&lt;/span&gt; po raz pierwszy od dwóch lat pojechałam na wakacje w okolice równika i przeczytałam tam, aż osiem tytułów. Ponadto po raz pierwszy w życiu otrzymałam tak niezwykły prezent jakim jest mój Kindle 3, a także po raz pierwszy od 17 lat ukąsiła mnie osa, na które to stworzenia jestem uczulona. Wtedy też poznałam moją drogą &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt;, z którą zaczęłyśmy uskuteczniać pogaduchy środowe :)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;IX.&lt;/span&gt; We &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;wrześniu&lt;/span&gt; po raz pierwszy przeczytałam, w całości na mym czytniku, e-booka, a uczyniłam to na plaży w Łebie, gdzie spędziłam tygodniowy urlop, po raz pierwszy od 17 lat (tam też ostatni raz ukąsiła mnie osa).&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;X.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;październiku&lt;/span&gt; po raz pierwszy w życiu byłam w Poznaniu, który zachwycił mnie swoją urodą oraz pozwolił na spacer śladami bohaterów Jeżycjady.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;XI.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;listopadzie&lt;/span&gt; po raz pierwszy zorganizowałyśmy z Kaś &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czyli-syndrom_08.html"&gt;spotkanie bloggerów książkowych&lt;/a&gt; (przy okazji trwających Targów Książki), które okazało się ogromnym sukcesem! W listopadzie też po raz pierwszy w życiu wygrałam coś wartościowego w konkursie - był to czytnik Kindle 4 Classic, który miesiąc później znalazła pod choinką moja mama :)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;XII.&lt;/span&gt; W &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;grudniu&lt;/span&gt; po raz pierwszy od dawna czułam się dumna z moich dokonań czytelniczych, stałam się pewna swych planów oraz po raz pierwszy od roku bałam się zasnąć po przeczytaniu mrożącej krew w żyłach lektury (ale o niej opowiem innym razem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;3. Rok zaległości&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O zaległościach recenzyjnych już wspomniałam. Są duże, wręcz ogromne. Gorzej sprawa przedstawia się z mymi zaległościami czytelniczymi. Na półce aktualnie mam aż 177 nieprzeczytanych pozycji, a oczekuję w najbliższych dniach jeszcze kolejnych dwóch z zamówień oraz minimum dwóch recenzyjnych. W 2011 roku podjęłam duże kroki w likwidacji zalegających mi na półce lektur, ale myślę, że nowy rok, 2012 przyniesie dopiero krok prawdziwie milowy, gdyż biorę udział w wyzwaniu &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://wrota-wyobrazni.blogspot.com/2011/12/z-poki-wyzwanie-czytelnicze-2012.html#axzz1i2fguJtW"&gt;Z półki&lt;/a&gt; i liczę na to, iż moje zaległości skurczą się bardziej niźli zadeklarowana liczba 12 książek (po jednej na każdy miesiąc).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;4. Rok miłych spotkań&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż o najważniejszych spotkaniach już wspomniałam wyżej to i tak muszę podkreślić je jeszcze raz. W roku 2011 dwa razy udało mi się spotkać z moją przyjaciółką zamieszkującą inną część Polski, co uważam za całkiem duży sukces :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sierpniu poznałam Kaś, z którą kultywujemy tradycję środowych spotkań przy kawie i ploteczek na najróżniejsze tematy. Naprawdę nie wiem, co bez tych naszych chwil relaksu bym zrobiła. Ogromnie cieszę się, że poznałam Kaś i że tak mocno się zaprzyjaźniłyśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W listopadzie z Kaś zorganizowałam spotkanie blogerów, które nawet wbrew naszym wyobrażeniom okazało się wielką sprawą. Śmiechom, rozmowom na tematy około książkowe oraz te zupełnie poza książkowe nie było końca. A bloggerów obecnych na spotkaniu było więcej niż miejsca, które na ten cel zarezerwowałyśmy - to chyba możemy uznać za miarę sukcesu tego spotkania, za które jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję :) I oczywiście liczę na więcej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;5. Rok cudownych przeżyć &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 2011 przeżyłam mnóstwo wzruszeń i chwil, w których me serce biło zdecydowanie szybciej. Wszystko to oczywiście dzięki przeczytanym lekturom. A które z nich były najlepsze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykle trudno było mi wybrać te najznakomitsze, gdyż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;średnia mych ocen&lt;/span&gt; w tym roku wynosiła &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;5,14&lt;/span&gt;, zatem była naprawdę wysoka! Jakoś sobie jednak poradziłam z tym zadaniem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsza książka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Postanowiłam w tym roku, z racji ilości przeczytanych lektur, podzielić mój mini plebiscyt na kategorie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-umWgeIXzGTo/TwGyM-5uYBI/AAAAAAAAJl8/B6Z9rX8dMZY/s1600/r%252Cid%252Cd141NTA7aF41MDA7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAyLzEwLzAwMDIxMDhFX29yaWdpbmFsXzVGM0NBQ0I4Q0M5NEJBQzYuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-umWgeIXzGTo/TwGyM-5uYBI/AAAAAAAAJl8/B6Z9rX8dMZY/s320/r%252Cid%252Cd141NTA7aF41MDA7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAyLzEwLzAwMDIxMDhFX29yaWdpbmFsXzVGM0NBQ0I4Q0M5NEJBQzYuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693027340086304786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepszy reportaż&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W tej kategorii zdecydowanie zdeklasowało rywali &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Taxi: Opowieści z kursów po Kairze" Chalida Al-Chamisi&lt;/span&gt; - za niebanalne i bardzo mocne wejrzenie w egipskie społeczeństwo, za doskonałą analizę życia w tym niezwykłym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsza biografia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Najdoskonalszy opis losów niezwykłej osoby stworzyła &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Agata Tuszyńska w "Oskarżonej: Wierze Gran"&lt;/span&gt;, która to książka poraża realizmem, nie owija w bawełnę, przełamuje tabu dotyczące starości, ułomności, czy rzekomo nieprzemijającej urody i popularności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsze eseje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Chociaż książek w tym gatunku przeczytałam malutko to na uwagę z pewnością zasługuje &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Rozpacz po utracie furmanki" Jerzego Pilcha&lt;/span&gt;, który poraził mnie doskonałym i szczerym obrazem Polski w czasie trudnych przemian społeczno-politycznych w latach '90. Kunszt pisarski Pilcha powalił mnie na kolana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsza fantastyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zarzekam się, że nie lubię fantastyki, a w tym roku mam na swoim koncie pokaźną liczbę książek z tego gatunku, jednakże wśród nich przoduje niewątpliwie &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/hity-spod-lady-wampir-z-m3-andrzej.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Wampir z M3" Andrzeja Pilipiuka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Trudno mi było nie śmiać się przy tej lekturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsza klasyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie byłam w tym roku łaskawa dla klasyków.&lt;br /&gt;Za niewątpliwie, nieustająco najlepszą książkę uznaję przeczytaną powtórnie &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli-dziewczynka.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieco nowszą literaturę (właściwie współczesną), ale powoli uznawaną za "klasyczną" również muszę wyróżnić. Przede wszystkim zaś dlatego, że &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Oddział chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna&lt;/span&gt; bardzo mnie poruszył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepszy kryminał&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wydawało mi się, że w tym roku wybór najlepszego kryminału sprawi mi trudność, ale jednak zwycięzca nasunął mi się od razu i jest nim &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/06/w-lodowej-krainie-inuitow-lod-w-zyach.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Lód w żyłach" Yrsy Sigurdardóttir&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; za mrożącą krew w żyłach opowieść z pogranicza thrillera, horroru oraz właśnie kryminału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wyróżnienie w tej kategorii zasługuje także seria &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Borysa Akunina&lt;/span&gt;, którą miałam okazję w 2011 roku poznać - kryminał prowincjonalny, a więc przygody mojej ulubionej siostry Pelagii, a druga część tego cyklu &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/06/bogosawieni-cisi-mnisi-pelagia-i-czarny.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Pelagia i Czarny Mnich"&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; jest niewątpliwie genialna :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsza akcja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W minionym roku przeczytałam kilka książek, które nie były klasycznymi kryminałami, ale wielowątkowymi powieściami sensacyjno-obyczajowymi. Stąd właśnie niniejsza kategoria. A w niej pierwsze miejsce ex aequo muszę przyznać: &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Dziewczynie, która igrała z ogniem" oraz "Zamkowi z piasku, który runął" Stiega Larssona&lt;/span&gt; - za emocje, których nie otrzymałam nigdy wcześniej podczas jakiejkolwiek lektury i pewnie nigdy już nie otrzymam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najbardziej intrygująca fabuła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej zaintrygowała mnie w tym roku fabuła &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/05/degradacja-pubertalna-koniec.html"&gt;"Koniec wszystkiego" Megan Abott&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;oraz &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/mezczyzna-bez-sumienia-kobieta-bez.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Kobiety bez twarzy" Anny Fryczkowskiej&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Obie książki były skomplikowanymi powieściami obyczajowymi z mocno rozbudowanymi wątkami kryminalnymi i obie doskonale trzymały w napięciu i porażały powoli przedstawianymi czytelnikowi tajemnicami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najbardziej warta uwagi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Uważam, że najbardziej warte uwagi, chociaż nie w pełni doskonałe, były w 2011: &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/konserwa-rybna-dziewczyna-ktora-pywaa-z.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Dziewczyna, która pływała z delifnami" Sabiny Berman&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; oraz &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/swiadek-incognito-spojrz-mi-w-oczy.html"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Spójrz mi w oczy" Cammie McGovern&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Co ciekawe obie książki dotykają tematyki autyzmu i obie są świetne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Największe rozczarowanie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie najbardziej w minionym roku rozczarowała mnie książka &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Andrzeja Stasiuka "Jadąc do Babadag"&lt;/span&gt;. Spodziewałam się genialnych reportaży, soczystych opisów odwiedzanych miejsc, gorących przeżyć i intrygujących wniosków. Otrzymałam ponure eseje, przywodzące mi na myśl styl Olgi Tokarczuk, ale wcale nie tak zajmujące. Wielki zawód. Wydaje mi się nawet, iż ocena którą wystawiłam po skończeniu lektury jest nieco zawyżona...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Kit roku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Co bardzo mnie cieszy, żadnego kitu w tym roku nie zarejestrowałam. Napotykałam książki słabsze, ale żadna z nich nie była beznadziejna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Odkrycie roku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pewnie nie będzie dla Was zaskoczeniem, że za moje prywatne odkrycie tego roku uznam &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Trylogię Millenium Stiega Larssona&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Wszyscy przeczytali ją już dawno temu, ja opierałam się i udało mi się sięgnąć po nią dopiero w minionym roku. Larsson zachwycił mnie i strasznie mi przykro, że spotkanie nasze było tak krótkie. Myślę jednak, że warto było na nie tyle czekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepsza książka roku 2011&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Za najlepszą książkę, z wszystkich 52 pozycji, które przeczytałam w 2011 roku uznaję: &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Tańcz tańcz, tańcz"&lt;/span&gt;, której autorem jest &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Haruki Murakami&lt;/span&gt;. W trakcie czytania na przemian lektura ta mnie wzruszała, rozśmieszała, wprawiała w zakłopotanie, zdumienie, nawet momentami przerażała. Jest jedną z najbardziej wartościowych pozycji jaką zdarzyło mi się przeczytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na drugim miejscu plasują się&lt;span style="font-style: italic;"&gt; ex aequo&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Dziewczyna, która igrała z ogniem"&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Zamek z piasku, który runął"&lt;/span&gt;. Obie te książki Stiega Larssona całkowicie mnie rozwaliły, rozkawałkowały, zmieliły na czynniki pierwsze. Cieszę się, że mogłam je poznać. Żałuję, że nie mogę oczekiwać kontynuacji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepszy pisarz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie najlepszym pisarzem 2011 roku w moim odczuciu był &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Stieg Larsson&lt;/span&gt;. Cała jego Trylogia Millenium wzbudziła we mnie pozytywne uczucia i każdą książkę oceniłam bardzo wysoko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na uwagę jednakże zasługują także: &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Boris Akunin&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Yrsa Sigurdardóttir&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Na żadnej z książek tego przedziwnego duetu nie zawiodłam się. Uważam, że są pisarzami doskonałymi. Ale najdoskonalszy jest oczywiście Larsson :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najlepszy film&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Filmów w 2011 roku obejrzałam dużo, jednakże miałam ogromne problemy z ich recenzowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ugjDNWQ7dwQ/TwGyMqSzX5I/AAAAAAAAJlw/0xyyp6YztkY/s1600/film-reel2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ugjDNWQ7dwQ/TwGyMqSzX5I/AAAAAAAAJlw/0xyyp6YztkY/s320/film-reel2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693027334554345362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;szczególnie wyróżnieni&lt;/span&gt;e zasługują w mym mniemaniu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"O północy w Paryżu"&lt;/span&gt; w reż. Woody'ego Allena - za odtworzenie pięknej, wprost bajkowej atmosfery Paryża lat '20, za niebanalną historię i doskonałą grę aktorską;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"The King's Speech"&lt;/span&gt; w reż. Toma Hoopera - za doskonałe, wzruszające i przejmujące przedstawienie historii niezbyt znanej, lecz opartej na faktach (minus za to dla polskiego tłumacza - polski tytuł tego filmu to koszmarek);&lt;br /&gt;3. &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/03/balet-na-weekend-black-swan-rez-darren.html"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Black Swan"&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; w reż. Darrena Afronsky'ego - za psychodeliczną, wciągającą opowieść z pogranicza fantastyki i thrillera.&lt;br style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Zaś wśród filmów polskich obejrzanych przeze mnie w tym roku na uwagę zasługują tylko &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/usmiechnij-sie-w-weekend.html"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Listy do M."&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; w reż. Mitja Okorna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Najśmieszniejszymi filmami&lt;/span&gt; roku, chociaż niezbyt ambitnymi i nie wychodzącymi na wyżyny, z pewnością są:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Kocha, lubi, szanuje"&lt;/span&gt; w reż. Glenn Ficarra, John Requa - genialna komedia, przy której uśmiałam się co niemiara;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Klątwa skorpiona"&lt;/span&gt; w reż. Woody'ego Allena - bardzo klasyczna komedia kryminalna z 2001 roku, która urzekła i rozbawiła mnie bez reszty;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Kac Vegas"&lt;/span&gt; w reż. Todda Phillipsa - momentami prymitywny, napakowany testosteronem film, który jednak nie pozwala widzowi pozostać obojętnym.&lt;br /&gt;Na uwagę zasługują także dwie komedie romantyczne o podobnych tytułach: &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"To tylko seks"&lt;/span&gt; w reż. Willa Glucka oraz &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Sex story"&lt;/span&gt; w reż. Ivana Reitmana - oba ciekawe, troszkę polukrowane, ale wcale nie takie trywialne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Największe emocje&lt;/span&gt; wzbudziły we mnie wspomniany już "Black Swan" oraz ciekawy, chociaż wydawałoby się, że dosyć oklepany:&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt; "Rytuał"&lt;/span&gt; w reż. Mikaela Håfströma, z doskonałą kreacją aktorską Anthony'ego Hopkinsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Największe rozczarowanie&lt;/span&gt; przyniósł mi natomiast &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Manhattan"&lt;/span&gt; Woody'ego Allena. Film, owszem, przypadł mi do gustu i nie był taki zły, jednakże spodziewałam się obrazu o wiele lepszego, czegoś na miarę "Annie Hall", a otrzymałam tylko jedną z wielu interesujących historii. Jak dla mnie za mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Niewypałem roku&lt;/span&gt; był zdecydowanie, pobijając konkurencję na głowę, obraz  &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/usmiechnij-sie-w-weekend.html"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Baby są jakieś inne"&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; w reż. Marka Koterskiego. Nikomu nie polecam tego, w gruncie rzeczy smutnego, filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QVKEF6q3OwA/TwGv9DwlV0I/AAAAAAAAJlk/LClgvuJwKs0/s1600/rok2012.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 205px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-QVKEF6q3OwA/TwGv9DwlV0I/AAAAAAAAJlk/LClgvuJwKs0/s320/rok2012.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693024867488978754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tyle podsumowań w tym roku. Czas z impetem wejść w kolejny, nowy, świeżutki 2012 rok. Postanowień i deklaracji żadnych nie czynię, tak troszkę z przekory, ale bardzo chciałabym więcej czytać, znajdować czas na czytanie, nie bankrutować, a jednak wciąż kupować książki i mieć gigantyczną domową biblioteczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;---&lt;br /&gt;Zdjęcia znalazłam w Internecie&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-3682686703430256202?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/3682686703430256202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/01/rozwazanie-i-planowanie-2012.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3682686703430256202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3682686703430256202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/01/rozwazanie-i-planowanie-2012.html' title='Rozważanie i planowanie 2012'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ohKHj8Jv7dE/TwGyNNJBm_I/AAAAAAAAJmI/d6e53SD3-ro/s72-c/koniec_roku2011-303x370.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-3112074833047028668</id><published>2012-01-01T19:42:00.000+01:00</published><updated>2012-01-01T19:42:00.800+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kwartalnik'/><title type='text'>Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część czwarta i ostatnia w 2011 r.</title><content type='html'>Kiedy to nadszedł grudzień... Sama nie wiem. Nie wiem też kiedy i jak się skończył, chociaż wierzcie mi, wczoraj wypiłam tylko dwie małe lampki szampana :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Nowy Rok kultywowałam bowiem małą świecką tradycję - corocznego wypadu na narty skoro świt. I naprawdę było warto, chociaż teraz czuję, że nogi to mam jednak chyba z waty. Trafiłam idealnie z inauguracją sezonu narciarskiego, gdyż dzisiaj przyszła odwilż i ma być coraz cieplej.&lt;br /&gt;Zmęczenie jednak nie zwalnia mnie z konieczności podzielenia się z Wami mymi kwartalnymi osiągnięciami (no po prostu, chcę się troszkę pochwalić, chociaż pewnie przy niektórych książkowych wymiataczach wypadam blado).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękne i wielkie całoroczne podsumowanie opublikuję jutro. Dzisiaj skupię się na ostatnich trzech miesiącach mej &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;czytelniczej przygody&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9FZruf00IEc/TwCoI3GVi4I/AAAAAAAAJlY/kJascxtwH1s/s1600/ksiazka_ksiazka_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9FZruf00IEc/TwCoI3GVi4I/AAAAAAAAJlY/kJascxtwH1s/s320/ksiazka_ksiazka_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5692734799179254658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W czwartym kwartale 2011 roku przeczytałam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;15 książek&lt;/span&gt;, zatem o jedną mniej niż w trzecim kwartale. W wyjątkowo ciepłym październiku pochłonęłam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;5 tytułów&lt;/span&gt;, w suchym listopadzie tylko &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;4 lektury&lt;/span&gt;, a w świątecznym grudniu &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;6 pozycji&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łącznie w okresie od października do grudnia przeczytałam &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;5773 strony&lt;/span&gt;, więc chociaż książek było mniej niż w poprzednich trzech miesiącach to z pewnością były o wiele grubsze i taki wynik jest mym niewątpliwym rekordem kwartalnym :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mych czytelniczych wyborach dominowały znowu książki polskie - przeczytałam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;8 rodzimych tytułów&lt;/span&gt;. Niezwykle cieszę się, że na mojej drodze napotykam tyle świetnych polskich tytułów, po które mam ochotę sięgać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewątpliwym odkryciem minionego kwartału są dwa ostatnie tomy Trylogii Millenium Stiega Larssona. Zachwycił mnie ponadto czytany po raz drugi w tym roku (i to w ciągu zaledwie tygodnia) "Oddział chorych na raka" Sołżenicyna. Po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z Ianem McEwanem, czy Wojciechem Jagielskim i wiem, że to dopiero początki naszej znajomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Średnia ocen lektur z ostatnich trzech miesięcy to &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;5,03&lt;/span&gt; i jest tak samo wysoka jak średnia z poprzedniego kwartału. Trzymam więc równy poziom w wyborze mych lektur :)&lt;br /&gt;W ciągu tych trzech miesięcy wystawiłam aż trzy oceny celujące, a jedna książka była bardzo bliska ideału. Jednakże każda pojedyncza lektura sprawiała mi w tych miesiącach niebywałą radość. Wyjątkowo żadna książka mnie nie zirytowała :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wy jak wspominacie ostatni kwartał 2011 roku?&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że przynajmniej tak miło jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego miejsca pragnę życzyć Wam domowej biblioteki co najmniej tak pojemnej jak &lt;a style="color: rgb(153, 0, 0);" href="http://monotema.blox.pl/resource/4_2_09_karl_lagerfeld06407.jpg"&gt;ta Karla Lagerfielda&lt;/a&gt;, ilości przeczytanych książek większej lub równej liczbie zadeklarowanych w noworocznych postanowieniach oraz wynalezienia czasowstrzymywacza pozwalającego na ciągłe czytanie... Szczęśliwego Nowego Roku!&lt;br style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-3112074833047028668?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/3112074833047028668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/co-ile-czego-za-ile-czyli-kwartalnik.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3112074833047028668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3112074833047028668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2012/01/co-ile-czego-za-ile-czyli-kwartalnik.html' title='Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część czwarta i ostatnia w 2011 r.'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9FZruf00IEc/TwCoI3GVi4I/AAAAAAAAJlY/kJascxtwH1s/s72-c/ksiazka_ksiazka_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-5062296890657514959</id><published>2011-12-26T19:59:00.001+01:00</published><updated>2011-12-28T17:18:45.796+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mr Pile'/><title type='text'>Rozpasany Mr Pile w świąteczny czas lubi nawet poniedziałek (Pan Stosik odsłona czternasta)</title><content type='html'>Święta przychodziły prawie miesiąc. Po 1 i 11 listopada witryny wystawowe sklepów witały kupujących urodą bombek, zielonością drzewek, blaskiem światełek choinkowych, strzelistością girlandów. Na początku grudnia rozpoczął się zakupowy szał. Po kolei znikały z półek świąteczne ozdoby, w tym lampki, bańki, łańcuchy, słodycze, nadające się na prezenty zabawki, kosmetyki, różnego rodzaju sprzęty, ozdobne torebki prezentowe, a w końcu cukier, mąka, kakao i przyprawy (już w czwartek, 22 grudnia, goździki były rarytasem). Tuż przed samymi Świętami trudno było już kupić żywą i ładną jodłę. Wszyscy utonęliśmy w ferworze sprzątania, gotowania, przystrajania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Hr_1rwTkco8/Tviu-1Nq0KI/AAAAAAAAJkA/Zzliwjq7TrE/s1600/_DSC0056.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Hr_1rwTkco8/Tviu-1Nq0KI/AAAAAAAAJkA/Zzliwjq7TrE/s320/_DSC0056.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690490523642155170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nadszedł wreszcie ten świąteczny czas. Najedliśmy się, pośpiewaliśmy kolędy, znowu najedliśmy, rozpakowaliśmy prezenty, najedliśmy i pozachwycaliśmy się kilkanaście razy pięknie przybraną choinką. W między czasie pooglądaliśmy sztandarowo świątecznie "Grincha", "Jak rozpętałem II wojnę światową", "Sami swoi", a do tego "Love actually" i "Holiday". Był też nasz ukochany Kevin i to nawet w różnych odsłonach. Na lekturę może i starczyło czasu (choćby programu telewizyjnego), ale pewnie więcej znajdziemy go po Świętach.&lt;br /&gt;I tu nagle obudziliśmy się zmęczeni, zdezorientowani, z kompletnie rozregulowanym układem pokarmowym wieczorem, drugiego dnia Świąt i uświadomiliśmy sobie, że to już koniec. Całe tygodnie przygotowań i raptem trzy dni świętowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, ugotowane potrawy, piękne ozdoby, pachnące drzewko zostaną jeszcze na kolejny miesiąc, a prezenty, które otrzymaliśmy służyć nam będą nawet kilka lat. Ale nastrój świąteczny już opadł z sił, dogorywa i tak szybko nie wróci. Mimo wszystko - będzie co wspominać.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy troszkę przytyliśmy w te Święta. Jednakże Pan Stosik jest w całkiem niezłej formie. Wcale nie rozrósł się od wakacji, czyli od poprzedniej prezentacji. Może dlatego, iż utrzymuje stałą wagę, odżywia się zdrowo i z umiarem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9PP8s4U6Uzs/Tviu_PQIyXI/AAAAAAAAJkM/QSjaqoIQRNc/s1600/_DSC0078.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9PP8s4U6Uzs/Tviu_PQIyXI/AAAAAAAAJkM/QSjaqoIQRNc/s320/_DSC0078.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690490530631829874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;A oto i Mr Pile w całej okazałości&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Mania kupowania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Staram się ograniczać w moim zakupoholizmie książkowym, niestety nie zawsze mi się to udaje. Od sierpnia do listopada (był to dobry czas) nie kupiłam żadnej książki. Teraz trzymałam się mocno od Targów Książki, aż uległam promocji i znów czekam na kolejną przesyłkę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na poniższym stosiku brakuje książki zakupionej pod wpływem Targów - pierwszego tomu "Dziennika" Mrożka. Niestety o tej książce zapomniałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-r6B-PD6Pq6M/Tviu_wwP6mI/AAAAAAAAJkk/9xSu4nNkHLg/s1600/_DSC0090.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-r6B-PD6Pq6M/Tviu_wwP6mI/AAAAAAAAJkk/9xSu4nNkHLg/s320/_DSC0090.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690490539624884834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Nell" Anna Rybkowska&lt;/span&gt; - dałam się skusić w Dedalusie (było to w &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-amerykanin.html"&gt;pamiętny dzień&lt;/a&gt;, kiedy ukąsiła mnie osa i przyjechał do mnie Amerykaniec) pod wpływem jakiejś blogowej recenzji. Ciekawa jestem tej lektury.&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Czarne mleko" Elif Şafak&lt;/span&gt; - w jednym czasie premierę miały "Czarna księga" i "Czarne mleko", obie tureckich pisarzy, obie intrygujące i niespotykane. Obie chciałam nabyć, lecz pierwszeństwo miała znana przeze mnie i lubiana Elif oraz jej zbierająca pochlebne recenzje opowieść o macierzyństwie.&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Norwegian Wood" Haruki Murakami&lt;/span&gt; - po "Tańcz, tańcz, tańcz" jest moim niekwestionowanym idolem, chociaż wciąż pisarzem dosyć dziwnym, lekko zwariowanym, surrealistycznym. I tą jego "inność" właśnie kocham. Nie mogłam oprzeć się zatem różowej okładce i obietnicom, że tym razem będzie bardziej realistycznie...&lt;br /&gt;4. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Middlesex" Jeffrey Eugenides&lt;/span&gt; - dawno, dawno temu Polecanki w Biblionetce wyrzuciły mi tę oto lekturę na jedno z pierwszych miejsc. Tytuł mnie zaciekawił, autora nie znałam, ale całość zapamiętałam (przyznam, iż trochę myliło mi się z "Miasteczkiem Middlemarch", ale co tam). I gdy w namiocie z tanią książką, obok Targów Książki w Krakowie znalazłam tę pozycję nie mogłam jej nie ulec.&lt;br /&gt;5. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Śnieg" Orhan Pamuk&lt;/span&gt; - z tym pisarzem mam troszkę dziwnie. Jego książki intrygują mnie, fascynują, kuszą, najchętniej wszystkie miałabym na półce, ale... żadnej jeszcze nie przeczytałam. "Śnieg" polecała mi przyjaciółka, która gdy czytała go w pełni lata odczuwała prawdziwe zimno wychodzące z kart tej książki. Teraz ja czekam na lato :)&lt;br /&gt;6. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego" Magdalena Grzebałkowska &lt;/span&gt;- piękne wydanie książki o której wszyscy wypowiadają się pozytywnie. Koleżanka (od "Śniegu") odkrywała wraz z tą biografią uroki warszawskiego Żoliborza, gdzie tymczasowo mieszkała. Wszystkich zachwyca styl, język, niesamowita historia opowiedziana w tej książce. Ja kocham biografie oraz wiersze ks. Twardowskiego, więc musiałam ją mieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Prezentów moc&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Co prawda pod moją choinką nie znalazłam żadnych książkowych prezentów (sama sobie zrobiłam zresztą taki prezent - zamawiając znów tonę lektur), ale przecież książkowe podarki otrzymuję non-stop. Może nie są one typowe, bo recenzyjne, ale jednak traktuję je na równi ze zbiorami, które samodzielnie gromadzę. W ciągu pół roku nazbierało się ich trochę. W dodatku aż trzy z nich wygrałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Pt_Zj_QbAN8/TvivAAE3t-I/AAAAAAAAJks/hsRaxlFhfWY/s1600/_DSC0091.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Pt_Zj_QbAN8/TvivAAE3t-I/AAAAAAAAJks/hsRaxlFhfWY/s320/_DSC0091.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690490543737911266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Kiki van Beethoven" Eric-Emmanuel Schmitt&lt;/span&gt; - wygrana na facebookowym profilu &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://recenzje-leny.blogspot.com/"&gt;Leny&lt;/a&gt;, od dawna chcę poznać Schmitta i chociaż ta pozycja nie jest specjalnie doceniana to tym bardziej jestem jej ciekawa :)&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Zwiastun burzy" Mercedes Lackey&lt;/span&gt; - nagroda za głosowanie w plebiscycie &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://zlota-zakladka.pl/"&gt;Złota Zakładka&lt;/a&gt; i chociaż moi faworyci nie wygrali to na pocieszenie mam tę fascynującą, historyczną (z elementami fantastyki) lekturę :)&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Słodkie lato" Mari Jungstedt&lt;/span&gt; - kolejna część serii o komisarzu Knutasie, wydana troszkę niechronologicznie (jako szósta książka, a jest to część piąta), przez co jej czytanie sprawiło mi niemały kłopot. Jednakże książka trzyma poziom, a więcej na jej temat możecie przeczytać w mej &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/herbatniki-z-ikei-sodkie-lato-mari.html"&gt;recenzji&lt;/a&gt;. Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bellona.&lt;br /&gt;4. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Krew na Placu Lalek" Krzysztof Kotowski &lt;/span&gt;- bardzo ciekawa lektura, wciągająca od pierwszych stron, momentami straszna, a czasami frapująca. Przy tym bardzo, bardzo dziwna. Recenzja wkrótce :)&lt;br /&gt;5. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Dallas '63" Stephen King&lt;/span&gt; - niewątpliwa perełka wśród tegorocznych wydawnictw. Kolejna powieść mistrza grozy i kolejna niesamowita książkowa przygoda. Nie mogę doczekać się tej lektury!&lt;br /&gt;6.&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt; "Matki, żony, czarownice" Joanna Miszczuk&lt;/span&gt; - bardzo dobrze napisana rodzinna saga, o której tak naprawdę sama nie wiem co myśleć. Książka wciągająca, intryga rozbudowana, ale czegoś mi w niej zabrakło. &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/rudowosa-matrylinearnosc-matki-zony.html#more"&gt;Recenzja tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;7. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Obrazki z Nebraski" Grażyna Trela &lt;/span&gt;- kolejna książka recenzyjna, wspominki z czasów PRLu, napisane przez znaną scenarzystkę. Klimat tej lektury jest specyficzny, ale jakże uroczy. Można się pośmiać, wzruszyć, troszkę zastanowić i powspominać. Tę książkę oraz trzy poprzednie otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Zapraszam do przeczytania &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/jak-woda-sodowa-to-tylko-z-saturatora.html"&gt;recenzji&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;8. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Okno z widokiem" Magdalena Kordel&lt;/span&gt; - ciepła opowieść o zwariowanej archeolożce. A także o jej niezwykłej babci, urokliwym miasteczku i jego tajemnicach. Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sol, a do przeczytania recenzji zapraszam &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/podziwiajac-malowniczego-widoki-okno-z.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;9. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Dom Małgorzaty" Ewa Kujawska &lt;/span&gt;- książkę wygrałam na blogu &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://ksiazkomania-eireann.blogspot.com/"&gt;Eireann&lt;/a&gt;, w bardzo ciekawym i trudnym konkursie :) Książka, jak wyczytałam z recenzji jest niespieszna, napisana poetyckim językiem i wprost nie mogę doczekać się, gdy znajdę na nią chwilę czasu.&lt;br /&gt;10. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Gra o pałac" Monika B. Janowska&lt;/span&gt; - tę lekturę wybrałam sama, gdyż zaciekawiła mnie historia porzuconej dziewczynki, dziś dorosłej kobiety i głównej bohaterki powieści, o której urodzeniu nic nie wiadomo. W książce mamy intrygę, aferę kryminalną, a przy tym bardzo międzynarodowe towarzystwo, piękną Legnicę, bezwzględnych mafiosów i dosyć pokręconą fabułę. Sama do tej pory zastanawiam się jak ocenić tę książkę. A recenzja wkrótce :)&lt;br /&gt;11. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli-Ilovan&lt;/span&gt; - lektura, o której przeczytałam wiele dobrego i cały czas cieszę się, że wybrałam ją do recenzji. Książka trudna, bo o wojnie, o okupacji, o Kresach. Wielowątkowa, ponoć fascynująca. Mam nadzieję, że przekonam się o tym już niedługo :) Tę książkę oraz poprzednią otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Pożyczka nieprocentowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wciąż dużo książek pożyczam. Nawet bardzo dużo. Wprost mnóstwo. A potem nie mam czasu by je wszystkie przeczytać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-J4kq6ZM5VCU/Tvi2AvA1nXI/AAAAAAAAJk8/oF8JMxzhMTM/s1600/_DSC0095.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-J4kq6ZM5VCU/Tvi2AvA1nXI/AAAAAAAAJk8/oF8JMxzhMTM/s320/_DSC0095.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690498252918857074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Spójrz na mnie" Yrsa Sigurdardóttir&lt;/span&gt; - lektura długo wyczekana (w bibliotece była do niej kolejka), lecz z pewnością warta uwagi. Moje trzecie spotkanie z Yrsą i znów zapowiada się ciekawie :)&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Podróże z filozofią w tle" Michał Heller&lt;/span&gt; - lektura pożyczona od koleżanki mamy. Intrygująca.&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Arytmie" Janusz L. Wiśniewski&lt;/span&gt; - kolejna pożyczka od maminej koleżanki. Tym razem mój ukochany Janusz Wiśniewski i nawet nie wiem, czy tej lektury kiedyś Wam już nie prezentowałam, bo leży na mej półce dosyć długo...&lt;br /&gt;4. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Rzeka zimna" Magdalena Kawka&lt;/span&gt; - nie otrzymałam tej lektury od Wydawnictwa Sol, gdyż Pani Lidia namówiła mnie na "Okno z widokiem". Ale moja kochana &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt; była tak miła, że mi ją pożyczyła :)&lt;br /&gt;5. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Singer. Pejzaże pamięci" Agata Tuszyńska&lt;/span&gt; - drugie spotkanie z biografią napisaną przez Agatę Tuszyńską. Pierwsze było znakomite! Z tego co wiem wyszło nowe wydanie tej książki - nieco grubsze i na pewno bardziej kolorowe. Ja na razie pozostanę przy egzemplarzu bibliotecznym.&lt;br /&gt;6. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Woda dla słoni" Sara Gruen&lt;/span&gt; - głośna książka, na podstawie, której nakręcono film. Za mną chodzi od zeszłorocznych chorwackich wakacji, gdy przyjaciółka czytała ją na plaży i bardzo, bardzo chwaliła :)&lt;br /&gt;7. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Wysepka" Andrea Levy&lt;/span&gt; - powieść ta uśmiechała się do mnie w Dedalusie kilka razy. Wahałam się i jej nie wzięłam. W bibliotece się jednak już nie oparłam.&lt;br /&gt;8. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Pokuta" Ian McEwan&lt;/span&gt; - kontynuuję moje spotkanie z McEwanem. "Na plaży w Chesil" było ponuro i dziwnie. Teraz mam nadzieję będzie nieco lepiej. Żałuję jedynie, że film nakręcony na podstawie książki mam już za sobą...&lt;br /&gt;9. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Szatańskie wersety" Salman Rushdie&lt;/span&gt; - książka która jest moim wielkim wyrzutem sumienia. Mam ją z biblioteki i trzymam już jakieś pół roku. Muszę się wreszcie zabrać za tę skandalizującą lekturę. Pojawiła się już na moim poprzednim stosiku, niech jednakże będzie i na tym. Ot taka mała kara dla mnie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ym9wg9eRl3Q/Tviu_TS9PmI/AAAAAAAAJkc/tR-BoOHcHvQ/s1600/_DSC0083.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ym9wg9eRl3Q/Tviu_TS9PmI/AAAAAAAAJkc/tR-BoOHcHvQ/s320/_DSC0083.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690490531717398114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To oczywiście jeszcze nie koniec tegorocznych stosików. Wkrótce postaram się Wam pokazać moje choinkowe prezenty, w tym te książkowe, które sama sobie zrobiłam :) Może już jutro dojdzie pierwsza paczka, więc miejcie się na baczności!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie całuję Was mocno i spędźcie ten ostatni świąteczny wieczór spokojnie i radośnie. Mój na pewno taki będzie - zamierzam bowiem czytać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-5062296890657514959?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/5062296890657514959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/rozpasany-mr-pile-w-swiateczny-czas.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/5062296890657514959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/5062296890657514959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/rozpasany-mr-pile-w-swiateczny-czas.html' title='Rozpasany Mr Pile w świąteczny czas lubi nawet poniedziałek (Pan Stosik odsłona czternasta)'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Hr_1rwTkco8/Tviu-1Nq0KI/AAAAAAAAJkA/Zzliwjq7TrE/s72-c/_DSC0056.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-7376431703643184347</id><published>2011-12-24T11:52:00.000+01:00</published><updated>2011-12-24T12:09:46.203+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><title type='text'>Dziś taki dzień</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Przy stole tymczasem zaczął się ruch - zbierano talerze i półmiski, pozostawiając na obrusie plamy po barszczyku - i nastało to charakterystyczne ożywienie, poprzedzające moment rozdawania gwiazdkowych prezentów. Gabrysia mrugnęła na Elkę i Tomka, po czym dyskretnie wywiodła ich na korytarz, gdzie przytwierdziła Tomkowi odstającą z boku bródkę i poprawiła gwiazdki, odklejające się już od policzków Aniołka.&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-style: italic; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pokoju pogaszono światła, zapalone uprzednio na wyraźną i kategoryczną prośbę ojca Borejki, który nie lubił jeść ryby po ciemku. Teraz znów paliły się tylko świeczki na choince i w lichtarzach na stole. Znów dała się słyszeć kolęda, tyle, że zamiast chóru Mazowsza zabrzmiał liryczny tenor ojca Borejki oraz zharmonizowane soprany i alty jego ukochanych kobiet.&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-style: italic; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomek zarzucił wór na plecy.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- No, Aniołku - powiedział - Praca czeka. Ojejku, mam wrażenie, że tu są głównie książki."&lt;/span&gt; *&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wy1vYp7l3J4/TvWrZJVqw7I/AAAAAAAAJjg/HqLF6c9TNNU/s1600/708px-Wigilia_potrawy_554.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 271px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-wy1vYp7l3J4/TvWrZJVqw7I/AAAAAAAAJjg/HqLF6c9TNNU/s320/708px-Wigilia_potrawy_554.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5689642152744371122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Pragnę Wam życzyć pachnących świeżą choinką, barszczykiem, rybami, błyszczących choinkowymi światłami i pierwszą gwiazdką, rozbrzmiewających melodią kolęd, cieszących oko prezentami leżącymi pod świątecznym drzewkiem, Wesołych Świąt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;I niechaj większość gwiazdkowych podarunków przyniesiona, czy to przez Gwiazdora, Mikołaja, czy przez Gwiazdkę i Aniołka, będzie jednak książkowa :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;* Małgorzata Musierowicz, "Noelka", Akapit Press 1995, str. 155&lt;br /&gt;** zdjęcie znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-7376431703643184347?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/7376431703643184347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/dzis-taki-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7376431703643184347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7376431703643184347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/dzis-taki-dzien.html' title='Dziś taki dzień'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-wy1vYp7l3J4/TvWrZJVqw7I/AAAAAAAAJjg/HqLF6c9TNNU/s72-c/708px-Wigilia_potrawy_554.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-8106815195968186984</id><published>2011-12-21T11:38:00.002+01:00</published><updated>2012-01-02T12:54:14.152+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bliski Wschód'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z notatnika podróżnika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Turcja'/><title type='text'>Miasto tysięcy minaretów. Drugi spacer</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;"Gdy mury kamienicy pomalowano od góry do dołu na kolor popielaty, a  obramowania okien i balustrady balkonów na dwa odcienie szarości i gdy  wykończono delikatne ozdoby wijące się jak dzikie wino wokół  dwuskrzydłych drzwi wejściowych, budynek olśniewał nieskalaną  czystością. Najsilniej rzucającą się w oczy jego cechą było to, że każde  piętro różniło się od pozostałych, a całość na życzenie Pawła  Pawłowicza Antipowa została wzniesiona w niemodnym już secesyjnym stylu.  Mieszkania na parterze, jakby w celu zrekompensowania bra­ku balkonów,  miały okna większe niż na wyższych piętrach. Balkony zaś na każdej  kondygnacji były inne. Na drugiej miały półkolisty kształt i wystawały  śmiało poza lico ściany, na trze­ciej kryły się w korpusie budynku, tak  że można było na nich zasiadać bez obawy, że zostanie się dostrzeżonym z  ulicy. Na czwartej kondygnacji nie miały metalowych balustrad, lecz  otoczone były murkiem z płaskorzeźbami w kształcie kwiatów, na obu  końcach murka ustawiono wielkie marmurowe donice, w których można było  zasadzić żywe kwiaty. Różnice były tak znaczne, że każdy, kto tu  zawędrował, nie mógł uwolnić się od myśli, że mieszkańcy kamienicy wcale  nie dzielą jednej przestrzeni..."&lt;/span&gt; *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://media.lonelyplanet.com/lpi/23261/23261-39/681x454.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 446px; height: 353px;" src="http://media.lonelyplanet.com/lpi/23261/23261-39/681x454.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;Pałac Topkapı&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z zacienionych murów Hagii Sofii jest  całkiem blisko do drugiego najpopularniejszego punktu wycieczkowych  wojaży turystów z całego świata - do Pałacu Topkapı. Tę przyjemność pozostawiłam sobie jednak na kolejny, drugi dzień spaceru po niesamowitym Stambule.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rano budząc się kompletnie niewyspana, zrywana w nocy co rusz przez hałas miasta, pogwizdywania, ruch uliczny, czy wreszcie poranne wezwanie do modlitwy, z ledwością stoczyłam się na śniadanie. Szwedzki stół, jajeczniczka, tosty z masełkiem, dżem i herbata, która dziwnie szybko postawiła mnie na nogi. O powodzie nagłego przypływu energii zorientowałam się dopiero później, opuszczając restaurację i zerkając na barek. No tak, trzeba być mną, nieprzytomną, rozkojarzoną, by wypić całą filiżankę samej esencji herbacianej, nie rozcieńczając jej wodą! Ale po takiej przygodzie, takim zastrzyku energii mogło być już tylko lepiej. I było!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Stopić sułtańskie lody&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przed odwiedzeniem  kompleksu pałacowego, zamieszkanego aż do XIX wieku przez sułtana i  jego rodzinę, musimy porzucić tradycyjne myślenie o budynku  pałacu, w znaczeniu europejskim. Topkapı Sarayı nie jest jednym  budynkiem, nie przypomina przez to Pchlego Pałacu - Pałacu Cukiereczek, wkomponowanego w plątaninę stambulskich ulic w świecie wykreowanym przez Elif Şafak. Jest bowiem całym kompleksem, małym pałacowym miastem w mieście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.trekexchange.com/images/Topkapi.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 295px;" src="http://www.trekexchange.com/images/Topkapi.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;font-size:78%;" &gt;Topkapı z lotu ptaka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W Topkapı  są aż cztery dziecińce, z których każdy kolejny odsłania przed  nami coraz więcej tajemnic władców Imperium Osmańskiego. Cztery dziecińce, jak cztery wieki podczas, których Pałac był rezydencją sułtańską, niczym kolejne poziomy wtajemniczenia, były niegdyś udostępniane odpowiednio: pierwszy - wszystkim, drugi - gościom, trzeci - rodzinie, bliskim przyjaciołom, służbie i wreszcie czwarty - pozostawał do dyspozycji jedynie sułtana i jego najbliższych. Przejście przez kolejne bramy stanowi dla przybysza niemały krok  w odkrywaniu sułtańskich tajemnic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godne uwagi w Pałacu są ponadto: składający się z kilkuset pokoi harem - mieszkanie dla czterech żon sułtana i jego licznych kochanek, którym zarządzała... mama sułtana (!) oraz sala tronowa, zwana także Sanktuarium Płaszcza Proroka, gdzie można zobaczyć jedyne w swoim rodzaju relikwie muzułmańskie m.in. tytułowy płaszcz proroka Mahometa, jego dwa miecze i łuk, ukruszony podczas zmagań bitewnych ząb, kilkadziesiąt włosów z brody, odcisk stopy oraz miecze pierwszych kalifów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.iconofile.com/events/images/topkapi.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 440px; height: 260px;" src="http://www.iconofile.com/events/images/topkapi.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Miasto w mieście&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Będąc w Stambule nie mogłam poświęcić całego dnia na zwiedzanie Topkapı, czego do dzisiaj bardzo żałuję i planuję swój wielki powrót nad Bosfor właśnie z tego względu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Osmańska Femme fatale&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na otarcie łez udałam się natomiast do łaźni Roxelany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2b/Haseki_Huerrem_Sultan_Roxelane.jpg/484px-Haseki_Huerrem_Sultan_Roxelane.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 308px; height: 383px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2b/Haseki_Huerrem_Sultan_Roxelane.jpg/484px-Haseki_Huerrem_Sultan_Roxelane.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Piękna sułtanka, czy przebiegła zazdrośnica?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Roxelana, czy też Roksolana, znana w Turcji jako Haseki Hürrem Sultan była ukochaną żoną Sulejmana Wspaniałego i matką jego następcy - Selima II. Bezwzględna władczyni najpierw doprowadziła do odsunięcia od męża swojej poprzedniczki i wykorzystując jego wielką miłość stała się na wiele lat jedyną sułtańską małżonką, a później przyczyniła się do zabicia następcy tronu, starszego syna Sulejmana ze związku z poprzednią żoną - Mustafy - jednocześnie zapewniając swojemu pierworodnemu władzę. Warto też wspomnieć, iż z prawdopodobnie Roxolana nazywała się wcześniej Alexandra Anastasia Lisiecka i urodziła się ok. 1505 roku w Rohatynie, na Rusi Czerwonej, w granicach ówczesnej Korony Królestwa Polskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno była niesamowicie piękna, czym oczarowała sułtana bez reszty. Ponoć nie grzeszyła pokornością i podległością zaciekle walcząc o swoje racje. Potrafiła owinąć Sulejmana wokół palca, przez co miała ogromne, jak na byłą niewolnicę, brankę turecką, porwaną w wieku raptem kilku lat z rodzinnego domu, wpływy. Działała na rzecz dyplomacji i zachowania dobrych stosunków pomiędzy Imperium Osmańskim, a Europą, w tym jednym z najsilniejszych i największych mocarstw tamtego okresu... z Rzeczpospolitą, korespondując co najmniej dwukrotnie (tylko dwa listy się zachowały) z polskim królem. Wydaje się, że nie tylko sułtan, ale także poddani kochali sprytną i urodziwą władczynię. Często utożsamiana jest bowiem z dużym zaangażowaniem w pomoc społeczną, z pracami charytatywnymi, z budową szpitali, przytułków, meczetów, szkół i innych budynków użyteczności publicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://romeartlover.tripod.com/Istanbp1.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 423px; height: 237px;" src="http://romeartlover.tripod.com/Istanbp1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;a target="_blank" id="iwreviews_14483778568238096600" href="http://maps.google.pl/maps/place?cid=14483778568238096600&amp;amp;q=Sultan+Ahmet+Park%C4%B1&amp;amp;hl=pl&amp;amp;cd=1&amp;amp;cad=src:ppiwlink,view:smartmaps&amp;amp;ei=U7HxTqPdD5O__QbK1ZXzBw&amp;amp;sig2=6nkWe7Uv-XphRio7Ixjs-w&amp;amp;dtab=2"&gt;&lt;span dir="ltr" id="place-title"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;font-size:78%;" &gt;&lt;div&gt;&lt;span dir="ltr"&gt;Łaźnie Roxelany widziane od strony Sultan Ahmet Park&lt;/span&gt;ı&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jednym z zachowanych budynków ufundowanych przez Sulejmana oraz Roxolanę są łaźnie Haseki Hürrem Sultan Hamamı zbudowane w XVI wieku, a zaprojektowane przez czołowego architekta Imperium Osmańskiego - Mimara Sinana. Łaźnie te mają nie tylko niesamowitą historię, ale także urokliwe wnętrze, które aktualnie zostało zaadaptowane na swoistego rodzaju... sklep z dywanami. Piękne, grubo tkane, oryginalne, tureckie dywany zachwycają swoją puszystością i urodą. Niestety nie dane nam jest zabrać ze sobą taki skarb do domu, a szkoda...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie kiedy odwiedzałam Stambuł łaźnie Roxolany nie funkcjonowały w pełni, jako prawdziwe tureckie SPA, ale wyczytałam, że teraz się to zmieniło i odrestaurowanemu, niesamowitemu budynkowi sprzed pięciu wieków przywrócono jego pierwotny charakter. A któż nie chciałby zażyć kojących ciało i duszę zabiegów w sułtańskim hammamie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.routard.com/images_contenu/communaute/photos/publi/046/pt45977.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 409px; height: 307px;" src="http://www.routard.com/images_contenu/communaute/photos/publi/046/pt45977.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;font-size:78%;" &gt;Jeśli chcesz kupić w Stambule dywan to tylko w sułtańskich łaźniach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Wychodząc z łaźni i idąc w kierunku ulicy Yerebatan podziwiamy z mamą jeszcze raz (który to już?) piękny widok na Błękitny Meczet (po lewej) oraz Hagię Sofię (po prawej). Z wrażenia wchodzimy na przejście dla pieszych, nie patrząc czy nie nadjeżdża żaden samochód. Omal nie zostajemy przy tym potrącone przez eleganckie BMW z wytwornym mężczyzną w środku oraz zawiniętą kobietą na siedzeniu pasażera. Przytomność umysłu odzyskujemy dopiero, gdy słyszymy nieprzyjazne pokrzykiwania kierowcy, głośne trąbienie i zauważamy, iż miałyśmy zielone światło. Impulsywnie pukam kierowcy w czoło, a moja dotychczas spokojna i stonowana mama posłużyła się innym, międzynarodowym znakiem przekazu wyrażającym swoje niezadowolenie i oburzenie. W jednej chwili kobieta na siedzeniu skurczyła się, a na jej twarz wstąpiło niedowierzanie. Jej małżonek wyglądał na niemniej zaskoczonego i po tym jak opuściłyśmy przejście ruszył z piskiem opon przy towarzyszących mu pogwizdywaniach i śmiechach z pobliskiego skweru, na którym stali młodzi ludzie widzący całą naszą "przygodę". Tak to jest zostać skompromitowanym przez "posłuszne" kobiety. (Dzisiaj wiem, iż to co uczyniłyśmy wcale nie było takie mądre...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostało nam już niewiele czasu do wyjazdu ze Stambułu, dlatego ostatnie chwile wycieczki postanowiłyśmy przeznaczyć na zakupy oraz jakiś posiłek. Ale o tym może innym razem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d6/Topkapi_B15-06.jpg/800px-Topkapi_B15-06.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 421px; height: 295px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d6/Topkapi_B15-06.jpg/800px-Topkapi_B15-06.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Stambuł odwiedziłam pięć lat temu, podczas długich wakacji na południu Bułgarii. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie widziałam podobnego tworu miejskiego. Eklektycznego, egzotycznego, a przy tym tak bardzo próbującego zmieścić się w europejskich ramach (ze strzelistymi minaretami na każdym skwerze).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam Was także na mój &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2010/10/miasto-tysiecy-minaretow-pierwszy.html"&gt;pierwszy spacer po mieście tysięcy minaretów&lt;/a&gt;, odwiedziny w &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2010/11/pierwszy-dzien-listopada-niezwyke.html"&gt;stambulskiej nekropolii sułtańskiej&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;oraz recenzję mojej ukochanej książki, której świat wpisany jest w realia tego miasta - &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2010/09/yczek-raki-o-poranku-pchli-paac-elif.html"&gt;"Pchli pałac" Elif Şafak&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tymi krótkimi odwiedzinami w Stambule pragnę wywołać wreszcie zimę :) Mam nadzieję, że gdy rozmarzę się o gorącym lecie, ciepłym morzu i pięknym, gwarnym, nieco orientalnym mieście wówczas zima postanowi zrobić mi wreszcie na złość i sypnie śniegiem. Ma jeszcze na to tylko 3 dni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Elif Şafak, "Pchli pałac", Wydawnictwo Literackie 2002, str. 70&lt;br /&gt;** zdjęcia znalazłam w Internecie&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-8106815195968186984?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/8106815195968186984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/miasto-tysiecy-minaretow-drugi-spacer.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8106815195968186984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8106815195968186984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/miasto-tysiecy-minaretow-drugi-spacer.html' title='Miasto tysięcy minaretów. Drugi spacer'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-5323741730997606834</id><published>2011-12-14T23:57:00.010+01:00</published><updated>2011-12-18T18:01:01.669+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bliski Wschód'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pożyczone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Noir sur Blanc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Turcja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db'/><title type='text'>Maca dla wirujących derwiszy. "Młodzi Turcy" Farhi Moris</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-R3lBfAjbiLM/TukpObpr4JI/AAAAAAAAJjQ/UUcfFLMeBNI/s1600/mlodzi-turcy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 249px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-R3lBfAjbiLM/TukpObpr4JI/AAAAAAAAJjQ/UUcfFLMeBNI/s400/mlodzi-turcy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686121332449468562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Początki XX wieku były na całym świecie czasem burzliwych przemian, samookreślenia się społeczeństw, wyzbywania dawnych, skostniałych systemów, zrzucania kajdan absolutyzmu.&lt;br /&gt;Kosmopolityczne, różnokulturowe, potężne imperium tureckie w 1923 roku stało się państwem prawdziwie rozdartym pomiędzy różne narody, języki, kultury, systemy władzy. Pomiędzy różne kontynenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wyniku reform Republika Turecka weszła jednak na drogę modernizacji i unowocześnienia całego aparatu państwowego oraz zarazem zbliżenia go do europejskich standardów. Jednocześnie Turcja , otwarta na Europę, z nowym alfabetem łacińskim (zamiast dotychczasowego - arabskiego), z zakazem poligamii i powszechną laicyzacją, została niespodziewanie kolebką tolerancji i ogólnokulturowej współpracy. Obywatele różnych narodowości, religii, wyznań żyli w tym kraju, obok siebie, w całkowitej zgodzie i szacunku. Taki stan rzeczy istniał mniej więcej do roku 1941. Wtedy to, 18 czerwca, Turcja podpisała traktat o przyjaźni i nieagresji z III Rzeszą niemiecką. I choć pozostała w ogniu wojny wciąż neutralna to mocno przypieczętowała ten niechlubny fakt bliskiej współpracy i sympatyzowania z państwami Osi.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Dojrzałość wędrującego bigamisty&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W tej przedziwnej rzeczywistości żyje Musa, chłopak wspominający wciąż brutalne wyrzucenie poza granice dzieciństwa - wydalenie z damskiej łaźni, do której chodził jako chłopiec wraz ze swą uroczą opiekunką. Nagłe wpędzenie w dorosłość to nie tylko problem Musy. Mustafa coraz bardziej pogrąża się w zakazanej namiętności z kobietą zmieniającą kochanków jak rękawiczki.&lt;br /&gt;Rıfat przeżywa pierwsze dojrzałe, życiowe rozczarowanie - zakochany bez pamięci w uroczej Gül, zostaje nie tylko odrzucony, ale przede wszystkim wyśmiany, a przy tym obrażony i posądzony o bycie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dönme&lt;/span&gt; - nawróconym na islam Żydem. Bilâl postanawia podjąć się męskiej wyprawy do oblężonej przez nazistów Grecji, by uratować swoją ukochaną ciotkę, która jako Żydówka jest w wielkim niebezpieczeństwie. Adem zaś jest kompletnie  załamany, gdyż doprowadził do śmierci swojego partnera akrobatycznego. Z tej depresji próbuje go wyrwać Dziewczyna - nie posiadająca imienia członkini trupy cyrkowej, mocno w nim zakochana.&lt;br /&gt;Poznajemy także niezłomnego obrońcę uciśnionych, ratującego z opresji właściciela karczmy, który następnie pojmuje za żonę córkę karczmarza, lecz szybko okazuje się człowiekiem fałszywym, mającym liczne małżonki i kochanki w każdej przydrożnej wiosce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Młodzi gniewni Kolumbowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Turcja w książce Morisa Farhiego ukazana jest nie tylko, jako kraj wielu kultur, ale też nieporadny twór, nieradzący sobie z trudną polityczną rzeczywistością, wciąż tłumiący przeciwników, kierujący się mocnymi namiętnościami, a nie logiką, ulegający mocniejszym, a przez to krzywdzący swoich obywateli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tureckiej rzeczywistości inne religie tolerowane są do pewnego momentu, rodziny żydowskie jednego dnia przyjaźnią się z muzułmańskimi, spotykają, spędzają razem czas dobrze się bawiąc, by następnego, wobec zaostrzenia ekspansyjnej polityki nazistowskich Niemiec i strachu Turcji, być wyśmiewane, nienawidzone, szykanowane, a nawet okradane - pod pozorem specjalnego państwowego podatku tylko dla Żydów, w dodatku wciąż podnoszonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne poglądy, inne wyznania niż te "właściwe" są tępione. Przeciwnikom politycznym zamyka się usta. Dążących do prawdy historycznej, wyznania win, pozbycia się ormiańskiego wyrzutu sumienia, czy pogodzenia się z Grekami, knebluje się i zamyka w odosobnieniu. Wśród wielu represjonowanych znajduje się też Nazım Hikmet - turecki poeta, gorący przeciwnik ówczesnej władzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbite społeczeństwo szybko przyswaja sobie ten układ sił, zaczyna patrzeć na wszystko oczami rządu, opracowuje szybki plan przetrwana. Tylko młodym Turkom wyrządzona zostaje wielka krzywda, gdyż nie mają możliwości by normalnie funkcjonować, gdy ich przyjaciele są szykanowani, potępiani, a oni muszą milczeć i ślubować posłuszeństwo. To oni nie rozumieją dlaczego ich ukochany kraj, Wielka Turcja, zrobiła krok w tył i nie dąży już do nowoczesności, do pogodzenia wielokulturowości z indywidualizmem i tolerancją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Pępek świata Bosfor&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;"Młodzi Turcy" są książką-wskazówką. Pokazują nam, Europejczykom, drogę, którą wybrał ogromny kraj rozbity pomiędzy dwa kontynenty, między Wschód i Zachód, między kilka religii, kilkanaście narodowości. Ta neutralna ostoja II Wojny Światowej, ten gigant starający się od tak wielu lat o wstąpienie do UE. Ten przedziwny organizm państwowy, który po dziś dzień wielbi Atatürka, chociaż niegdyś sprzeciwił się hasłom jego kemalizmu, a nade wszystko wystąpił przeciwko równości, wolności i demokracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta intrygująca i mocno oblegana przez współczesnych turystów Turcja, państwowość, gdzie wciąż istnieją miejsca, w których małżeństwa są aranżowane, kobiety obrzezane, a na balkonach nowoczesnych apartamentowców przetrzymuje się żywego baranka, mającego stanowić ofiarę w muzułmańskie Święto Ofiarowania, wyłania się z każdej stronicy tej przedziwnej mozaiki powieściowej, mieniącej się mnóstwem barw, lecz ostatecznie zamykającej się w trzynastu zajmujących historiach. Być może opowiadanym przez tureckie matki swoim małym dzieciom, jeszcze nie do końca zdającym sobie sprawy z tego, czym może być tureckość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 4/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zvW_i9xw4FM/TukpHJy9SlI/AAAAAAAAJjE/GO4H6tqFMqM/s1600/blekitny_meczet%252C5027.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-zvW_i9xw4FM/TukpHJy9SlI/AAAAAAAAJjE/GO4H6tqFMqM/s400/blekitny_meczet%252C5027.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686121207397435986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lektura przeczytana bardzo dawno temu, na szczęście wrażenia wciąż żywe. Nic dziwnego, trudno zapomnieć ten przedziwny kraj, Turcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wynurzenia Palikota już za mną. Końcówka niestety nie była łatwa. Teraz kończę "Grę o pałac" i zastanawiam się: co dalej? Wolelibyście wybrać się do Dallas czy na Islandię?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spojrzałam dzisiaj w kalendarz, a tu... za tydzień Święta. Czas biegnie niesamowicie szybko, a do mnie przyplątało się jakieś dziwaczne choróbsko - gorączki nie mam tylko boli mnie szyja, a na mej brodzie coś zakwitło (?). A ponieważ czuję się osłabiona, a wykwit nie przypomina kwitnienia mych pięknych storczyków to mam nadzieję, że do przyszłego tygodnia wydobrzeję, w czym pomóc mi ma jutrzejsza wizyta u lekarza :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* zdjęcia znalezione w Internecie&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-5323741730997606834?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/5323741730997606834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/maca-dla-wirujacych-derwiszow-modzi.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/5323741730997606834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/5323741730997606834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/maca-dla-wirujacych-derwiszow-modzi.html' title='Maca dla wirujących derwiszy. &quot;Młodzi Turcy&quot; Farhi Moris'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-R3lBfAjbiLM/TukpObpr4JI/AAAAAAAAJjQ/UUcfFLMeBNI/s72-c/mlodzi-turcy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-697707273346348284</id><published>2011-12-13T15:13:00.006+01:00</published><updated>2011-12-13T15:29:05.678+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pożyczone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fabryka Słów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><title type='text'>Hity spod lady. "Wampir z m3" Andrzej Pilipiuk</title><content type='html'>Dzisiejszy świat galopuje niczym rącza gazela. Konsumpcjonizm atakuje nas już z każdej sklepowej wystawy, z każdego odebranego nieopatrznie e-maila, czy nawet z każdego ruchu kciuka błądzącego po pilocie od telewizora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2q4sfhRhxl4/TudVIT9VA8I/AAAAAAAAJiQ/Ub1lLq3rA9Y/s1600/_DSC0222.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-2q4sfhRhxl4/TudVIT9VA8I/AAAAAAAAJiQ/Ub1lLq3rA9Y/s400/_DSC0222.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685606655863358402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I pomyśleć, że kiedyś tego wszystkiego nie było. Nie było tysiąca kanałów telewizyjnych, wystawy sklepów rozczulały jedynie makabrycznymi atrapami produktów, które powinny być dostępne od ręki (lecz nie były), a o Internecie nikt wtedy nawet nie marzył.&lt;br /&gt;Istniała za to ważna i przydatna rzecz dla każdego konsumenta - reglamentacja towarów. Chcąc kupić cukier dzisiaj idziemy do supermarketu i albo go załadujemy do koszyka, albo w ogóle nie uświadczymy na półce. Niegdyś musieliśmy mieć poza chęcią nabycia cukru, także kartkę uprawniającą do jego kupienia, którą można było zdobyć w sposób bardziej lub mniej legalny. Lecz nawet posiadacze kartek musieli liczyć się z tym, że pożądanego towaru mogą jednak nie otrzymać.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Porządek musi być&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mieszkania w PRLu to temat rzeka. Nie było z nimi rewelacyjnie, zresztą tak jak z wszelkimi dobrami w tamtych czasach (nie dotyczy to prawdopodobnie octu). By otrzymać własne cztery kąty należało zapisać się na listę oczekujących. Z czasem powstawały też listy oczekujących na oczekiwanie. Szansę na skurczenie czasu oczekiwania mieli Ci, którzy przysłużyli się ludowej ojczyźnie, robotnicy przemysłowi, suwnicowe, milicjanci, urzędnicy. Prominenci partyjni mogli wprowadzać się do własnych mieszkań właściwie od razu. Plusem tej sytuacji było to, iż każdy prędzej czy później otrzymywał wymarzone mieszkanie i to prawie za darmo. Ceną był wkład budowlany płacony na początku i później regularnie, co miesiąc, ale przecież można było, po uprzednim opłaceniu mistrzów w spółdzielni, zamieszkać we własnym M3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórym nie dane było sprawnie funkcjonować w tej szczególnej sytuacji politycznej, w tej przedziwnej gospodarce planowanej. Choćby wampiry - one to dopiero nie miały łatwego życia. Nie dla nich była żywność na kartki, przydziały mieszkań, samochodów, pralek, lodówek oraz innego AGD i RTV. Jako istoty nadprzyrodzone nie miały bowiem właściwie prawa istnieć w ateistycznej rzeczywistości PRLu. Ale nie oznacza to, że nie istniały...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Krwisty stek raz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Gosia, przytłoczona mnóstwem młodzieńczych problemów, nieodwzajemnioną miłością do cudownego Limahla, który zdaje się nie mieć o jej istnieniu bladego pojęcia, zrozpaczona interesownością swojego chłopaka, postanawia popełnić samobójstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyż to nie doskonały początek mocnej i głębokiej powieści psychologicznej? Nie tym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gosia budzi się następnego dnia w mrocznym miejscu. Okazuje się, że nie śpi we własnym łóżku, lecz w wyściełanej trumnie w jakimś grobowcu. Minął tak naprawdę nie jeden dzień, ale długi czas, rodzina na jej widok ucieka z krzykiem wciąż wmawiając sobie, że przecież pochowali niepokorną samobójczynię. W dodatku nasza bohaterka za nic na świecie nie może poprawić sobie fryzury ani przypudrować noska, gdyż nie widać jej odbicia w żadnym lustrze, a jej serce nie bije tak jak powinno oraz jakoś radzi sobie bez oddychania... Diagnoza? Przewlekły wampiryzm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SzpYT2VhCKE/TudVIA9Ir5I/AAAAAAAAJiE/IghQ5SEQpMo/s1600/_DSC0220.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-SzpYT2VhCKE/TudVIA9Ir5I/AAAAAAAAJiE/IghQ5SEQpMo/s400/_DSC0220.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685606650762276754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale Małgosia jakoś nie wierzy. Nie przyjmuje do wiadomości tego kim się stała, dopóki nie spotyka na swej drodze takich samych jak ona, wampirów próbujących przetrwać w komunistycznej rzeczywistości. Niektórym udaje się żyć na całkiem dobrym poziomie, wykorzystując nabyte przed kilkuset laty umiejętności stają się bowiem doskonałymi robotnikami i swoje przyjemne życie okupują ciężką pracą w fabryce i dzieleniem się z innymi swym wielkim doświadczeniem. Inni porzucają wszystkie dotychczas wyznawane poglądy na rzecz jedynej światłej idei... komunizmu. Do paczki należy też dostojny hrabia, funkcjonujący całkiem dobrze pod rządami proletariatu, a nieco poza nią jest przystojny wilkołak, prawdziwy młody gniewny, który kilka razy, nie wiedzieć czemu, ratuje Gosię z opresji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy oni, persony non grata, wyjęci spod prawa, żyjący na marginesie społeczeństwa, ostrożnie planujący każdy krok w obawie przed esbecją, mocno zatracili swój wielowiekowy charakter. Stali się leniwi, ponuro przyjęli wszystkie niedogodności życia w ukryciu i wyzbyli się już nawet ochoty na picie ludzkiej krwi, czy częste przemienianie się w wilka. Przed zbliżającym się upadkiem tradycji i obyczajów może ochronić wampiry znalezienie tajemniczej księgi, do poszukiwań której ochoczo przystępują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Spokojnie towarzysze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Piekielnie bałam się czytać &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;„Wampira z M3”&lt;/span&gt; w miejscach publicznych. Bowiem sięgając po tę książkę w kolejce w przychodni, czy urzędzie, podróżując komunikacją miejską co rusz, jak rasowa wariatka, wybuchałam głośnym śmiechem. A śmiać miałam się z czego, bo powieść ta to plątanina wartkiej akcji i porażającego humoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy tu babcię-dewotkę przypuszczającą atak na wampiry wraz z paczką uzbrojonych po zęby i mocno leciwych Akowców, mamy mumię egipskiego kapłana nagle budzącą się do życia w muzeum, której za wszelką cenę trzeba pomóc wydostać się z zamkniętego, komunistycznego kraju do dalekiego Egiptu. Mamy szmuglerów, cinkciarzy, histeryczny napad na Pewex, poszukiwanie deficytowego towaru, jakim jest eleganckie sukno. Mamy wreszcie ciekawe relacje „międzyludzkie”, a właściwie „międzywampirowe”, rozciągające się też na inne istoty nadprzyrodzone, które ze względu na niebijące serca i niepulsującą w żyłach krew są kompletnie nieemocjonalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Andrzej Pilipiuk&lt;/span&gt; naprawdę się postarał i stworzył prawdziwie prześmiewczą, ironiczną, krwiożerczo-uroczą odpowiedź na nagłe zapotrzebowanie rynku czytelniczego na wampirze opowieści. Jednakże takich wampirów, jak w tej powieści nie spotkacie nigdzie indziej (no może jeszcze u Pratchetta…) – to Wam gwarantuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście lekturę tę Wam polecam, chociaż sama wobec „Wampira z M3” mam ambiwalentne uczucia. Czytając go zawsze po kilku chwilach uświadamiałam sobie, że przecież ja nie lubię fantastyki! Wręcz jej nie znoszę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czym szybko wracałam do dalszej lektury…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tym razem nie mam nic na swoje usprawiedliwienie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-P9IdbBheAUc/TudVKbfPJTI/AAAAAAAAJic/isjM8F9eg5g/s1600/_DSC0228.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-P9IdbBheAUc/TudVKbfPJTI/AAAAAAAAJic/isjM8F9eg5g/s400/_DSC0228.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685606692244366642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wampiry są wszędzie. Atakują nas ze sklepowych półek, z telewizyjnych reklam, boję się już otworzyć lodówkę, nie mówiąc o konserwie. Ale wampirów w PRLu jeszcze nie było (no może poza jednym wampirem z Bytowa, lecz to już inna historia). A u Pilipiuka są. I to jakie!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wszystko sprzysięga się przeciwko mnie i nie pozwala mi uzupełniać recenzyjnych zaległości. Albo muszę gdzieś jechać, coś załatwić, z kimś się spotkać, albo źle się czuję, albo nie mam weny, a wczoraj nie miałam też internetu, więc ta recenzja przeleżała sobie całą noc na pulpicie i dopiero teraz znalazłam chwilę by ją opublikować. Z okazji braku internetu wczoraj nie było również kolejnego odcinka moich wynurzeń, czyli cyklu "Nie lubię poniedziałku...". To wszystko zaczyna być naprawdę frustrujące ;)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Literacko błądzę wciąż po pałacach i czytam dosyć zaskakującą "Grę o pałac". Ponadto wciąż powoli, po rozdzialiku, zaznajamiam się z Panem Palikotem i jego przemyśleniami na temat polskich elit politycznych. Na półce czeka (i z niecierpliwości przebiera nogami) Stefan Król ze swoim "Dallas '63", a obok intrygujące "Żniwo gniewu". Powiedzcie mi jak wydłużyć dobę? ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-697707273346348284?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/697707273346348284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/hity-spod-lady-wampir-z-m3-andrzej.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/697707273346348284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/697707273346348284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/hity-spod-lady-wampir-z-m3-andrzej.html' title='Hity spod lady. &quot;Wampir z m3&quot; Andrzej Pilipiuk'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-2q4sfhRhxl4/TudVIT9VA8I/AAAAAAAAJiQ/Ub1lLq3rA9Y/s72-c/_DSC0222.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-7786978263857459551</id><published>2011-12-05T19:35:00.003+01:00</published><updated>2011-12-05T22:47:26.125+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, bo to we wtorek są mikołajki, czyli znowu Święty nosi prezenty</title><content type='html'>Pamiętam to jak dziś. Miałam dwa, może trzy lata. Tata z mamą nie wracali podejrzanie długo do domu, a ja pozostawiona pod opieką babci, co rusz wymyślałam nowe zabawy. Za oknem ciemność łagodził nieco blask latarni ulicznych, wręcz fosforyzujący na bielutkim śniegu. Było dawno po dobranocce i minęła już pora, o której powinnam położyć się do łóżka. Ale ja nie chciałam, czekałam uparcie na rodziców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5b0f23dgxdk/Tt0FUnLsu5I/AAAAAAAAJbY/VkwNu7Lwp2k/s1600/santa_claus_3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-5b0f23dgxdk/Tt0FUnLsu5I/AAAAAAAAJbY/VkwNu7Lwp2k/s400/santa_claus_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704156485008274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi wejściowych wyskoczyłam z łóżka, w którym troskliwa babcia próbowała mnie uśpić bajeczką (przeczytała mi pięć książeczek, a ja wciąż prosiłam o jeszcze) i w piżamie, na bosaka (o zgrozo, ku oburzeniu babci) pobiegłam przytulić mamę. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zauważyłam, że rodzice szczelnie opatuleni kożuszkami coś tam ze sobą przynieśli. Od razu rozpoznałam tę rzecz. Pragnęłam jej od dawien dawna patrząc zazdrośnie na wszystkie dzieci mijane na ulicy. I otrzymałam - drewniane, z pięknym oparciem, nowiutkie saneczki. Przystanęłam w przedpokoju i wydałam z siebie okrzyk zachwytu.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wtedy speszeni rodzice zaczęli mi tłumaczyć, że przed chwilą, przed momentem spotkali na klatce schodowej najprawdziwszego Mikołaja, który myśląc, że śpię i nie chcąc mnie zbudzić przekazał ten oto prezent dla mnie, na ręce rodziców, którzy mieli mi go wręczyć.&lt;br /&gt;Zasmuciłam się bardzo. Jak to Mikołaj był pod moim mieszkaniem i go nie widziałam? Dlaczego nie mogłam zamienić z nim słowa? I czemu nie chciał mnie budzić - przecież nie spałam, a takie rzeczy, kto jak kto, ale Mikołaj wiedzieć musi!&lt;br /&gt;Wtedy dziadzio zasugerował bym szybko pobiegła do okna to może zobaczę go jeszcze, jak jedzie swoimi saniami. Wyjrzałam oczywiście za okno, lecz żadnych sań nie zarejestrowałam. Cóż, miałam przecież sanki, więc musiał tu być. Następnego dnia opatulona niebieskim kocykiem, w różowym puchowym kombinezonie udałam się wraz z dziadziem na krótki spacer po osiedlu. Ależ miałam frajdę, gdy dziadzio wiózł mnie na moich pięknych sankach po zaśnieżonych alejkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, mój pierwszy świadomy Mikołaj. Wcześniej oczywiście też otrzymywałam prezenty, ale jeszcze nie do końca wiedziałam, dlaczego, po co i o co chodzi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w tym roku grudzień już nadszedł, a śniegu wciąż nie ma. Sanki z pewnością by mi się nie przydały i zastanawiam się, jak w takiej zawiei, w tej mżawce i nieprzyjemnej aurze Święty Mikołaj zdoła rozwieść prezenty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do mnie właściwie już dotarł. Nawet niejeden. Każdy taki troszkę przedwczesny, ale bardzo zasapany. Prezenty, które otrzymałam są cudowne, wprost wymarzone. Każdy z nich jest niesamowity, niepowtarzalny. I co ciekawe nie wszystkie są książkowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Santa Claus is coming to town &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;1)&lt;/span&gt; Zaczęło się już grubo przed 6 grudnia. Właściwie jeszcze w listopadzie. Wtedy to otrzymałam pierwszy prezent-nagrodę, z którego chyba najbardziej ucieszyła się moja mama, która nie mogła się mnie doprosić pożyczenia mojego czytnika, by móc przeczytać Larssona, którym się tak zachwycam oraz zmierzyć się z książką Palikota. Dziadzio, również zagorzały czytelnik, szczególnie literatury faktu, także się uradował. Tak oto przyjęłam pod swój dach malutkie Kindlątko - czytnik Kindle 4 Classic - do dzielenia się radością płynącą z e-booków z bliskimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-A44efT5qVdw/Tt0C0FGsCXI/AAAAAAAAJY4/HV2bsM9hHbs/s1600/_DSC0409.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-A44efT5qVdw/Tt0C0FGsCXI/AAAAAAAAJY4/HV2bsM9hHbs/s400/_DSC0409.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701398558116210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Malutki Kindle jest przeuroczy, był użytkowany przeze mnie tylko chwilę, ale wiem już, iż jest wygodny, funkcjonalny, mniejszy i lżejszy od papierowych książek oraz przydałby się mu... no właśnie, coś by się mu przydało - ale o tym troszkę później :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-M0XXpHfgPU0/Tt0CzvVc8SI/AAAAAAAAJYw/YEAisKDGbyg/s1600/_DSC0416.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-M0XXpHfgPU0/Tt0CzvVc8SI/AAAAAAAAJYw/YEAisKDGbyg/s400/_DSC0416.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701392714461474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;2)&lt;/span&gt; Buszując pewnego dnia po Allegro postanowiłam zrobić sobie (i mamie przy okazji też) malutki prezent. Właściwie symboliczny, na co dzień bardzo użyteczny i uroczy. I bardzo, bardzo książkowy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wWRI39iLbHc/Tt0DBrkuAcI/AAAAAAAAJZ0/eNpufEaU-Hs/s1600/_DSC0438.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wWRI39iLbHc/Tt0DBrkuAcI/AAAAAAAAJZ0/eNpufEaU-Hs/s400/_DSC0438.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701632222921154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak w moje ręce wpadł, przed tygodniem, Thumbthing!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DmxG6QBiPNE/Tt0DCBQ2jyI/AAAAAAAAJaA/zDKETcukd88/s1600/_DSC0444.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-DmxG6QBiPNE/Tt0DCBQ2jyI/AAAAAAAAJaA/zDKETcukd88/s400/_DSC0444.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701638045175586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;3)&lt;/span&gt; Mikołaje z prezentami rozpanoszyli się dopiero w mym domu w minionym tygodniu. Na pierwszy rzut poszło coś bardzo praktycznego, czego potrzebowałam właściwie na gwałt.&lt;br /&gt;I dostałam od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mikołaja&lt;/span&gt; T. :) . Coś, wydawałoby się kompletnie dla mola książkowego nieistotne - Smartfona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OrhBuzEU818/Tt0CzEjG1gI/AAAAAAAAJYg/DfgMVIedZgQ/s1600/_DSC0406.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-OrhBuzEU818/Tt0CzEjG1gI/AAAAAAAAJYg/DfgMVIedZgQ/s400/_DSC0406.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701381229008386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale musicie wiedzieć, że telefon komórkowy jednak jest nieco przydatny - choćby po to by móc umówić się na książkowo-blogowe ploteczki i pogaduszki (co, mam nadzieję, nastąpi w środę - zainteresowana wie o czym piszę ;)) albo by buszować, w wolnej chwili, po księgarniach internetowych, Biblionetce, czy blogach, mając za przyjaciela internet wifi. O, albo by grać on-line w Scrabble. Po angielsku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory uczę się obsługi tego telefonu i bywa ciężko. Czasami chcę go rzucić w kąt i wrócić do mojego starocia (w którym w wyniku zalania herbatą przepaliły się diody na klawiaturce, a bateria trzymała tylko kilka godzin), ale jestem dzielna i w końcu ujarzmię tego htc. Obiecuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JQwKlWbTVA8/Tt0Cyo_3SzI/AAAAAAAAJYU/bmtFS7sAPpA/s1600/_DSC0400.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-JQwKlWbTVA8/Tt0Cyo_3SzI/AAAAAAAAJYU/bmtFS7sAPpA/s400/_DSC0400.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701373833431858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;4)&lt;/span&gt; Kolejną niespodziankę, niczym przed dwudziestu dwu laty przyniosła mama w czwartkowy wieczór po godzinie 21. Torba pakunkowa była niebieska, wprost urocza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-uC8AzVbl5Rc/Tt0EEBpAhJI/AAAAAAAAJaQ/YhGEon7L0oc/s1600/_DSC0420.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-uC8AzVbl5Rc/Tt0EEBpAhJI/AAAAAAAAJaQ/YhGEon7L0oc/s400/_DSC0420.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682702772017857682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A w niej niezbędny przedmiot każdej kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tuQGF8wiMGE/Tt0DAgvtuoI/AAAAAAAAJZQ/pSG2DWaSzSw/s1600/_DSC0422.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tuQGF8wiMGE/Tt0DAgvtuoI/AAAAAAAAJZQ/pSG2DWaSzSw/s400/_DSC0422.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701612136381058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cudna i niezwykle pojemna torebka. Torba ma kształt jamnikowaty i jest jak najbardziej książkowa - mieszczą się w niej co najmniej dwa, niezbyt grube, tomy (więcej bałam się przenosić - zresztą tylko tyle wyniosłam z biblioteki). Jest miejsce na mego smartfona, na Kindelka, na klucze (trudno je dzięki temu zgubić) i tysiące szpargałów, które zwykłam nosić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Uz-XgD_9mJA/Tt0DAxxAbNI/AAAAAAAAJZY/svmAmL7-hS8/s1600/_DSC0428.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Uz-XgD_9mJA/Tt0DAxxAbNI/AAAAAAAAJZY/svmAmL7-hS8/s400/_DSC0428.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701616705203410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co najważniejsze torebka jest bardzo oryginalna i ogromnie mi się podoba, a musicie wiedzieć, że wybieranie torby dla mnie to horror :) Tym samym dziękuję za cierpliwość mojej mamie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xlqyZuDF4UU/Tt0DBAUXYbI/AAAAAAAAJZo/RVqJqB7WjnE/s1600/_DSC0429.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-xlqyZuDF4UU/Tt0DBAUXYbI/AAAAAAAAJZo/RVqJqB7WjnE/s400/_DSC0429.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682701620611604914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5)&lt;/span&gt; Ostatni prezent będzie z kategorii tych uroczych, bo kompletnie niespodziewanych i niezależnych właściwie od nikogo. Oto nagle, pod koniec listopada moje dwie wegetujące od lata roślinki zaczęły się dziwnie zachowywać.&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy im się pomieszały pory roku (przez tą pogodę to wszystko możliwe), czy po prostu bardzo mnie lubią i chciały mi zrobić niespodziankę, ale moi drodzy, to niesamowite, bo dwa moje storczyki, które kwitnienie (trwające od czerwca!) zakończyły we wrześniu znowu kwitną!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Hvrr1RSo_Cc/Tt0EE9FecMI/AAAAAAAAJa0/xy2LvsM8CdQ/s1600/_DSC0457.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Hvrr1RSo_Cc/Tt0EE9FecMI/AAAAAAAAJa0/xy2LvsM8CdQ/s400/_DSC0457.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682702787974951106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I są przepiękne!&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WlJaIf9HxVQ/Tt0EEZCVhMI/AAAAAAAAJao/orPnV0nzGjI/s1600/_DSC0453.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WlJaIf9HxVQ/Tt0EEZCVhMI/AAAAAAAAJao/orPnV0nzGjI/s1600/_DSC0453.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-WlJaIf9HxVQ/Tt0EEZCVhMI/AAAAAAAAJao/orPnV0nzGjI/s400/_DSC0453.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682702778298107074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Prawda? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Kochany Święty Mikołaju, chciałabym, byś mi coś przyniósł&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Swoje mikołajkowe prezenty już właściwie otrzymałam. Ale gdybym mogła prosić o coś jeszcze, to drogi Mikołaju, bardzo, bardzo, bardzo pragnęłabym:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;1)&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ubranka dla Kindelków.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Duży Kindle ma już swoje ubranko, ale jego młodsza siostrzyczka jeszcze niestety się takowego nie doczekała, więc musi przywdziewać dosyć kontrowersyjny strój - przezroczystą folię, w której przecież w zimie musi być piekielnie zimno!&lt;br /&gt;W dodatku może przy okazji zmawiania w USA ubranka dla nowego Kindle'a, udałoby się skołować też dla starszego takie z lampką?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Bo5S9vfj-PI/Tt0F6ToqwXI/AAAAAAAAJck/WWHGpRP5_Fs/s1600/amazon-kindle-4-embrace-case-blue-1_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 265px; height: 265px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Bo5S9vfj-PI/Tt0F6ToqwXI/AAAAAAAAJck/WWHGpRP5_Fs/s400/amazon-kindle-4-embrace-case-blue-1_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704804072833394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-24TkfTgl3EI/Tt0I42AqB2I/AAAAAAAAJf4/rpsk2g8RnMA/s1600/productimage-picture-etui-amazon-dla-kindle-6-259_jpg_640x480_q95.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-24TkfTgl3EI/Tt0I42AqB2I/AAAAAAAAJf4/rpsk2g8RnMA/s400/productimage-picture-etui-amazon-dla-kindle-6-259_jpg_640x480_q95.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682708077475399522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;2) Dużo miejsca na książki i nowe, fantazyjne regały.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W mojej biblioteczce mam deficyt miejsca. Taką wielką dziurę budżetową, jeśli chodzi o przestrzeń na nowe książki. Biblioteczki powiększyć nie mogę - mam ograniczony metraż. Dlatego marzy mi się mieszkanie lub dom z wielką ilością książek. Marzą mi się urocze, oryginalne regały, także takie z przewidzianym miejscem do czytania i pięknym oświetleniem. Kiedyś muszę coś takiego mieć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1Ao3-ayzu4o/Tt0FVGiinbI/AAAAAAAAJbo/fob--uXTVYc/s1600/zm_10360_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 333px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-1Ao3-ayzu4o/Tt0FVGiinbI/AAAAAAAAJbo/fob--uXTVYc/s400/zm_10360_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704164902313394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-X23mCpm_9sc/Tt0HzmCyRCI/AAAAAAAAJeM/X6a9q2ovuA4/s1600/images.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 259px; height: 194px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-X23mCpm_9sc/Tt0HzmCyRCI/AAAAAAAAJeM/X6a9q2ovuA4/s400/images.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706887778386978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tW3COqj0rYA/Tt0I4saFfXI/AAAAAAAAJfs/4ZCN2p09nyw/s1600/photo_190.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 206px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tW3COqj0rYA/Tt0I4saFfXI/AAAAAAAAJfs/4ZCN2p09nyw/s400/photo_190.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682708074897702258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NfHjvq-fB4A/Tt0FUYoCHMI/AAAAAAAAJbM/xrrN8EjzZuc/s1600/4_2_09_karl_lagerfeld06407-640x426.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-NfHjvq-fB4A/Tt0FUYoCHMI/AAAAAAAAJbM/xrrN8EjzZuc/s400/4_2_09_karl_lagerfeld06407-640x426.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704152577318082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kECsx9INg20/Tt0FULp7GMI/AAAAAAAAJbA/g1496152Db0/s1600/3efbd59aeb720d78201d_630_450_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 286px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-kECsx9INg20/Tt0FULp7GMI/AAAAAAAAJbA/g1496152Db0/s400/3efbd59aeb720d78201d_630_450_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704149095585986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-8NF_SwMl3ng/Tt0HzysMYeI/AAAAAAAAJeU/a81nHNvu63o/s1600/images1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 197px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-8NF_SwMl3ng/Tt0HzysMYeI/AAAAAAAAJeU/a81nHNvu63o/s400/images1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706891173290466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;3) Oryginalne zakładki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jestem wielbicielką zakładek, ale przede wszystkim takich estetycznych (kto czytał moje &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli.html"&gt;wynurzenia na temat zakładek&lt;/a&gt; musi wiedzieć, że liścia już porzuciłam, teraz czas na estetykę!)&lt;br /&gt;Szkoda, że do hand made nie mam zbytnich umiejętności, bo z pewnością coś bym sama sobie wyczarowała :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Yfbg6LTj2wg/Tt0JfOsVgHI/AAAAAAAAJhQ/1Ed6wMho-90/s1600/zak%25C5%2582adki_8d9b27f19623cdc0931ce3a39537eb72-max.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Yfbg6LTj2wg/Tt0JfOsVgHI/AAAAAAAAJhQ/1Ed6wMho-90/s400/zak%25C5%2582adki_8d9b27f19623cdc0931ce3a39537eb72-max.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682708736936083570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-A4s-8YUFPvU/Tt0I507Bd1I/AAAAAAAAJgc/rUhavjposc8/s1600/thujyhjkui76989.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-A4s-8YUFPvU/Tt0I507Bd1I/AAAAAAAAJgc/rUhavjposc8/s400/thujyhjkui76989.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682708094363203410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-G3CJqSLRaJk/Tt0IZK1njAI/AAAAAAAAJfI/Sv-h_wpQPfk/s1600/kroliki1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 270px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-G3CJqSLRaJk/Tt0IZK1njAI/AAAAAAAAJfI/Sv-h_wpQPfk/s400/kroliki1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682707533310430210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uGY_CR9lc5I/Tt0HzwNTWYI/AAAAAAAAJek/8KJRjGxNOkI/s1600/images2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 274px; height: 184px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-uGY_CR9lc5I/Tt0HzwNTWYI/AAAAAAAAJek/8KJRjGxNOkI/s400/images2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706890506852738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-fhwKIs295fg/Tt0F6Q64ygI/AAAAAAAAJcc/GnPD6HwzYQU/s1600/adca08caf8bce616971ec7beb3ff28f7.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 273px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-fhwKIs295fg/Tt0F6Q64ygI/AAAAAAAAJcc/GnPD6HwzYQU/s400/adca08caf8bce616971ec7beb3ff28f7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704803343944194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gHvPIeAyEbU/Tt0FVsoK22I/AAAAAAAAJbw/uCl7X45Ftns/s1600/6f54279114dfd8099066be26158895af.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gHvPIeAyEbU/Tt0FVsoK22I/AAAAAAAAJbw/uCl7X45Ftns/s400/6f54279114dfd8099066be26158895af.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704175126469474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;4) Książki o fotografii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam fotografię. Sama jeszcze nie czuję się dobrze w fotografowaniu, chociaż niektóre moje amatorskie zdjęcia się podobają. Brak mi umiejętności obróbki zdjęć, brak jakiegoś dużego doświadczenia, brak wymarzonego sprzętu (chociaż jestem dosyć blisko), brak biegłości w posługiwaniu się nowym aparatem (o wiele lepiej szło mi ze starym, ale się niestety zepsuł) i wreszcie brak mi pewności siebie. Nie wywoływałam nigdy swoich zdjęć i boję się to uczynić - po prostu wciąż nie jestem pewna tego jak wyjdą. Czytałam kilka książek na temat fotografii, ale nigdy nie mam ich za wiele :) Pragnęłabym na swojej półce ustawić następujące tytuły:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-gOs_0eoAXvY/Tt0Jeel-7bI/AAAAAAAAJgo/0J1mwVDcKIA/s1600/system-7-punktow-scotta-kelby-ego-b-iext3976082.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 280px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-gOs_0eoAXvY/Tt0Jeel-7bI/AAAAAAAAJgo/0J1mwVDcKIA/s400/system-7-punktow-scotta-kelby-ego-b-iext3976082.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682708724024536498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6gWVyw6hBgg/Tt0HKJMaZgI/AAAAAAAAJdY/ij2Cgxft61U/s1600/ekspozycja-bez-tajemnic-p-iext4024565.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 153px; height: 204px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-6gWVyw6hBgg/Tt0HKJMaZgI/AAAAAAAAJdY/ij2Cgxft61U/s400/ekspozycja-bez-tajemnic-p-iext4024565.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706175659501058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uPZvQH1MsBM/Tt0HJwdOKaI/AAAAAAAAJdQ/kWmQ2ya4Q7k/s1600/czas-naswietlania-bez-tajemnic-b-iext2235828.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 296px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-uPZvQH1MsBM/Tt0HJwdOKaI/AAAAAAAAJdQ/kWmQ2ya4Q7k/s400/czas-naswietlania-bez-tajemnic-b-iext2235828.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706169019115938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-49bh7Mzr8hw/Tt0IYl9EPxI/AAAAAAAAJfA/ymF5TL5AY_0/s1600/kreatywna-fotografia-bez-tajemnic-b-iext3615372.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 299px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-49bh7Mzr8hw/Tt0IYl9EPxI/AAAAAAAAJfA/ymF5TL5AY_0/s400/kreatywna-fotografia-bez-tajemnic-b-iext3615372.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682707523409559314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wr_9baD_gDc/Tt0HzTFlmJI/AAAAAAAAJeE/b8HykTXwDoo/s1600/fotografia-portretowa-bez-tajemnic-b-iext3518726.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 296px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-wr_9baD_gDc/Tt0HzTFlmJI/AAAAAAAAJeE/b8HykTXwDoo/s400/fotografia-portretowa-bez-tajemnic-b-iext3518726.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706882689865874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5) Książki Murakamiego, Llosy, Pamuka, Pratchetta, Musierowicz. Książki Wydawnictwa Czarne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wielu jest autorów, których uwielbiam. Uwielbiam ich książki, a czasami także piękne wydania tych książek. Chciałabym mieć na swojej półce wszystkie książki autorów których kocham - kolejne kolorowe książki przedziwnego Murakamiego, lubieżnego Llosy, tajemniczego Pamuka i fantastycznego Pratchetta. Marzą mi się ponadto, brakujące do posiadania pełnej kolekcji, ostatnie tomy Jeżycjady Musierowicz. Dodatkowo cenię bardzo lektury wydawane przez Wydawnictwo Czarne - są zawsze doskonałe - dlatego z przyjemnością widziałabym różnokolorowe pozycje Czarnego na mojej półce (oczywiście tej nowej, z punktu drugiego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pNhD5RgPr4A/Tt0JevWezfI/AAAAAAAAJhA/_yV5TJYOt-g/s1600/36533516-0f43-4912-8ce9-9eabb2977fcb_665x665.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 247px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-pNhD5RgPr4A/Tt0JevWezfI/AAAAAAAAJhA/_yV5TJYOt-g/s400/36533516-0f43-4912-8ce9-9eabb2977fcb_665x665.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682708728522919410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gRqteKo8CL8/Tt0IYgoyTVI/AAAAAAAAJew/4JlwBWkxMRU/s1600/images5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 260px; height: 194px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gRqteKo8CL8/Tt0IYgoyTVI/AAAAAAAAJew/4JlwBWkxMRU/s400/images5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682707521982319954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iiiT22HSuCM/Tt0KahzKXuI/AAAAAAAAJhk/RTxjYju0ERk/s1600/images6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 259px; height: 194px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-iiiT22HSuCM/Tt0KahzKXuI/AAAAAAAAJhk/RTxjYju0ERk/s400/images6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682709755677269730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zbMP18cFVFY/Tt0F5W1fhwI/AAAAAAAAJb8/6nnN0Z9kJrs/s1600/9c2e50807f8da6be163d64f2ca1be660%252C21%252C1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 302px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zbMP18cFVFY/Tt0F5W1fhwI/AAAAAAAAJb8/6nnN0Z9kJrs/s400/9c2e50807f8da6be163d64f2ca1be660%252C21%252C1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704787752060674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MoXRL241pIE/Tt0F5bGiZoI/AAAAAAAAJcI/MSi2nNK3yMI/s1600/11755.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 326px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-MoXRL241pIE/Tt0F5bGiZoI/AAAAAAAAJcI/MSi2nNK3yMI/s400/11755.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682704788897293954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1a-fNMt4Zb8/Tt0HJH90ASI/AAAAAAAAJc4/1CT2Nq1868o/s1600/b5aef701-10a4-4343-93ed-1a3af80bd11e_665x665.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 252px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1a-fNMt4Zb8/Tt0HJH90ASI/AAAAAAAAJc4/1CT2Nq1868o/s400/b5aef701-10a4-4343-93ed-1a3af80bd11e_665x665.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706158149959970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;6)&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Dwutygodniowe wakacje w ciepłym miejscu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam podróże. Kocham nawet reisefieber i latanie samolotami (którego to się piekielnie boję!). Za to przez całą podróż w tej zamkniętej puszce, wysoko nad ziemią, mogę czytać! Potem najchętniej wyleguję się na plaży w bardzo ciepłym i suchym miejscu (w takim klimacie kręgosłup w ogóle mi nie dokucza, jakby był zdrowiuteńki), na wygodnym leżaczku, z zapasem soczków i innych napojów. I czytam, czytam, czytam. Z przerwą na małe zwiedzanie, czy spacery, pływanie, objadanie się miejscowymi smakołykami i robienie zdjęć. A po takich wakacjach, w odciętym od internetu i telefonu miejscu, moja średnia czytelnicza rośnie zatrważająco!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ELNKtXlV18Y/Tt0HJd4-i3I/AAAAAAAAJdE/JRgGi0eJEVw/s1600/beach1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 231px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ELNKtXlV18Y/Tt0HJd4-i3I/AAAAAAAAJdE/JRgGi0eJEVw/s400/beach1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706164035259250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-oVanh-XQkkA/Tt0IZPr4T1I/AAAAAAAAJfU/DyagGVrdlG4/s1600/malediwy-41.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-oVanh-XQkkA/Tt0IZPr4T1I/AAAAAAAAJfU/DyagGVrdlG4/s400/malediwy-41.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682707534611763026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-eab-Ei5o9Mg/Tt0IZYVTblI/AAAAAAAAJfk/GW-HzYKsEpI/s1600/NEWS9864abcd07d6541d55801fd4ebb5a1fa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 262px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-eab-Ei5o9Mg/Tt0IZYVTblI/AAAAAAAAJfk/GW-HzYKsEpI/s400/NEWS9864abcd07d6541d55801fd4ebb5a1fa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682707536932990546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;7) Czasowstrzymywacz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Potrzeba mi takiego urządzenia, które będzie potrafiło wstrzymać lub nagiąć czas. Albo pozwolić mi podróżować w czasie (takiego jak miała Hermiona w "Harry Potter i więzień Azkabanu"). Właściwie to obojętne mi, co owo urządzonko z tym czasem będzie robić. Grunt bym mogła przeczytać w życiu więcej książek niż jest to normalnie możliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-i72bqk_qg6s/Tt0HzCOEoHI/AAAAAAAAJd0/uFoUR0lxjcA/s1600/f9b69dea56ad6159.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-i72bqk_qg6s/Tt0HzCOEoHI/AAAAAAAAJd0/uFoUR0lxjcA/s400/f9b69dea56ad6159.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682706878162051186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I obiecuję drogi Święty Mikołaju, że będę bardzo, bardzo grzeczna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec pragnę Was poczęstować mikołajkową żurawinową czekoladą, którą dostałam od kochanego dziadzia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JOxPgJVvON4/Tt0EEexxkfI/AAAAAAAAJaY/sY5zNOkzsus/s1600/_DSC0448.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-JOxPgJVvON4/Tt0EEexxkfI/AAAAAAAAJaY/sY5zNOkzsus/s400/_DSC0448.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682702779839255026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A podczas zajadania pochwalcie się proszę swoimi prezentami mikołajkowymi - tymi rzeczywistymi i tymi wymarzonymi!  Smacznego :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;zdjęcia znalezione w internecie oraz moje własne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-7786978263857459551?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/7786978263857459551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/nie-lubie-poniedziaku-bo-we-wtorek-sa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7786978263857459551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7786978263857459551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/nie-lubie-poniedziaku-bo-we-wtorek-sa.html' title='Nie lubię poniedziałku, bo to we wtorek są mikołajki, czyli znowu Święty nosi prezenty'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5b0f23dgxdk/Tt0FUnLsu5I/AAAAAAAAJbY/VkwNu7Lwp2k/s72-c/santa_claus_3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-1140549669580201694</id><published>2011-12-04T09:43:00.002+01:00</published><updated>2011-12-04T10:43:46.876+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prószyński i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><title type='text'>Jak woda sodowa - to tylko z saturatora. "Obrazki z Nebraski" Grażyna Trela</title><content type='html'>Każdy z nas zwykle z wielkim sentymentem wspomina dzieciństwo. Niektórzy pamiętają je, jako beztroskie czasy zabaw, braku problemów, słodkiej niewinności. Inni doceniają to, czego wówczas się nauczyli, co zrozumieli i jaką przez to życiową drogę obrali.&lt;br /&gt;Bez wątpienia nie każde było wspaniałe, a dzieciństwo przypadające na okres PRLu musiało być ciężkie już dla zasady, lecz przecież było przy tym pełne niezwykłości i jedynego w swoim rodzaju, niepowtarzalnego folkloru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qpYkYWvEtqE/TtrMEIidMQI/AAAAAAAAJXw/nZXp1nmv5r0/s1600/_DSC0050.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-qpYkYWvEtqE/TtrMEIidMQI/AAAAAAAAJXw/nZXp1nmv5r0/s400/_DSC0050.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682078251264848130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trudno zapomnieć wszak miłego Rysia, osiedlowego głupka, który koniecznie nie chciał iść do wojska i ukrył się nawet w seminarium duchownym, a gdy wyszedł, za piwo pokazywał wszystkim swoje intymne tatuaże. Niełatwo pozbyć się z pamięci przystojnego kolegi Pawła próbującego za wszelką cenę przywrócić sprawność, którą utracił w wyniku nieszczęśliwego wypadku, poprzez wchodzenie pod każdy nadjeżdżający samochód albo Julki, czule całującej swojego przybranego, wujka za miłe prezenty, które jej wciąż sprawiał. Jak wzdrygnąć można się na wspomnienie sanek i taty, który nas na nich woził albo niedobrych przedszkolnych obiadków, których każdy pozbywał się na swój sposób. Te wszystkie bijatyki, wymyślone zabawy, pierwsze miłosne emocje wchodzą głęboko w pamięć i nie sposób ich po prostu wymazać. Tak, jak saturatorów, telewizorów z jednym tylko programem, który w dodatku wciąż miał usterki, syfonów i jeansów, o których marzył każdy dzieciak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Obrazki z Nebraski"&lt;/span&gt; to przede historia o poszukiwaniu lepszych miejsc - takich kolorowych pocztówek, które można by przypiąć do bambusowej maty nad łóżkiem, a rano z dumą pochwalić się nimi w szkole. To wciśnięta w wąskie amerykańskie jeansy opowieść o barwnym, chociaż niełatwym, dorastaniu w latach '60 ubiegłego wieku, na jednym z wielu polskich blokowisk.&lt;br /&gt;Wspomnienia te nie pozbawione są humoru, dziecięcej świeżości i niewinności okraszonej uszczypliwą ironią i mnóstwa niezwykłości, których próżno szukać w sztywnych, bardziej rzeczowych biografiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Grażyna Trela&lt;/span&gt; prowadzi nas za rękę na Nebraskę. Osiedle w jednej z podkrakowskich miejscowości nazwane tak nieoficjalnie przez młode pokolenie na cześć jednego z amerykańskich stanów (a właściwie z ogromnej tęsknoty za tamtym światem) nie jest jedyną anomalią na polskim gruncie. Bo była i Dakota, i Luizjana, czy nawet Oklahoma, ale wiadomo, iż to Nebraska, z wymalowanym napisem na jednym z wielkopłytowych bloków, była najlepsza (chociaż przecież rządziła się naprawdę surowymi prawami!). Wchodzimy więc z naszą bohaterką w całkiem inny świat - świat dziecięcych wzruszeń, problemów, pragnień, trosk, w rzeczywistość, w której najważniejsza jest wyobraźnia, a wszystkie sny mogą się ziścić. Przemiła i bardzo radosna to podróż. Po dawnych szkołach z obowiązkowym wychowaniem obywatelskim w programie, po domach, gdzie rozbrzmiewają echa radzieckich produkcji filmowych i telewizyjnych, po blokach z dachami w upalne dni przypominającymi diabelski rożen, na których opalają się żądne brązowej skóry dziewczęta (całkowicie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;saute&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;Nie zawsze na Nebrasce jest zabawnie. Wciąż jesteśmy bowiem świadkami rozstań, nieszczęśliwych miłości, tajemniczych wyprowadzek, czy nawet śmiertelnych wypadków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie, której dzieciństwo tylko w minimalnym stopniu przypadło na ostatnie lata PRLu, ten dziecięcy świat, wykreowany w książce Pani Grażyny Treli, jest dziwnie znajomy, nieco nęcący i wzbudza we mnie przemożną tęsknotę. I jest autentyczny do bólu (co najmniej tego, który odczuwa się po przecięciu wargi na beznadziejnym wuefie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_RpIXltPi5Q/TtrMEefy6LI/AAAAAAAAJX4/JSCcp-fpAnk/s1600/_DSC0055.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_RpIXltPi5Q/TtrMEefy6LI/AAAAAAAAJX4/JSCcp-fpAnk/s400/_DSC0055.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682078257159268530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I &lt;span style="font-style: italic;"&gt;nadejszła&lt;/span&gt; ta wiekopomna chwila, kiedy mamy grudzień, czyli miesiąc typowo zimowy. To chyba dobry miesiąc na wspomnienia, na ciepłe i zabawne opowieści wychodzące prosto z naszego serca i myślę, że "Obrazki z Nebraski" mogą doskonale poprawić Wam humor. Mnie te historyjki, a właściwie anegdotki wprost zauroczyły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grudzień będzie chyba przede wszystkim miesiącem czytania na czytniku. Teraz sprężam się i powoli kończę dwie e-lektury - trzecią część trylogii Larssona oraz prześmiewcze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dzieło&lt;/span&gt; Palikota. Później czas na bardziej mroczną opowieść i "Vlada Draculę" oraz "Hańbę" (Porozmawiajmy o książkach się wciąż rozwija, a ja jakoś nie). W między czasie na pewno zajrzę na Plac Lalek z Krzysztofem Kotowskim oraz odwiedzę Dallas '63 wraz z Kingiem. A tymczasem pozwólcie, że jeszcze chwilę, jeszcze momencik zostanę w PRLu, za którym nie tęsknię, ale jakoś tak miło mi się przebywa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-1140549669580201694?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/1140549669580201694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/jak-woda-sodowa-to-tylko-z-saturatora.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/1140549669580201694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/1140549669580201694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/12/jak-woda-sodowa-to-tylko-z-saturatora.html' title='Jak woda sodowa - to tylko z saturatora. &quot;Obrazki z Nebraski&quot; Grażyna Trela'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-qpYkYWvEtqE/TtrMEIidMQI/AAAAAAAAJXw/nZXp1nmv5r0/s72-c/_DSC0050.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-5131661344281046897</id><published>2011-11-28T00:40:00.001+01:00</published><updated>2011-11-29T00:43:48.861+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli wolność wiodąca lud na barykady</title><content type='html'>Rewolucja lipcowa we Francji była chyba jedną z tych krótszych rewolucji światowych, bo trwała raptem trzy dni, lecz zatrzymała groźbę absolutyzmu i wprowadziła całkiem fajny, konstytucyjny ustrój, mający przetrwać jedyne osiemnaście lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie lubiłam tych francuskich rewolucji, tego thermidora, messidora i innych, bo jakoś specjalnie tego nie rozumiałam i nadal chyba nie do końca rozumiem (chociaż maturę z historii zdałam i to całkiem nieźle).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-t6iVCHOT_7c/TtQbSASO73I/AAAAAAAAJXg/qhD9coCnIYs/s1600/plan.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 259px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-t6iVCHOT_7c/TtQbSASO73I/AAAAAAAAJXg/qhD9coCnIYs/s400/plan.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680195026149109618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale nie o tym chciałam!&lt;br /&gt;Lipcowa rewolucja francuska niosła za sobą wolność, prawdziwy liberalizm. Nikt wtedy nie zastanawiał się, jakie będą faktyczne konsekwencje tego liberalizmu. I Polacy również się nad tym nie zastanawiali, gdy w 1989 roku poszli do urn w pierwszych, częściowo demokratycznych, wyborach do parlamentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A konsekwencje? Wolność, równość, niezależność. Referenda, wolne wybory, wolny rynek, wolność sumienia, wyznania, wolność słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten chylący się już ku końcowi poniedziałek (a właściwie znowu wtorek!) pragnę zastanowić się krótko nad ostatnio bardzo głośną kwestią, wynikającą wprost z demokracji - bojkotować, czy też nie.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Otóż ja bojkotuję często i gęsto, bo już ze mnie taka urodzona buntowniczka - zwykle chodzę pod prąd i tym razem też tak uczynię, ale... nie dołączając się do bojkotu Empiku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem oczywiście czasami ich klientką, mam tam zarejestrowane i ważne konto, ale powód mojej decyzji jest zupełnie inny i bardzo prozaiczny - kompletnie nie przekonały mnie argumenty oburzonych czytelników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim zacznijmy od tego, że Empik nie jest na rynku sam. Są inne molochy, duże internetowe księgarnie, które pod przykrywką specjalnych ofert i super promocji postępują pewnie w podobny sposób jak Empik - tj. zabierają wydawcy z 50% zysków z książki. Więc adresat bojkotu jest całkiem nietrafiony - jak już bojkotujemy to porządnie, wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, nadawca bojkotu jest co najmniej dziwny. Są nim czytelnicy oraz autorzy, a zatem ogniwa znajdujące się odpowiednio na samym początku lub na samym końcu procesu produkcji książki. A przecież ani czytelnik, ani autor nie podpisuje jakiejś krzywdzącej umowy z Empikiem. To wydawca daje się skusić szerokiemu zasięgowi molochów, przodownictwa na rynku książki, milionami klientów. I bach. Podpisuje umowę, z której wynika, że księgarnia może dopuścić się kilkumiesięcznego opóźnienia w spłacie należności, chociaż sprzedałaby otrzymane od razu książki dużo, dużo wcześniej. I wydawca czeka, nie ma kasy, ale nadal czeka, pieniądze otrzymuje ze znacznym opóźnieniem (może nawet przekraczającym termin określony w umowie), a mimo to następnego dnia biegnie z powrotem do księgarni i podpisuje identyczne zobowiązanie na dostawę kolejnych nowości. Sytuacja za parę tygodni się powtarza. Podręcznikowy przykład błędnego koła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5iffCMudgmI/TtQbSOcLCAI/AAAAAAAAJXY/b4mg_dBORwc/s1600/BUDUJEMY_NOWA_KULTURE.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 236px; height: 335px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-5iffCMudgmI/TtQbSOcLCAI/AAAAAAAAJXY/b4mg_dBORwc/s400/BUDUJEMY_NOWA_KULTURE.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680195029948893186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie, cel bojkotu jest całkowicie niejasny. Oto nagle czytelnicy mają kupować książki tylko i wyłącznie w małych księgarniach, bądź u wydawcy. A czy ktoś zapytał się moli książkowych dlaczego zwykle wybierają molochy? Prawdopodobnie większość odpowiedziałaby, że są tam ciekawe i dosyć atrakcyjne promocje, iż księgozbiór tam dostępny znacznie przekracza ten, który możemy znaleźć w malutkich księgarenkach, że nic nie płaci się za przesyłkę, gdyż istnieje możliwość odbioru w salonie oraz iż większość książek jest tam po prostu tańsza, bądź chociaż konkurencyjna. A przecież my, czytelnicy, powinniśmy dbać przede wszystkim o własne interesy - chcemy kupować dużo, rozmaicie, bez niepotrzebnych kosztów przesyłki i w dodatku tanio!&lt;br /&gt;Mamy do tego prawo i niestety, ale powinniśmy raczej dbać o nasze interesy, a nie interesy wydawców - aktualnie książka w Polsce jest tak droga (nawet nie wspomnę o e-bookach, które&lt;br /&gt;praktycznie nie wymagają od wydawcy żadnej pracy), że nie ma tu miejsca na sentymenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reasumując, bojkotu nie poparłam, w żadnej mierze. Książki w Empiku kupuję, korzystam z fajnych promocji (aktualnie czekam nawet na stuzłotowy bon do tej sieci), ale nie lubię ich m.in. za DRM na e-bookach, czy za dziwne zasady reklamacji zamówień promocyjnych.  Często kupuję też w Merlinie, Matrasie, Selkarze, Dedalusie, na Allegro oraz w księgarni Znaku. Może nie zawsze wydawca z moich zakupów ma korzyść, natomiast ja zawsze jestem do przodu - taka może polityka krakowskiego centusia ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę jeszcze wspomnieć, iż dzisiaj jednak okazało się, że niektórzy wydawcy zrobili to, co zrobić powinni - wystąpili do Empiku z roszczeniami, jednym słowem wreszcie wszczęli &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,10720845,Bunt_wydawcow.html"&gt;bunt&lt;/a&gt;. Jeśli wierzyć pogłoskom medialnym, na razie tylko jedno wydawnictwo zdecydowało się na odważne kroki. Pozostałe chyba nadal siedzą i obserwują. I szykują się do podpisywania kolejnych niefajnych umów.&lt;br /&gt;A Empik? Troszkę na pewno straci na tym bojkocie i całej awanturze, ale wciąż pozostanie największą siecią księgarni w Polsce, w dalszym ciągu będzie się zbroił przed marcową rewolucją, którą Amazon planuje w naszym kraju. Być może zgłoszony do Krajowego Rejestru Długów postanowi uiścić należności, ale swej polityki pewnie nie zmieni. Z drugiej strony, bojkotujący przynieśli Empikowi korzyści - nie od dziś wiadomo, że obojętne jak się o Tobie mówi, dobrze czy źle, ważne by się w ogóle mówiło! O!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Już po opublikowaniu posta znalazłam w moich linkach adres bojkotowanej sieci księgarni i od razu uświadomiłam sobie, że mogę zostanę uznana za zaplutego karła reakcji, za szpicla, działacza obcego wywiadu... Na swoją obronę podnoszę, iż link dodałam w momencie trwania promocji 3za2 (i to w dodatku kolejnej tego typu promocji, bo kiedyś Empik szalał w tym względzie) - co ja będę Wam tłumaczyć, sami dobrze wiecie co człowiekiem w takich chwilach kieruje i nie jest to na pewno rozsądek ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;---&lt;br /&gt;zdjęcia znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-5131661344281046897?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/5131661344281046897/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czyli-wolnosc.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/5131661344281046897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/5131661344281046897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czyli-wolnosc.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli wolność wiodąca lud na barykady'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-t6iVCHOT_7c/TtQbSASO73I/AAAAAAAAJXg/qhD9coCnIYs/s72-c/plan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-7988616620307126261</id><published>2011-11-28T00:24:00.001+01:00</published><updated>2011-11-28T11:06:38.474+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prószyński i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db'/><title type='text'>Rudowłosa matrylinearność. "Matki, żony, czarownice" Joanna Miszczuk</title><content type='html'>Gdyby pewnego dnia czarowny mężczyzna w pięknym garniturze przyszedł do Was i powiedział, iż jesteście potomkami czarownicy, jakbyście zareagowali?&lt;br /&gt;Ja zapewne wybuchnęłabym gromkim śmiechem i uznała eleganckiego pana za nieszkodliwego wariata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś, dawno temu, jeszcze czasach szkolnych miałam stworzyć na zadanie domowe drzewo genealogiczne mojej rodziny. Nie cofnęłam się zbyt daleko w czasie, doszłam raptem do dziadków moich dziadków i żadnych czarownic nie odnotowałam, ale zauważyłam interesującą zależność. Jako nieodrodna córka mojej mamy dużo więcej wiem na temat mych przodków po kądzieli, niźli tych po mieczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-2WwtqPALvaM/TtLFtbXmsFI/AAAAAAAAJXA/sRAekyrCHX0/s1600/_DSC0436.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-2WwtqPALvaM/TtLFtbXmsFI/AAAAAAAAJXA/sRAekyrCHX0/s400/_DSC0436.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679819464299163730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Asia zna dość dobrze historię swojej najbliższej rodziny. Wie, jaki przypadek połączył jej rodziców, zna problemy nękające swoich dziadków, sama już swoim życiem powoli pisze dalsze losy tego niezwykłego rodu. Nigdy nie zdarzyło się jednak Joasi sięgnąć głębiej. Zbyt zajęta codziennością, zajmowaniem się domem i córeczką - Misią - oraz rozpieszczaniem ukochanego męża - Piotra, nie miała okazji zastanawiać się nad losami babki swojej babki. Nigdy nie interesował Asi fakt, iż wszystkie kobiety w jej rodzinie miały rude włosy i zielone oczy, ani nie fascynowało pochodzenie jej pięknego pierścienia, który podobnie, jak wcześniej matka i babcia, nosiła na palcu.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niespodziewanie na Joannę spada, niczym grom z jasnego nieba, cały bukiet nowości: nowy (choć w rzeczywistości stary) mąż, nowa praca, nowe dokumenty dotyczące tajemniczego spadku i jeszcze w dodatku przodkinie niemalże pukające do jej drzwi, by opowiedzieć zamierzchłą historię rodziny. Czy to nie za dużo dla wątłej, trzydziestoletniej kobiety z problemami?&lt;br /&gt;Okazuje się, że wcale niekoniecznie. Na pewno nie dla Joasi, nie dla tej rudowłosej dziewczyny wywodzącej się z iście diabelskiej familii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli zatem poszukujecie książki opowiadającej o głęboko zranionej kobiecie, szukającej swojego miejsca na ziemi, szczęścia i znajdującej je pod postacią miłości oraz jeżeli oczekujecie przeprowadzek w piękne okoliczności przyrody, wiernych na zawsze przyjaciółek, czy rycerzy na białym koniu to, broń Boże, nie sięgajcie po tę powieść, bowiem srogo się rozczarujecie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Matki, żony, czarownice"&lt;/span&gt; to saga o klanie dzielnych, mocnych, niezależnych i niezłomnych kobiet, których dziedzictwem są rude włosy, zielone oczy, paryskie pałace, a których przeznaczeniem jest miłość oraz przebaczenie. W tej kolejności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu muszę być z Wami szczera, wyłożyć kawę na ławę i przedstawić Wam najbardziej tandetny element powieści &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Joanny Miszczuk&lt;/span&gt; - pierścień miłości i przebaczenia. Ten piękny klejnot, oczywiście z diamentami i szafirami, czy tam szmaragdami ma być chyba takim symbolem na miarę czarodziejskiego koralika Karolci lub szklanego pantofelka Kopciuszka. Rekwizyt ten jednak nie przynosi szczęścia bohaterkom, lecz skłania je, a może nawet zmusza, do kochania i przebaczania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że nie do końca rozumiałam w tym względzie intencje autorki, bo każda kolejna potomkini rodu Joasi inaczej zasadę dziedziczoną z tym pierścieniem pojmowała i stosowała, a jego sens wcale nie wynikał wprost i dosłownie z lektury. W dodatku ciągłe wspominanie o tej błyskotce nie pozostawiało Czytelnikowi, oczekującemu jakiejś tajemnicy, czegoś nieco magicznego, miejsca do własnych przemyśleń i domysłów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim i ostatnim zarazem zgrzytem w "Matkach, żonach, czarownicach" była przy całym tym szale wątków, jednoczesna ubogość opowiadanej historii. Właściwie życie głównej bohaterki - współczesnej nam Asi, z którą najpewniej identyfikowałyby się Czytelniczki było tylko jedną z wielu opowieści. Ta wielowątkowość, mnogość bohaterów sprawiła, iż w pewnym momencie mocno się pogubiłam. Z pomocą przyszły mi dopiero kartka i długopis służące szybkiemu sporządzeniu uproszczonego drzewa genealogicznego całego rodu, które pozwoliły mi szybko wrócić do czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakowoż muszę orzec, że coś dziwnego ulatnia się z tej powieści. Powinnam ją znielubić, bo przecież tak bardzo denerwował mnie ten wciąż, do znudzenia, wspominany pierścień, drażniły mnie ślepa i nieporadna Asia, która w obliczu wielkiego przejęcia schedy rodzinnej zastanawiała się tylko jak duży podatek od spadku musi uiścić oraz Krystyna - uparta i próżna kobieta uciekająca przed każdym, nawet najmniejszym kłopotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie potrafię, po prostu nie umiem negatywne ocenić książki rudowłosej i najpewniej też zielonookiej Joanny Miszczuk. Było w niej bowiem coś takiego, co po każdym kolejnym rzuceniu tego nieporęcznego tomu w kąt ze złości, nakazywało mi do niego wrócić i chłonąć dalej historię kobiecego rodu, która momentami nie tylko wzruszała, ale też na przemian bawiła, denerwowała, stresowała, rozczulała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego jestem zmuszona ostrzec Was przed tą lekturą. Biorąc ją do ręki musicie być świadomi, że nie opuści Was ona, aż do ostatniej strony. Będzie nęcić, kręcić, mataczyć, doprowadzać Was do szewskiej pasji, a i tak potem wystawicie jej pozytywną ocenę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 4/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DF9KEw8BJ4Q/TtLFtorzx4I/AAAAAAAAJXQ/N0-ZcqQeTio/s1600/_DSC0438.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-DF9KEw8BJ4Q/TtLFtorzx4I/AAAAAAAAJXQ/N0-ZcqQeTio/s400/_DSC0438.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679819467873568642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że nieładnie polecać takie upierdliwe lektury i że początek Adwentu, a ja Wam tutaj o diabłach i czarownicach, ale musiałam, no po prostu musiałam. Z pewnością duża część z Was ma już tę lekturę za sobą i zapewne wie, jak trudno się o niej pisze. Jak ambiwalentne odczucia wywołuje, bo z jednej strony ma wady, ale znowuż wciąga, jest momentami tandetna, ale jednocześnie oparta na mocnym i nowatorskim pomyśle. Mam nadzieję, że byłam w stosunku do niej, jak najbardziej sprawiedliwa :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem zwieram szyki, czy jak to się mówi nieco brzydziej, lecz dosadniej, zbieram pupę w troki i zabieram się za publikowanie moich napisanych, leżakujących wciąż, recenzji, bo przecież koniec roku, a mnie zostało tyle zaległości. Do tego jeszcze kilka lektur czeka na natychmiastowe przeczytanie - nie chcę zapeszyć, ale może uda mi się pobić mały rekord w tym względzie.&lt;br /&gt;Cóż mi pozostaje, jak nie prosić o kciuki? I o to by Św. Mikołaj był łaskawy :) Na razie, odpukać, jest i to aż w nadmiarze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-7988616620307126261?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/7988616620307126261/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/rudowosa-matrylinearnosc-matki-zony.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7988616620307126261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7988616620307126261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/rudowosa-matrylinearnosc-matki-zony.html' title='Rudowłosa matrylinearność. &quot;Matki, żony, czarownice&quot; Joanna Miszczuk'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-2WwtqPALvaM/TtLFtbXmsFI/AAAAAAAAJXA/sRAekyrCHX0/s72-c/_DSC0436.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-235043198755330332</id><published>2011-11-22T22:35:00.002+01:00</published><updated>2011-11-22T22:44:59.419+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czy może jednak wtorek jest gorszy?</title><content type='html'>Od jakiegoś czasu lansuję na swoim blogu pewne założenie. Ale chyba słuszne.&lt;br /&gt;Przecież najbardziej na świecie nie lubimy powracać do szkoły lub pracy po dłuższym, wolnym czasie. Dlatego tak strasznie przestawić się na tryb zajęciowy po udanych wakacjach, wspaniałych urlopach, aktywnych feriach. Dlatego też w pierwszy dzień po weekendzie (nawet tym trwającym standardową długość czasu) zaliczamy spadek formy, jesteśmy znudzeni i trudno nam się skupić. Zresztą sama myśl o tym, że w poniedziałek trzeba będzie wstać rano, zebrać się i wyjść z domu nie jest pokrzepiająca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Kg_oxexa0Tk/TswUe-omVeI/AAAAAAAAJWo/r86CHe4aEM0/s1600/happy-sad-day-4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Kg_oxexa0Tk/TswUe-omVeI/AAAAAAAAJWo/r86CHe4aEM0/s400/happy-sad-day-4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677935752649266658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory byłam święcie przekonana w całkowitą słuszność, a wręcz w świętość tej tezy.&lt;br /&gt;Aż do wczoraj.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Dzień na "NIE"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wtorkowy poranek nie jest zwykle przesadnie ciężki. Przez cały tydzień budzę się mniej więcej o tej samej porze, zatem nie mam problemów ze wstawaniem, a jedynie z zebraniem się na odpowiednią godzinę. Muszę wyjść z domu o 9, gdyż o 10 przekraczam próg sali i odbywam 1,5 godzinną lekcję angielskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj wyszłam o 9:20. Tramwaje się niezbyt zgrały (muszę jechać z przesiadką, bo tak jest krócej), przez całą drogę wszystkie miejsca siedzące były zajęte (a ja objuczona jak wół pociągowy, w dodatku przyczepiona do uchwytu złą ręką i mój rehabilitowany bark zdecydowanie się odrehabilitował, a zmienić miejsca nie sposób, bo okrutny tłum). Gdy już z wywieszonym językiem wybiegłam z autobusu (złapanego zamiast tramwaju) i pobiłam prawdziwy rekord, w ciągu pięciu sekund dobiegając do budynku, gdzie odbywam lekcje angielskiego, na schodach mignęła mi moja lektorka, która w ekspresowym tempie (ciekawe gdzie ćwiczy?) pokonała trzy piętra kamienicy o trzeszczących i bardzo stromych schodach. Ja aż taką olimpijką nie jestem i chociaż nigdy nie miałam strasznych problemów ze sportami wysiłkowymi to wierzcie mi, stanąwszy na trzecim piętrze starodawnego budynku o trzeszczących schodach, piecach kaflowych, wypadających drewnianych oknach, dostałam zawału. A na pewno mocnej palpitacji serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zdążyłam. Cała zgrzana i czerwoniutka na buzi niczym dorodny buraczek (czemu nie wpadłam na to by ściągnąć cieplutki kożuszek u wylotu schodów - nie wiem) zajęłam swoje miejsce w jednej z pierwszych ławek. Szybko okazało się, że za bardzo nie mam zadania domowego. Że nie przeczytałam zbyt dużo z tego, co przeczytać należało. I najważniejsze - iż muszę oddać zaległe wypracowanie i to do czwartku (czyli za dwa dni). Oczywiście niczym najpilniejsza kursantka obiecałam solennie, że to wszystko uczynię, ale przynajmniej nie jestem w tym sama - kilka osób również ma dwa dni na wysmarowanie zgrabnego listu, lecz nikt za bardzo nie wie co ma tam w nim napisać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko, że moi współtowarzysze niedoli będą mieli cały jutrzejszy dzień, który ja spędzę kolejno w: pociągu - Warszawie - pociągu. Wrócę późnym wieczorem, jak będzie spóźnienie to może przyjadę nawet w czwartek. Po prostu cud, miód i... angielski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej było tylko gorzej. W restauracji, gdzie jadłam lunch z moim T. czekaliśmy ok. 20 minut na rachunek i kolejne 15 minut na wydanie reszty, w dodatku bułeczki które otrzymaliśmy na przystawkę były całkowicie zimne, twarde i niedobre. Chodzimy tam dosyć często i zawsze wszystko było w porządku. No ale nie w ten dziwny czwartek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później jeszcze wybrałam się na krótkie zakupy połączone z otwarciem nowego rachunku bankowego. I okazało się, że zamówiłam sobie niewłaściwą kartę bankomatową  - była inna, dużo lepsza, o czym nie wiedziałam i chociaż mogę na szczęście jeszcze zmienić decyzję to będę na nową kartę, o ironio, czekała dłużej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze teraz. Jest już godzina 22, a ja bez zadania na angielski, bez kąpieli, bez przygotowanych i spakowanych rzeczy na wyjazd (jadę na jeden dzień, ale coś przydałoby się tam zabrać), a jutro muszę wstać na pociąg na 6:20. A wczoraj było tak pięknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Dzień na "TAK!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zerwałam się rano z przedziwnym przeczuciem, że ten dzień będzie cudowny. To zabrzmiało chyba nieco ironicznie nawet w mych myślach - był poniedziałek, dzień po kolejnym weekendzie. Za oknem mgła, zimno, jesienno, przygnębiająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poranne śniadanie, konwersacja z moim zajętym w pracy T. na gadu gadu, szybciutkie wypełnienie formularza założenia nowego konta bankowego (i dowiedziałam się przy okazji, że otrzymam bon o wartości 100 zł do empik.com. Wiem, co niektórzy myślą o tej księgarni, ale jednak się ucieszyłam, bo to w końcu oznacza nowe książki!) i umówienie się z mamą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udałyśmy się do nowootwartej galerii handlowej na przedmieściach Krakowa. A tam raj zakupowy. Nabyłam cztery piękne i oryginalne swetry, sukienkę (co prawda letnią, ale naprawdę boską i tanią jak barszcz) oraz piękną malutką torebeczkę (pasującą do kolekcji moich wielkich toreb na najpotrzebniejsze rzeczy). W przerwie zakupowego szaleństwa weszłam na chwilkę sprawdzić pocztę. Pamiętałam o tym, że 21 listopada mają być wyniki konkursu w którym brałam udział (szczegóły w poprzednim wpisie), lecz nie bardzo wiedziałam czy na pewno i kiedy. Ponieważ na mailu nie było żadnej informacji postanowiłam sprawdzić szybciutko "u źródła".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZzxpdrdeC_k/TswUfFHDQ2I/AAAAAAAAJW0/A1J9sFj8DH8/s1600/letterpress-happy-day.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZzxpdrdeC_k/TswUfFHDQ2I/AAAAAAAAJW0/A1J9sFj8DH8/s400/letterpress-happy-day.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677935754387604322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I w tym momencie zakręciło mi się w głowie. Przeczytałam &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://blog.ebookpoint.pl/kindle-znalazl-zwyciezce/"&gt;ten komunikat&lt;/a&gt; z pięć razy, potem pokazałam kolejne pięć razy mamie i chociaż dalej nie wierzyłam to stało się. Wygrałam główną nagrodę w konkursie na najlepszy tekst wykazujący wady DRM. I wygrałam nie byle co, tylko nowiutkiego Kindle 4 Classic, który właśnie powoli zmierza w moją stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parsknęłam śmiechem, a że siedziałam akurat z mamą w kawiarni, popijając pyszne latte, parę osób spojrzało na mnie ze współczuciem. O wygranej dowiedziałam się bowiem z... Kindle 3. Czyżby jakieś zrządzenie losu? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak Wam mijają dni po weekendzie? Wciąż poniedziałek jest zmorą?&lt;br /&gt;Mnie wydaje się, że ten wczorajszy był tylko jednym malutkim wyjątkiem i w przyszły dopiero się zacznie! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;zdjęcia znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-235043198755330332?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/235043198755330332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czy-moze-jednak.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/235043198755330332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/235043198755330332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czy-moze-jednak.html' title='Nie lubię poniedziałku, czy może jednak wtorek jest gorszy?'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Kg_oxexa0Tk/TswUe-omVeI/AAAAAAAAJWo/r86CHe4aEM0/s72-c/happy-sad-day-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-6318156223009313829</id><published>2011-11-19T19:40:00.006+01:00</published><updated>2011-11-20T22:49:42.083+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czytnik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ebook'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kindle'/><title type='text'>DRM czyli dlaczego rozrabiasz molu?</title><content type='html'>Wszyscy pamiętają chyba swój pierwszy raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest przyjemny,  jeszcze letni dzień. Słońce uparcie grzeje ulice Starego Miasta, ale  zaraz po zachodzie ustępuje miejsca całej armii chmur. Wtedy po raz  pierwszy mam go w ręku. Uparcie łaskoczę po bokach, gładzę delikatną  fakturę jego brzuszka i... klikam, klikam, klikam.&lt;br /&gt;Odpowiada nie przemiłym mruczeniem, którego się spodziewałam, lecz jakimiś przedziwnymi przebłyskami inteligencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam go. Jest mój. Mój śliczny Amazon Kindle 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-d6ZWTfK4MW0/Tsf3212kaJI/AAAAAAAAJWc/f_t57juX8BI/s1600/634312266366559595.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 246px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-d6ZWTfK4MW0/Tsf3212kaJI/AAAAAAAAJWc/f_t57juX8BI/s400/634312266366559595.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676778376864753810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chwilę  później dokonuję kolejnej inicjacji. Pragnę moje piękne cudeńko  naładować pozytywną energią, pragnę znaleźć dla niego interesujące i jak  najbardziej oryginalne wnętrze. Jakże wielkie jest moje rozczarowanie,  gdy okazuje się, iż polskie księgarnie internetowe nie oferują nic w  interesującym mnie formacie, nie mówiąc już o odpowiedniej cenie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko  dowiaduję się, że jest coś jeszcze. Pewien subtelny, zaczajony potwór,  który potrafi zgasić zapał nawet najbardziej zawziętego mola książkowego  napalonego na czytanie polskich e-booków na czytniku Amazon Kindle 3. I  niestety gasi również mój zapał...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Monstrum to, pozostające na usługach rozlicznych wydawnictw, to DRM.&lt;br /&gt;Digital rights management.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wolnym tłumaczeniu brzmi niczym ostrzegawcze pytanie: "dlaczego rozrabiasz molu?".&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;System zabezpieczeń przed uczciwością&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;DRM  ma być narzędziem w założeniu dobrym. Wszak trudno jest chronić w  sposób pełny utwór przed kradzieżą. Każdy może nielegalnie skopiować  obraz czy dźwięk, kupić skserowaną książkę, przegraną płytę, nielegalnie  rozpowszechniany program komputerowy. Wystarczy udać się do punktu  ksero, na jakąś giełdę komputerową czy elektroniczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjawisko  piractwa nie jest już co prawda tak częste i powszechne, jak kiedyś,  gdyż masowo kopiowane, oryginalne produkty stały się tańsze od podróbek,  a w sklepach często napotykamy promocje gier komputerowych, książek,  płyt z muzyką. Ale piractwo niestety wciąż istnieje i wcale nie tak  łatwo się z nim walczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinniśmy zrozumieć zatem wydawców.  Skoro znaleźli świetny system zabezpieczeń, genialny sposób ochrony dóbr  cyfrowych to czy nie wszyscy powinniśmy być szczęśliwi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niekoniecznie.&lt;br /&gt;Spójrzmy na taki niewielki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;case&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kasia  jest użytkowniczką czytnika Kindle (wersja przypuszczalnie nie ma tu  znaczenia). Pragnie, jako uczciwy i solidny obywatel, zakupić sobie  oryginalną książkę elektroniczną w polskiej księgarni internetowej  Emtrefl. Wchodzi zatem na stronę tej księgarni i po kilku klikaniach  znajduje to czego szukała. Szybciutko dodaje do koszyka, płaci przelewem  i czeka na jego zaksięgowanie, do którego z racji tego, iż akurat trwa  sesja elixir, dochodzi natychmiast.&lt;br /&gt;Kasia już może pobrać swój  nowiutki ebook na komputer i wgrać do swojego "Kundelka" (jak  pieszczotliwie nazywa swój czytnik). Coś jednak idzie nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-N2qeqUWcJgQ/Tsf2CN4aMEI/AAAAAAAAJWE/LAp3oVwXP5g/s1600/buddy_drm_gabe.png"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 354px; height: 197px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-N2qeqUWcJgQ/Tsf2CN4aMEI/AAAAAAAAJWE/LAp3oVwXP5g/s400/buddy_drm_gabe.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676776373270229058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nasza bohaterka, nie poddając się, czyta (rychło w czas!) "FAQ ebook" dostępne na Emtreflu.&lt;br /&gt;I  już wie, jest świadoma, że ta jej wymarzona, cudowna książka  elektroniczna, za którą zapłaciła niewiele mniej, niż za papierowy  odpowiednik, ma DRM. Kasia jest nie w ciemię bita i niczym  najsłynniejsza reasercherka naszych czasów, Lisabeth Salander,  wygooglowuje sobie, czym się ten DRM je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się, iż DRM można  nie tylko zjeść, ale też wyrzucić do kosza. Na rozlicznych forach Kasia  znajduje tysiące instrukcji jak tego dokonać krok po kroku. Czyta o  Adobe Digitial Editions, który pozwala na otwieranie plików takich jak  ten jej nieszczęsny ebook. Uśmiecha się pod nosem widząc rozliczne oraz  wymyślne epitety pod adresem tego cyfrowego tworu. I coraz bardziej się  irytuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są, przecież są czytniki ebooków, które ten system  oswajają. Na których można czytać książki bez kombinowania, wprost  ściągnięte z Emtrefla! Tylko, że do nich nie należy Kindelek, jej  wymarzony, wyczekany i wcale nietani, chociaż konkurencyjny dla tych  obecnych na polskim rynku, czytnik książek elektronicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybki  rzut oka na księgarnię Amazona. Kasia już wie, że jest tam kilka  polskich książek. Wszystkie niestety piekielnie drogie... Po angielsku  też czyta, ale bez szaleństw. Raczej klasykę, która dostępna jest  przecież za darmo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako przeciwniczka wgrywania śmieciowego  oprogramowania, oporna na wszelkie trudności, postanawia nie męczyć się  dłużej. Nie wgra programu Adobe, nie będzie przekształcała ściągniętego  pliku tysiąc razy, kombinowała. Obiecuje sobie w duchu, że nigdy więcej  nie będzie nawet próbowała kupować ebooków w polskiej księgarni, a w  Emtreflu już na pewno nie, dopóki nie zrobią czegoś z tym DRM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ściągnięty,  wymarzony ebook da na urodziny Ali, koleżance posiadającej czytnik  Onyx, widniejący jak byk na liście tych urządzeń, które poskramiają DRM.  A sama bezkarnie wpisuje do wyszukiwarki adres: świnkamorska.pl,  znanego serwisu udostępniającego dyski internetowe. I zaczyna zasysać  swoją wymarzoną lekturę... Wreszcie....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec tej historii mam dla Was dwa pytania pomocnicze:&lt;br /&gt;1. Czy Kasia złamała prawo?&lt;br /&gt;2. Ile razy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Dozwolone używanie, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;fair use&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;, czy nielegalne rozpowszechnianie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-R4E_DlD5Tw4/Tsf2CTE_f7I/AAAAAAAAJWM/yQZfaq4uriE/s1600/drm.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 323px; height: 323px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-R4E_DlD5Tw4/Tsf2CTE_f7I/AAAAAAAAJWM/yQZfaq4uriE/s400/drm.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676776374665183154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Prawo  autorskie jest we współczesnym świecie bardzo istotną częścią systemu  prawnego. W teorii ma chronić wszelkie dobra niematerialne w sposób  zgodny z przysługującymi autorowi tych dóbr prawami osobistymi i  majątkowymi. W praktyce z tą ochroną jest różnie, czasami jest  całkowicie niemożliwa do wyegzekwowania, a niekiedy przepisy prawa  autorskiego są wręcz nadużywane. Ponadto chroniąc interesy autorów przy  okazji prawo autorskie chroni też wydawców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami jednak  wydawcy chronią się sami. Właśnie poprzez systemy takie jak DRM, które  mają utrudniać kopiowanie i rozpowszechnianie publikowanych przez nich  dzieł.&lt;br /&gt;Naruszają jednak przy tym prawo legalnego posiadacza utworu do rozporządzania nim w dowolny sposób, w granicach prawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo  zatem nie powinno, a wręcz nie może nam narzucić miejsca, gdzie  będziemy przechowywać nabyty legalnie utwór, w jaki sposób będziemy z  niego skorzystać. Wydawca ma prawo do ochrony rozpowszechnianego przez  niego dobra tylko w momencie, gdy będziemy robić z nim rzeczy wywołujące  niewątpliwą szkodę w jego lub autora majątku lub w inny sposób  naruszymy prawa autorskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tutaj pojawia się pytanie o sensowność, a raczej bezsensowność DRMu.&lt;br /&gt;Po  pierwsze jest to system słaby, nieskuteczny. Łatwo możemy pozbyć się  DRMu z ebooka. Jednak czyniąc to łamiemy licencję i co za tym idzie  naruszamy prawo autorskie. Stajemy się przestępcami, którzy legalnie  zakupioną książkę elektroniczną pragną wgrać na legalnie zakupiony  czytnik. A z pewnością Ci którzy zakupili ebooki w polskich  księgarniach, nic nie wiedząc o DRM, bez zastanowienia ściągnęli to  zabezpieczenie. Więc niestety, nasi drodzy wydawcy robią z nas  przestępców. Nawołuję więc: nie róbcie z nas złodziei!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie  możemy czuć się nieco oszukiwani przez wydawnictwa, które niejako  lobbują w interesie tylko niektórych producentów czytników, tych które  mają możliwość obsługi plików DRM, a niejednokrotnie są droższe niż  choćby całkiem zgrabne, popularne i nowoczesne czytniki Amazona. We mnie  budzi się sprzeciw wobec takiej praktyki. Nikt nie będzie mi narzucał  na co i dlaczego mam wydawać pieniądze. Żyję w wolnym kraju i jeśli mogę  zakupić czytnik aż za oceanem, otrzymać go przyniesionego przez kuriera  jakiś czas później i nawet podłączać się legalnie (i za darmo) do sieci  3g to nie mam zamiaru męczyć się z durnymi zabezpieczeniami ebooków.  Nawołuję więc: zwróćcie nam wolność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie wydawcy wyraźnie  nie mają zaufania do swoich czytelników. Nakładając DRM traktują już ich  jak potencjalnych piratów, którzy z pewnością opublikują plik na  świnkamorska.pl albo innym znanym portalu wymiany ebooków. Zastanawia  mnie jednak też coś innego - dlaczego w USA, gdzie zabezpieczenia zawsze  stoją na wysokim poziomie, takich dziwactw nie ma? Jest za to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;fair use&lt;/span&gt; - takie mocno rozbudowane i bardzo liberalne prawo "uczciwego użytku". Nawołuję więc: zaufajcie nam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po  czwarte wydaje mi się, że za niedługo dojdzie do tego, że będziemy  otrzymywać do każdego  produktu instrukcję prawidłowego użytkowania. I  tak z książki wolno nam  teraz wyrwać kartki, popisać ją, umieścić na  dowolnej półce, nawet  wyrzucić do kosza, rozciąć i poprzestawiać  kartki, a z ebookiem nic,  poza wgraniem go na jeden z listy konkretnych  czytników, zrobić nie  możemy, więc już za niedługo, już za chwilę  książkę będziemy mogli jedynie otworzyć, przeczytać i postawić na półce.  Szczęśliwi? Ja nie bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uważam, że takie kontrolowanie,  narzucanie "właściwych" sposobów użytkowania cofa nas do poprzedniego  systemu politycznego i sprawia, że czujemy się nie tylko uciskani, lecz  też oszukiwani. Jeżeli bowiem z papierową książką możemy zrobić co  chcemy, a z jej elektroniczną wersją praktycznie nic, to dlaczego  kosztują one praktycznie tyle samo? Dlaczego ebooki są tak drogie, skoro  koszt ich produkcji jest tak mały?&lt;br /&gt;Nawołuję więc: nie oszukujcie nas!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I  wreszcie po piąte, odpowiadając na wcześniejsze pytania - Kasia nie  złamała prawa. Jest to kwestia dosyć dyskusyjna, gdyż kłócą się ze sobą  dwie szkoły prawne. Ta której ja kibicuję i w której byłam kształcona,  krakowska, uważa, że ściąganie plików z internetu, trzymanie ich (nie  dotyczy to p2p!) na własny użytek, czyli  czytanie/oglądanie/przeglądanie/słuchanie, bez rozpowszechniania,  kopiowania, produkowania nie jest naruszeniem prawa, a mieści się w tzw.  dozwolonym użytku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem jeśli Kasia dokonałaby innego wyboru,  gdyby próbowała ściągnąć DRM z legalnie zakupionego produktu, naruszając  tym samym jego licencję, niewątpliwie popełniłaby czyn zabroniony.  Ściągając ebook z serwisu internetowego, czytając go na swoim czytniku i  następnie usuwając zrobiła wszystko&lt;span style="font-style: italic;"&gt; de&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; lege artis&lt;/span&gt;.  Czyż wobec tego wybór nie jest prosty? Każdy kto pragnie być uczciwy  wobec prawa, a posiada czytnik bez poskramiacza DRM, nie kupi ebooka z  takim zabezpieczeniem, tylko go ściągnie za darmo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawołuję więc: ściągnijcie DRM!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wy co myślicie na ten temat? DRM Wam nie przeszkadza? A może drażni i irytuje?&lt;br /&gt;Wyraźcie to na swoich blogach i weźcie udział w tym ciekawym &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://blog.ebookpoint.pl/wielki-konkurs/?mid=52"&gt;konkursie&lt;/a&gt; połączonym z bardzo potrzebną akcją przeciwko DRM!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;zdjęcia znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-6318156223009313829?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/6318156223009313829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/drm-czyli-dlaczego-rozrabiasz-molu_19.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6318156223009313829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6318156223009313829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/drm-czyli-dlaczego-rozrabiasz-molu_19.html' title='DRM czyli dlaczego rozrabiasz molu?'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-d6ZWTfK4MW0/Tsf3212kaJI/AAAAAAAAJWc/f_t57juX8BI/s72-c/634312266366559595.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-8716810130673918283</id><published>2011-11-19T01:12:00.005+01:00</published><updated>2011-11-19T01:20:07.113+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kinowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mrn+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obrazy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb+'/><title type='text'>Uśmiechnij się w weekend.</title><content type='html'>Po patetycznym, troszkę dłuższym, patriotycznym weekendzie (oczywiście nieco kolorowym przez uliczne marsze, demonstracje i zamieszki, które pewnie niejeden Polak uznał za świetny i w dodatku niepowtórkowy, film sensacyjny) ten, który właśnie nadszedł wydaje się jakiś taki mdły, za krótki i nieco smutny. Więc koniecznie musimy go sobie troszkę podkolorować - a dlaczego nie zrobić tego za pomocą zabawnego i zarazem interesującego filmu?&lt;br /&gt;Zapraszam Was zatem na dwa całkiem różne seanse.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Jingle bells!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-7q9XrIz-Ur0/TsbyQwzgGXI/AAAAAAAAJVE/EmD2Snvm_mY/s1600/Listy-do-M_img4ebed5761b41e.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 299px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-7q9XrIz-Ur0/TsbyQwzgGXI/AAAAAAAAJVE/EmD2Snvm_mY/s400/Listy-do-M_img4ebed5761b41e.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676490750139832690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Święta to taki uroczy czas, w którym wszyscy się radują, spotykają przy rodzinnym stole, wybaczają sobie winy i nastrajają się pozytywnie na kolejny, nadchodzący rok. Czymże są Święta bez śniegu, bez pięknie przystrojonej choinki i prezentów pod nią, bez karpia, bez kolęd. Czym są w końcu święta bez "Kevina", a ostatnio też bez "To właśnie miłość"?&lt;br /&gt;Tym razem jednak już nie jest tak ważne, czy premier Hugh Grant pocałuje uroczą, choć nieco pulchną Natalie, czy Colin Firth zdobędzie serce ładnej Portugalki oraz czy Kevin znów zostanie sam w domu.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dużo ważniejsze jest to, że Mikołaj musi wrócić do radia, gdzie pracuje, na wieczorny, wigilijny dyżur. A jego inteligentny, uroczy, choć mały syn Kostek zostanie znów sam w domu. No może z wyjątkiem obecności swojej mamy, ale raczej obecności duchowej.&lt;br /&gt;Dla policyjnego psychologa, Szczepana, ważne jest odbudowanie świątecznej atmosfery w domu, w którym to procederze solidnie przeszkadza mu... jego własna rodzina - kłopotliwy dziadek, pyskata i bardzo niezależna, nastoletnia córka Majka oraz złośliwa, nieco zgorzkniała i mocno niewierna żona Karina. Wojciech stara się sprostać przedświątecznym wymaganiom swojej żony, Małgorzaty, w której towarzystwie spędzi kolejne, przeurocze, chociaż bardzo sterylne i nudne Święta. Wladi koniecznie nie chce przedstawić swojej drugiej połówki rodzicom, Betty w Święta wreszcie nie będzie sama, gdyż pod sercem nosi małego Kazia, a Melchior przez całą Wigilię ma zamiar tyrać jak wół, a raczej jak Święty Mikołaj, by tylko zbyt dużo nie myśleć, przeszkadza mu w tym jednak pewien niesforny dzieciak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przezabawny i niezwykle ciepły to film. Nie spodziewałam się tak dobrej i tak doskonale skomponowanej komedii świątecznej w polskim wydaniu. Przyznam szczerze, że bałam się troszkę porównywania jej do "Love actually", ale to mi wcale nie groziło - perypetie bohaterów są oryginalne i wciągające, iż nie sposób myśleć o jakimkolwiek innym obrazie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skłamałabym jednak mówiąc, iż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Listy do M."&lt;/span&gt; wznoszą się na wyżyny kunsztu kinowego. Lecz wcale nie muszą. Film ten jest przezabawny, zjawiskowy, wprost idealny, w szczególności na jesienną pluchę. Myślę nawet, że w ferworze świątecznych przygotowań mógłby się gdzieś zagubić, przepaść, zostać zignorowanym, a w listopadowy ziąb, w okresie kiedy nie myślimy jeszcze o prezentach i choince odwiedziny u Świętego Mikołaja Melchiora sprawią, że zatęsknimy za Świętami. Bardzo, bardzo mocno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KB5yvopc4oQ/TsbyfBwnooI/AAAAAAAAJVc/XNkIM3i0p50/s1600/24661_film.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 235px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-KB5yvopc4oQ/TsbyfBwnooI/AAAAAAAAJVc/XNkIM3i0p50/s400/24661_film.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676490995209314946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Babskie gadanie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Już na pierwszy rzut oka widać, że mężczyźni i kobiety się różnią. My nosimy zwiewne sukienki, dopasowane jeansy, buty na obcasach, fantazyjne fryzury, maskujący niedoskonałości makijaż. A mężczyźni? Wydawałoby się, że zawsze wyglądają tak samo. Czasami założą na siebie coś eleganckiego, w ręku dzierżą bukiet róż i od razu wiemy, że coś przeskrobali. Są zatem bardzo mało skomplikowani. Ale przecież mają jakieś zalety. Momentami są zabawni, szarmanccy, silni, troskliwi. I spostrzegawczy. Aha, i zdecydowanie zbyt często czepiają się szczegółów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-GYquVVXuqeY/TsbyXC3a9OI/AAAAAAAAJVQ/dXeeTco9Zps/s1600/baby-s%25C4%2585-jakie%25C5%259B-inne.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 288px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-GYquVVXuqeY/TsbyXC3a9OI/AAAAAAAAJVQ/dXeeTco9Zps/s400/baby-s%25C4%2585-jakie%25C5%259B-inne.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676490858067326178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Podobnie jest z tymi dwoma. Niby tacy pięknisie, inteligenci, obyci w świecie. A plotą głupoty.&lt;br /&gt;Jadą autem, non stop jadą. W dodatku w nocy. Chyba jakiś tranzyt. I gadają. Ale jak najęci gadają! Ciekawe, czy przy swoich kobietach wypowiedzieli kiedykolwiek choćby 50% tego, co przekazują sobie nawzajem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gadają, a jakże, o kobietach. Ale nazywają nas troszkę parszywie, niby zabawnie babami. Baby to, baby siamto. Erudyci się znaleźli. A w rzeczywistości prawdziwi szowiniści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrzymują się na chwilę na stacji, już ponad połowa drogi za nimi. Wydaje się, że postój konieczny tylko ze względu na zachciankę, by syn reżysera też mógł zagrać epizodzik w tym obrazie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cały czas tylko to jedno się przewija. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Baby są jakieś inne"&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Wiadomo, że są, ale nie pozwalajcie sobie za dużo. Jak już coś to "kobiety", "dziewczyny", "płeć piękna" etc. Chociaż może nie powinnam narzekać. Mogli wszak mówić jeszcze gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic się nie dzieje. Autentycznie nic przez prawie półtorej godziny filmu. Pod koniec jest już jakaś akcja, ale taka trochę martwa, bo zaraz po niej napisy końcowe. I to był ten prawdziwy dramat. Komedii nie odnotowałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abstrahując już od tego, że nie lubię być szykanowana, ani gdy wulgaryzmy wylewają się z ekranu i że spodziewałam się przezabawnego, prześmiewczego, inteligentnego i zarazem bardzo realistycznego filmu na miarę "Dnia świra" to najnowszy film &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Marka Koterskiego&lt;/span&gt; jest mało oryginalnym i bardzo smutnym, bo naprawdę kiepskim obrazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli więc macie ochotę na pseudointelektualną, nudną, mało odkrywczą pogawędkę dwóch facetów, z których jeden grany jest przez dosyć znanego aktora (którego gaża zapewne pokrywa się z pięćdziesięcioma procentami budżetu filmu), rzucających mięsem, podczas której za Waszymi plecami słychać będzie ciumkanie popcornu przerywane głośnym i nachalnym rechotem to biegnijcie do kin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja bym już nie pobiegła. Ale przecież wiadomo, że "baby są jakieś inne"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 2,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kZFR15BDPfY/TsbyfT1obKI/AAAAAAAAJVk/dP8VWfKr34o/s1600/a8a19b41-4fee-4302-81af-07855bb81a88.file.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 220px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-kZFR15BDPfY/TsbyfT1obKI/AAAAAAAAJVk/dP8VWfKr34o/s400/a8a19b41-4fee-4302-81af-07855bb81a88.file.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676491000062176418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A dla tych co nie lubią lub nie mają ochoty w ten weekend wybrać się do kina polecam włączyć tv, gdyż na TVN-ie o 21:45 będzie leciał film, który już kiedyś Wam polecałam: &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2010/03/paradygmat-niezrozumienia-kobiety.html"&gt;"Kobiety pragną bardziej"&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-8716810130673918283?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/8716810130673918283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/usmiechnij-sie-w-weekend.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8716810130673918283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8716810130673918283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/usmiechnij-sie-w-weekend.html' title='Uśmiechnij się w weekend.'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-7q9XrIz-Ur0/TsbyQwzgGXI/AAAAAAAAJVE/EmD2Snvm_mY/s72-c/Listy-do-M_img4ebed5761b41e.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-2847368860274611481</id><published>2011-11-16T19:36:00.002+01:00</published><updated>2011-12-29T18:26:44.925+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bellona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szwecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skandynawskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prószyński i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Toksyczny morderca. "Upadły anioł" Mari Jungstedt</title><content type='html'>Nie zawsze wielki sukces zwiastuje długie, bezproblemowe i szczęśliwe życie, nie zawsze jest oznaką zwycięstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajmy Victora Algårda. Dopiero co zorganizował wielkie otwarcie nowej hali kongresowej - prawdziwą ucztę, wielki raut, który okazał się świetną imprezą z wielką pompą. Smak satysfakcji i zwycięstwa lekko szczypały go w język, widok jego pięknej przyjaciółki i zarazem nowej partnerki rozczulał, a goście dopisali. Wszystko idzie, jak po maśle.Nagle Victor jednak urywa się z przyjęcia i znika. Nazajutrz jego ciało zostaje znalezione przez azjatycką sprzątaczkę Ninni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RXHtiyJW904/TsP-bNRRxII/AAAAAAAAJU0/KITiYXBnhSQ/s1600/_DSC0188.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-RXHtiyJW904/TsP-bNRRxII/AAAAAAAAJU0/KITiYXBnhSQ/s400/_DSC0188.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675659698789008514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czy tego pecha przyniósł Victorowi należący do niego klub, w którym jakiś czas wcześniej doszło do brutalnej bijatyki? Czy zawinił któryś z biznesowych przeciwników lub nowa kochanka? A może ta śmierć to jedynie dzieło przypadku?&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Komisarz Anders Knutas po raz kolejny będzie zmuszony przeprowadzić żmudne śledztwo. Sprawa zabójstwa Victora Algårda okaże się jednak wyjątkowa. Z kilku powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim z powodu mnogości motywów, dla których ktoś mógłby chcieć popełnić tą zbrodnię. Liczba podejrzanych też jest niemała. Na jej czele znajdują się nie tylko przystojna kochanka Victora, czy pamiętliwy przedsiębiorca, lecz także prosty hodowca owiec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugą niespotykaną innowacją w śledztwie jest długa nieobecność wciąż nieuchwytnej Karin Jacobsson, która uparcie nie odbiera telefonu.&lt;br /&gt;W dodatku Knutas będzie zmuszony poza schwytaniem mordercy, zmobilizowaniem Karin oraz przypomnieniem sobie wszystkich szczegółów bankietu z okazji otwarcia hali, na którym był obecny wraz z żoną, stawić czoło problemom we własnym domu, gdyż jego nastoletnie dzieci przeżywają właśnie, jak na złość, okres młodzieńczego buntu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak doskonale zakreślona fabuła, mocna wydawałoby się intryga nie potrafi się jednak w pełni obronić w tej szóstej już części cyklu autorstwa &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Mari Jungstedt&lt;/span&gt;. Tym razem podążamy krok w krok za mordercą. Wchodzimy do jego umysłu i powoli poznajemy przykrą historię zepsutego dzieciństwa, zawiedzionych nadziei, marzeń, którym ktoś brutalnie podciął skrzydła. Poznajemy tego nieszczęśliwego, tytułowego upadłego anioła i nie wiemy już czy mamy współczuć jemu, czy kolejnym jego ofiarom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie w &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Upadłym aniele"&lt;/span&gt; czegoś zabrakło. Może dramatycznych zwrotów akcji, czegoś mocnego i impulsywnego? A może wręcz przeciwnie i to wątek romansu Johana i Emmy, wywołujący u mnie zawsze lekki rumieniec, stał się zbyt lukrowaty i przez to niejadalny? Najpewniej achronologiczność w ukazywaniu się kolejnych tomów serii także ostudziła mój zapał do tej, przedostatniej już, powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wierzę bowiem w to, że mógłby znudzić mnie Anders Knutas i jego ekipa. Tym bardziej średniowieczne Visby, czy styl, do którego przecież jestem już przyzwyczajona, z którym jestem pogodzona i do którego zawsze z chęcią wracam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakkolwiek szczerze polecam Wam ten kryminał, bo jak pewnie sami już zdążyliście zauważyć jego fabuła jest zajmująca i bardzo nietypowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam jednak pod pewnymi wyjątkami!&lt;br /&gt;Po pierwsze - zadbajcie o odpowiednią kolejność serii i po wtóre - nie nastawiajcie się na drugiego Larssona. On był naprawdę tylko jeden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 4,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-IKt5YKZ-pSY/TsP-bMU0oWI/AAAAAAAAJUk/bxXxVg2aqVY/s1600/_DSC0190.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-IKt5YKZ-pSY/TsP-bMU0oWI/AAAAAAAAJUk/bxXxVg2aqVY/s400/_DSC0190.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675659698535440738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Książkę tę czytałam cały dzień, aż do zachodu, jeszcze wtedy letniego, słońca. Ten opis przedziwnego zabójcy o spaczonej przez dzieciństwo psychice wydawał mi się początkowo banalny, za prosty, trochę prymitywny. Ale prawdziwy. I mocno przerażający. Dlatego Wam tę powieść, mimo wszystko, polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz nie mamy już lata, a więc i czytam troszkę inne lektury. Wbrew pozorom mam trochę wolnego czasu - na rehabilitację dojeżdżam trzy przystanki, potem przypięta do urządzenia emitującego (bezpieczny) prąd na moje plecy leżę i się nudzę aż 15 minut. Dlatego zarówno w tramwaju, jak i w trakcie rehabilitacji czytam drugi tom Millenium Larssona. Do poduszki zaś powoli, w bólach, przechodzę przez "Nocnych wędrowców" Wojciecha Jagielskiego. Lektura to, chociaż reporterska, bardzo trudna i okrutna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj przyszło, wreszcie zawitało na moją półkę "Dallas '63" Stephena Kinga! Z radości omal nie ucałowałam pani na poczcie :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-2847368860274611481?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/2847368860274611481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/toksyczny-morderca-upady-anio-mari.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2847368860274611481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2847368860274611481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/toksyczny-morderca-upady-anio-mari.html' title='Toksyczny morderca. &quot;Upadły anioł&quot; Mari Jungstedt'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-RXHtiyJW904/TsP-bNRRxII/AAAAAAAAJU0/KITiYXBnhSQ/s72-c/_DSC0188.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-835225406229969175</id><published>2011-11-14T00:44:00.007+01:00</published><updated>2011-12-29T18:26:54.480+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bellona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szwecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skandynawskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Herbatniki z IKEI. "Słodkie lato" Mari Jungstedt</title><content type='html'>Lepkie lato.&lt;br /&gt;Długie, piaszczyste plaże. Chłodne fale Bałtyku obmywające przybrzeżne formacje skalne. Srogi klimat i surowa architektura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Peter Bovide w tej scenerii spędza swój urlop. Podobnie jak tysiące Szwedów, wraz z rodziną zatrzymuje się na urokliwej wyspie Fårö. Od wielu lat, całą rodziną, państwo Bovide z dwojgiem dzieci, spędzają wakacje na tamtejszym kempingu. Peter doskonale odpoczywa od trudności zawodowych opalając się na plaży, pływając, czy uprawiając intensywny, poranny jogging.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-MT2nIgW8Az0/TsBSHNpJQOI/AAAAAAAAJT0/S3G0JpaJIpc/s1600/_DSC0047.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-MT2nIgW8Az0/TsBSHNpJQOI/AAAAAAAAJT0/S3G0JpaJIpc/s400/_DSC0047.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674625814361620706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zapewne rodzina Bovide nie wie, że ponad 20 lat wcześniej, także w ogniu lipcowego upału, znajdujące się w pobliżu miasteczko Fårösund odwiedzili niezwykli, jak na tamte czasy, goście - czteroosobowa rodzina zza bloku wschodniego, z samego serca NRD.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale rodzina Petera nie miałabym nawet czasu o tym myśleć, bo nagle, w trakcie wymarzonych wakacji, Peter zostaje znaleziony na plaży. Mężczyzna został brutalnie zamordowany podczas porannej przebieżki. W dodatku motywy morderstwa nie są do końca jasne, gdyż ten prężny przedsiębiorca, wzorowy ojciec, kochający mąż nie miał praktycznie żadnych wrogów. Czyżby?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekipa śledcza, wyjątkowo pod dyktando Karin Jacobsson, zastępującej przebywającego na urlopie wypoczynkowym Knutasa, musi szybko znaleźć winowajcę. Wszak sezon letni rozkwita, wakacje na Gotlandii i Fårö planuje coraz więcej osób, także mieszkańców Szwecji kontynentalnej i panika z powodu grasującego mordercy nie byłaby z pewnością wskazana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy pomysłowej, lecz nieco skłóconej, drużynie Andersa Knutasa uda się znaleźć właściwy motyw zbrodni? Czy pogoń za zabójcą stanie się wreszcie owocna?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co czterosobowa niemiecka rodzina przybyła na Gotlandię w 1985 roku? Czego szukali i jaki to miało związek z rozbitym 121 lat wcześniej rosyjskim statkiem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź na te wszystkie pytania przysporzy Wam niemałej uciechy. Bowiem każda zagadka w piątej już części gotlandzkiego cyklu o Andersie Knutasie, o bardzo przewrotnym tytule "Słodkie lato" autorstwa Mari Jungstedt goni następną.&lt;br /&gt;Wzburzone okrutną zbrodnią dwie sąsiadki - wyspy Gotlandia i Fårö - nawet pomimo ładnej pogody, zachęcających plaż, zapierających dech w piersiach krajobrazów pozostają dla Czytelnika miejscami bardzo surowymi, sterylnymi, a przy tym dosyć niebezpiecznymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na mój odbiór tej książki, nie ukrywam, z pewnością niemały wpływ miał brak zachowania odpowiedniej chronologii, czy to w czytaniu, czy przede wszystkim w wydaniu książek Jungstedt w Polsce.&lt;br /&gt;Jeden z ciekawszych wątków całej serii przez przedziwne zabiegi wydawnicze był dla mnie w tym tomie prawie całkowicie stracony - doskonale wiedziałam, co wydarzy się w życiu Johana i Emmy, mniej więcej znałam także, chociaż nieco pobieżnie, zakończenie śledztwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakowoż wątek kryminalny zaskoczył mnie i zaciekawił tak bardzo, iż prawie wybaczyłam wydawcy tę całą achronologię. Finał powieści niestety mnie nie porwał, po prostu domyślałam się jakie jest rozwiązanie zagadki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak "Słodkie lato" to kryminalna rozrywka na całkiem dobrym poziomie. Potrafi zaskoczyć, rozbawić. Książka ta jest faktycznie nieco słodka, ale przy tym wcale niepolukrowana i momentami nawet bardzo gorzka. Powieść, rzekłabym, w sam raz na ciemne, smutne, bo listopadowe, popołudnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 4,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ugGgK8vf8WI/TsBSHMR2-6I/AAAAAAAAJT8/pbYGrdr7afQ/s1600/_DSC0049.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ugGgK8vf8WI/TsBSHMR2-6I/AAAAAAAAJT8/pbYGrdr7afQ/s400/_DSC0049.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674625813995518882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że Jungstedt pisze nierówno. Że odbiega nieco od skandynawskich geniuszy kryminału, w tym od wielkiego Larssona, czy od nordyckich książek Sigurðardóttir. Ale nie zmienia to faktu, iż ja Panią Mari bardzo lubię i z przyjemnością czytam kolejne tomy jej cyklu. Teraz czeka na mnie co prawda już tylko ostatnia część serii o Andersie Knutasie, lecz mam taką cichutką nadzieję, że autorka coś tam jeszcze "przeskrobie" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długi weekend dobiegł końca. Następny to już ten typowo świąteczny i noworoczny przy okazji. A ja od jutra będę miała troszkę więcej zajęć, co też nieco mnie cieszy, bo przestanę gnuśnieć w domu. Z pewnością będzie to oznaczało też mniej czasu na czytanie, ale przecież, gdy człowiek ma dużo do zrobienia to lepiej się organizuje. Od jutra zaczynam rehabilitację, która ma mi przynieść ulgę. Oby!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I obym w przerwach pomiędzy kolejnymi zabiegami miała czas na sięgnięcie po Kindelka ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-835225406229969175?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/835225406229969175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/herbatniki-z-ikei-sodkie-lato-mari.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/835225406229969175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/835225406229969175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/herbatniki-z-ikei-sodkie-lato-mari.html' title='Herbatniki z IKEI. &quot;Słodkie lato&quot; Mari Jungstedt'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-MT2nIgW8Az0/TsBSHNpJQOI/AAAAAAAAJT0/S3G0JpaJIpc/s72-c/_DSC0047.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-7613214446950513483</id><published>2011-11-11T18:40:00.002+01:00</published><updated>2011-11-11T18:44:39.722+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cel.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obrazy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><title type='text'>Patriotyczny weekend</title><content type='html'>Piękne, ciepłe promienie słońca przeciskające się przez prawie nagie  korony drzew. Zapach ziemi. Dywany z liści. Jeszcze nie lodowaty, ale  już rześki podmuch wiatru. Ciepły szal i rękawiczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takiej  scenerii nasza Ojczyzna 93 lata temu rodziła się na nowo. Podczas, gdy w  wagonie kolejowym w Compiègne, Niemcy oraz państwa Entanty podpisywały  rozejm, na ziemiach polskich Rada Regencyjna przekazała całą władzę  wojskową Józefowi Piłsudskiemu. Niewiele osób wie, że niepodległość  Rzeczpospolitej została ogłoszona już 4 dni wcześniej - 7 listopada 1918  roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RiZyfhe1DCc/Tr1NHFm4k6I/AAAAAAAAJTI/3qr79Dv9Sio/s1600/afb20c37001ee9a64ddbb33f.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 350px; height: 233px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-RiZyfhe1DCc/Tr1NHFm4k6I/AAAAAAAAJTI/3qr79Dv9Sio/s400/afb20c37001ee9a64ddbb33f.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673775889716384674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale cześć wolności i niepodległości oddajemy właśnie dzisiaj - 11 listopada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z  tej okazji pragnę zwrócić Waszą uwagę na to co polskie. Na Polskę, na  Polaków. Stąd mój wybór książkowy oraz filmowy na ten weekend musi być  wyjątkowy.&lt;br /&gt;Czytam właśnie, na przemian, dwie książki rodzimych  autorów: "Obrazki z Nebraski" Grażyny Treli oraz "Nocni wędrowcy"  Wojciecha Jagielskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co oglądam? Zobaczcie sami.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Róża biała czy czerwona?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kzAzBXGG7d0/Tr1MuHmWLbI/AAAAAAAAJSk/VkRYDg_DSSc/s1600/7316394.3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 294px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-kzAzBXGG7d0/Tr1MuHmWLbI/AAAAAAAAJSk/VkRYDg_DSSc/s400/7316394.3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673775460754271666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Taka  miłość właściwie się nie zdarza. Nie w tym wieku, nie w takich  okolicznościach. Taka miłość jest dobra dla nastolatków, dla młodych,  rozszalałych, czerpiących z życia całymi garściami.&lt;br /&gt;Nie jemu. Nie z nią. Nie im.&lt;br /&gt;Ale zdarzyła się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam  Warczewski jest znanym pisarzem, doskonałym literatem, szlachetnie  urodzonym, dobrze wykształconym, szalenie inteligentnym, wychowującym  dorastającą córkę. Na jednym ze spotkań z czytelnikami poznaje Kamilę,  znaną wcześniej z widzenia pracownicę sekretariatu. Młodą, ładną, zgrabną, nie bardzo wykształconą, o której nie wie praktycznie nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obopólna  fascynacja przeradza się w romans. Adam zafascynowany pięknem i  wrażliwością Kamili nie zwraca uwagi na jej młody wiek, pochodzenie, na  to, iż jej prawie nie zna. Relacja mistrza i uczennicy już mu nie  wystarcza. Oświadcza się i zostaje przyjęty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta niezwykła  historia miłości starszego literata i jego młodziutkiej żony, opowiadana  na naukowych spotkaniach i w uczonych salonach, jako świetna plotka,  toczy się w złym czasie. W momencie, gdy Polską, tą szarą, lecz mocną  Polską Ludową wstrząsają coraz to nowe skandale dotyczące pochodzenia  najznamienitszych obywateli, gdy gros ludzi jest prześladowanych,  podsłuchiwanych, inwigilowanych. W czasie, gdy władza ludowa zrobi  wszystko, by pozbyć się "zaplutych karłów reakcji", wrogów ludowej  ojczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpewniej Adam okaże się taki wrogiem, ale czy jego małżonka również?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film  Jana Kidawy-Błońskiego opowiada historię całkiem prawdopodobną, być  może nawet prawdziwą. Przedstawia miłość dwojga ludzi, klasyczny  mezalians, który w burzliwych latach sześćdziesiątych XX wieku nadal  budzi zgorszenie. Niestety uczucie, które połączy Kamilę i Adama  niekoniecznie jest wieczne, nie całkiem jest szczere, a na pewno nie  jest dziełem przypadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądając "Różyczkę" widz wchodzi powoli w  życie tej przedziwnej pary i stara się zrozumieć - dlaczego ich losy  potoczyły się tak, a nie inaczej? Niezwykłe postaci wykreowane przez  znamienitych polskich aktorów - Andrzeja Seweryna, Jana Frycza,  Krzysztofa Globisza, Grażynę Szapołowską, Roberta Więckiewicza, a także  przez młodziutką, dotychczas przeze mnie niedocenianą, lecz znakomitą w  roli Kamili - Małgorzatę Boczarską, sprawiają, że obraz  Kidawy-Błońskiego podziwia się z największą przyjemnością. Rzeczywistość  Polski Ludowej, bardzo autentyczna, do bólu szczera, oddana jest z  niezwykłą skrupulatnością i dokładnością, a cudowna muzyka Michała  Lorenca sprawia, że nie chcemy tego krajobrazu opuszczać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 6/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-X6wlcACa3uo/Tr1NHQ0Go_I/AAAAAAAAJTU/6pJ64IPQ2YA/s1600/uid_49742fca51e985495c418ce8124447221275152839211_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpeg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-X6wlcACa3uo/Tr1NHQ0Go_I/AAAAAAAAJTU/6pJ64IPQ2YA/s400/uid_49742fca51e985495c418ce8124447221275152839211_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673775892724622322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Czarny czas&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-bVjczLLpu_k/Tr1dJ3XR-wI/AAAAAAAAJTg/jmX-PP8B4SM/s1600/7351606.3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 285px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-bVjczLLpu_k/Tr1dJ3XR-wI/AAAAAAAAJTg/jmX-PP8B4SM/s400/7351606.3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673793529618496258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Moim  drugim wyborem na dzisiejszy wieczór jest film nowy, jeszcze świeżutki, który  niedawno gościł na ekranach kin w całym kraju. Film wstrząsający i  prawdziwy. Film historyczny. Który będę miała okazję po raz pierwszy obejrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł"&lt;/span&gt;   w reżyserii Antoniego Krauze to propozycja dla wszystkich, którzy  lubią mocne, szczere do bólu obrazy. Ja takie lubię, w dodatku tło  historyczne jest moim zdaniem niezwykle ciekawe. A gdy w tym tle  rozbrzmiewa po raz kolejny muzyka Michała Lorenca to wiedzcie, że  przepadłam w tej marnej, lecz interesującej rzeczywistości lat '70.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie  ta nieładna Polska, ten świat ułudy, oszustw i kłamstw, w którym  przychodzi żyć ludziom wrażliwym, utalentowanym i inteligentnym jest  doskonałą propozycją na dzisiejsze Święto odzyskania niepodległości.  Taka była ta nasza wywalczona ojczyzna. Niech już nigdy taka nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabieram się do oglądania, a wszystkim Wam życzę miłego wieczoru i jeszcze milszego weekendu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-7613214446950513483?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/7613214446950513483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/patriotyczny-weekend_11.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7613214446950513483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/7613214446950513483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/patriotyczny-weekend_11.html' title='Patriotyczny weekend'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-RiZyfhe1DCc/Tr1NHFm4k6I/AAAAAAAAJTI/3qr79Dv9Sio/s72-c/afb20c37001ee9a64ddbb33f.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-3200540171652802004</id><published>2011-11-08T00:39:00.009+01:00</published><updated>2011-11-09T20:33:08.147+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli syndrom dnia "po" i tupot białych stron.</title><content type='html'>Rano budzi mnie ból głowy. Nie jest to taki zwykły ból głowy, jak to  bywa u niektórych po weekendzie. Ale tak samo ciężko się zwlec z łóżka, ciężko się  myśli, ciężko się nawet oddycha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero stojąc przed lustrem w  łazience uświadamiam sobie, że coś straciłam, za czymś ogromnie tęsknię i  właśnie to, a nie zmieniająca się pogoda, powoduje u mnie ten straszny,  przeszywający ból. Próbuję przypomnieć sobie co właściwie robiłam w ten  miniony weekend. Jak zawsze zakupy, trochę sprzątania, zwanego też  odgruzowywaniem pokoju, nieco czytałam, nie obeszło się również bez filmów  oraz gapienia się w niewielki ekran telewizora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila, chwila. Co ja czytałam i czemu aż tyle na raz? Może to przez ten nadmiar. Od nadmiaru zawsze boli głowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TKNHSMiGEUY/TrhhvpnOadI/AAAAAAAAJQo/O-d8LVpZzOU/s1600/_DSC0033.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TKNHSMiGEUY/TrhhvpnOadI/AAAAAAAAJQo/O-d8LVpZzOU/s400/_DSC0033.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672391201925261778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Slogan towarzyszący wszystkim odwiedzającym tegoroczne święto książki w Krakowie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Aż  wreszcie uświadamiam sobie. Coś w ten weekend się zaczęło i skończyło.  Coś, długo oczekiwanego odbyło się i minęło, jak z bicza strzelił.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A zaczęło się tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Dzień z niespodziewanką&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W sobotę wstałam pełna nadziei, ale też nieco wystraszona. Czy wszystko się powiedzie? Czy frekwencja dopisze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do  południa zajmowały mnie sprawy typowo domowe, popołudniu zaś od razu  zaczęłam przygotowania do wyjścia. W między czasie na chwilę mój spokój  zaburzył nowy sąsiad-psychopata, który postanowił skorzystać z tego, że  drzwi do mojego mieszkania nie zostały zamknięte na klucz i wlazł do  przedpokoju z jakimiś pretensjami (a być może z jakiś innych pobudek?).  Byłam w domu sama z mamą, z czego mama pod prysznicem, a ja w gustownych  rajstopach biegałam w ferworze przygotowań - obie nie byłyśmy  przygotowane na przyjęcie takiego niespodziewanego intruza, więc  zaczęłyśmy zwyczajnie krzyczeć. Nie muszę chyba dodawać, że  sąsiad-psychopata ma lat więcej niż mój dziadek, a upierdliwy, złośliwy i  agresywny jest zapewne od kołyski, zaś na pewno nieustannie odkąd  miałam go nieprzyjemność poznać. Mam nadzieję, że z tej strony da się  także rychło poznać dzielnicowemu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy przybrałam już godziwy  strój, szczelnie pozamykałam mieszkanie i czmychnęłam pod czujnym okiem  sąsiada przyklejonym do wizjera na schody poczułam, że nieco drżą mi  nogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drżenie ustąpiło, gdy tylko zobaczyłam na własne oczy tłum  płynący wzdłuż ulicy Centralnej, na linii przystanek - wejście do Tego  Świata. Nad bramą wielki i potężny napis zwiastował niewątpliwą  czytelniczą ucztę. Napis znamienny, znaczący, oczekiwany przez cały  okrągły rok.&lt;br /&gt;15. Targi Książki w Krakowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Dhmn47jSfR8/TrhjsOF3rXI/AAAAAAAAJSI/IKOOIzXV6Dg/s1600/_DSC0028.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Dhmn47jSfR8/TrhjsOF3rXI/AAAAAAAAJSI/IKOOIzXV6Dg/s400/_DSC0028.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672393342021250418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Od progu powitał mnie taki oto szyld.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Walka z ryczącymi wiatrakami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kolejka  stojąca od wejścia do hali targowej, praktycznie do bramy (czyli mająca  dobre kilkanaście metrów) odstraszała. Jednakże nie poddając się  przebrnęłam przez tłumy do upragnionego i opustoszałego stanowiska  rejestracji gości. Tam oto okazało się, że dwa zaproszenia z Białego  Kruka, które otrzymałam, to tak naprawdę wejściówki jednorazowe i nie  obejmują wszystkich dni Targów. Przyznam, że nieco mnie to zniesmaczyło,  bo nie wcześniej jak rok temu w zamian za zaproszenie otrzymałam  kartonik uprawniający do bezpłatnego wejścia w każdy targowy dzień -  ewolucja na pewno na niekorzyść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XOOTwHU-IaA/TrhilUoFz2I/AAAAAAAAJRg/COslDXSfeBw/s1600/_DSC0041.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-XOOTwHU-IaA/TrhilUoFz2I/AAAAAAAAJRg/COslDXSfeBw/s400/_DSC0041.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672392124004683618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wygrać taki stos to by było coś. Konkurs Interii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Ale  niesmak szybko minął, bo oto przy stoisku Agory, tuż przy wejściu,  czekały na mnie dziewczęta - moja kochana &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt; oraz dwie dopiero co  poznane, ale też kochane Anie - &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://slowoczytane.blogspot.com/"&gt;Skarletka&lt;/a&gt; i jej serdeczna przyjaciółka,  autorka bloga &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://mojapoczytalnosc.blogspot.com/"&gt;mojapoczytalność&lt;/a&gt;. Dziewczyny buszowały po Targach już  dobre dwie godziny, obkupiły się całkiem solidnie, ale też niestety  wymęczyły. Razem odwiedziłyśmy jedynie stanowisko wortalu Granice.pl i  naszą drogą &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://molksiazkowyy.blogspot.com/"&gt;Kalę&lt;/a&gt;, ale także poszalałyśmy z przeróżnymi konkursami, a  przede wszystkim z tym Gandalfowym, w którym można było wygrać czytnik  Onyx (niestety droga mamo, nie udało się i nie będziesz mieć swojego  cacka) i Białokrukowym z główną nagrodą stosem książek (a już  wizualizowałam sobie które meble wyrzucę z pokoju by zmieścił mi się  regał na te albumy). Odwiedziłyśmy też kilka pomniejszych wydawnictw, w  tym Prószyńskiego i S-ka, gdzie spotkałyśmy się z panią Anną - opiekunką  blogowiczów i wszelkiej maści recenzentów (tyle pięknych książek pani  Annie zawdzięczam, a teraz mogłam poznać ją osobiście - niezwykłe!) -  która wydała się bardzo zaskoczona naszym przybyciem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9stFkHbuVaE/TrhgYLRBIrI/AAAAAAAAJOk/X4jr5j7s4t8/s1600/_DSC0006.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-9stFkHbuVaE/TrhgYLRBIrI/AAAAAAAAJOk/X4jr5j7s4t8/s400/_DSC0006.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672389699130434226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jedyny tegoroczny autor, którego miałam okazję "złapać". Beata Pawlikowska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Halę  Targów opuściłyśmy z wielką ulgą, bo duchota, napierający tłum,  wrzeszczące i biegające dzieci oraz długie kilometry alejek to  niekoniecznie to, co lubimy najbardziej.&lt;br /&gt;Przed bramą targową,  praktycznie na trawniczku obok stacji benzynowej wyrosły namioty Taniej  książki i tam właśnie skierowałyśmy nasze kroki.&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że  nie miałam na tych Targach (wyjątkowo!) zaprogramowanego genu "zdobywcy  literatury", dlatego też niczego specjalnie nie szukałam. Ale w tym oto  niepozornym namiociku wpadła mi w ręce książka, którą szukałam od dawna i  właśnie ją nabyłam. "Middlesex" Jeffreya Eugenidesa w twardej oprawie  za całe 18 złotych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Podróż do raju&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-H7xBKYFUW7U/Trhg-0W0mzI/AAAAAAAAJPg/4bUYpm32WY8/s1600/_DSC0018.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-H7xBKYFUW7U/Trhg-0W0mzI/AAAAAAAAJPg/4bUYpm32WY8/s400/_DSC0018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672390362995661618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Później kartkę  wyniosłam dyskretnie. Grunt to nie zostawiać dowodów.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zatem  obładowane literaturą, radosne i uśmiechnięte wpakowałyśmy się do  tramwaju nr 1. Oczywiście wraz z rzeszą innych, podobnych nam sympatyków  książkowych, więc ani o swobodnym oddechu, ani miejscu siedzącym raczej  nie mogło być mowy. Biletu po ogólnych konsultacjach nie skasowałyśmy  (a propos, czy może ktoś wie, czy faktycznie była ta akcja, że z książką  można podróżować za darmo? czy po prostu miałyśmy farta, że nie  zarobiłyśmy czterech pięknych mandatów?), a po krótkiej podróży, żalach  na gorąc, zmęczenie i dźwigane ciężary wysiadłyśmy na Franciszkańskiej  (prawie 3). Stamtąd było już blisko, ale czasu było mało. Podbiegłyśmy  zatem pędem wzdłuż kurii, PATu, na Bracką do ostoi zgłodniałych  Targowiczów Książkowych, czyli lokalnego... Subwaya. Tutaj ja  nieszczęsna wzięłam sobie bułę pięknie podgrzewaną w piecu nie biorąc  poprawki na to, że pewnie szybko wystygnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1VJmwxwQToU/Trhg_BXiUGI/AAAAAAAAJPo/E8qNxTD_ciA/s1600/_DSC0022.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-1VJmwxwQToU/Trhg_BXiUGI/AAAAAAAAJPo/E8qNxTD_ciA/s400/_DSC0022.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672390366488318050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Oficjalny stosik spotkania blogerów. Książki należą w większości do Kaś, w mniejszości do mnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Z  kanapkowego raju przybiegłyśmy pędem pod TriBeCę. A tam dziewczęta już  na nas czekały (tak wiem, co za wstyd, takie żeśmy marne  organizatorki!).&lt;br /&gt;I to naprawdę liczne grono!&lt;br /&gt;Szybko zlokalizowaliśmy  nasze kanapy, ku marnej uciesze dzielących z nami salę amatorów kawy (i  komputerów, bo wszyscy bez pamięci coś klikali) zaczęłyśmy  przemeblowywanie. Na pierwszy ogień poszły kanapy, potem stoły, wreszcie  siedziska. Koncepcji było co niemiara, a każda wydawała się mieć sens. W  końcu udało się całkiem sprawnie wszystkich przybyłych ulokować, a  ponieważ nikt nie rościł pretensji do swojego miejsca siedzącego to był  to niewątpliwy sukces.&lt;br /&gt;Pogaduszki zaczęły się zanim jeszcze napitek  wjechał na stoły. A to za sprawą samoobsługi, o której nikt z nas nie  wiedział, a wszyscy cierpliwie czekali na kelnerkę.&lt;br /&gt;Ale uczta  kawowo-lodowo-czekoladowo-piwna była znakomita i stanowiła doskonałe tło  dla naszych różnotematycznych rozmów. A o czymże to nie  rozmawialiśmy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DzE-Hoz9gTI/TrhgYhkMSBI/AAAAAAAAJPA/T9NJ30wpUO4/s1600/_DSC0010.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-DzE-Hoz9gTI/TrhgYhkMSBI/AAAAAAAAJPA/T9NJ30wpUO4/s400/_DSC0010.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672389705116436498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Pogaduchy przy kawie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Od prawej: Kaś, Skarletka, Anek7, Edith, Lena, Poczytajka, Solumate, Duśka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dyskusje  były tak radosne i pełne mocnego śmiechu, że w pewnym momencie przybyła  do nas pani uczestnicząca w odbywającym się obok spotkaniu, na którym  czytano wiersze i zwróciła nam uwagę na hałas jaki wywołujemy. O  spotkaniu w sali obok pojęcia nie mieliśmy, tym bardziej zrobiło nam się  nieco głupio, chociaż nie wydawało nam się byśmy byli specjalnie  głośno. A przecież my też tworzymy w pewnym sensie kulturę i kulturalni  bardzo byliśmy tylko nieco rozbawieni (co ciekawe, organizatorki, czyli ja i Kaś, pomiędzy jednym a drugim słowem podgryzałyśmy  miarowo subway'owskie kanapki pod stołem, wniesione na tzw. po krakowsku "krzywy ryj", to dopiero był skandal! ;)) . Niemniej jednak po spotkaniu na  zabrałam kartkę z informacją, że było spotkanie blogerów - tak na  wszelki wypadek, by nas wpuścili za rok i nie mieli złego zdania o  piszących blogi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-UU2ZaWeXTJc/TrhgZd5kuoI/AAAAAAAAJPI/tty6aJcz21Y/s1600/_DSC0012.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-UU2ZaWeXTJc/TrhgZd5kuoI/AAAAAAAAJPI/tty6aJcz21Y/s400/_DSC0012.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672389721312246402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Radosne towarzystwo.&lt;br /&gt;Od lewej: Lena, Poczytajka, Soulmate, Duśka, Kinga i Isabelle&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie  wiem nawet w którym momencie przestałam martwić się o frekwencję. A ona  tak pięknie dopisała. Łącznie na spotkaniu było aż szesnastu blogerów, z  różnych części Polski, w różnym wieku i o różnych upodobaniach. I to  wszystko było cudne.&lt;br /&gt;Ta możliwość poznania &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://recenzje-leny.blogspot.com/"&gt;Leny&lt;/a&gt;, &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://ksiazkowo.wordpress.com/"&gt;Engi&lt;/a&gt; i &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://dormiglione.blogspot.com/"&gt;Duśki&lt;/a&gt; mieszkających praktycznie na drugim krańcu naszego kraju, ale też tych stosunkowo bliskich geograficznie blogerów: &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://moje-czytanie.blogspot.com/"&gt;Edith&lt;/a&gt;, &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://takietamksiazki.blogspot.com/"&gt;Kingi&lt;/a&gt; i &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://magiaksiazki.blogspot.com/"&gt;Isabelle&lt;/a&gt;, &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://poczytajka.blogspot.com/"&gt;Poczytajki&lt;/a&gt;, &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://marta6792.blogspot.com/"&gt;Soulmate&lt;/a&gt;, &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://lisksiazkowy.wordpress.com/"&gt;Lisa Książkowego&lt;/a&gt;, &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://anek7.blogspot.com/"&gt;Anek7&lt;/a&gt;, która przybyła chociaż na chwilę miło późnej pory i konieczności powrotu do swojego synka, czy wspomnianych już: &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://molksiazkowyy.blogspot.com/"&gt;Kali&lt;/a&gt;, &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://slowoczytane.blogspot.com/"&gt;Skarletki&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;oraz &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://mojapoczytalnosc.blogspot.com/"&gt;Ani&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Na  uwagę (i pochwałę za odwagę) zasługiwało oczywiście przybycie na  spotkanie naszego drogiego rodzynka, jedynego blogera książkowego płci  męskiej, który odważył się stawić czoło nam i naszym babskim pogaduchom -  &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://www.zakladnik-ksiazek.pl/"&gt;Fri2go&lt;/a&gt;. (Robert, jesteś naprawdę odważnym facetem!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już na końcu pragnę podziękować oczywiście mojej kochanej &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kasi&lt;/a&gt;, bez której to spotkanie na pewno nie doszłoby do skutku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rjOu7Mt0FPI/TrhgYYt5TDI/AAAAAAAAJOw/yiPf7l2N6Rw/s1600/_DSC0007.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-rjOu7Mt0FPI/TrhgYYt5TDI/AAAAAAAAJOw/yiPf7l2N6Rw/s400/_DSC0007.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672389702741216306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwie Anie :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-geVIc0wDjlg/TrhnDopxQTI/AAAAAAAAJSU/nfdKzOdj5D4/s1600/_DSC0023.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-geVIc0wDjlg/TrhnDopxQTI/AAAAAAAAJSU/nfdKzOdj5D4/s400/_DSC0023.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672397042823020850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Isabelle i Kala&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Żałuję,  że spotkania takie nie mogą odbywać się częściej, choćby raz na  tydzień. Ale z pewnością wtedy nie czekalibyśmy na nie z taką  niecierpliwością :)&lt;br /&gt;Jako wytrawne organizatorki, zostałyśmy z Kaś, do  samego końca, chociaż żałowałyśmy, że towarzystwo z konieczności się  tak szybko wykrusza - wszak niektórzy przybyli z naprawdę daleka i w  dodatku byli bardzo zmęczeni, więc tym bardziej podziwiamy Was kochani i  serdecznie dziękujemy wszystkim za przybycie! Mamy nadzieję, że  następne spotkanie odbędzie się jednak wcześniej niż za rok (może w  jakieś najbliższe targi książki?). A do Krakowa wszystkich zawsze  serdecznie zapraszamy - tylko musicie wiedzieć, że wówczas obowiązkowo  rezerwujecie sobie czas na spotkanie z nami :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-KePa81b47ZY/TrhgZW3jqTI/AAAAAAAAJPQ/Utg85ilMqkI/s1600/_DSC0015.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-KePa81b47ZY/TrhgZW3jqTI/AAAAAAAAJPQ/Utg85ilMqkI/s400/_DSC0015.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672389719424739634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Prawie wszyscy w komplecie, niestety bez Anek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Dzień na opak&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Do  domu wróciłam w sobotę wymęczona, ale bardzo szczęśliwa. Skrupulatnie  zaczęłam planowanie następnego dnia, czyli niedzieli na Targach.  Przeszukałam strony wydawnictw w nadziei, że znajdę jakieś ciekawe  książki, które zakupię buszując po hali targowej.&lt;br /&gt;Coś tam znalazłam, ale nic mnie specjalnie nie przekonywało. Decyzję postanowiłam podjąć później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I  stało się. Przybyłam na drugi dla mnie, czwarty w ogóle, dzień Targów  Książki w Krakowie, ale jakoś pozbawiona zapału. Problemy z parkowaniem  dolały oliwy do ognia, tłum ludzi plątający się po hali także nie  pomagał. Odwiedziłam kilka stoisk, potrzymałam w rękach kilkanaście  książek, ale to nie było to. W końcu zdecydowałam się. Chcę mieć  "Marilyn Monroe. Fragmenty", takie same jak poprzedniego dnia z dumą  prezentowała mi Kaś. Szybki telefon do Kasi, wiem już, że książka jest z  WL-ki. Sprint na stoisko WL-ki nie pomógł. Książka im się skończyła.  Mieli tam jeszcze Safak, którą niedawno kupiłam, nowego Pamuka, ale w  miękkiej oprawie, bajecznie przeceniony "Dziennik" Mrożka (z którego  zrezygnowałyśmy z mamą i teraz piekielnie żałujemy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4DRIOPdMsYI/Trhg_8gxW6I/AAAAAAAAJQQ/h3n3jUg0vq4/s1600/_DSC0030.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-4DRIOPdMsYI/Trhg_8gxW6I/AAAAAAAAJQQ/h3n3jUg0vq4/s400/_DSC0030.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672390382364744610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;To tu nie było mojej Marilyn!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na  stoisku Znaku przytłoczył mnie ścisk i tumult, a przyciągnęły wzrok  "Dziewczyny wojenne". Niestety trzymając je w ręce stwierdziłam, że  papier w tym wydaniu jest marnej jakości i jakoś nie mam ochotę na tę  książkę. Książki o Bohdanie Smoleniu nie zlokalizowałam, więc udałam się  do Wydawnictwa Otwartego, które to stoisko okazało się... puste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-loorahd42AI/TrhhvwjodaI/AAAAAAAAJQ0/tP2gteQteEo/s1600/_DSC0034.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-loorahd42AI/TrhhvwjodaI/AAAAAAAAJQ0/tP2gteQteEo/s400/_DSC0034.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672391203789239714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Znak co roku mnie zaskakiwał. W tym roku zaskoczył mnie beznadziejnym wydaniem "Dziewczyn wojennych".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Zatem  poplątałam się jeszcze po innych wystawcach, m.in. Naszej Księgarni,  Wydawnictwa Rebis, Świata Książki, Amazonki, Tygodnika Powszechnego,  uczestniczyłam w losowaniu Białego Kruka (no i nic nie wygrałam)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VmUoYkbrtMw/TrhilowpbgI/AAAAAAAAJRs/MDFT4JIsjg4/s1600/_DSC0043.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-VmUoYkbrtMw/TrhilowpbgI/AAAAAAAAJRs/MDFT4JIsjg4/s400/_DSC0043.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672392129409281538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Znajome klimaty. Ale Marilyn też nie mieli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-XKDAJwspzOA/TrhhvS2y18I/AAAAAAAAJQc/k2iTiddAX9E/s1600/_DSC0031.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-XKDAJwspzOA/TrhhvS2y18I/AAAAAAAAJQc/k2iTiddAX9E/s400/_DSC0031.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672391195816548290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dla Tygodnika Powszechnego nie istnieje promocja targowa. Numer z naklejką kosztował tyle co w kiosku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-f2mE_PM0des/TrhhwMq2AqI/AAAAAAAAJRA/p9Y9Avrdl8M/s1600/_DSC0035.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-f2mE_PM0des/TrhhwMq2AqI/AAAAAAAAJRA/p9Y9Avrdl8M/s400/_DSC0035.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672391211335680674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Fajna  aranżacja na jednym ze stoisk, bodajże Fundacji Przyjazny Papier. I  nie, to nie są książki tylko plakat. Zmacałam własnoręcznie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ycb1TFNKB00/TrhhwcEPNTI/AAAAAAAAJRQ/e0dPfqFDvws/s1600/_DSC0038.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ycb1TFNKB00/TrhhwcEPNTI/AAAAAAAAJRQ/e0dPfqFDvws/s400/_DSC0038.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672391215468721458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:78%;" &gt;Jedno z ciekawszych stoisk. Oprawiacze książek w skóry.&lt;/span&gt;..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-fWzYCzxUgtA/TrhilP3OXxI/AAAAAAAAJRY/WNcwx55liQ8/s1600/_DSC0039.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-fWzYCzxUgtA/TrhilP3OXxI/AAAAAAAAJRY/WNcwx55liQ8/s400/_DSC0039.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672392122725981970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...zresztą całkiem fajne te skóry i te książki w nich :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;A  na koniec odwiedziłam znajomego poetę, doskonałego fotografa  (wydającego albumy o Tatrach oraz tomiki wierszy), a na co dzień  pedagoga - Zygmunta Ficka - podpisującego swoje książki na stoisku  Wydawnictwa "Karpaty".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PgRC_fzBcwM/Trhil5ynH_I/AAAAAAAAJSA/prrZXoh-pc8/s1600/_DSC0044.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-PgRC_fzBcwM/Trhil5ynH_I/AAAAAAAAJSA/prrZXoh-pc8/s400/_DSC0044.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672392133980921842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zygmunt Ficek przed stoiskiem Wydawnictwa Karpaty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Z  15. Targów Książki wyszłam z pustymi rękami. Poza jednym zakupem, w  namiocie z tanią książką, nic więcej nie znalazłam i właściwie nie  żałuję. Za to na odwrocie biletu wstępu znalazłam ciekawą informację o  piętnastoprocentowym rabacie na zakup książek, z którego być może  skorzystam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to choć troszkę osłodzi mi oczekiwanie na  kolejne, przyszłoroczne, 16. Targi Książki w Krakowie. Oby były  ciekawsze, pełne spotkań z interesującymi autorami, premier książkowych,  a wolne od ścisku i tłumu. Mam nadzieję, że to nie marzenie ściętej  głowy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak Wy wspominacie te przedziwne, magiczne, lecz też trochę intensywne cztery dni?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-3200540171652802004?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/3200540171652802004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czyli-syndrom_08.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3200540171652802004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3200540171652802004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/nie-lubie-poniedziaku-czyli-syndrom_08.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli syndrom dnia &quot;po&quot; i tupot białych stron.'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TKNHSMiGEUY/TrhhvpnOadI/AAAAAAAAJQo/O-d8LVpZzOU/s72-c/_DSC0033.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-4118207112198907100</id><published>2011-11-02T22:56:00.001+01:00</published><updated>2011-12-29T18:26:35.734+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bellona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szwecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skandynawskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Gdy ginie metroseksualista... "Umierający dandys" Mari Jungstedt</title><content type='html'>Oto co widzimy.&lt;br /&gt;Młody, bardzo elegancko ubrany i przystojny mężczyzna leży bez życia. Nad nim pochylają się trzy urodziwe kobiety. Tuż obok inny wytworny chłopak ociera łzy odwracając wzrok od całej sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem na naszych oczach rozgrywa się dramat.&lt;br /&gt;Nie wiemy czy nieprzytomny mężczyzna rzeczywiście nie żyje, czy tylko zasłabł? Kim jest ten dystyngowany młodzian? Kim są kobiety skłaniające się ku niemu z troską? Kim wreszcie jest lamentujący młodzieniec? Bratem czy przyjacielem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie pytania zadają sobie najpewniej wszyscy oglądający obraz szwedzkiego malarza Nilsa Dardela "Umierający dandys". Spacerują spokojnie i zarazem flegmatycznie po przytulnych salach ekspozycyjnych muzeum Waldemarsudde na sztokholmskiej wyspie Djurgården, podziwiają wspaniałe dzieła Carla Larssona, Bruno Lljeforsa, czy geniusza szwedzkiego malarstwa - Andresa Zorna i na sam koniec, na słodki, tajemniczy deser zostawiają sobie dumanie nad tym barwnym i zarazem dziwnym obrazem pędzla postimpresjonisty von Dardela.&lt;br /&gt;Nie wiedzą jeszcze, że za niedługo, być może już tej, nadchodzącej nocy, to niepokojące, nawet nieco kontrowersyjne dzieło zostanie w sposób sprytny i trochę bezczelny skradzione.&lt;br /&gt;Zresztą i tak by w to nie uwierzyli - dlaczego ktoś miałby kraść jakiegoś tam Dardela tuż obok mając mistrza Zorna w najlepszej formie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-uNyj0a_oyRc/TrG6wCZUmCI/AAAAAAAAJMw/00k_lblPyYA/s1600/_DSC0149.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-uNyj0a_oyRc/TrG6wCZUmCI/AAAAAAAAJMw/00k_lblPyYA/s400/_DSC0149.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670518740275730466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy tajemniczy osobnik włamuje się do Waldemarsudde, na Visby trwa już śledztwo. Na murach miejskich znaleziony zostaje właściciel galerii sztuki - Egon Wallin. Martwy wisi na sznurze w jednej z głównych, średniowiecznych bram miejskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na skrzącej się śniegiem i skrzypiącej mrozem, zimowej Gotlandii, policja na czele z komisarzem Andersem Knutasem prowadzi mozolne śledztwo. Szybko okazuje się, że coś może łączyć brutalne morderstwo ze zuchwałą kradzieżą. A nieśmiertelna ekipa Knutasa musi rozwikłać tę emocjonującą zagadkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Mari Jungstedt&lt;/span&gt; w swojej czwartej z kolei książce, której akcja rozgrywa się znowu w gotlandzkim Visby, po raz kolejny zaskakuje czytelnika. Bardzo plastyczne opisy średniowiecznej stolicy Gotlandii, szwedzcy malarze, których próżno szukać w polskich albumach o sztuce, burzliwa i trzymająca w napięciu kontynuacja romansu Johana i Emmy - kompilacja tych wszystkich elementów sprawia, że czytając &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Umierającego dandysa"&lt;/span&gt; czujemy się bezpieczni, pewni czytanej lektury. Jednocześnie kolejne śledztwo prowadzone przez Knutasa, które wstrząsa Visby jest bardzo ciekawe (chociaż już sam doskonały, wolny od nałogów Anders nieco mnie znudził) - dotyka bowiem bardzo interesującej problematyki nielegalnego handlu dziełami sztuki. Obrót ten chociaż wydaje się skomplikowany i ryzykowny jest wbrew pozorom częstym oraz bardzo intratnym zajęciem, stanowiącym problem dla służb policyjnych na całym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie boję się tego powiedzieć. "Umierający dandys" to jedna z moich ulubionych powieści z całej "gotlandzkiej serii" Jungstedt. Mroźne krajobrazy, zasypane śniegiem ulice oraz piękne, milczące, lecz bardzo wymowne dzieła malarskie - to wszystko sprawiło, że książkę tę czytałam ze sporym zainteresowaniem, graniczącym nawet z dziką radością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co więcej, doskonale sprawdza się zarówno w ciepłej, wakacyjnej aurze, jak i w chłodnym, jesiennym klimacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-50PnA7uU3qo/TrG6wT7M0vI/AAAAAAAAJM4/JPFY_7E0O6I/s1600/_DSC0155.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-50PnA7uU3qo/TrG6wT7M0vI/AAAAAAAAJM4/JPFY_7E0O6I/s400/_DSC0155.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670518744981230322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejna książka czytana w gorące lato i kolejny dobry wybór. Zimowa Gotlandia całkiem dobrze chłodziła rozgrzany umysł, ale sprawdza się też doskonale w długie (już bardzo długie!) wieczory.&lt;br /&gt;Czytajcie zatem moi drodzy Jungstedt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;I pamiętajcie, chociaż Pani Mari nie będzie na tegorocznych 15. Targach Książki to... my tam będziemy :) A Targi ruszają już jutro.&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/przy-kawie-o-samych-ksiazkach-prawie.html"&gt;Spotkanie&lt;/a&gt; za troszkę ponad dwa dni. Zapraszamy z &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt; wszystkich jeszcze raz serdecznie!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-4118207112198907100?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/4118207112198907100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/gdy-ginie-metroseksualista-umierajacy.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4118207112198907100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4118207112198907100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/11/gdy-ginie-metroseksualista-umierajacy.html' title='Gdy ginie metroseksualista... &quot;Umierający dandys&quot; Mari Jungstedt'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-uNyj0a_oyRc/TrG6wCZUmCI/AAAAAAAAJMw/00k_lblPyYA/s72-c/_DSC0149.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-2915658978667263714</id><published>2011-10-30T19:59:00.004+01:00</published><updated>2011-10-30T20:08:31.643+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><title type='text'>Przy kawie o samych książkach, prawie... czyli spotkanie blogerów książkowych!</title><content type='html'>Wszyscy  drodzy blogerzy i książkoholicy, jak wiecie za niecały tydzień  rozpoczynają się &lt;b style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;15. Targi Książki w Krakowie&lt;/b&gt;.  Jeśli znudzi się Wam  buszowanie między stoiskami targowymi, poczujecie  konieczność  odsapnięcia, napicia się dobrej kawy, a przy okazji  porozmawiania o  książkach i nie tylko to mamy dla Was (my, czyli: &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt; i  &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/"&gt;Claudette&lt;/a&gt;)  propozycję nie do odrzucenia :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_IeP5OvAX6A/Tq2gi9FtliI/AAAAAAAAJMg/-urGr9hhTIE/s1600/tumblr_lrtworU6Zu1qm64ffo1_500_thumb.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_IeP5OvAX6A/Tq2gi9FtliI/AAAAAAAAJMg/-urGr9hhTIE/s400/tumblr_lrtworU6Zu1qm64ffo1_500_thumb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669364028303840802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystkich przybyłych na Targi  zapraszamy na &lt;b style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;spotkanie blogerów&lt;/b&gt; książkowych, które odbędzie się w  sobotę, &lt;b style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5 listopada b.r. o godzinie 16:30 w kawiarni &lt;/b&gt;&lt;b style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;TriBeCa Coffee przy  Rynku Głównym 27. &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W  kawiarni tej mamy już zarezerwowany stolik,  znajduje się ona w pobliżu  Ratusza oraz pomnika-Głowy, niedaleko ulic  Św. Anny i Wiślnej, dla  zorientowanych też tuż obok Piwnicy pod Baranami  i kawiarni Vis-a-vis  :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W razie jakichkolwiek pytań proszę o  kontakt, najlepiej na maila: &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;klaudia222@gmail.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;(takie samo ogłoszenie znajdziecie na &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;blogu Kaś&lt;/a&gt;, na który Was również zapraszam, a Ciebie Kasiu kochana pozdrawiam!)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;zdjęcie znalezione w Internecie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-2915658978667263714?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/2915658978667263714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/przy-kawie-o-samych-ksiazkach-prawie.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2915658978667263714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2915658978667263714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/przy-kawie-o-samych-ksiazkach-prawie.html' title='Przy kawie o samych książkach, prawie... czyli spotkanie blogerów książkowych!'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-_IeP5OvAX6A/Tq2gi9FtliI/AAAAAAAAJMg/-urGr9hhTIE/s72-c/tumblr_lrtworU6Zu1qm64ffo1_500_thumb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-2263471151733855114</id><published>2011-10-24T18:18:00.014+02:00</published><updated>2011-10-25T23:13:36.633+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli każdy dzień przybliża nas do doskonałości</title><content type='html'>"Otwieram oczy: staje się świat".&lt;br /&gt;Tak kiedyś śpiewała, znana skądinąd  wielbicielom jazzu, folku i jazzo-folko-popu oraz fankom (fanom może  też, któż to wie?) jednego z najprzystojniejszych dziennikarzy  muzycznych jakich widział świat - Marcina Kydryńskiego, Anna Maria  Jopek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panią Annę Marię lubię i szanuję, ale sama otwierając oczy  w dosyć ponury poranek zastanawiam się, dlaczego przede mną świat staje  się mizerny, zimny i spowity mgłą. Gdzie podział się ten radosny, pełen  ciepła, słoneczny Kraków? No tak. Jesień. Liście spadające z drzew,  które widzę za oknem, gdy rozchylam moje niebieskie, jak niegdysiejsze  niebo zasłony, zwiastują ten nieubłagany czas, kiedy trzeba będzie  wyciągnąć z szafy swetry, opatulić się szalikiem, mocno na uszy nasunąć  czapkę i wysłuchać starego, od dawna niezmiennego sezonowego repertuaru  mamy składającego się z trzech aktów: I."Dlaczego nienawidzisz golfów?",  II."Golf Cię dusi?! Chyba zwariowałaś?" III. "Dostaniesz zapalenia  płuc. I tak kupię Ci golf".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-mHu9aODJqJs/TqWNHe9eeVI/AAAAAAAAJLY/cpurJo_L_9U/s1600/_DSC0387.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-mHu9aODJqJs/TqWNHe9eeVI/AAAAAAAAJLY/cpurJo_L_9U/s400/_DSC0387.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667090865825151314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zatem  odsłaniam okno, do pokoju wpada nieco światła, a ja przybrana w letnią  pidżamę (na złość jesieni!) z powrotem chowam się pod kołdrę i biorę do  ręki jedną, losowo wybraną książkę ze stolika. A musicie wiedzieć, że na  mym przyłóżkowym stoliku oprócz miesięcznego zapasu saszetek na poprawę  formy fizycznej (od trzech miesięcy przeze mnie zużywanego) mam lektur  bez liku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu pewnie miarowo popukacie się w czoło i  przychylicie się do stwierdzenia mojej mamy - zdecydowanie musiałam  zwariować skoro na zdjęciu wyraźnie widać, że książki są trzy i w  dodatku marne w objętości (chociaż oczywiście bogate w treści). Ale  diabeł tkwi w szczegółach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na moim Kindelku, subtelnie  spoczywającym obok papierowych odpowiedników, aktualnie posiadam około  dwustu pozycji literatury polskiej  i obcej. Beletrystyka, literatura  faktu, fantastyka. Do wyboru do koloru. Tu też moje wariactwo tkwi - nie  potrafię mieć jednego e-booka, a Kindle wcale nie rozwiązał moich  problemów z ilością nieprzeczytanych pozycji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie po ten cud  techniki zapragnęłam sięgnąć parszywego poranka, ale uświadomiłam sobie szybko, że przecież  są książki leżące na mojej półce już nazbyt długo, w dodatku recenzyjne  (vide: "Słodkie lato"), są też te biblioteczne, przedłużane pięć razy  (vide: "Moje życie nielegalne"). Po tej krótkiej chwili refleksji nad  swym księgozbiorem, smutnymi westchnieniami i narzekaniem na brak  czasu... otworzyłam "Dziewczynę, która igrała z ogniem" i zaczęłam  e-czytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oto zaczyna się prawdziwy dzień mola  książkowego. Nie kawa, nie gazeta, nie jajecznica, nie bieganie z  wywieszonym językiem i miną małego mopsa w gorący dzień wokół bloku  (uwierzycie, że machinalnie napisałam "blogu"?).&lt;br /&gt;Nie. Dzień zaczyna się książką. A co dalej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej  jest konieczność zebrania się i oporządzenia. Pościelenia łóżka,  umycia, przebrania, zjedzenia jakiegoś śniadania. Jest to przyznam  trudne w realizacji, bo przecież gdy już zasiądzie się na toalecie to  cóż innego można robić jak nie czytać? (i jak można wstać nie  dokończywszy rozdziału?) Czytanie towarzyszy mi podczas mycia zębów,  przebierania się, a nawet jedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze jednak lekturę  przerywa mi niespodziewany telefon albo spodziewany i zawsze spóźniony  listonosz. Z miną nietęgą wypakowuje on z czeluści swej torby pożądaną  przeze mnie białą kopertę. I już dzień zaczyna nabierać zupełnie innych  barw. W kopercie, jak to w kopercie przysłanej na adres mola książkowego  musi być książka. Tym razem jest jednak coś jeszcze - same smakołyki.  Niezwykle zaskoczona głaszczę okładkę lektury, podziwiam piękną zakładkę  z wrocławskimi krasnalami i powoli odkładam wszystko na półkę - już  wiem, że czeka mnie prawdziwa literacka i zarazem słodka uczta, za którą  muszę podziękować &lt;a href="http://ksiazkomania-eireann.blogspot.com/"&gt;Eireann&lt;/a&gt;, bo to wszystko wygrałam w zorganizowanym przez nią konkursie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="display: block;" id="formatbar_Buttons"&gt;&lt;span class="" style="display: block;" id="formatbar_CreateLink" title="Link"&gt;&lt;img src="http://www.blogger.com/img/blank.gif" alt="Link" class="gl_link" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-T0X9IQGBY2g/TqWNGvWsvuI/AAAAAAAAJLA/DV6qsCKiZDM/s1600/_DSC0307.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-T0X9IQGBY2g/TqWNGvWsvuI/AAAAAAAAJLA/DV6qsCKiZDM/s400/_DSC0307.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667090853046042338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od  razu biegnę zatem do komputera, włączam mojego smoka (nie dymi co  prawda, nie pali, ale głośny jest i tak dużo czasu pożera, że z chęcią  zamknęłabym go w jakiejś pieczarze) i oto, na dłuższy czas zamieniam się  w kogoś innego. W kogoś bezwzględnego, czasami nudnego, ale zarazem w  miarę nowoczesnego. Mianowicie w bloggera książkowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-b2O67xbI07Y/TqWNG6FFCkI/AAAAAAAAJLM/1ObhIessqyc/s1600/_DSC0314.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-b2O67xbI07Y/TqWNG6FFCkI/AAAAAAAAJLM/1ObhIessqyc/s400/_DSC0314.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667090855924927042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Twór  to dosyć dziwny, troszkę jakby skoligacony z molem, ale przecież  bardziej wirtualny, bardziej anonimowy i chciałoby się napisać też:  mniej realny.&lt;br /&gt;Lecz nic z tych rzeczy.&lt;br /&gt;Więc piszę do Eireann.  Sprawdzam po kolei skrzynki pocztowe, przeglądam przesłane oferty  wydawnictw, zapowiedzi, promocje rodem z księgarni internetowych.  Odpalam komunikator i uzgadniam z moją drogą Kaś szczegóły  organizowanego przez nas spotkania blogerów (szczegóły wkrótce) i  troszkę dokuczam mojemu T. siedzącemu właśnie w pracy nad jakimś super  ważnym projektem, którego i tak nie rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż jeszcze  pozostaje? A tak, trzeba koniecznie zaglądnąć na bloga, odpisać na  komentarze, poklikać w linki z interesującymi nowymi recenzjami, bo  potem szybko, za szybko one uciekają.&lt;br /&gt;Potem jeszcze tylko  Biblionetka, nowe tematy, nowe recenzje, może nowe polecanki. A na  koniec jeszcze facebook. Uf, ciężka to praca, taki blog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze  tak jednym okiem, wyłączając już właściwie przeglądarkę, zauważam  wzmiankę o biografii księdza Twardowskiego, o której słyszałam tyle  dobrego. Szybko mówię o niej mojej rodzicielce, bardzo ukontentowanej,  bo uwielbia biografie i uwielbia w dodatku księdza Twardowskiego. Szybko  okazuje się, że możemy ją kupić jeszcze teraz, jeszcze dzisiaj, nie  czekając na żadną promocję, bo przecież promocję już mamy, a właściwie  ja mam, na skrzynce pocztowej, przesłaną przed chwilą przez moją mamę.  Promocja ma już dwa dni i potrwa tylko kolejne dwa, więc należy się  spieszyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Przy okazji dowiaduję się, że mama pół godziny  grzebała w koszu skrzynki mailowej, gdyż poprzedniego wieczoru raczyłam  pisać notkę na bloga zamiast z nią nie rozmawiać, więc w przypływie złości  wiadomość o  fajnym rabacie w mniej fajnym Empiku potraktowała klawiszem "Delete")&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do  książki wracam dopiero po dłuższym czasie. Do tej pory leżała ona  przede mną, gdy klikałam na komputerze i nie mogłam, chociaż bardzo  chciałam skupić chociaż na chwilę, na pięć minut wzrok na tej historii,  rozpoczętej, nieskończonej, która mnie przyciąga i nęci. Zaraz jednak, gdy patrzę na pierwsze słowa lektury od razu sobie o czymś przypominam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko  nabiera to realnego kształtu. Układa się w słowo tak przeze mnie  znielubione: zaległości. Mam, niestety mam zaległości recenzyjne. Bez  zastanawiania się sięgam po mój, jeden z wielu, zeszyt  recenzyjny. Musicie bowiem wiedzieć, że nigdy, przenigdy nie dałabym  rady wylać emocji z mojego serca wprost na... klawiaturę i ekran  komputera. Zawsze do zapisywania opinii, spostrzeżeń, ocen używa  długopisu i śnieżnobiałej kartki. Zawsze piszę recenzje ręcznie,  niemiłosiernie kreśląc to co uważam za beznadziejne, podkreślając ważne  rzeczy, a potem skrupulatnie wpisuję każde słowo (dokonując przy okazji  ostatnich poprawek) w bezpłciowe i surowe okienko bloggera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QS9UWtxiQSE/TqWNHpW2ptI/AAAAAAAAJLk/0EBuafQj55U/s1600/_DSC0396.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-QS9UWtxiQSE/TqWNHpW2ptI/AAAAAAAAJLk/0EBuafQj55U/s400/_DSC0396.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667090868615947986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem  jeszcze szybka obróbka zdjęć załączanych do recenzji i kliknięcie w  zbawienny przycisk "Publikuj posta". Ale jeszcze nie mogę wyrwać się z  blogowego świata. Jeszcze odpowiednie linki do recenzji na stronie,  jeszcze informacja na fejsie, jeszcze szybkie sprawdzenie - czy wszystko  jest dobrze? Jest.&lt;br /&gt;Dobrze. Może w końcu wrócę do...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ależ nie  tak szybko! Najpierw muszę zobaczyć, co jest w skrzynce pocztowej, bo  mamie "mignęła biała karteczka". Karteczka okazuje się tym razem nie reklamą, ale  zaproszeniem na pocztę. Przemiły pan listonosz nie raczył mnie  uprzedzić, iż w skrzynce zostawia takie cudo, nie raczył powiadomić, że  coś mu się do skrzynki nie zmieściło i pouczyć bym udała się na pocztę w  celu odbioru tej przesyłki (w dodatku mama przypomniała sobie o owej bieli w skrzynce oczywiście  po jakimś czasie, gdy godzina zamknięcia placówki pocztowej zbliżała się nieubłaganie). Szybciutko w leciutkiej kurteczce i niezbyt  wyjściowym stroju biegnę zatem do urzędu pocztowego. A tam, jak to u  mnie czasami bywa, kolejka gigant. I tylko jedno okienko otwarte. Ja  zaopatrzona jedynie w dowód oraz kwitek awizo nie bardzo mam co robić w  oczekiwaniu. Klnę w duchu, że jednak nie wzięłam książki, ale przecież  inteligentny człowiek się nie nudzi. Więc spędzam czas obserwując ludzi,  w tym panią z pocztowego okienka specjalnie nie przejmującą się kolejką  i popijającą kawę. Przede mną też zajmujący całą moją uwagę widok, chwiejącego się, podchmielonego  mocno osobnika... przepuszczającego prawie wszystkich wchodzących na pocztę  petentów. Chociaż gotuje się we mnie, mam dosyć i marzę o powrocie do  lektury to zamieniam się w boski, piękny i subtelny kwiat lotosu.  Uświadamiam sobie, że przecież przyszłam odebrać książki! Już jako czerwony,  wściekły, zmęczony kwiat opuszczam pocztę po kolejnych czterdziestu minutach. W  między czasie robi się już wieczór i pod blokiem od razu zauważam  samochód mojego T. przybyłego, jak zwykle po pracy, w odwiedziny.&lt;br /&gt;Oznacza to oczywiście, że z czytania nici.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I  gdy późnym wieczorem, pożegnawszy T., umywszy zęby, przebrawszy się w  lekką pidżamkę zasiadam w łóżku do upragnionego czytania nic już nie  może się powstrzymać. Jedno słowo, drugie, trzecie, jedno zdanie, jeden  rozdział...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto budzę się z nosem w książce, ze stuwatową lampką  świecącą mi prosto w oczy i głośno ziewając postanawiam, że więcej to  poczytam sobie już jutro. Wszak weekend się dopiero zaczął! Jakże daleko  mi do poniedziałku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Rzecz miała miejsce w pewien wolny piątek ;))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-79PHMvNzwW8/TqWNuRKI4EI/AAAAAAAAJLw/dUFzZgZQZWk/s1600/_DSC0393.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-79PHMvNzwW8/TqWNuRKI4EI/AAAAAAAAJLw/dUFzZgZQZWk/s400/_DSC0393.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667091532135063618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A  Wy jak drogie mole książkowe spędzacie wolny dzień od pracy/zajęć? Czy  też wszystko sprzysięga się przeciwko Wam, wszelkie złe moce wchodzą w  komitywę, by tylko przeszkodzić Wam w czytaniu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-2263471151733855114?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/2263471151733855114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/nie-lubie-poniedziaku-czyli-kazdy-dzien_24.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2263471151733855114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2263471151733855114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/nie-lubie-poniedziaku-czyli-kazdy-dzien_24.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli każdy dzień przybliża nas do doskonałości'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-mHu9aODJqJs/TqWNHe9eeVI/AAAAAAAAJLY/cpurJo_L_9U/s72-c/_DSC0387.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-820230638430057355</id><published>2011-10-22T20:07:00.005+02:00</published><updated>2011-10-23T01:47:59.724+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Sol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><title type='text'>Podziwiając Malowniczego widoki. "Okno z widokiem" Magdalena Kordel</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-cRj2IRKamaE/TqMFcDyJYzI/AAAAAAAAJKo/pb6-nY8zG64/s1600/_DSC0381.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-cRj2IRKamaE/TqMFcDyJYzI/AAAAAAAAJKo/pb6-nY8zG64/s400/_DSC0381.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666378735772328754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zapuszczając się w odmęty księgarnianych regałów zawsze z niepokojem spoglądam w stronę działu z literaturą polską. Uśmiechają się do mnie z tamtejszych półek okładki ze spełnionymi, zadowolonymi kobietami. Trzepoczą skrzydełkami kolorowe motyle, pusty pomost zachęca do spacerów, a wszystkim jeziorom, strumykom, rozlewiskom i sielankowym wsiom nie ma końca. Schemat zawsze jest podobny: nieszczęście - ucieczka - wielki przypadek - radość, miłość, idylla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem również - wcale nie zapowiadało się na nic innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prosta okładka z oknem i fikuśnie podkasaną firanką. Na parapecie doniczka z bujną rośliną, miska czerwoniuśkich jabłuszek i malutkie, prawie niezauważalne serduszko.&lt;br /&gt;O czym jest ta książka?&lt;br /&gt;Kobieta ucieka z wielkiego świata od męża okrutnika, z laptopem pod pachą, nastoletnim dzieckiem u boku i zmienia swoje życie w malutkim miasteczku, gdzie poznaje wielką miłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A rzeczywistość?&lt;br /&gt;I tu już Czytelnika czeka zaskoczenie.&lt;br /&gt;Autorka na wstępie obiecuje, że w jej książce nie zaznamy żadnych rozwodów, rozbitych małżeństw i cierpiących dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Róża to na co dzień poważna pani archeolog, pracownik naukowy na jednej wielkomiejskiej uczelni. Sympatyczna, rzeczowa, ambitna, obowiązkowa. I nagle w trakcie roku akademickiego opuszcza uczelniany posterunek i udaje się z niespodziewaną wizytą do swojej... babci mieszkającej w malowniczej (także z nazwy) miejscowości w Sudetach.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nietrudno się domyślić, że Róża ucieka - wszak babciny raj, kraina dzieciństwa z pysznymi smakołykami, zapachem ziół, zabawnymi opowiastkami uspokoi nawet najbardziej skołatane nerwy.&lt;br /&gt;Jednak babcia Róży - Matylda - poza ciepłem i umiejętną dbałością o domowe ognisko charakteryzuje się dociekliwością, porywczością oraz nieprzeciętnym humorem.&lt;br /&gt;W dodatku całe miasteczko Malownicze jest bardzo niezwykłym miejscem - z nowym, stosunkowo młodym i charyzmatycznym proboszczem, dwoma bardzo nadgorliwymi stróżami prawa, przyjacielem z dzieciństwa przebranym w mundur straży miejskiej, historykiem-amatorem, bezczelnym typem snującym się po atrakcjach turystycznych oraz tajemniczym inwestorem budzącym niepokój wśród mieszkańców. I oczywiście ze świętym Antonim - strzegącym rozstajnych dróg przed niejednym diabłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Magdaleny Kordel&lt;/span&gt; jest zabawną opowieścią, w której stare historie rodzinne wyciągane są na światło dzienne, a skarby archeologiczne odkrywane obok przydrożnej kapliczki w niewielkiej mieścinie. I chociaż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Okno z widokiem"&lt;/span&gt; jest powieścią lekką, trochę żartobliwą to jednak pozbawioną nadmiaru lukru, nieprzesłodzoną i bardzo dobrze wyważoną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak w tej historii jedynie mocniejszych wrażeń, brak ostrych przypraw, wyraźniejszych bodźców dla duszy czytelnika. Książka ta jest zatem nieco niedoprawiona, aczkolwiek jak najbardziej zjadliwa.&lt;br /&gt;Niestety poza ostatnimi stronami powieści.&lt;br /&gt;Te bowiem świadczą o tym, iż autorka chyba nieco za bardzo popuściła wodze fantazji i dała się zwieść, nie do końca dobrym schematom. Wątek romansowy został bowiem wpleciony do tej historii nieco na siłę, jakby w ostatnim momencie, chwilę przed oddaniem książki do druku. Ten dosyć kontrowersyjny zabieg nieco niweczy całkiem dobrze napisaną i świetnie pomyślaną opowieść, przy której czytaniu nie raz popłakałam się ze śmiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak nie warto się zniechęcać. Malownicze oraz jego mieszkańcy wciągną Was w wir przedziwnych i prześmiesznych perypetii tak mocno, że może wcale żadnych niedociągnięć nie zauważycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 4,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SBI48yvtC-A/TqMFlNWw3aI/AAAAAAAAJK0/VWoi1m8X3wk/s1600/_DSC0384.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-SBI48yvtC-A/TqMFlNWw3aI/AAAAAAAAJK0/VWoi1m8X3wk/s400/_DSC0384.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666378892960652706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lubię od czasu do czasu sięgnąć po powieści lekkie i przyjemne, po tzw. literaturę kobiecą, której doskonałym przedstawicielem jest najnowsza powieść Magdaleny Kordel (premierę miała raptem 3 dni temu). Lubię być może przede wszystkim dlatego, że jestem kobietą, ale tego typu książki przecież zawsze są bardzo pozytywne i radosne. A tego chyba najbardziej brakuje w zimne, jesienne już dni :)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Niestety nie mogłam uczestniczyć w wielkim święcie książki - w Targach Książki w Katowicach , lecz już przygotowuję się na świętowanie w moim rodzinnym mieście. 3 listopada rozpoczynają się bowiem 15. Targi Książki w Krakowie i z tej okazji szykujemy z moją kochaną &lt;a style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);" href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt; spotkanie bloggerów książkowych. Jeżeli ktoś z Was moi drodzy wybiera się na Targi i miałby ochotę na małe książkowe pogaduszki przy kawie (bądź innych trunkach ;)) to proszę o wzmiankę. Spotkanie prawdopodobnie odbędzie się w sobotę, w trzeci dzień Targów, w okolicach Rynku (chyba w Tribece, kawiarni obok Piwnicy pod Baranami - tak by każdy mógł łatwo trafić). Godzina jest jeszcze do ustalenia, ale myślę, że byłoby to ok. 16:30-17:00.&lt;br /&gt;Zapraszam wszystkich serdecznie :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-820230638430057355?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/820230638430057355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/podziwiajac-malowniczego-widoki-okno-z.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/820230638430057355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/820230638430057355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/podziwiajac-malowniczego-widoki-okno-z.html' title='Podziwiając Malowniczego widoki. &quot;Okno z widokiem&quot; Magdalena Kordel'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-cRj2IRKamaE/TqMFcDyJYzI/AAAAAAAAJKo/pb6-nY8zG64/s72-c/_DSC0381.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-4379177755291680448</id><published>2011-10-18T21:26:00.000+02:00</published><updated>2011-10-18T21:26:02.749+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pożyczone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stany Zjednoczone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Otwarte'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb+'/><title type='text'>Świadek incognito. "Spójrz mi w oczy" Cammie McGovern</title><content type='html'>Niegdyś podejrzewano, że wywołują go szczepionki. Dlatego coraz więcej mam zaczęło zastanawiać się, czy chronić swoje pociechy przeciwko odrze, śwince, różyczce, czy może przede wszystkim zapobiec temu zdradzieckiemu morowi.&lt;br /&gt;Dzisiaj już wiadomo, iż na zaburzenie rozwojowe zwane autyzmem głębokim (często też: dziecięcym) wpływ mają raczej defekty genetyczne, choroby metaboliczne oraz szereg schorzeń i czynników środowiskowych występujących u dziecka niezależnie od realizacji kalendarza szczepień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cara przez długi, długi czas obserwując rozwój Adama zastanawiała się, dlaczego ten przedziwny twór chorobowy, oddzielający matkę od dziecka solidnym murem obojętności, utrudniającym jakąkolwiek komunikację, zaatakował właśnie jej syna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie to zadawała sobie także, gdy Adama znaleziono przy zwłokach dziewczynki w lasku, obok szkoły do której oboje uczęszczali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo czym zasłużyła sobie mama małej Amelii, by nie mogła poznać prawdy o śmierci swojej córki? Czym zasłużyła sobie ona, Cara, mama autystycznego Adama, na poczucie winy w związku z zaistniałą tragedii? Czym wreszcie zasłużył sobie morderca, że pozostaje wciąż bezkarnie na wolności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-AuekUrCYae4/Tp3FHd2LfYI/AAAAAAAAJJw/i4Zge1Ma71E/s1600/DSCN3418.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-AuekUrCYae4/Tp3FHd2LfYI/AAAAAAAAJJw/i4Zge1Ma71E/s400/DSCN3418.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664900638363581826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Śledztwo prowadzone w sprawie zabójstwa Amelii narusza spokój Cary. Zmusza do rozliczenia się z własnym losem, do pojednania z dawnymi wrogami, ale nade wszystko do wytężenia sił i wypełnienia pustki, jaką w myślach i emocjach Adama wywołało makabryczne zdarzenie, którego był świadkiem. Spustoszenia, które w przypadku autystycznego chłopca jest powrotem do początku drogi - do systematycznej nauki poprawnego mówienia, przykładnego zachowania, do mozolnego wyuczenia koniecznych interakcji społecznych, do powolnego wyjścia z izolacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Cammie McGovern&lt;/span&gt; jest nasycona emocjami. Uczuciami pozytywnymi - uśmiechem Adama, radością Cary z pierwszego nawiązanego od wielu dni kontaktu z synem, mozolnymi, lecz wręcz heroicznymi staraniami matki niepełnosprawnego dziecka o jego przystosowanie do życia w społeczeństwie - jak i tymi złymi - tragicznymi wspomnieniami, kłamstwami przeszłości, dawnymi urazami. W centrum tego wszystkiego tkwi Adam - na pierwszy rzut oka ładny, normalny chłopiec, który przy bliższym poznaniu okazuje się jednak kompletnie niekontaktowy, żyjący we własnym świecie. Adam nie potrafi odpowiadać na pytania, opowiedzieć o tym co widział w lasku gdzie zabito Amelię, a także nie lubi dotyku, przytulania, nie umie albo nie chce patrzeć nikomu w oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyniąc bohaterem powieści autystycznego chłopca autorka &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Spójrz mi w oczy"&lt;/span&gt; dokonała zabiegu niezwykłego i niespotykanego. Z jednej strony czytelnik może liczyć na ciekawą fabułę, interesująco nakreślone losy Cary i Adama, ich zmaganie z codziennością, przejmującą historię kruchej więzi łączącej autystyczne dziecko i jego matkę, a z drugiej strony wstrząsa nim makabryczne zabójstwo, zbrodnia popełniona bezczelnie w biały dzień, w czasie szkolnej przerwy i to w obecności ciężko chorego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając książkę McGovern pełni współczucia dla Adama i Cary, dla mamy małej Amelii wciąż zastanawiamy się, jakie jest rozwiązanie tej potwornej tajemnicy. Kto mógł chcieć skrzywdzić małą dziewczynkę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast zbawczej odpowiedzi otrzymujemy jedynie przedziwne mruczenie, stale powtarzane słowa wychodzące z ust miarowo kiwającego się chłopca o miłej, całkiem normalnej buzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-omxoRHUszQg/Tp3FHsDNdMI/AAAAAAAAJJ8/O5INfdFqHWU/s1600/DSCN3419.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-omxoRHUszQg/Tp3FHsDNdMI/AAAAAAAAJJ8/O5INfdFqHWU/s400/DSCN3419.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664900642176332994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czytając "Dziewczynę, która pływała z delfinami" miałam wciąż w myślach przeczytaną wcześniej historię Adama. Z każdą kolejną stroną książki Berman dziwiłam się, iż choroba mająca wspólną nazwę może mieć dwa tak różne oblicza. Karen była przystosowana społecznie, mogła funkcjonować nawiązując jakieś szczątkowe relacje z ludźmi, chociaż z pewnością prędzej czy później zasłużyłaby sobie na miano dziwaka. Adam natomiast był całkowicie wyizolowany od rzeczywistości. Nieliczne przebłyski świadomości, logiczne odpowiadanie na pytania Cary, porzucenie pewnych nawyków - to godziny ciężkiej pracy z tym autystycznym chłopcem. Co gorsze, Adam nie wiedział czym są uczucia, nie potrafił nazwać i okazywać swoich emocji. Na każdy silniejszy bodziec reagował zamknięciem się w swoim świecie (tutaj z Karen byli nieco podobni - ona chwile stresowe odreagowywała najpierw jedząc piasek, zaś później chowając się w stroju do nurkowania).&lt;br /&gt;Obie książki były bardzo wartościowe oraz pomogły mi lepiej poznać nie tylko tę ciężką i trudną chorobę, jaką jest autyzm, ale również sposoby jej leczenia, czy wreszcie funkcjonowanie i sposób postępowania z osobami autystycznymi (wbrew pozorom nie są to tylko dzieci i z tego schorzenia się nie "wyrasta") - bez wątpienia związane są one z ciężką pracą i ogromnym samozaparciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym nieco melancholijnym nastroju muszę Wam ogłosić wszem i wobec - oto przyszła jesień. Skąd wiem? Wbrew pozorom nie czuję jej w coraz chłodniejszych dniach i wieczorach, w cieple płynącym z kaloryferów, w kasztanach pokrywających prawie każdą alejkę, a aktualnie goszczących u mnie na półce. Jesień widzę przede wszystkim w literaturze, którą dobieram do czytania i książkach, które nagminnie do mojej skrzynki wrzuca listonosz (ach, niedobry!).&lt;br /&gt;Jesień to najlepszy czas na biografie, więc czytam aktualnie "Moje życie nielegalne" księdza Isakowcza-Zaleskiego. Poza tym wybieram się w Sudety z Magdaleną Kordel i jej "Oknem z widokiem". Do tych dwóch zupełnie różnych lektur dobrałam jeszcze trzecią, tak na przekór spadającym liściom -  (mam nadzieję) gorący kryminał "Słodkie lato".&lt;br /&gt;Oj będzie się działo :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-4379177755291680448?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/4379177755291680448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/swiadek-incognito-spojrz-mi-w-oczy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4379177755291680448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4379177755291680448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/swiadek-incognito-spojrz-mi-w-oczy.html' title='Świadek incognito. &quot;Spójrz mi w oczy&quot; Cammie McGovern'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-AuekUrCYae4/Tp3FHd2LfYI/AAAAAAAAJJw/i4Zge1Ma71E/s72-c/DSCN3418.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-3321204416768851275</id><published>2011-10-13T00:52:00.006+02:00</published><updated>2011-10-13T11:13:28.667+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Znak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Meksyk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><title type='text'>Konserwa rybna. "Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman</title><content type='html'>Mieszkają w klimacie subtropikalnym. Lubią ciepło, lekką morską bryzę, a nawet oceaniczne głębie. Są genialnymi, bardzo szybkimi pływakami. Chociaż mistrzostwo zawsze oddają bez walki. Najpewniej przez skromność.&lt;br /&gt;Żyją w wielkich społecznościach, wspierając się wzajemnie w trudach życia - w zdobywaniu pożywienia, zapewnieniu sobie bezpieczeństwa i spokojnego bytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tuńczyki. Ogromne makrelowate. Cenione przez smakoszy.&lt;br /&gt;Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że droga tuńczyka z bezkresnych przestrzeni mórz na nasz talerz, gdzie leży w towarzystwie kukurydzy, ryżu lub makaronów jest długa i niejednokrotnie okupiona cierpieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--R-4eg-WRvU/TpYYHl491rI/AAAAAAAAJIg/wPKZNJJL7_k/s1600/_DSC0245.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--R-4eg-WRvU/TpYYHl491rI/AAAAAAAAJIg/wPKZNJJL7_k/s400/_DSC0245.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662740100174173874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najlepiej wie o tym Karen. Chociaż do końca nie rozumie.&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak samo jak tego, dlaczego po zniknięciu przedziwnej, szorstkiej pani w domu pojawiła się elegancka kobieta, która z dnia na dzień zabroniła jej spać w piwnicy, zmuszała ją do częstego mycia, czesania i nauki mówienia. W dodatku zabroniła jej jeść piasku. Jakby to było coś złego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Isabelle Nieto znalazła Karen w białym domu, odziedziczonym po rodzonej siostrze, znajdującym się w jednym z meksykańskich miast, zwanych "Perłą Pacyfiku". Dziewczynka była brudna, wystraszona, miała piętrowe kołtuny na głowie oraz iście dzikie maniery. To dzięki ciotce Isabelle - Karen nauczyła się mówić, czytać, sprawnie funkcjonować i poszła do szkoły oraz rozpoczęła dalsze kształcenie.&lt;br /&gt;Oczywiście nie bez problemów. Na studiach przylgnęło do niej przezwisko "Pani Zdolna Inaczej", gdyż miała wieczne trudności w pojmowaniu umownych pojęć i zagadnień, nie potrafiła myśleć abstrakcyjnie. Wyróżniała się za to doskonałą, wręcz fotograficzną pamięcią. Ale nie lubiła przenośni, nie miała wyobraźni, a jej świat zamykał się w tym co proste, widoczne gołym okiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Sabina Berman&lt;/span&gt;, jak na bezczelną nieznajomą Meksykankę przystało, z buciorami weszła  do mojego umysłu i nie opuściła go ani na chwilę, aż do ostatniej, 231  strony, przygód Karen.&lt;br /&gt;W dodatku kreując w swojej powieści postać wszędobylskiej, choć autystycznej dziewczyny zachowała się nieco egoistycznie, nie pozostawiając zbyt dużo miejsca innym bohaterom. Ciotka Isabelle, opiekująca się domem Grubaska, marynarze, a wśród nich sympatyczny Ricardo, przedsiębiorczy Gould oraz wielu, wielu innych przemknęło się przez życie 41-letniej Karen, która potrafiła prowadzić wielkie rybne przedsiębiorstwo zajmujące się połowem tuńczyka, a nie mogła przemóc się by obcej osobie podać dłoń na powitanie, czy by przytulić swoją ciotkę i zdefiniować słowami to, co do niej czuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Dziewczyna, która pływała z delfinami"&lt;/span&gt; to trudna i bardzo przejmująca lektura. Autorka wprowadza nas do umysłu, do świata widzianego oczami kobiety chorej na specyficzną formę autyzmu. Karen ma wysoki iloraz inteligencji, w miarę dobrze funkcjonuje w społeczeństwie, jednak jej potrzeba kontaktów z innymi ludźmi jest ograniczona. Wyizolowanie, postawa wysoce antyspołeczna, brak nawiązywania bliższych relacji z innymi - to wszystko sprawia, iż Karen postrzegana jest jako odmieniec, niekiedy mylnie nazywana głupią, obrzucana inwektywami.&lt;br /&gt;Dlatego nasza bohaterka najlepiej miewa się schowana w "kokon" - ubrana w strój do nurkowania. Doskonale czuje się w swoim domu w Mazatlán, czy w egzotycznym Caeiro, gdzie może bez przeszkód pływać i zapuszczać się w podwodny świat - jej prywatny azyl.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorka nie podaje w swojej książce żadnej konkretnej recepty na chorobę Karen. Nic nie sugeruje, nie próbuje przekonać nas, że należy chorych uspołeczniać i nie wskazuje konkretnej ścieżki życiowej, którą powinna podążać osoba autystyczna. Pozwala za to zastanowić się, podumać nad losem Karen i powoli zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnik w mig pojmuje, że najlepiej pozwolić Karen samej decydować o własnym życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwolić jej leżeć na dnie morza z głową opartą na płaskim kamieniu, pozwolić zamknąć się w ciasnej, szczelnej uprzęży na długie, ciche godziny, pozwolić jej nawet, o zgrozo, jeść piasek, tak by każde ziarenko mocno zgrzytało pod naciskiem jej zębów. Przede wszystkim zaś pozwolić jej pływać, pływać z delfinami.&lt;br /&gt;Tymi samymi, które kiedyś uratowała wymyślając i wprowadzając humanitarne zasady połowu tuńczyków. Bo właśnie najwięcej delfinów ginie w sieciach przeznaczonych dla kogoś innego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VulGoQe6o58/TpYYJujcQII/AAAAAAAAJIs/rRz_EX3vZVI/s1600/_DSC0251.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-VulGoQe6o58/TpYYJujcQII/AAAAAAAAJIs/rRz_EX3vZVI/s400/_DSC0251.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662740136859549826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Sabiny Berman czytałam nad ciepłym morzem i ani na chwilę książka ta nie pozwoliła mi od siebie odejść bym mogła zażyć orzeźwiającej kąpieli. Rozumiem miłość Karen do morza, do morskich głębin, do tego wspaniałego podwodnego świata. Wydaje mi się, że rozumiem także chęć odizolowania się od wszystkiego i wszystkich. Ale nie na dłuższą metę. Prędzej czy później okazuje się, że jestem osobą wielce prospołeczną, że muszę się przed kimś wygadać, z kimś porozmawiać, coś omówić. Tym właśnie ja i my wszyscy różnimy się od Karen. To bardzo proste i zarazem skomplikowane oraz przykre. Niemniej jednak polecam Wam gorąco spotkanie z "Dziewczyną, która pływała z delfinami".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo musiałam wyduszać z siebie te emocje, które tkwiły we mnie po przeczytaniu tej książki. Chwilę musiałam je także odświeżać. Miło jest wspominać tak miłe lektury.&lt;br /&gt;A tymczasem na półce pojawiły się już kolejne, nowe książki. Tylko co zrobić, jak tyle starych jeszcze nie przeczytanych...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to Nabokov oddany do biblioteki niedokończony. Nie mam serca do opowiadań.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-3321204416768851275?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/3321204416768851275/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/konserwa-rybna-dziewczyna-ktora-pywaa-z.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3321204416768851275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3321204416768851275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/konserwa-rybna-dziewczyna-ktora-pywaa-z.html' title='Konserwa rybna. &quot;Dziewczyna, która pływała z delfinami&quot; Sabina Berman'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--R-4eg-WRvU/TpYYHl491rI/AAAAAAAAJIg/wPKZNJJL7_k/s72-c/_DSC0245.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-2141144999184259878</id><published>2011-10-09T18:15:00.000+02:00</published><updated>2011-10-09T18:10:03.987+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Amea'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><title type='text'>Wbrew pozorom. "Wbrew naturze" antologia (wielu autorów)</title><content type='html'>Wpadając w codzienny wir obowiązków pomieszanych z przyjemnościami, lewitując między wypoczynkiem a aktywnością, domem a pracą, książką a telewizorem, wydawałoby się, że najbardziej boimy się rzeczy nieprzewidywalnych. Zepsutego samochodu, braku prądu, cieknącego kranu, nieszczęśliwego zbiegu złych przypadków. Nic bardziej mylnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież to co przeraża nas nieustannie i nie daje o sobie zapomnieć, bez względu na to czy leżymy na egzotycznej plaży, czy we własnym łóżku, jest całkowicie przewidywalne, wręcz nieuniknione.&lt;br /&gt;I niestety dotyczy każdego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qG9m948Ee2s/TpHGIg_a2-I/AAAAAAAAJIM/0JKoqZp-Z3E/s1600/_DSC0201.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-qG9m948Ee2s/TpHGIg_a2-I/AAAAAAAAJIM/0JKoqZp-Z3E/s400/_DSC0201.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661524056178613218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyna z Krakowa. Matka, żona, kochanka. Kobieta. Starzejąca się i walcząca z tym garścią cudownych tabletek na młodość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teresa obserwująca chodzącą i żyjącą starość - pana Potochnika. Absorbującego, wczepiającego się w ramię niczym pijawka, starca. Chlebodawcę. Wolno wysychająca opiekunka starców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harcerka i jej obowiązek - wizyty w śmierdzącym mieszkaniu znajdującym się w poniemieckim Breslau, poznanie prawdziwej pozostałości dawnych czasów - pani Hedwig.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kicia. Mała, bezbronna, ukochana. Jego ukochana. Ukochana, która go opuściła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiesiek i Halinka. Oboje speszeni przy dymiącym grillu. Małżeństwo spełnione. Z piękną, wspaniałą córą. Z jako takim domem. Z autem. O tak. Ale samochód zestarzał się wraz z nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oni wszyscy dotknęli nieuniknionego. Poznali co to starość, doznali przemijania na własnej skórze, na własny sposób. Dla jednych stało się ono utęsknioną wanną pełną dziecięcych strachów, pustym łóżkiem skrzypiącym wspomnieniami, czy po prostu małym pojazdem, którego za nic w świecie nie chcemy się pozbyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Wbrew naturze"&lt;/span&gt; nie jest, wbrew pozorom, książką smutną, przytłaczającą Czytelnika i zalewającą go morzem łez, przygnębienia oraz żalów. Doskonale skompilowana antologia tekstów polskich autorów nie uczyni, w żadnym wypadku, spustoszenia w naszych emocjach, odczuciach, czy nadziejach. Wręcz przeciwnie. Poczujemy się miło dopieszczeni, zaskoczeni. W dodatku każdą czytaną przez nas historię obrazują piękne i zarazem sugestywne fotografie Romana Lipczyńskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie każde opowiadanie pewnie przypadnie nam do gustu, ale niektóre z nich mogą nas nawet porwać i zachwycić albo choćby nie pozwolić obojętnie przejść obok.&lt;br /&gt;Dla mnie takimi wyjątkowymi tekstami były: poetycka opowieść o pani Hedwig Anny Janko, energiczna historia Basiusi autorstwa Michała Sufina oraz opowieść o pewnej przezabawnej, aczkolwiek bardzo rozczulającej, majówce pióra wspaniałej Izy Sowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę jednak, że każdy tekst z tego niepozornego tomiku o brzydkiej, całkowicie nietrafionej okładce, zasługuje na poznanie. Każdy zaś z autorów wart jest nie tylko grzechu, lecz także mocnego wyróżnienia. Oczywiście wbrew wszelkiej naturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-84Az6flm8os/TpHGIvNecVI/AAAAAAAAJIU/ul29rQsfaKI/s1600/_DSC0205.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-84Az6flm8os/TpHGIvNecVI/AAAAAAAAJIU/ul29rQsfaKI/s400/_DSC0205.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661524059995664722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę przedziwną kompilację ludzkich myśli i wyobrażeń czytałam w ogniu lata. Dopiero gdy otworzyłam edytor, a spod moich palców błądzących po klawiaturze zaczęły wychodzić pojedyncze słowa układające się w zdania, zrozumiałam, że jestem całkowicie opóźniona. Spóźniona, jak chyba nigdy wcześniej - o całe dwa miesiące, które jakoś... przespałam? przehulałam?&lt;br /&gt;Nie, nie. Przecież wciąż czytam, przecież ostatni czas, chociaż lekkiego spadku formy, był bardzo płodny czytelniczo. Teraz zbieram się w sobie by wpaść w ciąg recenzyjny, by spłodzić dziś jeszcze coś, ale tak trudno pisze się o książkach, które przeczytało się dawno temu. Tak ciężko jest wydobyć na światło dzienne zaschłe, troszkę wysuszone emocje. Ale próbować trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelniczo aktualnie mierzę się z Nabokovem i jego wczesnymi opowiadaniami. Idzie ciężko, chociaż przecież, powtarzam sobie, to N a b o k o v!&lt;br /&gt;W tzw. międzyczasie zaglądam na czytnik. A tam Larsson część druga. "Dziewczyna, która igrała z ogniem", a teraz igra ze mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym zimno. Chyba lato już naprawdę odeszło... Czas schować sukienki w głąb szafy i wyciągnąć ciepłe płaszcze.&lt;br /&gt;Jak ja tego nie lubię!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-2141144999184259878?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/2141144999184259878/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/09/wbrew-pozorom-wbrew-naturze-antologia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2141144999184259878'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2141144999184259878'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/09/wbrew-pozorom-wbrew-naturze-antologia.html' title='Wbrew pozorom. &quot;Wbrew naturze&quot; antologia (wielu autorów)'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-qG9m948Ee2s/TpHGIg_a2-I/AAAAAAAAJIM/0JKoqZp-Z3E/s72-c/_DSC0201.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-8407450049093542678</id><published>2011-10-05T15:09:00.001+02:00</published><updated>2011-10-05T17:41:17.124+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kwartalnik'/><title type='text'>Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część trzecia</title><content type='html'>Szybko mija mi ten rok. Właściwie nie wiem kiedy wakacje przeszły mi koło nosa. Ich koniec rekompensuje wyjątkowo ciepły początek jesieni oraz wrześniowy urlop nad polskim morzem. Nie narzekam też na nadmiar wolnego czasu - zawsze mam niestety coś do zrobienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakże żadne zajęcia nie mogą przeszkodzić mi w tym, co kocham robić najbardziej, czyli w &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;czytaniu&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-b8Z8W07LhmU/ToxVvgXyh8I/AAAAAAAAJIA/vnh_pgSyLkM/s1600/ksiazka004.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 253px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-b8Z8W07LhmU/ToxVvgXyh8I/AAAAAAAAJIA/vnh_pgSyLkM/s400/ksiazka004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659993106329798594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W trzecim kwartale bieżącego roku, w okresie od początku lipca do końca września przeczytałam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;16 książek&lt;/span&gt;, co stanowi mój mały rekord w tym roku :) Czytaniu sprzyjał przede wszystkim wakacyjny czas, odcięcie od komputera, internetu, długi i miły wypoczynek, liczne podróże. I tak w nietrafionym pogodowo lipcu przeczytałam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5 tytułów&lt;/span&gt;, w gorącym, słonecznym i egipskim sierpniu &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;8 lektur&lt;/span&gt;, a w nerwowym, aczkolwiek ciepłym wrześniu tylko &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;3 książeczki&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Łącznie w tych typowo letnich dniach przeczytałam, uwaga, aż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5002 strony&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moich lekturach po raz pierwszy nie dominowały książki pisarzy zagranicznych, bo znalazłam też czas na przeczytanie aż &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;8 tytułów polskich autorów&lt;/span&gt;, co uważam za ogromny sukces.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się z takimi autorami, jak Jerzy Pilch, Andrzej Stasiuk oraz Andrzej Pilipiuk. Odkurzyłam dwa tomy Ani z Zielonego Wzgórza. A ponadto wreszcie przekonałam się i zaczęłam trylogię Larssona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Średnia ocen, które wystawiłam lekturom z ostatnich trzech miesięcy to &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5,03&lt;/span&gt;. Najwyższą notę otrzymała tylko jedna nowa lektura (nie liczę tych odkurzanych). Bliskie ideału za to były aż trzy książki - niestety czegoś w nich zabrakło.&lt;br /&gt;Bilans ocen ma się więc bardzo dobrze, lecz nie doskonale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak Wy wspominacie ostatnie trzy czytelnicze miesiące?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że chociaż w połowie tak miło jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Wracam, wracam z tych długich wakacji. Powoli, lecz mam nadzieję tym razem skutecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Zdjęcie znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-8407450049093542678?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/8407450049093542678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/co-ile-czego-za-ile-czyli-kwartalnik.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8407450049093542678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8407450049093542678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/10/co-ile-czego-za-ile-czyli-kwartalnik.html' title='Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część trzecia'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-b8Z8W07LhmU/ToxVvgXyh8I/AAAAAAAAJIA/vnh_pgSyLkM/s72-c/ksiazka004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-8169957854313170022</id><published>2011-09-14T18:26:00.002+02:00</published><updated>2011-09-14T19:15:39.034+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydawnictwo Amea'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db'/><title type='text'>Prawie jak w domu... "Nie ma o czym mówić" Marta Szarejko</title><content type='html'>Spotkałam go na ulicy w pochmurny, zimny dzień. Napadł na moje myśli nagle, wziął je gwałtem i surowo pokaleczył. Czym różnił się od innych?&lt;br /&gt;Powiedział, że jest magistrem filozofii. Że taki los zgotował sobie sam. Nie chciał pieniędzy. Pragnął rozmowy, a porwał się na monolog.&lt;br /&gt;Miał poczciwe oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden na pół miliona.&lt;br /&gt;Polski bezdomny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9wlXhSblnRg/TnDVM17obcI/AAAAAAAAJHY/0mmNdlpPSe4/s1600/_DSC0068.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-9wlXhSblnRg/TnDVM17obcI/AAAAAAAAJHY/0mmNdlpPSe4/s400/_DSC0068.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5652251948962311618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ojciec chrzestny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Don Ivo zarządza całą Camorrą. Albo Cosa Nostrą. Steruje kartelami narkotykowymi, nadzoruje przemyt, handluje bronią, budzi szacunek. Ale ostatnio najczęściej śpi na Marszałkowskiej, a rezyduje na Placu Bankowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie to, co Artibus. Wciąż ubolewający nad swym artystyczny jestestwem. Niezrozumieniem. Brakiem przynależności do tej epoki luksusu, do ery elegancji, gdzie na wystawę nie można przyjść w potarganym podkoszulku i ubłoconych jeansach, a potem koniecznie trzeba wrócić do swojego domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem są tylko skargi i wnioski. Że w placówce doszło do kradzieży kremu francuskiego. Że wciąż narasta agresja słowna, a Pani G. grozi nawet pensjonariuszom śmiercią. Że ktoś został pobity. A kierownik kradnie. Wszystko: węgiel, pieniądze i pewnie jeszcze ten krem francuski!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy się jednak nie skarżą.&lt;br /&gt;Marzenka nieustannie zwiedza Warszawę podróżując autobusem nr 106. Ubrana w swą turkusową sukienkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Cyganka opowiada mi swoje sny. Zupełnie nie po kolei. Całkowicie bez sensu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Margines&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Książeczka &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Marty Szarejko&lt;/span&gt; to wyrzut sumienia. Niepokój dręczący każdego z nas, gdy na co dzień zdarza się nam zetknąć z bezdomnością.&lt;br /&gt;Każdego z bohaterów &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Nie ma o czym mówić"&lt;/span&gt; możemy minąć jutro na ulicy, w metrze, na dworcu. Możemy go wesprzeć dobrym słowem, miłym gestem. Ale pewnie tego nie uczynimy. Lepiej dla niego byśmy tego nie robili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo bezdomność w Polsce to nie tylko "problem społeczny" albo "choroba społeczna". To przede wszystkim stan umysłu, w sytuacji kryzysowej jaką jest brak własnego domu. Każdy bezdomny z tą przeciwnością radzi sobie inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy wariują już od razu. Inni stają się ekscentrykami, tajemniczymi dziwakami. A jeszcze inni nieustannie żyją przeszłością, bądź nadziejami na lepszą przyszłość. Wszyscy bez wyjątku są trzymani na przedmieściach społecznej akceptacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Królowie życia?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Widzę ich wszystkich oczami Marty Szarejko i chociaż czasami nie rozumiem to mocno przeżywam. Wtapiam się powoli w opowiadaną przez autorkę historię i zaczynam widzieć całkiem normalnych ludzi. Poszukujących schronienia, miejsca gdzie mogliby się wykąpać, nasycić głód, poukładać swoje rzeczy, z pewnością, że nikt im ich nie zabierze.&lt;br /&gt;Ta cieniutka książka nie jest dla mnie łatwa. Momentami zbyt emocjonalna, czasami okrutnie śmieszna, niekiedy prosta, pozbawiona interpunkcji, jakby była koszmarną pomyłką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze jest jednak prawdziwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 4/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OWPXD4acgYc/TnDVWWYcOzI/AAAAAAAAJHg/lCDJ6N_FozA/s1600/_DSC0076.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-OWPXD4acgYc/TnDVWWYcOzI/AAAAAAAAJHg/lCDJ6N_FozA/s400/_DSC0076.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5652252112291904306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I oto jestem. Osobiście, radośnie. I wreszcie recenzyjnie. Długo nie potrafiłam nic napisać o książce Marty Szarejko, bo była dla mnie lekkim ciosem emocjonalnym. Czytałam ją nazbyt długo, jak na te 114 stron, ale musiałam co jakiś czas zrobić sobie przerwę. Nie lubię takich trudnych tematów, nie znoszę nierównej formy (Pani Marta momentami ograbiała niektóre zdania z interpunkcji i trudno było mi czasami dociec, czy mam do czynienia z zabiegiem celowym, czy z błędem korektorskim), ale "Nie ma o czym mówić" pozostawiło w mym sercu niepokój. A to w książkach lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pewnie zauważyliście w ten poniedziałek nie było stałego cyklu. Niestety byłam wymęczona po całym tygodniu biegania, załatwiania dziwnych rzeczy i po prostu zabrakło mi sił. Ale teraz już jest lżej, lepiej, życie płynie trochę wolniej, więc na pewno będę tu częściej :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-8169957854313170022?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/8169957854313170022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/09/prawie-jak-w-domu-nie-ma-o-czym-mowic.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8169957854313170022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/8169957854313170022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/09/prawie-jak-w-domu-nie-ma-o-czym-mowic.html' title='Prawie jak w domu... &quot;Nie ma o czym mówić&quot; Marta Szarejko'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-9wlXhSblnRg/TnDVM17obcI/AAAAAAAAJHY/0mmNdlpPSe4/s72-c/_DSC0068.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-2467930350687521988</id><published>2011-09-05T23:39:00.010+02:00</published><updated>2011-09-06T19:46:32.153+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli podstawa programowa na cenzurowanym</title><content type='html'>Wydaje mi się, że ostatnio żyję tylko poniedziałkami. Codziennie zbieram się w sobie by napisać parę słów na typowo książkowy temat i co dzień mi się to nie udaje. Zaczekam jeszcze ten tydzień i jeśli wena nie nadejdzie to mam już pomysł co z tym fantem zrobić. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała się do niego uciekać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem przyszedł wrzesień. Na dobre już zagościł w naszych kalendarzach, w naszych domach i w naszych świadomościach. Lecz nie w naszej pogodzie. I chwała mu za to!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj w Krakowie temperatura oscylowała w granicach 30 stopni, a gdy wyszłam na chwilę z domu wieczorkiem uderzyło mnie przenikliwe... ciepło. Tylko gdzie te chłodniejsze, późnoletnie noce ja się pytam? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież letnie dni chylą się już ku upadkowi. Dla niektórych lato, jako synonim wakacji, po prostu się skończyło. Bowiem dla dużej części społeczeństwa wraz z nadejściem 72. rocznicy wybuchu II wojny światowej  zaczął się ten mniej miły czas - chyba szczególnie dla nauczycieli, bo przecież dzieci i młodzież zawsze z radością idą ku wiedzy! - rozpoczęcie roku szkolnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Cy3EakMzeck/TmVJepOIMcI/AAAAAAAAJG4/7fFSKABS1Pc/s1600/lektury.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 280px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Cy3EakMzeck/TmVJepOIMcI/AAAAAAAAJG4/7fFSKABS1Pc/s400/lektury.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649002098416169410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam swój pierwszy dzień w szkole, który przywitałam w granatowej spódniczce, białej bluzce i w wyjątkowo uroczystych lakierkach. Przywitałam razem z koleżanką znaną już z przedszkola, z którą zasiadłam w ławce i która z racji założenia spódniczki (spódniczki w ogóle, nie z powodu jej koloru) była bardzo nieszczęśliwa, nawet trochę zapłakana. Pierwsze szkolne zadanie przyszło nadzwyczaj szybko - każdy z nas, z 17-osobowej klasy, miał przeczytać fragment tekstu pod czujnym okiem wychowawczyni i obecnych rodziców. Nie muszę chyba pisać, co się stało gdy koleżanka z ławki, która czytać w przedszkolu się nie nauczyła (preferowała zabawy samochodzikami na dywaniku), została wywołana na środek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dopiero były czasy!&lt;br /&gt;Szkoda trochę, że od roku 1993, od kiedy zaczęłam swą edukację, wiele się zmieniło, ale przecież szkoła ewoluuje z dnia na dzień. Taka jest kolej rzeczy.&lt;br /&gt;Od nowego roku szkolnego również weszło kilka zmian. To ponoć nie wszystkie - pozostałe są "w planach". Ale generalnie chyba każdy z nas ma wrażenie, że w szkołach od dawna, poza papierologią, dyrektorami i nauczycielami, który przychodzą i odchodzą, nic właściwie się nie rusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki jest wobec tego sens wprowadzana w ten skostniały system małych 6-letnich dzieci? Sama miałam iść do szkoły rok wcześniej i choć nie poszłam pomysł taki popieram całym sercem (w zerówce przedszkolnej umiejące czytać i liczyć dziecko totalnie się nudzi!). Zastanawiam się tylko, co potem stanie się z takim sześciolatkiem w obecnych realiach. By jego pójście do szkoły miało większy sens kształcenie na poziomie ponadgimnazjalnym powinno wydłużyć się o rok. Zatem wracamy do idei czteroletnich liceów i wszyscy są zadowoleni. Czy aby na pewno?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weźmy pod lupę uczniów. Gdy spojrzałam na listę lektur do podstawówki zaśmiałam się serdecznie. Praktycznie wszystkie pozycje są takie, jak za moich czasów - jak prawie 20 lat temu!&lt;br /&gt;I o ile "Dzieci z Bullerbyn", Dr Dollitle, Muminki, Karolcia bardzo mnie wzruszyły i ucieszyły, Koziołek Matołek mnie zaskoczył (w '93 nie było go w gronie lektur, a znałam wszystkie książki duetu Makuszyński&amp;amp;Walentynowicz na pamięć!) to już taki Anaruk lekko zniesmaczył. Podobnie poczułam się, gdy zobaczyłam lektury na dalsze klasy szkoły podstawowej, a wśród nich prawdziwe cofnięcie się w czasie: powieść Niziurskiego do wyboru, a do tego "Historia żółtej ciżemki", "W 80 dni dookoła świata" czy "Bracia Lwie serce" - wszystko obok m.in. książki "Charlie i fabryka czekolady". Nawet "Władca Lewawu" Doroty Terakowskiej nie jest najlepszą pozycją tej pisarki. Czy już naprawdę nie ma żadnych fajnych książek dla dzieci, dlatego trzeba wybierać cokolwiek, byleby było? Oczywiście, że są super lektury dziecięce, ale dziwnym trafem twórcy podstawy programowej, na której opiera się cały te system nauczania takowych chyba nie znają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo z jakiego innego powodu karmią gimnazjalistów Mickiewiczem, nowelami Prusa, czy Orzeszkowej, historycznymi wypocinami Sienkiewicza? Z jakiego powodu w gimnazjum przerabia się "Dziady cz. II", które potem należy ponownie utrwalić sobie do matury (a w efekcie za każdym razem pozostawia się to uczniowi do indywidualnej analizy, bo czasu nie ma)?&lt;br /&gt;I wreszcie z jakiego powodu w liceum od lat męczy się "Lalkę", "Potop", "Chłopów", "Nad Niemnem", a do tego schizofreniczną "Cudzoziemkę", nudne "Jądro ciemności" oraz aż dwie powieści Żeromskiego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absolutnie nie uważam tych wszystkich lektur za mierne (może poza "Cudzoziemką" - przez główną bohaterkę ta książka powinna trafić na spis lektur zakazanych i zostać komisyjnie spalona), ale nie widzę potrzeby wałkowania ich wszystkich. Wydaje mi się, że przez takie, a nie inne podejście, być może przez brak odwagi, uczniów zniechęca się do czytania. Pozbawia się ich możliwości samodzielnego badania, poznawania literatury na własną rękę. Nie ufa się im - nie pozostawiając im pola manewru dla własnych poszukiwań. A zmuszony uczeń to krnąbrny i zarazem znudzony młody człowiek, który po koszmarze czytania tych wszystkich powieści (szczególnie pozytywistycznych) już więcej po nic grubszego niż 5-6 stron raczej nie sięgnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mogłoby być tak pięknie. W Wielkiej Brytanii uczniowie w ramach zajęć z literatury czytają "Panią Dalloway" Woolf, "Nowy wspaniały świat" Huxley'a, a ponadto pozycje Wilde'a, Austen, Brontë i Dickensa oraz bardzo zajmującą "Rebekę" Daphne du Maurier.&lt;br /&gt;Zaś USA, zwykle wyśmiewane jeśli chodzi o poziom edukacji (drwi się m.in. z tego, że dopiero licealiści uczą się poważniejszych działań na ułamkach), swoim uczniom serwują takie perełki, jak: "Paragraf 22", "Dziennik Anny Frank", "Zabić drozda", "Morderstwo w Orient Expressie", "Czarownice z Salem" oraz podobnie jak w UK - dzieła Austen i Brontë.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9iFp9iM42-4/TmVJerQXRhI/AAAAAAAAJHA/nSc3rA6JNjo/s1600/lektury5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 260px; height: 260px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-9iFp9iM42-4/TmVJerQXRhI/AAAAAAAAJHA/nSc3rA6JNjo/s400/lektury5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649002098962417170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jakie Wy moi drodzy Czytelnicy macie zdanie na temat podstawy programowej? Jak najgorsze, czy wręcz przeciwnie? Uważacie, że dziatki powinny czytać wszystko bez dyskusji, czy też tak, a nie inaczej skonstruowaną listę lektur zbojkotować? Może jesteście jeszcze uczniami, a może nimi już byliście i macie na tę zmorę jakiś ciekawy sposób?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z chęcią poznam Wasze zdanie na ten temat. Ja sama do kanonu wepchnęłabym wszystkich rosyjskich klasyków, ale to chyba byłoby przegięcie, prawda?&lt;br /&gt;&lt;div class="navigation"&gt;&lt;br /&gt;---&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zdjęcia pochodzą z Internetu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-2467930350687521988?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/2467930350687521988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/09/nie-lubie-poniedziaku-czyli-podstawa.html#comment-form' title='Komentarze (33)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2467930350687521988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2467930350687521988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/09/nie-lubie-poniedziaku-czyli-podstawa.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli podstawa programowa na cenzurowanym'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Cy3EakMzeck/TmVJepOIMcI/AAAAAAAAJG4/7fFSKABS1Pc/s72-c/lektury.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>33</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-1601719155453257876</id><published>2011-08-29T23:55:00.007+02:00</published><updated>2011-08-30T12:24:20.092+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli Amerykanin w gościnie</title><content type='html'>Nie wiem jakim prawem obecnie rządzi się Wszechświat. Ale kto to widział, by po poniedziałku od razu przyszedł... poniedziałek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno mi nawet zlokalizować w jakim dniu daną rzecz robiłam, gdzie byłam, co jadłam, co piłam, bo wszystko właściwie zlewa mi się tylko w ten, jakże zdradziecki, poniedziałek.&lt;br /&gt;Może to nawet dobrze, bo nie mam poczucia straconego czasu - chociaż w głowie wciąż przeskakuje mi losowo, niczym w iPodzie shuffle z funkcją mix, lista rzeczy, których nie zrobiłam, o których nie pomyślałam, czy też zapomniałam (i większość z nich dotyczy niestety zaległości recenzyjnych!). Ale jak tu pracować, czytać, jak pisać, jak w ogóle myśleć, skoro moje miasto postanowiło zrobić mnie w bambuko?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/l/8/Krakow_podczas_upalow_fot_4476913.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 415px; height: 288px;" src="http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/l/8/Krakow_podczas_upalow_fot_4476913.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zapewniam Was, że do soboty (kiedy to był taki dzień w ogóle?) polski biegun ciepła zamieniłabym najchętniej na Biegun Północny, albo któryś ze zwrotników (tym razem nie wybrzydzam). Aż tu nagle, właśnie w sobotę, wszystko się zmieniło. Kompletnie wszystko.&lt;br /&gt;Lecz może zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pobudka w pustym mieszkaniu w sobotni poranek należy albo do najwspanialszych na świecie ("ach, wakacje, mogłam się wyspać!"), albo najgorszych ("ach, gdzie ja to wczoraj byłam? co się stało? gdzie są moje majtki??? kim pan jest?!"). Jest też opcja numer trzy. Opcja, której jestem skrytą fanką, bo zakłada wszelkie niespodzianki, ale też wszelkie nieszczęścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem było dosłownie jak w piekle. Gorąco, duszno, parno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy odlepiłam już poszczególne części swojego ciała od siebie i wskoczyłam do napełnionej pianą wanny przypuszczałam, że nie będzie wesoło. Ale jakoś wytrzymałam prawie cały dzień - ratowały mnie krótkie wypady do wilgotnej i wyjątkowo zimnej łazienki oraz ożywcza bryza wychodząca z otwartej lodówki (nigdy wyprawa do kuchni po picie nie była tak wspaniała!).&lt;br /&gt;O 17:00 przywdziałam najbardziej minimalistyczny strój, jaki miałam w szafie i wyszłam na spotkanie z moją rodzicielką w pobliżu Rynku. Miałyśmy wyskoczyć na jakieś jedzenie, a potem byłam umówiona z T.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście pierwsza niespodzianka to podwyżka biletów. Zamiast zwykłego biletu za 1,25 zł musiałam kupić jakiegoś mutanta, droższego o 15 gr, na którym jak byk stało "Bilet jednoprzejazdowy lub 30-minutowy". Stojąc na przystanku 15 minut dumałam nad tym zapisem, bo konfrontując go z nauką logiki wychodziłoby na to, że jeśli jadę jednym tramwajem dłużej niż 30 minut to w przypadku zatrzymania przez kanara mogę zaliczyć mandat. Ot taka (nie)logiczna ciekawostka rodem z MPK Kraków.&lt;br /&gt;Po długim czekaniu (kocham weekendowy rozkład jazdy) i ekspresowym przejeździe okazało się, iż wciąż jestem za wcześnie. Więc chociaż walczyłam z sobą ostro i tak skierowałam swoje kroki do Dedalusa. A tam po ponad miesiącu abstynencji zapełnione półki wręcz mnie pochłonęły. Nie poddałam się jednak tak łatwo i kupiłam tylko jeden egzemplarz - "Nell" Anny Rybkowskiej polecany gorąco przez &lt;a href="http://dwiepasje.blogspot.com/2011/08/nell.html"&gt;Paideię.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uszczęśliwiona pobiegłam na miejsce spotkania. Wchodząc do bramy kamienicy poczułam jakiś dyskomfort w okolicy prawej ręki. Ale zobaczyłam moją mamę i o nim zapomniałam. Zapomniałam na jakieś 3 sekundy. Rozdzierający ból i widok niewielkiego czarno-żółtego stworzenia przypomniał mi o tym, że od 17 lat nie ukąsiła mnie osa, a gdy ugryzła w '94 to z tego, co pamiętam miałam potworne uczulenie i wylądowałam na pogotowiu.&lt;br /&gt;Odtańczyłam więc przed mamą piękny taniec rodem z buszu rozrzucając wokół siebie, po podwórzu, a to książkę, a to torebkę, a to komórkę. Gdy już franca spadła, ściągnęłam z ręki bransoletkę obserwując, jak moja ręka nabiera nowych kształtów, a mama pozbierała cały mój dobytek i zorientowała się, że nie oszalałam (ani nie miotało mną, jak szatan ;)). Szybko udałyśmy się do apteki. Sprawą to prostą nie było, chociaż przecież apteki są od dawna prywatne i na każdym rogu wyrasta nowa, niczym grzyb po deszczu. Otóż na ul. Grodzkiej, w pobliżu Wawelu, nic nie wyrasta - może panuje tu jakaś susza?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W aptece przy Rynku zakupiłam stosowne leki przeciwhistaminowe, otrzymałam też wodę by móc rozpuścić sobie wapno i zostałam pouczona przez panią magister farmaceutkę, że nie ma potrzeby jechać na pogotowie, no chyba, że się duszę i puchnie mi krtań to natychmiast trzeba zadzwonić. Gdy to usłyszałam spuchło mi chyba wszystko, a najbardziej właśnie krtań, chociaż wciąż mogłam oddychać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostała część wieczoru mogłaby się wydać wręcz nudna. Pizza w restauracji tej co zawsze, koktajl malinowy w tym co zawsze coctail-barze, spotkanie z tym co zawsze T., który przyjechał tym co zawsze skuterem. Ale w pewnym momencie zrobiło się niezwykle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż po znakomitej obiadokolacji i deserze udaliśmy się na spacer, a ponieważ Rynek w miesiącach maj-wrzesień nie nadaje się do użytku ze względu na wzmożoną liczbę turystów (a w ten weekend dodatkowo było ostro folklorystycznie z racji Festiwalu Sztuki Ludowej) to chodziliśmy obrzeżami i zasiedliśmy na ławce na Małym Rynku, którego zwykle unikamy, bo jednak bardziej tego przytulnego i ładnego placu nie można było zepsuć wsadzając tam betonowe schody, po których płynie woda (chyba tylko fontanna kryształ oraz głowa na Rynku i jeden pomniejszy zaułek obok Bramy Floriańskiej przebijają to "coś"). Akurat ta nowatorska konstrukcja została zasłonięta okolicznościową wystawką z okazji święta harcerstwa. I tam na tej niepozornej ławeczce zostałam obdarowana prezentem, o którym marzy chyba każdy współczesny mól książkowy (i tym samym jestem dozgonnie wdzięczna mojemu T.:))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym słowem odwiedził mnie pewien Amerykanin. Brunet, dosyć szczupły, posiada bardzo bogate wnętrze. Ma piękny amerykański akcent, potrafi cudownie opowiadać i zna wiele niesamowitych historii. Anegdotkami sypie, jak z rękawa, doskonale orientuje się w literaturze, ale też w nowinkach dnia codziennego. I oczywiście można się przy nim naprawdę dużo nauczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw moim oczom ukazały się dwa o takie pudełka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Bq8roYVleJw/TlwPAEd6onI/AAAAAAAAJFo/horoTdvKx70/s1600/_DSC0197.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Bq8roYVleJw/TlwPAEd6onI/AAAAAAAAJFo/horoTdvKx70/s400/_DSC0197.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646404526689395314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z takim napisem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IttGAinssro/TlwPAdtkwxI/AAAAAAAAJFw/A84-qJzaHBc/s1600/_DSC0202.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-IttGAinssro/TlwPAdtkwxI/AAAAAAAAJFw/A84-qJzaHBc/s400/_DSC0202.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646404533465957138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po otwarciu pierwszego zobaczyłam to cudo (tutaj z oderwaną folią, bo zdjęcia robiłam już w domu):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZS9dJECxWWE/TlwPAVW-KDI/AAAAAAAAJF4/GIkArsyJReI/s1600/_DSC0203.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZS9dJECxWWE/TlwPAVW-KDI/AAAAAAAAJF4/GIkArsyJReI/s400/_DSC0203.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646404531223668786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W drugim był jakże ważny dodatek:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-D7je04AYwa8/TlwPAkBtHuI/AAAAAAAAJGA/LxrbcjM7A-E/s1600/_DSC0206.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-D7je04AYwa8/TlwPAkBtHuI/AAAAAAAAJGA/LxrbcjM7A-E/s400/_DSC0206.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646404535161003746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szybko zamontowałam swojego Kindelka w futerale:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-C92Tz6AFvjk/TlwPA6ZJs5I/AAAAAAAAJGI/TwaY1LyW_RI/s1600/_DSC0207.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-C92Tz6AFvjk/TlwPA6ZJs5I/AAAAAAAAJGI/TwaY1LyW_RI/s400/_DSC0207.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646404541164925842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A potem cały dzień praktycznie spędził w takiej pozycji:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-iV0IxqnsTiA/TlwP98ORiQI/AAAAAAAAJGQ/Dye42umLCLQ/s1600/_DSC0209.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-iV0IxqnsTiA/TlwP98ORiQI/AAAAAAAAJGQ/Dye42umLCLQ/s400/_DSC0209.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646405589628193026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dużo więc Amerykanin ze mną nie pozwiedzał, ale myślę, że jeszcze będzie ku temu sposobność. Na razie cieszył oczy moje (i przy okazji też przechodniów) na Małym Rynku, ale przecież nie można w pierwszy dzień go już tak męczyć - dopiero, co przyleciał z USA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po bliższym zapoznaniu się z Panem Kindle na drewnianej ławce Małego Rynku wylądował on szybko z powrotem w pudełku - przyczyną tego stanu rzeczy był deszcz, który niespodziewanie spadł na Kraków i zabrał ze sobą nieprzyjemną duchotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostała część wieczoru minęła nam natomiast na zamienieniu "tego co zawsze" skutera, na "ten co zawsze" samochód i udaniu się (z pudełkiem z Kindelkiem w torebce) do pobliskiego kina.&lt;br /&gt;Wieczór więc zakończyłam "O północy w Paryżu" w bardzo doborowym towarzystwie - oprócz T. był też Hemingway, Fitzgeraldowie, Cole Porter i oczywiście ukochany Woody Allen (a także parę obściskujących się par i jeden naoczny komentator wydarzeń z puszeczką Żywca w ręce).&lt;br /&gt;Gdy zaś wychodziłam z kina w mój minimalistyczny strój uderzyła największa możliwa broń - przenikliwe zimno. Temperatura spadła bowiem z 37 stopni do niecałych 20. Tym samym polski biegun ciepła pobił kolejny rekord...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po północy zasnęłam z głową w "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Larssona. Oczywiście e-czytanej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-vje3n_t84fE/TlwP-KBffTI/AAAAAAAAJGY/TQ9MA6DLpRI/s1600/_DSC0219.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-vje3n_t84fE/TlwP-KBffTI/AAAAAAAAJGY/TQ9MA6DLpRI/s400/_DSC0219.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646405593332677938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tym razem nie obiecuję, że będą jakiekolwiek recenzje w tym tygodniu. To nowa taktyka, dzięki której musi się wreszcie coś ruszyć na mym blogu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;zdjęcia ze zbiorów własnych, a pierwsze z Internetu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-1601719155453257876?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/1601719155453257876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-amerykanin.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/1601719155453257876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/1601719155453257876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-amerykanin.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli Amerykanin w gościnie'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Bq8roYVleJw/TlwPAEd6onI/AAAAAAAAJFo/horoTdvKx70/s72-c/_DSC0197.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-909891209505939191</id><published>2011-08-22T23:25:00.003+02:00</published><updated>2011-08-22T23:52:40.922+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka mniej dzika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egipt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z notatnika podróżnika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mr Pile'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli post-holiday spleen leczony pyszną ice coffee ;)</title><content type='html'>Wbrew pozorom samolot, którym leciałam ani razu nie spadł do morza. Nie spadł też nigdzie na ląd. I oto po czterech kontrolach paszportowych, trzech startach, trzech lądowaniach, dwóch nadaniach bagażu, jednym zwiedzaniu lotniska Poznań Ławica oraz jednym zgubieniu bagażu, a także po czternastu dniach plażowania i czterech dniach depresji pourlopowej wracam do Was z całym nowym "bagażem" (nie, nie tym zgubionym, tylko całkiem nowym, świeżutkim) doświadczeń, wieloma wrażeniami do opowiedzenia oraz z kilkoma przeczytanymi książkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska, a szczególnie Kraków pożegnali nas mniej więcej tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PcZk_07uZK0/TlLBVJOXWjI/AAAAAAAAJEI/CwIFqVIxji0/s1600/_DSC0004.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-PcZk_07uZK0/TlLBVJOXWjI/AAAAAAAAJEI/CwIFqVIxji0/s400/_DSC0004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643785852046236210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Później już było "przezabawnie" - hala przylotów na lotnisku w Hurghadzie, żarty, krzyki oraz nieśmiertelne "open the taśma". Ale taśma się nie otworzyła, a za to w polu widzenia pojawił się uśmiechnięty Arab, który zasugerował nam udanie się do hotelu, gdyż nasze bagaże nie przyjechały (no bagatelka, osiemdziesięciu osobom!), raczej już nie przyjadą, może jutro, może w ogóle.&lt;br /&gt;Nerwy, stres, niezażyte leki. A do tego trywialne marzenia o kąpieli, o szczoteczce do zębów, o własnej piżamie, o stroju kąpielowym. Nawet o tych książkach, które wahałam się czy zabrać i jednak zabrałam - do bagażu głównego.&lt;br /&gt;Książki jednak do mnie dotarły. I ciuchy, buty, kosmetyki. I nawet moja pasta do zębów oraz pilnik do paznokci. Wszystko przyleciało niezawodną Lufthansą dnia następnego rano. Pytanie które jednak nasuwało się przez cały urlop: co jechało zamiast naszych bagaży?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Nie sugerując nic - słyszeliście o dzisiejszym sukcesie wojsk koalicji, które wkroczyły do Trypolisu? A o polskich samolotach biorących udział w jakiś dziwnych libijskich misjach? Ciekawe, czy to przypadek, że Libia graniczy z Egiptem... ;))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdy już miałam wszystko co potrzebne już przez dwa bite tygodnie było o tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-0OM2a2fsgjc/TlLBVfcPALI/AAAAAAAAJEQ/vgpL1i7oW_A/s1600/_DSC0013.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-0OM2a2fsgjc/TlLBVfcPALI/AAAAAAAAJEQ/vgpL1i7oW_A/s400/_DSC0013.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643785858009989298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-d8KYxZRTSpc/TlLBVl4e03I/AAAAAAAAJEY/jEfDeXLEKwc/s1600/_DSC0183.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-d8KYxZRTSpc/TlLBVl4e03I/AAAAAAAAJEY/jEfDeXLEKwc/s400/_DSC0183.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643785859739079538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oraz tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--4FV8eEpF5w/TlLBVohjqSI/AAAAAAAAJEg/31IJURXBBow/s1600/_DSC0252.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--4FV8eEpF5w/TlLBVohjqSI/AAAAAAAAJEg/31IJURXBBow/s400/_DSC0252.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643785860448233762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Było też bardzo, bardzo czytelniczo. Poza gazetkami, które ktoś zakosił mi z plaży (polskimi gazetkami - więc któż mógłby je ukraść...) miałam jeszcze cały arsenał, który już praktycznie znacie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cPALwdMSPrc/TlLEpQ15CiI/AAAAAAAAJE4/PX9zopjY6zY/s1600/_DSC0352.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-cPALwdMSPrc/TlLEpQ15CiI/AAAAAAAAJE4/PX9zopjY6zY/s400/_DSC0352.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643789496223336994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. "Weź moją duszę" Yrsa Sigurdardóttir&lt;br /&gt;2. "Wbrew naturze" Antologia (różni autorzy)&lt;br /&gt;3. "Umierający dandys" Mari Jungstedt&lt;br /&gt;4. "Upadły anioł" Mari Jungstedt&lt;br /&gt;5. "Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman&lt;br /&gt;6. "Opowieści starego Kairu" Nadżib Mahfuz&lt;br /&gt;7. "Taxi: Opowieści z kursów po Kairze" Chalid al-Chamisi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybór nie był przypadkowy - większość z tych pozycji otrzymałam do recenzji, trzy książki wzięłam z własnej biblioteczki. Każda z nich miała być lekka, przyjemna, idealna do odstresowania się, ale jak widzicie postanowiłam też czytać powieści "lokalne" - kraju do którego się wybrałam. Po części się to udało, po części nie bardzo. Z ciężkim sercem zabierałam czyściutkie, nowiutkie tomy na plażę, a przy moim prezencie imieninowym nie mogłam się przemóc, więc czytałam go jedynie wieczorami, do poduszki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam podczas całych wakacji pięć pozycji, szóstą właśnie skończyłam przed chwilą, a siódmą odłożyłam "na potem". Możecie więc w najbliższych dniach spodziewać się natłoku recenzji, o ile oczywiście wena mnie całkowicie nie opuści. A mam nadzieję tak się absolutnie nie zdarzy ;) Pogoda wyraźnie wychodzi mi na przeciw - egipskie 33 stopnie przywędrowały nawet do grodu Kraka nad Wisłę, ale niestety aura nie ta sama, wilgotność niestety też nie, więc trzeba będzie się troszeczkę pomęczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przecież było już ciężko. Po czternastu dniach leżakowania wróciłam do 20-stopni i od razu zaczęłam cierpieć na niedobór słońca. Nie pomogło nieustanne leżenie w łóżku, ani pranie, sprzątanie, pisanie reklamacji, czytanie książek, załatwianie ważnych, zaległych formalności. Dopiero dzisiaj stanęłam na nogi po jakże miłym, już właściwie od dawna planowanym, spotkaniu z &lt;a href="http://achyochyzksiazka.blogspot.com/"&gt;Kaś&lt;/a&gt; :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam szczerze, iż dzięki pysznej kawie oraz bardzo barwnej, owocnej i niesamowicie ciekawej rozmowie nie tylko poczułam się zwarta i gotowa do jakiegokolwiek działania, ale przede wszystkim jakoś dziwnie zaczęłam mieć wrażenie, że z Kaś znamy się od lat :)&lt;br /&gt;Tym bardziej wypad ten musimy powtórzyć! A Kasi z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za miłe popołudnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chociaż Kraków zawsze nastraja mnie pozytywnie to  jednak w dalszym ciągu w myślach mam taki oto widok:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VCPhbtBaSd8/TlLBV9EBfZI/AAAAAAAAJEo/ajh6pa7Qdjk/s1600/_DSC0375.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-VCPhbtBaSd8/TlLBV9EBfZI/AAAAAAAAJEo/ajh6pa7Qdjk/s400/_DSC0375.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643785865961504146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I mieć jeszcze będę jakiś czas. Kto wie? Może do piątego rejsu w okolice Zwrotnika Raka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wy, Drodzy Czytelnicy, jakie widoki uzbieraliście podczas wakacji? Jakie książki służyły Wam za przyjaciela, towarzysza podróży i zarazem przewodnika?&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-909891209505939191?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/909891209505939191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-post.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/909891209505939191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/909891209505939191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-post.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli post-holiday spleen leczony pyszną ice coffee ;)'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-PcZk_07uZK0/TlLBVJOXWjI/AAAAAAAAJEI/CwIFqVIxji0/s72-c/_DSC0004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-622894798574158494</id><published>2011-08-02T00:24:00.002+02:00</published><updated>2011-08-02T01:41:33.997+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mr Pile'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli stos(owne) przyznanie się do winy (Pan Stosik, odsłona dwunasta)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-pmz11G4rjd8/Tjc3j1qVChI/AAAAAAAAJCo/p6NTwxHn16c/s1600/_DSC0090.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pmz11G4rjd8/Tjc3j1qVChI/AAAAAAAAJCo/p6NTwxHn16c/s400/_DSC0090.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636034547517032978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Lipiec, niespodziewanie dla wszystkich, ustąpił miejsca sierpniowi. Pogoda się jednak nie poprawiła, wakacje w dalszym ciągu powoli się kończą (tylko teraz jakoś szybciej...), a Stany jednak nie zbankrutowały. U mnie pod stolikiem leżakują mleczka i olejki do opalania obok tych po opalaniu, za to stroje kąpielowe, plażowe sukienki i buty wciąż czekają na odpowiedni moment kąpieli w pianie, suszenia, prasowania i w konsekwencji - włożenia ich do wielkiej walizki, którą zabieramy znów na koniec świata. Wszystko więc jest na swoim miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie tylko na półkach biblioteczki lekkie poruszenie. A to jeden tom poszedł w prawo, drugi w lewo, reportaże dołączyły do reportaży i relacji z podróży, Arabowie skumplowali z Turkami, a Nobliści wciąż trzymają się razem. Wszystko za sprawą nadejścia, wtargnięcia wręcz, letniej garderoby Mr Pile. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I w ten, spóźniony mocno nielubiany poniedziałek (właściwie już milusi wtorek), zapraszam do zapoznania się z moimi przewinieniami. Oto one, w całej okazałości:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Klasyka&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;promocji&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8OTYCIdX5fo/TjclQY5WWqI/AAAAAAAAJBg/hg91LwgWmyE/s1600/_DSC0103.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-8OTYCIdX5fo/TjclQY5WWqI/AAAAAAAAJBg/hg91LwgWmyE/s400/_DSC0103.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636014422168591010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kto nie oparł się Znakowym promocjom niech pierwszy rzuci kamień!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Bracia Karamazow" Fiodor Dostojewski&lt;/span&gt; - od dawien dawna polowałam na tego rosyjskiego pisarza, więc gdy tylko otrzymałam zacny rabat w Znaku zaraz go wykorzystałam. Wszak wstyd nie znać Braci..;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Biesy" Fiodor Dostojewski&lt;/span&gt; - książka kupiona w bardzo fajnej promocji i chociaż nie planowałam zaopatrzyć się na razie w tę powieść Dostojewskiego (ten brak czasu!) to po prostu musiałam, no musiałam!;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Wiersze wszystkie" Czesław Miłosz&lt;/span&gt; - kolejny boski rabat, kolejna promocja. Obok tomiku (a właściwie tomiszcza) wierszy wszystkich Miłosza nie można przejść obojętnie - szczególnie gdy obchodzi się jego rok!;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Fantastyczny rabat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iPnhbZl5Bzs/TjclQu5MplI/AAAAAAAAJBo/I79jLh0kVhE/s1600/_DSC0104.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-iPnhbZl5Bzs/TjclQu5MplI/AAAAAAAAJBo/I79jLh0kVhE/s400/_DSC0104.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636014428073535058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Efekt powolnego uzupełniania mojej biblioteczki Pratchettową fantastyką Świata Dysku w ramach promocji w księgarni Selkar :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Kolor magii" Terry Pratchett&lt;/span&gt; - czytałam dawno temu, jeszcze w czasach licealnych i muszę przyznać, że pierwsza część cyklu zrobiła na mnie niemałe wrażenie;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Blask fantastyczny" Terry Pratchett &lt;/span&gt;- z drugą częścią było gorzej, bo czytałam wszystkie inne tomy, ale na ten natrafić nie mogłam - ciekawe czy wrażenia z dawnej lektury utrzymają się podczas ponownego spotkania z tymi książkami;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Kieszonkowe podróże&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NNF4o_38xas/TjclQk5lxvI/AAAAAAAAJBw/DFh4UXSPcIk/s1600/_DSC0106.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-NNF4o_38xas/TjclQk5lxvI/AAAAAAAAJBw/DFh4UXSPcIk/s400/_DSC0106.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636014425390827250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Są książki, które od dawna pragnęłam mieć, ale coś zawsze mnie powstrzymywało. To teraz mam - w wersji kieszonkowej, która wcale nie jest taka zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Modlitwa o deszcz" Wojciech Jagielski&lt;/span&gt; - już od dawna chciałam zapoznać się z reportażami Pana Jagielskiego, wciąż miałam pecha, a tu nagle właściwie w jednej chwili nabyłam "Modlitwę" i wypożyczyłam inną książkę w bibliotece;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Weź moją duszę" Yrsa Sigurdardóttir&lt;/span&gt; - wracam do mojej ukochanej Thory, a wcale nie było łatwo, gdyż książki Yrsy są niedostępne w okolicznych bibliotekach, w księgarniach drogie, dopiero grzebanie w koszu w Carrefourze przyniosło spodziewane rezultaty;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Zhańbiona" Jasvinder Sanghera&lt;/span&gt; - autorka tej książki napisała też "Córki hańby", które mam na półce. Postanowiłam najpierw zapoznać się z jej wcześniejszą powieścią, a na przeciw wyszedł mi Empik ze swoją promocją :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Coś pożyczonego&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-89ULIdICY94/TjclRKNQ1vI/AAAAAAAAJCA/ARE6vdvKuGM/s1600/_DSC0123.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-89ULIdICY94/TjclRKNQ1vI/AAAAAAAAJCA/ARE6vdvKuGM/s400/_DSC0123.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636014435405453042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu muszę oznajmić, iż uwielbiam znajome mojej mamy, które z chęcią pożyczają nam interesujące lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Wampir z M-3" Andrzej Pilipiuk&lt;/span&gt; - moje pierwsze spotkanie z tym dosyć znanym pisarzem, po którym kompletnie nie wiem czego mam się spodziewać. Lubię fantastykę, nie lubię wampirów, uwielbiam PRL - ciekawe co z tej kompilacji wyjdzie :)&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Skąd wieje wiatr" Maja Margasińska&lt;/span&gt; - lektura, o której wiem niewiele, ale z opisu na okładce można wywnioskować, że będę miała do czynienia z powieścią bardzo nostalgiczną, oniryczną, a także wzmocnioną o wątki typowo kryminalne. Zapowiada się ciekawe doświadczenie&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Wspomnienia egzorcysty. Moje życie w walce z szatanem" Gabriele Amorth, Marco Tosatti&lt;/span&gt; - książka, która z pewnością doskonale uzupełni moją wiedzę nabytą po oglądnięciu "Rytuału". Po tym mrocznym obrazie mam chęć nieco na ten temat poczytać&lt;br /&gt;4. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Tracę ciepło" Łukasz Orbitowski &lt;/span&gt;- do tej powieści zachęciło mnie to, iż akcja tego kryminału toczy się na... krakowskim Kazimierzu. A ponieważ Kazimierz uwielbiam, kryminały kocham, a polską literaturę szanuję to z chęcią zapoznam się z Panem Orbitowskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Okazja czyni książkoholika&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hXsN6_8oTFU/TjclQ9q3hCI/AAAAAAAAJB4/E4XVUPOXjb0/s1600/_DSC0107.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-hXsN6_8oTFU/TjclQ9q3hCI/AAAAAAAAJB4/E4XVUPOXjb0/s400/_DSC0107.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636014432039961634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Skutek uboczny częstego odwiedzania Allegro i plątania się po różnorakich blogach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Kamal: Opowieści starego Kairu" Nadżib Mahfuz&lt;/span&gt; - druga część sagi kairskiej, którą nabyłam na wyprzedaży u Chabrowego Pola. Stanęła obok pierwszej na zaszczytnym miejscu, na mojej półce;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Nazywam się Czerwień" Orhan Pamuk &lt;/span&gt;- tom znaleziony na Allegro, w twardej oprawie, w doskonałym stanie, za jedyne 20 zł - nie mogłam się oprzeć. Teraz jeszcze poluję na "Śnieg" ;)&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" Roma Ligocka&lt;/span&gt; - kolejny nabytek z wyprzedaży u Chabrowego Pola, książka, którą od dawna chciałam mieć (a szczególnie od czasu odwiedzenia ekspozycji stałej w muzeum w Fabryce Schindlera);&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Piękna rabatka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rllHmpPW1X8/Tjct3kzB3GI/AAAAAAAAJCI/-0-oLSp1cK0/s1600/_DSC0127.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-rllHmpPW1X8/Tjct3kzB3GI/AAAAAAAAJCI/-0-oLSp1cK0/s400/_DSC0127.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636023891471228002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z buszowania po księgarniach - tych internetowych i tych stacjonarnych - wyniosłam nie tylko długą listę Must Have...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;1. "Imperium" Ryszard Kapuściński &lt;/span&gt;- wypatrzony na empikowskiej półce. Egzemplarz niezbyt zacny, bo wydanie Gazety Wyborczej, ale przecież ważna jest treść. Poza tym większość książek Kapuścińskiego posiadam właśnie z tej serii. I mogę się pochwalić - uzbierałam już wszystkie ważniejsze książki Pana Ryszarda;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Pochwała macochy" Mario Vargas Llosa&lt;/span&gt; - na blogu Kreatywy przeczytałam recenzję tej lektury i wpadłam. Od dawna chciałam nabyć "Pochwałę", ale teraz przyczynił się do tego jeszcze dosyć mocny (50%) rabat w księgarni Znaku. I mam. Świeżuteńki egzemplarz przyniesiony przez wieczornego kuriera;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Zeszyty don Rigoberta" Mario Vargas Llosa&lt;/span&gt; - żal było wykorzystać rabat tylko na jedną lekturę, a ponieważ nie mogłam wybrać pomiędzy "Rozmową w katedrze" i "Kto zabił Palomina Molero?" to wybrałam drugą część z cyklu o Macosze ;)&lt;br /&gt;4. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Błękitny chłopiec" Rakesh Satyal&lt;/span&gt; - grzech byłoby nie kupić książki za 9,99 zł. Teraz grzech jej szybko nie przeczytać - a na to się na razie chyba nie zanosi... I ten hinduizm;&lt;br /&gt;5. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Lustra miasta" Elif Safak&lt;/span&gt; - rabat w Empiku wykorzystałam w 100%, chociaż początkowo planowałam kupić "Norwegian wood". Cóż, Empik wybrał za mnie, bo Murakamiego było tam, jak na lekarstwo, a "Lustra miasta" kusiły z półki. Teraz przede mną dwie książki Safak, bo przeczytałam jedynie "Pchli pałac";&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Z wypożyczalni&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dci5xHD-Imw/Tjct3zECoMI/AAAAAAAAJCQ/66Zi56nuI8A/s1600/_DSC0135.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-dci5xHD-Imw/Tjct3zECoMI/AAAAAAAAJCQ/66Zi56nuI8A/s400/_DSC0135.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636023895300677826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W bibliotekach powinni wywiesić moje zdjęcie z podpisem: "Tej Pani książek nie wypożyczamy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Kolonie Knellera" Etgar Keret &lt;/span&gt;- zafascynowana nieco psychodelicznym, zabawnym stylem izraelskiego pisarza nie mogłam wyjść bez kolejnego tomiku jego opowiadań. A ja przecież nie lubię opowiadań! Co ten facet ze mną robi...&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Szatańskie wersety" Salman Rushdie &lt;/span&gt;- nie wiem, czy w ogóle powinnam przyznawać się do tej spowitej czernią książki. Wszak może nawet jej czytanie jest czymś niewłaściwym? Tego nie wiem, wiem natomiast, że w bibliotece nie było najnowszej Yrsy (mimo, że figuruje w katalogu), więc zostałam skazana na Rushdiego. Koniecznie chcę przekonać się, jak wygląda ten wielki skandal;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Na plaży Chesil" Ian McEwan&lt;/span&gt; - polowałam na "Pokutę", której ekranizację niefortunnie oglądałam przed zapoznaniem się z książką, ale natrafiłam na tę, bardzo pięknie wyglądającą, okładkę. Mam nadzieję, że treść będzie równie fascynująca;&lt;br /&gt;4.&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt; "Rozpacz z powodu utraty furmanki" Jerzy Pilch &lt;/span&gt;- pierwsze moje zetknięcie z Pilchem i ogromne zaskoczenie. Pan Pilch zaskoczył mnie barwnym językiem, niezwykłym humorem, ciekawą tematyką króciutkich esejów składających się na ten tom. Recenzja już wkrótce;&lt;br /&gt;5. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Nocni wędrowcy" Wojciech Jagielski &lt;/span&gt;- uwielbiam reportaże, a jak już wspomniałam, od dawna chciałam zapoznać się z Panem Wojciechem. I teraz na półce mam dwóch Jagielskich ;)&lt;br /&gt;6. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Moje życie nielegalne" Ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski&lt;/span&gt; - historia życia wcale nie zwykłego księdza, który jest dla mnie postacią niezwykłą. A ponieważ niestety tak mało wiem o jego życiu, nie znam jego historii to postanowiłam sięgnąć po tę pozycję;&lt;br /&gt;7. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"List, który nigdy nie dotarł do Rosji..." Vladimir Nabokov&lt;/span&gt; - moje pierwsze spotkanie z Nabokovem i to spotkanie niezwykłe, bo ja wcale nie lubię opowiadań. Skusiło mnie to, iż zgodnie z opisem okładkowym w opowiadaniach tych widać zaczątki pomysłów przyszłych wielkich powieści Nabokova. Liczę na świetną lekturę;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Szlachetna paczka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-gqLxU4vhq1s/Tjct3ylOTyI/AAAAAAAAJCY/SUSOjPXY2Fk/s1600/_DSC0140.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 282px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-gqLxU4vhq1s/Tjct3ylOTyI/AAAAAAAAJCY/SUSOjPXY2Fk/s400/_DSC0140.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636023895171419938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przez cały czas, nawet przez okres w którym nie kupowałam książek (był on dosyć krótki - mniej więcej półtora miesiąca), przychodziły do mnie nowe książki. Oczywiście dzięki owocnej współpracy z wydawnictwami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Umierający dandys" Mari Jungstedt&lt;/span&gt; - książka na którą czekałam dosyć długo, ale myślę, że na Jungstedt zawsze warto poczekać. Niestety Wydawnictwo nieco zaburzyło kolejność wydawanych tomów i wg mojej wiedzy ta część chociaż "najnowsza" jest tak naprawdę czwartą;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Upadły anioł" Mari Jungstedt&lt;/span&gt; - Andres Knutas zawitał w mym domu w dwupaku. Ta część chociaż wydana jako czwarta powinna być szóstą. Troszkę pogubiłam się w tej kolejności - mam nadzieję, że nie wpływa ona znacząco na odbiór lektury. Za obie książeczki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Bellona;&lt;br /&gt;3. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Kobieta bez twarzy" Anna Fryczkowska&lt;/span&gt; - genialna lektura, która wzięła mnie całkowicie z zaskoczenia i nie pozwoliła uwolnić się, aż do ostatniej strony. Zdecydowany faworyt jeśli chodzi o tytuł książki roku. Recenzję możecie przeczytać &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0);" href="http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/mezczyzna-bez-sumienia-kobieta-bez.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, a książeczkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka;&lt;br /&gt;4. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Fenomen Sołżenicyna" Georges Nivat&lt;/span&gt; - dwie książki Sołżenicyna mam na półce, a do tego jedną... o Sołżenicynie :) Lubię czasami poczytać o danym autorze, poznać go "od kuchni". A Sołżenicyn bezwzględnie mnie fascynuje. Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Officyna;&lt;br /&gt;5. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Wbrew naturze" Antologia (różni autorzy)&lt;/span&gt; - niesamowity zbiór opowiadań, który obraca się wokół jednego tylko tematu, ale przez to wcale nie jest nudny. Bardzo zaskoczyła mnie ta pozycja i muszę przyznać, że nie będę wiedziała nawet, co o niej mogę napisać. Bo naprawdę trudno jest znaleźć odpowiednie słowa na wyrażenie mojego podziwu;&lt;br /&gt;6. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Nie ma o czym mówić" Marta Szarejko&lt;/span&gt; - króciutki zbiór myśli, emocji, pragnień. Pozycja na którą niewątpliwie należy zwrócić uwagę. Recenzja wkrótce. Tę książkę, jak i poprzednią "Wbrew naturze" otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Amea;&lt;br /&gt;7. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Chorwacja: Przewodnik historyczny" Sławomir Koper&lt;/span&gt; - uwielbiam Chorwację i chociaż książka dla mnie "spóźniona" mniej więcej o rok, to i tak mam nadzieję, że kiedyś wrócę do tego pięknego słowiańskiego kraju i będę mogła podróżować po śladach Pana Sławomira. Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bellona;&lt;br /&gt;8. &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Młode Chiny" Krzysztof Kardaszewicz&lt;/span&gt; - intrygujące spojrzenie na dosyć zamknięty, lecz niezwykle rozwinięty gospodarczo kraj, o którym wciąż nie wiemy nazbyt dużo. Ciekawa jestem tych Chin. Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Officyna;&lt;br /&gt;9.&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt; "Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman&lt;/span&gt; - książka na którą troszkę się naczekałam - pierwsza przesyłka zaginęła na poczcie. Lektura, o której dużo słyszałam i której nie mogę się doczekać. Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz chyba wreszcie spokojnie mogę iść spać. Rano z chęcią przyjmę namiary na odpowiednich terapeutów ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-622894798574158494?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/622894798574158494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-stosowne.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/622894798574158494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/622894798574158494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/08/nie-lubie-poniedziaku-czyli-stosowne.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli stos(owne) przyznanie się do winy (Pan Stosik, odsłona dwunasta)'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pmz11G4rjd8/Tjc3j1qVChI/AAAAAAAAJCo/p6NTwxHn16c/s72-c/_DSC0090.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-6541570306113340048</id><published>2011-07-27T23:56:00.004+02:00</published><updated>2011-12-29T18:26:15.749+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prószyński i S-ka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Mężczyzna bez sumienia. "Kobieta bez twarzy" Anna Fryczkowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-24aJXTKs5hY/Ti37zL6Mm9I/AAAAAAAAJA8/tUOxFMOTVCA/s1600/_DSC0018.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 312px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-24aJXTKs5hY/Ti37zL6Mm9I/AAAAAAAAJA8/tUOxFMOTVCA/s400/_DSC0018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633435565699144658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jakże szczęśliwe są te wszystkie kobiety, które wybierają piękne drewniane, wiejskie domki, zimą opalane drewnem, te cudne łąki i lasy oraz urokliwe rozlewiska, zamiast ciasnego apartamentu w centrum miasta, z malutką loggią, w którym jedyną roślinność możemy podziwiać w donicy na balkonie albo na kawałeczku trawnika pod oknem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hanna Cudny też powinna być szczęśliwa. Właśnie przeprowadziła się z mieszkania w bloku, w hałaśliwej i śmierdzącej spalinami Stolicy, do niewielkiej chatki - z kawałkiem ogródka i letnią kuchnią, otoczonego łąkami oraz lasami. W dodatku przeniosła się nie byle gdzie, tylko do ukochanej krainy swego dzieciństwa - do Świątkowic, w których, jako dziecko, spędzała z tatą każde wakacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hanka miała rozpocząć zupełnie nowe życie i być może wreszcie odkryć na tym pustkowiu, gdzie nawet by znaleźć zasięg radiowego internetu trzeba urządzić poszukiwania, prawdziwe szczęście. A nietrudno o pomyślność w tak sielskim krajobrazie, mając za sąsiadów jedynie porządną rodzinę Materków i obejmując bardzo skromne, lecz szanowane na wsi stanowisko nauczycielki języka angielskiego w miejscowej szkole.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jednak Hance Cudny nie pisany był cudny żywot. Na pewno nie w Świątkowicach, w tak trudnym dla niej czasie, gdy jej ukochany mąż dopiero co postanowił być wyjątkowym samolubem i popełnił samobójstwo, nie żegnając się nawet z rodziną. Nie, nie teraz gdy musiała zmienić swoje życie - porzucić dobrą pracę dziennikarki w piśmie kobiecym, wyciągnąć swoje dzieci na wieś i zmusić je do tego by się cieszyły z tej przeprowadzki - tylko po to aby zapomnieć. Hanka nie mogła być szczęśliwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A i mityczna kraina dzieciństwa nie dała w żaden sposób odpocząć Hance od problemów i cieszyć się świętym spokojem. Córka Hanny - Michalina - znalazła bowiem w pobliskim stawie zwłoki kobiety. Pod wpływem tego znaleziska i tak już załamana odejściem ojca Miśka jeszcze bardziej zamyka się w sobie, a gdy matka poświęca całą swą uwagę córeczce, by uchronić ją przed poważnym załamaniem nerwowym, nie zauważa momentu, gdy coś dziwnego zaczyna dziać się z jej synem - kilkunastoletnim Maksem, dla którego wyprowadzka z Warszawy była prawdziwym koszmarem. O ile postępowanie dzieci Hanki można jakoś wytłumaczyć - wszak przeżyły tragedię, straszny szok po śmierci ojca i oboje wkraczają w trudny dla nich wiek - to już zachowania jednego z uczniów - Łukasza Maliwy - nie udaje się Hance w pełni zrozumieć. Szybko okazuje się jednak, że Łukasz, który od początku roku nie wypowiedział w szkole ani jednego słowa ma ogromny problem w domu - jego rodzice zniknęli bez śladu...&lt;br /&gt;A to dopiero początek całej defilady problemów, zagadek i mar, które od tej pory będą prześladować rodzinę Cudny w bajkowej kolonii Świątkowice...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Anny Fryczkowskiej&lt;/span&gt; nie jest kryminałem. A przynajmniej nie takim, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Nie znajdziemy w tej książce pięknej, pogodnej i idealnej mieściny, w której dzielny i przystojny komisarz, koniecznie mający chociaż jeden paskudny nałóg, szuka zakamuflowanego zła. Zamiast tego autorka wywiozła nas na polską prowincję - prawdziwą, szczerą do bólu, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Gdzie plotki roznosi się wraz z poranną pocztą, przewinieniem jest nieuczestniczenie w niedzielnej mszy świętej, hańbą zaś nie posyłanie dziecka na religię. Gdzie dzieci, nawet te dorosłe, nie spóźniają się nigdy na obiad, bo obiad to rzecz święta. Gdzie starzy kawalerowie widzą żonę w każdej przybyłej do wsi wolnej kobiecie, bez względu na status społeczny, wykształcenie, czy upodobania. Gdzie w zwyczaju jest zapraszanie się wzajemnie, po sąsiedzku, na bogate i syte "herbatki", które są prawdziwą ucztą dla oczu i podniebienia. I wreszcie gdzie zamiast dzielnego komisarza spotykamy na swej drodze znudzonego posterunkowego, zainteresowanego bardziej kobiecymi wdziękami niż popełnionymi przestępstwami, który za punkt honoru przyjmuje nie zapewnienie bezpieczeństwa ludności i wykrycie sprawców brutalnego morderstwa, lecz zaciągnięcie do łóżka nowo przybyłej wdowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Kobieta bez twarzy"&lt;/span&gt; to bogato rozbudowana powieść obyczajowa. Z barwnie opisanych prowincjonalnych zwyczajów wyłania się nieco groteskowy, mocno absurdalny obraz Świątkowic, jako miejsca, gdzie wszystkie problemy zamiatane są pod dywan, a mieszkańcy wolą wierzyć w to, iż nikt spośród ich społeczności nie popełniłby zbrodni. Dlatego właśnie zmagania Hanki z nową rzeczywistością, walka o bezpieczeństwo i spokój dla całej rodziny są tak żmudne i ciężkie. Dosyć zaskakująca znajomość, w którą wdała się przez przypadek też nie ułatwia jej życia - zaznajamia się bowiem z młodym nauczycielem WF-u - Rutą, który okazuje się nie tylko doskonałym materiałem na ochroniarza, pomocnika i przyjaciela, ale stanowi też świetny temat do bardzo złośliwych sąsiedzkich plotek bezpośrednio skierowanych w Hankę. Ciekawy wątek kryminalny, okraszony momentami szczyptą mocnego flirtu, zadziwiających ludzkich reakcji, tajemniczością i grozą, sprawia, iż wszystkie wątpliwości bohaterów mnożą się, a ich wspólne relacje wciąż ulegają przekształceniom, by wreszcie osiągnąć pożądaną formę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym towarzystwie wzajemnej adoracji czai się prawdopodobnie morderca i wciąż czeka na rozwój wypadków. Czy jest nim zakochany bez pamięci stary kawaler? A może pomocny WF-ista, bądź sąsiad Materko lub zboczony policjant? Czemu nie zaginiony Maliwa?&lt;br /&gt;Dlaczego zbrodni  nie mogłaby też popełnić kobieta? Potulna bibliotekarka Ewa Maliwa, pracująca w pobliskim zakładzie eksdziewczyna Ruty albo dziwaczna i szorstka siostra zakonna...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę, do samego końca powieści, "Kobieta bez twarzy" będzie Was prześladować. Nie da Wam zasnąć, spokojnie zjeść obiadu czy oglądnąć wiadomości, nie pozwoli skierować Waszych myśli na inny tor niż ciągłe zastanawianie się: o co w tej całej historii chodzi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gwarantuję Wam, że dowiecie się tego dopiero kończąc ostatnią stronę tej doskonałej powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Ocena: 5,5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cRxYa9lULC4/Ti39vcVoyVI/AAAAAAAAJBE/pQHwVEv_OTc/s1600/_DSC0021.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-cRxYa9lULC4/Ti39vcVoyVI/AAAAAAAAJBE/pQHwVEv_OTc/s400/_DSC0021.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633437700412983634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kZVnjWDgM4E/Ti37Xz2L4pI/AAAAAAAAJA0/Cv5EjyHPa2c/s1600/_DSC0021.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;Książka mną wstrząsnęła. Sprawiła, iż nie mogłam oderwać się dopóki nie przeczytałam przynajmniej całego rozdziału.  Nie dawała mi spokojnie odsapnąć. Wciąż magnetyzowała mnie swoją okładką, treścią, zawartymi emocjami. I tak bardzo przywiodła mi na myśl niedawną, równie genialną, "Łąkę umarłych".&lt;br /&gt;Uwielbiam takie powieści - oby więcej ich pojawiało się w naszych księgarniach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Niestety dzisiaj miałam jakieś problemy z obsługą bloggera. Najpierw notka po edytowaniu zmieniła swoją datę (i nie dało się przywrócić poprzedniej, czyli wczorajszej - więc nie dziwcie się, że "Warszawę kryminalną" dodałam wczoraj, a ma dzisiejsze datowanie), potem wysiadły linki, następnie zniknęły wszystkie blogi przeze mnie obserwowane (po to by spektakularnie się pojawić po kilku godzinach)...&lt;br /&gt;Dzień tym samym wcale nie należał do udanych - brzydko, smutno, deszczowo, do tego ciągnący się u sąsiadów, już od trzech tygodni, remont sygnalizowany codziennym wierceniem i jeszcze wiadomość, która wywołała ogrom strachu i niepokoju, chociaż historia zakończyła się w końcu szczęśliwie.&lt;br /&gt;Dziwny to dzień - dobrze, że się już kończy :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-6541570306113340048?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/6541570306113340048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/mezczyzna-bez-sumienia-kobieta-bez.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6541570306113340048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6541570306113340048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/mezczyzna-bez-sumienia-kobieta-bez.html' title='Mężczyzna bez sumienia. &quot;Kobieta bez twarzy&quot; Anna Fryczkowska'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-24aJXTKs5hY/Ti37zL6Mm9I/AAAAAAAAJA8/tUOxFMOTVCA/s72-c/_DSC0018.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-6216397327972995802</id><published>2011-07-27T11:41:00.001+02:00</published><updated>2011-12-29T18:26:28.419+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzime'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='db+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Nie ma cwaniaka na warszawiaka?  "Warszawa kryminalna" Helena Kowalik</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-41q0LNPVk5k/Ti3D_EWJfQI/AAAAAAAAJAk/HDAuGgf0_f0/s1600/DSCN3188.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 276px; height: 368px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-41q0LNPVk5k/Ti3D_EWJfQI/AAAAAAAAJAk/HDAuGgf0_f0/s400/DSCN3188.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633374197176171778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Istnieją takie miejsca, które pełne są nieprzemijalnych emocji. W których niezwykle trudno jest nam uwolnić się od złych zdarzeń, smutnych momentów niegdyś tam zaistniałych.&lt;br /&gt;Sala sądowa jest właśnie takim czarnym punktem na ścieżkach życia wielu osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież zwykle zaczyna się bardzo niewinnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogłoszenie na znanym portalu randkowym: "Romantyk poszukujący szczęścia" lub "Marzyciel, który ceni szczerość". Kilka maili, wymiana numerami gg, a wkrótce także numerami telefonów. Internetowe zauroczenie, czy prawdziwa miłość?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niekiedy zaczyna się od pragnienia posiadania spokojnego domu. Takiego prawdziwego, bez przemocy i krzyku, do którego będzie wracało się&lt;br /&gt;z przyjemnością, a nie ze strachem i niedowierzaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież każdemu na czymś zależy. Niektórzy dążą tylko do prawdy. Inni pragną pieniędzy. Jeszcze inni cenią sobie wewnętrzny spokój, zgodność&lt;br /&gt;z własnym sumieniem i przekonaniami.&lt;br /&gt;Mało kto faktycznie postępuje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lege artis&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak na salach sądowych mijają się w ławach oskarżonych: Arkadiusz B. - prawdopodobnie zabójca swojej "sympatii.pl" - Edyty, skromny, inteligentny, choć bardzo wrażliwy i zastraszony ojcobójca - Oskar J., znani lekarze psychiatrzy, łapówkarze - Urszula L. i Andrzej Sz., zabójca słynnego artysty Zdzisława Beksińsiego - zaledwie 19-letni Robert, okrutni dzieciobójcy - Robert K., Daniel i Barbara S., a nawet spierający się o prawa autorskie Ewa B.-Cz. oraz Marek O. - córka i pasierb znanego historyka, pisarza, eseisty inwigilowanego przez własną żonę - Pawła Jasienicy. I wielu, wielu innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze najważniejszy jest wyrok. Czasami możemy czekać na niego kilka lat - wśród rozgardiaszu sądowego, ciągłej migracji sędziów, oskarżycieli&lt;br /&gt;i obrońców. Niekiedy możemy w ogóle się go nie doczekać - przedawnienie stanowi wtedy doskonałe wybawienie dla winnych, takie wybawienie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ex lege&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyroki jednak, jeśli już zapadają, są bardzo różne. Od surowych po te minimalne. Od skazujących po uniewinniające. I trudno jest oszacować, czy faktycznie wszystkie bez wyjątku są sprawiedliwe. Wszak każde możliwe orzeczenie, każda decyzja sądu oznacza dla przynajmniej jednej strony tragedię - przecież dożywocie nie zwróci życia ukochanej córce zabitej przez agresywnego, wyrodnego ojca, a wyznanie win w ramach instytucji świadka koronnego nie przywróci dawnej wolności, radości swobodnego życia nawet bardzo skruszonemu gangsterowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zbiorze stworzonym przez &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Helenę Kowalik&lt;/span&gt; rozprawa sądowa staje się synonimem walki o prawdę, poszukiwania sprawiedliwości, a niekiedy też współczucia i zrozumienia. Każdy proces to swoistego rodzaju szansa na akt pojednania, na wyznanie win i zrzucenie z siebie jarzma popełnionych czynów - nie każdy jednak z takiej okazji korzysta.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Warszawa kryminalna"&lt;/span&gt; doskonale obrazuje zatem wszelkie tendencje nie ujawniające się nawet w najdokładniejszych policyjnych statystykach - ludzkie tragedie, ilość zniszczonych istnień, niewykorzystanych szans. Nieszczęścia te nie są jednak w żadnym stopniu wymierne, nie możemy ich rzucić na wagę i porównać, ani też skonfrontować. Bo jak można porównać cichą śmierć małego chłopca oraz bestialskie morderstwo doskonałego chirurga o wielkim sercu? Jak prawidłowo zestawić grzechy polityków, lekarzy, gangsterów, czy przedsiębiorców?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W żadnym wypadku nie nazwałabym książki Heleny Kowalik pitavalem, a jej relacje z najgłośniejszych warszawskich procesów ostatniego dziesięciolecia absolutnie nie są reportażami.&lt;br /&gt;Brakowało mi bardzo w "Warszawie kryminalnej" obiektywizmu.&lt;br /&gt;Tak, powstrzymania się od ferowania wyroków, od oceniania poczynań sądu, od komentowania działań prokuratury. Liczyłam na wyzbycie się emocji, letnią atmosferę płynącą z miejsca dla świadków oraz co najważniejsze przedstawianie spraw karnych z dwojakiego punktu widzenia - oskarżonego&lt;br /&gt;i jego ofiary. W tym miejscu się zawiodłam. Autorka nie pozostawiła Czytelnikowi możliwości wyrobienia sobie własnej opinii na dany temat. Chociaż w niektórych tekstach pani Kowalik pozostawała cudownie beznamiętna, absolutnie rzeczowa, bezwzględnie bezstronna to chwilę później, na innej sali sądowej próbowała wejść w rolę komentatora, czy nawet (co było nadzwyczaj irytujące) prokuratora lub sędziego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czystym sumieniem mogę jednak przyznać, że "Warszawę kryminalną", pomimo zauważalnych uchybień, czytało mi się znakomicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Ocena: 4+/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-r9BYzN2DNj0/Ti3EDi7Q2RI/AAAAAAAAJAs/clktUX0dUmk/s1600/DSCN3192.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-r9BYzN2DNj0/Ti3EDi7Q2RI/AAAAAAAAJAs/clktUX0dUmk/s400/DSCN3192.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633374274104383762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wysiedziała się Pani Kowalik na tych salach sądowych - aż mi się przypomniała podczas lektury "Warszawy kryminalnej" moja praktyka w sądzie i twardość drewnianej ławki oraz dziwaczne zaczepki oskarżonych. Szkoda, że czytałam już lepsze pitavale i że ten, warszawski, nie dorównuje  "Pitavalowi krakowskiemu" autorstwa panów Salmonowicza, Szwai&lt;br /&gt;i Waltosia z 1968 roku. I chociaż sprawy krakowskie są zupełnie inne, można powiedzieć naznaczone zębem czasu to jednak potrafią być szalenie zajmujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z początkiem sierpnia wyjeżdżam na wakacje, więc w najbliższych dniach postaram się jeszcze nadrobić recenzyjne braki, pokazać dawno już zapowiadany stosik z nabytkami, a także stosik typowo wyjazdowy oraz przetestować system dzięki któremu przez te dwa tygodnie, gdy prawdopodobnie nie będę miała dostępu do Internetu, blog nie sflaczeje i nie zarośnie chwastami ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj życzę wszystkim Aniom (szczególnie zaś mojej ukochanej mamie) wszystkiego najlepszego z okazji imienin :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-6216397327972995802?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/6216397327972995802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-ma-cwaniaka-na-warszawiaka-warszawa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6216397327972995802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6216397327972995802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-ma-cwaniaka-na-warszawiaka-warszawa.html' title='Nie ma cwaniaka na warszawiaka?  &quot;Warszawa kryminalna&quot; Helena Kowalik'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-41q0LNPVk5k/Ti3D_EWJfQI/AAAAAAAAJAk/HDAuGgf0_f0/s72-c/DSCN3188.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-4259163724638333971</id><published>2011-07-25T13:17:00.002+02:00</published><updated>2011-07-25T21:16:02.073+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli eksibicjonizm w dżdżu</title><content type='html'>Gdy tak siedzę w domu i patrzę przez okno na gęsto spadające krople deszczu, zalewające domy, ulice, skwery oraz kamienice, to nachodzi mnie mnóstwo refleksji. Pierwszą, najbardziej oczywistą jest ta, iż piękną mamy jesień tego lata i przydałoby się uciec, wyjechać gdzieś pod ciepły zwrotnik, czy nawet równik, by wykąpać białe ciało w słońcu. Później jednak od razu ogarnia mnie myśl, że przecież lato tak szybko pędzi, wakacje w słonecznym kraju mijają jeszcze szybciej, bo wiadomo, że to co dobre, szybko się kończy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5vlfSWbJvp8/Ti1I2H5jMVI/AAAAAAAAJAM/Ztrj9gTbliA/s1600/DSC_0351.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-5vlfSWbJvp8/Ti1I2H5jMVI/AAAAAAAAJAM/Ztrj9gTbliA/s400/DSC_0351.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633238803580924242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale nie tylko letnie dni przemijają, bo podobnie jest z uwielbianą przeze mnie wiosną (uwielbianą pod warunkiem, że jest ciepła i radosna, a nie smutna, deszczowo-powodziowa), z tolerowaną jesienią i przykrą, acz jakże potrzebną, zimą (bo w jaką inną porę roku można pojeździć na nartach?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemijają dni, miesiące i w końcu lata. Zanim się obejrzałam doszłam do samej końcówki moich studiów, do tego właściwego progu dorosłości, a przecież jeszcze niedawno był półmetek, dopiero co zaczynałam uczyć się historii prawa, przeglądałam listy przyjętych, martwiłam się maturą, kułam polski i historię w moim "elytarnym" LO - co ja w ogóle piszę - przecież raptem wczoraj bawiłam się moim różowym domkiem dla lalek i ciumkałam grysik z butelki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na ćwierć wieku dużo mam wspomnień, tych miłych i niemiłych, ogrom wrażeń, ale też dużo sekretów - również tych wstydliwych. Kiedyś w dobrym tonie było z tajemnic zwierzać się tylko przyjaciółce, a przypadku jej braku, bądź nagłej potrzeby, sekrety swe przelewać na papier pamiętnika, dziennika, czy nawet sławnego "pele-mele" (oj tak, wiele można było wyczytać z odpowiedzi na, wydawałoby się pozornie niewinne, pytania).&lt;br /&gt;Ponieważ dzisiaj jestem już duża i w dodatku świat wciąż pędzi to wyjawienie sekretu absolutnie nie jest czymś strasznym, a wyjawienie sekretów na forum publicznym w Internecie jest wręcz pożądane :)&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I teraz się Wam przyznam - nie lubię łańcuszków. Nie lubię tego typowania ulubionych blogów, zapraszania do zabawy podczas gdy nie wiadomo, czy ktoś się nie obrazi, bo akurat nie dostał propozycji, ale z szacunku do wszystkich Blogowiczów  (szczególnie zaś z szacunku do &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://fioletowa-biblioteka-anety.blogspot.com/"&gt;Anety&lt;/a&gt;, od której otrzymałam zaproszenie) oraz by nieco poprawić moim Czytelnikom humor odpowiem na tę &lt;a style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;" href="http://fioletowa-biblioteka-anety.blogspot.com/2011/07/one-lovely-blog-award.html"&gt;zabawę&lt;/a&gt;, która jest jednocześnie miłym dla mnie wyróżnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-M7K90G2ALD0/Ti1I2NsAmJI/AAAAAAAAJAU/p6JAgY1sSug/s1600/One_Lovely_Blog_Award.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-M7K90G2ALD0/Ti1I2NsAmJI/AAAAAAAAJAU/p6JAgY1sSug/s400/One_Lovely_Blog_Award.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633238805134743698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;7 rzeczy, których o mnie nie wiecie i pewnie balibyście się zapytać:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;1.&lt;/span&gt; Jestem strasznym pechowcem. Nie urodziłam się, co prawda, ani w piątek, ani trzynastego, ale mimo to wciąż przytrafiają mi się dziwaczne historie i nieco przerażające wypadki. Z drugiej strony za każdym razem wychodzę z nich cało, bez większych obrażeń, a więc mam takie "szczęście w nieszczęściu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się od tego, gdy jako niemowlę zjechałam wózkiem z drugiego piętra na półpiętro, nie byłam przypięta pasami, schody były dosyć strome, a babcia, która wychodziła ze mną na spacer zaciągnęła hamulec - pomimo to odbyłam pierwszą samodzielną przejażdżkę i co najważniejsze - nie wypadłam! Później było już z górki - raz mamę idącą z wózkiem potrącił rowerzysta i wypadłam głową na chodnik (nic mi się nie stało, co zostało stwierdzone w szpitalu z lekkim niedowierzaniem lekarzy, bo miałam raptem kilka miesięcy), innym razem duży pies bez kagańca skoczył na mnie ciągniętą na sankach, potem w wieku kilku lat wylałam na siebie wrzątek (rozległe blizny mam do dzisiaj na całym brzuchu). Podczas wakacji spadłam ze schodów "na główkę", na plaży użądliła mnie osa i okazało się, że jestem uczulona, a taplając się w wodzie wpadłam w wir i omal nie utonęłam (mama mnie wyciągnęła za rękę). W wieku sześciu lat błędnie zdiagnozowano u mnie najpierw nowotwór mózgu, a potem padaczkę (okazało się, że cierpię na ciężką postać migreny), w trzeciej klasie podstawówki przed szkołą ugryzł mnie nieszczepiony rottwailler (na szczęście całkowicie zdrowy i obeszło się bez zastrzyków na wściekliznę), na wigilii u cioci poślizgnęłam się na dywaniku w przedpokoju i w kolano wbił mi się gwóźdź. Ostatnia dziesięciolatka jest właściwie bardziej spokojna - w roku postmillenijnym złamałam sobie palec podczas gry w siatkówkę na 7 dni przed wyjazdem na wakacje do Grecji (w normalnych warunkach otrzymuje się stabilizator, ja miałam złamanie przy torebce stawowej i otrzymałam niestety gips, ale syntetyczny w którym można się kąpać), później w pierwszej klasie liceum, na kilka dni przed wyjazdem na obóz do Chorwacji, miałam dwa wypadki na rowerze i rozbiłam sobie bardzo dotkliwie oba kolana (obeszło się bez szycia, ale blizny mam nadal), w drugiej liceum w Dzień Matki rozbiłam sobie łuk brwiowy, a będąc już na studiach najpierw dowiedziałam się o tym, że mam uszkodzony kręgosłup w odcinku lędźwiowym (wg MRI z 2007 roku nie jakoś strasznie, ale to było 4 lata temu;)), potem wybiłam sobie bark, a na koniec, co pewnie pamiętacie, złamałam rękę na desce snowboardowej. Od tamtego czasu, poza niewielkimi wypadkami typu potknięcie się na ulicy, czy uderzenie o kant szafki w głowę, nic strasznego mi się nie przytrafiło (odpukać!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;2.&lt;/span&gt; Poza moim pechem muszę przyznać, że jestem też pod pewnymi względami wyjątkowa. Jestem jedynaczką, co nie jest znowuż tak powszechne (aczkolwiek, gdzieś czytałam, że obecnie jedynacy to 45% urodzonych na świecie dzieci - jakoś mi się nie wydaje, bo przecież kraje arabskie na pewno wyrabiają "ponad normę"), a przynajmniej nie było, gdy chodziłam do szkoły podstawowej - w trzydziestoosobowej klasie było nas raptem 2-3 osoby.&lt;br /&gt;Jestem leworęczna, czyli należę do tej grupy 8-15% ludności świata, u których dominuje prawa półkula i chociaż jakiś czas mama zastanawiała się, czy mnie nie "przestawić", bo potrafiłam też nieco posługiwać się prawą ręką, to cieszę się, że tego nie zrobiła. Lewą ręką nie umiem jednak: wycinać, grać w tenisa, używać myszki komputerowej. Prawdopodobnie jednak jestem obuoczna i obunożna, gdyż podczas testów raz patrzyłam okiem lewym, raz prawym, raz kopałam piłkę nogą lewą, innym razem prawą :)&lt;br /&gt;A ostatnia już moja wyjątkowa cecha to raczej medyczna ciekawostka - mój mózg (badany przez EEG) emituje fale o zaburzonym rytmie, właściwym dla padaczki, a na takową nie cierpię i nikt nie wie dlaczego tak się dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;3.&lt;/span&gt; Uwielbiam sport i to pod każdą postacią (dosłownie). W dzieciństwie tańczyłam w zespole, uprawiałam gimnastykę artystyczną, grałam w ping-ponga i w siatkówkę oraz biegałam (także w zawodach). Największą moją profesjonalną sportową przygodą były dwa lata treningów koszykówki w klubie będącym aktualnym Mistrzem Polski (co ciekawe zarówno w kosza, jak i w piłkę nożną:)). Później z nowych sportów był już tylko windsurfing, który uprawiałam kilka lat i przez który nabawiłam się wady kręgosłupa. Do tej pory jeżdżę na nartach, na snowboardzie, na rowerze, okazjonalnie pływam i gram w tenisa ziemnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;4.&lt;/span&gt; Z moim T. poznałam się w... trzeciej klasie gimnazjum. Chodził do równoległej klasy, był sympatią mojej ówczesnej przyjaciółki. Poszliśmy do jednego liceum (choć do innych klas), a potem na zupełnie różne studia. Ale wciąż jesteśmy razem - prawie 10 lat! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5. &lt;/span&gt;Mam kilka obsesji:&lt;br /&gt;- nie mogę się zwykle zabrać do sprzątania, ale jak już zacznę to sprzątam kilka dni non-stop,&lt;br /&gt;- nienawidzę gdy ktoś mi coś przestawia - np. książkę wstawi krzywo na półkę lub co gorsze na niewłaściwe miejsce,&lt;br /&gt;- bez kolczyków nie ruszam się z domu - mam nawet jeden zestaw na narty pod kask,&lt;br /&gt;- od kilku lat wciąż piję Kubusia banan-marchew-jabłko - żadnego innego nie lubię, a jak tego akurat nie ma w sklepie czuję się nieszczęśliwa,&lt;br /&gt;- cierpię na awiofobię - panicznie boję się latać samolotem, co nie przeszkadza mi jednak raz do roku, po zażyciu stosownie dużych dawek środków uspokajających, wsiąść do tej piekielnej maszyny i jechać na urlop (zeszłoroczny wspominam szczególnie tragicznie - lecieliśmy w burzy!)&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;[dopisane o godz. 19:00]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;- jestem prawdziwym chomikiem - zbieram wszystko, od biletów do kina, po paragony, metki z ubrań, jakieś stare klucze, monety, potem trzymam wszystkie te "skarby" w tekturowych pudłach i pudełkach po to tylko, by raz na jakiś czas dokonać przeglądu i część "zbiorów" wyrzucić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;6.&lt;/span&gt; Jak każdy mam też niewielkie nałogi - w chwilach stresu obgryzam paznokcie (potem długo zapuszczam, by wróciły do normalnej długości), piję mnóstwo herbaty Earl Grey, namiętnie, bez opamiętania kupuję książki (ostatnio z tym ostro walczę), czasami mam napady czokoholizmu - potrafię wtedy zjeść całą czekoladę naraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;7.&lt;/span&gt; Jestem straszną gadułą. Właściwie od urodzenia - w chwili gdy wypowiedziałam pierwsze słowo (a było to na długo przed tym jak zaczęłam chodzić) buzia mi się już nie zamknęła. W dzieciństwie potrafiłam przegadać osiem godzin w pociągu, podczas podróży nad polskie morze :) Teraz jest nieco lepiej, ale wciąż potrafię niejednego zagadać.&lt;br /&gt;Jednak to pewnie już zauważyliście...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę nikogo wywoływać do tablicy, bo szesnaście blogów to naprawdę niewiele - patrząc na moje linki - i miałabym straszny dylemat. Zatem zapraszam do zabawy wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji zdradzić nam swoich ciekawych sekrecików ;)&lt;br /&gt;Enjoy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-4259163724638333971?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/4259163724638333971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli_25.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4259163724638333971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4259163724638333971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli_25.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli eksibicjonizm w dżdżu'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5vlfSWbJvp8/Ti1I2H5jMVI/AAAAAAAAJAM/Ztrj9gTbliA/s72-c/DSC_0351.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-6921867896274030104</id><published>2011-07-18T22:56:00.007+02:00</published><updated>2011-07-19T01:12:59.787+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nasza Księgarnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odkurzone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='posiadane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli dziewczynka o wybujałej wyobraźni</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-fQrJF5ObIYE/TiSesMaqlnI/AAAAAAAAI_A/y8uNiresfh8/s1600/Ania.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 202px; height: 302px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-fQrJF5ObIYE/TiSesMaqlnI/AAAAAAAAI_A/y8uNiresfh8/s400/Ania.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630799916204463730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jako dziecko zawsze byłam nieco inna niż moje rówieśnice.&lt;br /&gt;Owszem, stroiłam swoje Barbie w wściekle różowe kreacje, miniaturowe szpilki, odgrywałam nimi scenki rodzajowe z udziałem Kena (lalek miałam około dziesięć, ale Kena tylko jednego - biedny Ken!), czesałam barwne kucyki Pony, z wypiekami na twarzy śledziłam coniedzielne dobranocki Disneya (i piątkowe Smerfy), budowałam różne fortyfikacje z klocków Lego i chciałam chodzić tylko w sukienkach, którymi można było "kręcić".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jednocześnie potrafiłam bawić się przez cały dzień całkowicie sama, czytając, "rozmawiając" lalkami, tworząc niesamowite opowieści i potem je na swój sposób spisując. Podczas spaceru przyglądałam s&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;ię wszystkiemu dookoła - drzewom, napotkanym ludziom, czy nawet kałużom - z tego powodu najczęściej wracałam do domu z płaczem, pobrudzoną sukienką i co najmniej jednym rozbitym kolanem. Wracając z przedszkola albo później już z podstawówki ciągnięta za rękę przez babcię lub mamę mogłam oddać się całkowicie marzeniom - wyobrażałam sobie wówczas najróżniejsze sytuacje, wymyślałam przedziwne historie, układałam nawet w głowie gotowe dialogi rozmów pomiędzy bohaterami moich rozmyślań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że gdy podczas dosyć nudnego, deszczowego pobytu w Piwnicznej Zdrój otworzyłam, zakupioną w miejscowej księgarni za namową mamy, znaną powieść dla młodzieży, od razu rozpoznałam w głównej bohaterce kawałek siebie. Prawdziwą bratnią duszę.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ania Shirley w momencie przybycia na Zielone Wzgórze była nieco starsza ode mnie - małej dziewczynki, która po raz pierwszy miała w rękach historię jej przygód w Avonlea. Nie przeszkodziło to jednak rudowłosej i piegowatej istocie zostać moją najprawdziwszą literacką przyjaciółką. Z Anią zwiedziłam wszystkie zakątki Zielonego Wzgórza, przysiadałam pod uroczą Królową Śniegu, spacerowałam Białą Drogą Rozkoszy, podziwiałam Jezioro Lśniących Wód i z lekkim niepokojem przebiegałam przez Las Duchów. Z Anią cieszyłam się z zamieszkania na Zielonym Wzgórzu, wstydziłam się próżnością po zafarbowaniu włosów, przeraziłam tonącą łódką i płakałam po stracie Mateusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ania dorastała wraz ze mną, więc dzieliłyśmy się wspólnymi smutkami oraz radościami. I dzielimy się po dziś dzień. Gdy raptem tydzień temu po raz kolejny trzymałam w ręku niezbyt grubą powieść, z nieco sfatygowaną, zieloną okładką czułam, jakbym cofnęła się w czasie.&lt;br /&gt;Był rok 1992, Piwniczna Zdrój, dżdżysty schyłek wiosny, początek mokrego, choć gorącego lata, gdy zamiast wypełniać szkolne ćwiczenia siedziałam podparta przy malutkim stoliku w naszej - mojej i mamy - prywatnej kwaterze i czytałam książkę. Za oknem bębnił kapuśniaczek, a Ania właśnie jechała z Mateuszem Białą Drogą Rozkoszy wprost do nowego domu, rozkoszując się pięknem mijanych krajobrazów, nie wiedząc jeszcze, że wcale nie jest oczekiwana na Zielonym Wzgórzu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z niewątpliwych atutów "Ani z Zielonego Wzgórza" jest język, którym zachwycam się po dziś dzień. Piękny, wzniosły, pełen metafor, barwnych epitetów, wyszukanych eufemizmów, ciekawych epifor , a jednocześnie tak bardzo przystępny dla Czytelnika i niezmiennie zniewalający, bez względu na to, czy powieść czyta się mając lat dziesięć, czy dwadzieścia. Prawdziwy kunszt językowy powieści odnaleźć można jednak nie w opisach przyrody, krajobrazu, ale nade wszystko w niesamowitych dialogach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"-Znowu jedna nadzieja pogrzebana... Życie moje jest prawdziwym cmentarzem nadziei..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Kolejnym walorem  powieści kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery jest bezsprzecznie jej uniwersalność. Po "Anię" sięgają praktycznie wszyscy, bez żadnych ograniczeń wiekowych, czy pokoleniowych. Babcie czytają je swoim wnukom, mamy dzieciom, a kiedyś pewnie i te dzieci, wychowane na Zielonym Wzgórzu, będą czytały przygody Ani swoim dzieciom. Wydaje mi się, że mężczyźni również nie gardzą tą ciepłą i chyba nieco bardziej kobiecą lekturą (mój licealny kolega przeczytał cały cykl). A przecież "Ania z Zielonego Wzgórza" jest już właściwie seniorką, zapewne chodzącą o lasce i odpoczywającą w ciepłym, wygodnym fotelu gdzieś w Złotym Brzegu, pod czujnym okiem ukochanych dzieci - ma bowiem ponad sto lat. Tym bardziej niesamowitym jest fakt, iż wciąż potrafi zachwycić, zaczarować tych starszych i tych zupełnie nowych, najmłodszych Czytelników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"-Drogi, ukochany świat! - szepnęła. - Jakże ja cię podziwiam i jakże się cieszę, że żyję wśród ciebie."&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Gdy Maud Montgomery (pisarka używała tylko drugiego imienia) napisała pierwszy tom powieści o Ani Shirley był rok 1905. Mieszkała wówczas w Cavendish na Wyspie Księcia Edwarda wraz z ukochaną babcią, którą się opiekowała po śmierci dziadka. Była samotną panną, mającą jednak na swoim koncie zerwane zaręczyny i burzliwy romans oraz podatną na względy miejscowego pastora (nota bene jej przyszłego męża!). Matka Maud zmarła w dzieciństwie, ojciec nie potrafiąc zająć się swym jedynym dzieckiem oddał ją pod opiekę dziadkom, a sam niedługo potem ożenił się ponownie i wychowywał dzieci z drugiego małżeństwa. Może to właśnie pod wpływem swoich osobistych, bolesnych przeżyć trzydziestojednoletnia Maud stworzyła historię Ani? Wszak wychowywana przez kochających, lecz surowych dziadków, pozbawiona opieki i troski ze strony rodziców mogła czuć się nieco samotna, a na pewno porzucona przez ojca, z którym nie utrzymywała bliskich kontaktów. Lecz wiernych wielbicieli Ani na pewno ucieszy fakt, iż zarówno dom Cuthbertów, jak i sama Ania istniały naprawdę.&lt;br /&gt;Zielone Wzgórze to znajdująca się do dzisiaj na Wyspie Księcia Edwarda posiadłość bliskiej rodziny Lucy M. Montgomery, zaś dziewczynką będącą pierwowzorem rudowłosej Ani była niezwykłej urody modelka - Evelyn Nesbit, której zdjęcie pisarka znalazła w jednym z magazynów. Miejmy jednak nadzieję, że podobieństwo panien Shirley oraz Nesbit kończy się jedynie na wyglądzie zewnętrznym, gdyż urodziwa Evelyn była dosyć próżną, nie stroniącą od mężczyzn, nieco nawet wyuzdaną istotą, w dodatku zamieszaną w zabójstwo swojego kochanka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YyFWz8v7bug/TiSe3yyFOrI/AAAAAAAAI_I/-c_hmR_QMGc/s1600/_DSC0057.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-YyFWz8v7bug/TiSe3yyFOrI/AAAAAAAAI_I/-c_hmR_QMGc/s400/_DSC0057.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630800115481787058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bez względu jednak na genezę powstania "Ani", której obecnie dokładnie odtworzyć nie sposób, Maud Montgomery napisała, a następnie wydała w 1908 roku znakomitą powieść dla dziewcząt, która po dziś dzień zachwyca i porywa tysiące osób na całym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Wy również dalibyście się, w ten poniedziałkowy wieczór, porwać bogatej wyobraźni Ani? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;[1] - Lucy Maud Montgomery, "Ania z Zielonego Wzgórza", wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1992, s. 40&lt;br /&gt;[2] - Tamże, s. 298&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-6921867896274030104?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/6921867896274030104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli-dziewczynka.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6921867896274030104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6921867896274030104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli-dziewczynka.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli dziewczynka o wybujałej wyobraźni'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-fQrJF5ObIYE/TiSesMaqlnI/AAAAAAAAI_A/y8uNiresfh8/s72-c/Ania.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-2154397331475538058</id><published>2011-07-17T00:26:00.003+02:00</published><updated>2011-12-29T18:26:06.937+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bliski Wschód'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pożyczone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Noir sur Blanc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Biada fałszywym prorokom. "Pelagia i czerwony kogut" Boris Akunin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-88Cp08_1hYI/TiIfcrJWqoI/AAAAAAAAI-E/4CuSJqp4DTQ/s1600/DSCN3440.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 266px; height: 355px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-88Cp08_1hYI/TiIfcrJWqoI/AAAAAAAAI-E/4CuSJqp4DTQ/s400/DSCN3440.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630097061645298306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niegdyś pianie koguta budziło całe wsie i małe mieściny. Oznajmiało, tym samym, że oto nastał nowy dzień, iż czas na rozpoczęcie codziennych, gospodarskich czynności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj koguta możemy zobaczyć tylko w tradycyjnych wiejskich zagrodach, czy na nowoczesnych farmach. Raczej nie budzi już ludzi ze snu i nie obwieszcza nadejścia świtu, czy początku dnia pracy.&lt;br /&gt;Czasami podczas podróży po zapomnianych zakamarkach naszego kraju drogę przebiegnie nam nie tylko czarny kot, ale też dostojny, czerwony kogut, który w żadnej mierze nie wygląda na zwierzę niezwykłe, a wydaje się po prostu nadzwyczaj pospolity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak kogut ma ponoć wielką moc. Nie tylko potrafi bezbłędnie znaleźć drogę i wyprowadzić z ciemnego, krętego labiryntu lub ogromnej jaskini, lecz może także przyczynić się do przeniesienia człowieka, zarówno w czasie, jak i przestrzeni. Ponadto to przecież takie miłe stworzenie...&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ani wsiadając na pokład, ani w trakcie podróży, przepełnionym wielokulturową mieszanką przepędzonych z Rosji innowierców, parowcem "Jesiotr" siostra Pelagia nie myślała o kogutach. Ale nawet, gdyby słyszała o kogucich tajemniczych właściwościach to i tak pewnie charakterystycznie puknęłaby się w czoło i następnie trzykrotnie przeżegnała oraz od razu sięgnęła po paciorki swego różańca. Wiara w zabobony to wszak grzech, a dla pokornej mniszki to grzech dużego kalibru, podwójny, może nawet potrójny.&lt;br /&gt;Jednak Pelagia nie miała nawet czasu na jakiekolwiek rozmyślania. Dopiero co z władyką Mitrofaniuszem znaleźli rozwiązanie dręczących ich "zawodowych" kłopotów, a już pojawiły się następne - oto rudowłosa zakonnica stała się jedynym świadkiem zabójstwa  samozwańczego proroka Manujły, będącego założycielem i duchowym przewodnikiem bardzo wpływowej, wręcz stanowiącej zagrożenie dla wiary prawosławnej, sekty "Znajd".&lt;br /&gt;Pelagia, co prawda nie widziała sprawcy, lecz ze swą bystrością umysłu, zdolnościami dedukcyjnymi oraz wrodzonym sprytem niezwykle zaangażowała się w prowadzone śledztwo i tym samym, jednocześnie naraziła się na śmiertelne niebezpieczeństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatniej części cyklu "Kryminał prowincjonalny" opuszczamy Zawołżsk i udajemy się, wraz z Pelagią w daleką, lecz naprawdę niezwykłą wędrówkę. Jednocześnie uciekamy przed wciąż goniącym nas zabójcą oraz śledzimy każdy krok umykającego przed światem proroka. By dowiedzieć się, jaki był prawdziwy los wędrownego kaznodziei odwiedzamy przedgórza syberyjskiej tajgi, świętą Jerozolimę, beduińskie osady położone na środku pustyni, czy nawet zrekonstruowaną, w pełni odbudowaną biblijną Sodomię. Wszędzie towarzyszy nam niepokój, nieuchronna przygoda, wyczuwalna troska archijereja Mitrofaniusza oraz podprokuratora Berdyczowskiego, którzy prowadzą własne dochodzenie na zawołżańskiej ziemi oraz oczywiście czerwony kogut - wszak to on jest rozwiązaniem tej całej zagadki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oIT1Rf9Pofk/TiIfxpB7KfI/AAAAAAAAI-M/Zopx5u2OCkU/s1600/DSCN3450.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-oIT1Rf9Pofk/TiIfxpB7KfI/AAAAAAAAI-M/Zopx5u2OCkU/s400/DSCN3450.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630097421854517746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;"Pelagia i czerwony kogut"&lt;/span&gt; na pierwszy rzut oka wydaje się być dla &lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Borisa Akunina &lt;/span&gt;strzałem w stopę. Po doskonałych dwóch pierwszych powieściach o ogniście rudej Pelagii, Czytelnicy, którzy pokochali wnikliwość i nieprzeciętność tej zabawnej mniszki, mając w ręku tom trzeci jej przygód, mogą się po prostu nie odnaleźć. Poza tym wszystkim, co jest nam już tak dobrze znane - ciekawie opowiedzianą historią, przedziwną zagadką i jej skomplikowanym rozwiązaniem - w "Pelagii i czerwonym kogucie" odnajdziemy coś jeszcze, raptem jeden dodatkowy element, który sprawia, iż każdy wielbiciel niezwykłej czernicy wpadnie w zdumienie, konsternację, może nawet zakłopotanie, a na pewno zamyśli się nad czytaną właśnie lekturą.&lt;br /&gt;Niestety Boris Akunin odchodzi nieco od dotychczasowej konwencji. Zawołżsk już nie jest centrum akcji, zagadka kryminalna nie stanowi głównego wątku, a bezwzględnie niezmienne prawdy głoszone i wyznawane przez Pelagię przestają być już tak pewne i trwałe.&lt;br /&gt;Jednym słowem - wszystko staje na głowie.&lt;br /&gt;Zagubiony w tej poplątanej rzeczywistości Czytelnik na przemian dostaje na talerzu od Akunina: kryminał, powieść przygodową, traktat filozoficzny, czy nawet nieco bluźnierczy apokryf oraz bardzo tani romans!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie myślcie jednak, że odkładając tę powieść na półkę wzdrygnęłam się ze wstrętem, jednocześnie głęboko oddychając z ulgą, bo tak wcale nie było.&lt;br /&gt;Prawda jest taka, że doskonale bawiłam się podróżując z niesforną siostrą Pelagią, śledząc dziwacznego proroka, odwiedzając bardzo oryginalne miejsca i zawsze w dziwny sposób wychodząc z wszelkich tarapatów. Osobliwe zakończenie wyprawy też nie wzbudziło we mnie niesmaku, czy złości, bowiem wielkim atutem tej powieści Borisa Akunina jest możliwość stworzenia własnego epilogu dla tej niezwykłej historii, wyobrażenia sobie, jak potoczą się dalsze losy Pelagii - czy powróci cała i zdrowa do Zawołżska i wciąż będzie prawą ręką władyki, czy może osiądzie w Jerozolimie, bądź też ukryje się i słuch po niej zaginie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zamykając większości wątków, nie rozwiewając wszystkich wątpliwości, nie odpowiadając na postawione pytania, autor pozostawia swoim Czytelnikom ogromne pole do popisu. Ale czy faktycznie uwierzymy w tajemniczą moc czerwonego koguta to zależy już tylko od nas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;Ocena: 5/6&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-sApuRyP54WU/TiIfx2Rn6MI/AAAAAAAAI-U/eiCxux_FqTU/s1600/DSCN3451.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-sApuRyP54WU/TiIfx2Rn6MI/AAAAAAAAI-U/eiCxux_FqTU/s400/DSCN3451.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630097425410025666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatni tom przygód Pelagii nieco mnie zaskoczył i bardzo dziwię się Akuninowi, że zdecydował się na tak niekonwencjonalny zabieg. Niemniej jednak "Kryminał prowincjonalny" już za mną, a przede mną prawie cała seria o Eraście Fandorinie - chcę bowiem kontynuować swoją przygodę z rosyjskim Gruzinem, a moja osiedlowa biblioteka jest niewyczerpaną skarbnicą wszystkich akuninowskich kryminałów :)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Za nami już połowa lipca, a w lekturach mam wciąż ogromne zaległości. Mam jednak nadzieję, że wreszcie uda mi się wyjść na prostą, bo w końcu są wakacje.&lt;br /&gt;Na razie wstrzymuję się też z zaprezentowaniem Wam moich nabytków z ostatnich tygodni (i chyba nawet miesięcy), gdyż w najbliższych dniach spodziewam się jeszcze paru przesyłek oraz wybieram się do biblioteki -  także będę miała jeszcze więcej do zaprezentowania. Skądinąd to wszak bardzo bolesne wyznanie win...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-2154397331475538058?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/2154397331475538058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/biada-faszywym-prorokom-pelagia-i.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2154397331475538058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/2154397331475538058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/biada-faszywym-prorokom-pelagia-i.html' title='Biada fałszywym prorokom. &quot;Pelagia i czerwony kogut&quot; Boris Akunin'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-88Cp08_1hYI/TiIfcrJWqoI/AAAAAAAAI-E/4CuSJqp4DTQ/s72-c/DSCN3440.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-6439734959829916727</id><published>2011-07-11T23:44:00.006+02:00</published><updated>2011-07-12T01:15:11.421+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli zakładkowicze kontra zaginacze</title><content type='html'>Muszę uczynić tu pewne wyznanie, które może nie do końca będzie dla Was szokujące, ale dla mnie niestety takie jest - choćby z racji mojej konserwatywnej natury, w której zakorzeniony jest głęboko tradycjonalizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego pięknego dnia byłam męczyłam się z jakąś lekturą - tytułu niestety nie pamiętam, bo przestrzegłabym przed nią na pewno. Wydawało mi się, że utknę w niej na wieki, że zanudzi mnie całkowicie i odbierze chęć do dalszego czytania na co najmniej pół roku.&lt;br /&gt;Aż tu nagle, podczas porządków, w moje ręce wpadła inna książka z mojej biblioteczki. Przypomniałam sobie, że miałam ją czytać już dawno temu, lecz jakoś ciągle odkładałam. Wciąż coś mnie od niej odciągało, coś bardziej interesującego, zajmującego, ciekawego.&lt;br /&gt;Przeglądnęłam okładkę, po raz kolejny przepisałam opis, przekartkowałam, otworzyłam i przeczytałam jedno zdanie. Potem następne i jeszcze następne. Szybko skończyła się pierwsza strona, a za nią kolejne. Zanim się obejrzałam przeczytałam nie tylko pierwszy rozdział, ale byłam mniej więcej w połowie lektury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musicie wiedzieć, że od tamtego czasu zdarza mi się czytać kilka książek na raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xGdYQhJCjcc/Tht_9dYx3JI/AAAAAAAAI8Y/BwqOkgwaxzA/s1600/_DSC0032.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-xGdYQhJCjcc/Tht_9dYx3JI/AAAAAAAAI8Y/BwqOkgwaxzA/s400/_DSC0032.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628232853166873746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;1. Część mojej kolekcji zakładek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś byłoby to całkowicie niewyobrażalne. Bo jak to zaczynać jedną książkę nie kończąc drugiej?&lt;br /&gt;Absolutne przestępstwo, naruszenie wszelkich zasad dobrego czytelnictwa (o ile w ogóle takie istnieją?). Ale teraz jest to dla mnie ogromna ulga, gdy mogę po niezbyt udanym fragmencie jednej książki sięgnąć po następną. Potem oczywiście wracam do tamtej niedokończonej. Czasami nawet kilkakrotnie czytam na przemian.&lt;br /&gt;Niekiedy wchodzi też trzecia lub czwarta lektura, a wszystkie one są zupełnie różne. I tak gdy czytam nostalgiczne eseje, przerywam je ostrymi kryminałami, porywającymi powieściami obyczajowymi, bądź klasyką. Romans mieszam z tragedią, zbrodnię z czystością obyczajową, zło mieszam z dobrem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I świetnie mi z tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko doskonale pamiętam, na którym fragmencie skończyłam czytać daną lekturę, ale wcale nie gubię się w jej treści, co zwykle miało miejsce, gdy książka, w której utknęłam wracała na półkę na długie leżakowanie. Potem sięgając po nią, otwierając na rozdziale na którym tkwiła zakładka, nie wiedziałam co było przed chwilą, co za mną, a co dopiero przede mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie. Jedynym faktem, którego nie jestem w stanie zapamiętać w niektórych książkach jest strona, fragment, na którym skończyłam swoje czytanie poprzednim razem. Nie dotyczy to wszystkich powieści - choćby "Anię z Zielonego Wzgórza" czytałam posiłkując się jedynie moją pamięcią, ale tak dobrze znam tę książkę, że wcale mnie to nie dziwi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tutaj pojawia się kilka metod na radzenie sobie z tym "problemem".&lt;br /&gt;Pierwszą z nich jest niewątpliwie to, o czym wspomniałam - zapamiętywanie stron/rozdziałów w danej książce. Ja stosuję tę metodę, gdy znam dobrze powieść, którą czytam.&lt;br /&gt;Rzadko kiedy udaje mi się w podobny sposób pamiętać strony książki bibliotecznej, czy jakieś innej, nowej. Wtedy z pomocą przychodzi metoda numer dwa - stara, dobra i kochana zakładka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RoRIWAjvv_I/ThuAPenJovI/AAAAAAAAI8g/B9Bs6oWbvRg/s1600/_DSC0037.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-RoRIWAjvv_I/ThuAPenJovI/AAAAAAAAI8g/B9Bs6oWbvRg/s400/_DSC0037.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233162733232882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;2. Wysłużony już znacznie "liść"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pozostałych metod właściwie nie praktykuję (trudno mi nawet wyobrazić sobie zagięcie strony, czy wyrwanie kartki - a i o takich sposobach na zaznaczenie miejsca, gdzie skończyło się czytać słyszałam), a chcąc nie chcąc to właśnie zakładka pozostaje tym głównym "narzędziem", którego używam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami za zakładkę służą mi przedmioty codziennego użytku - bilety autobusowe, pocztówki które otrzymałam od znajomych, ulotka wyciągnięta ze skrzynki pocztowej lub otrzymana na ulicy. Ale mam też własną, całkiem pokaźną kolekcję zakładek (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zdj. nr 1&lt;/span&gt;). Nie uda mi się ich wszystkich Wam zaprezentować, bo większość jest pochowana w różnych książkach (najczęściej tych z którymi je kupiłam/otrzymałam), ale namiastkę ich możecie mieć oglądając zdjęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moją ulubioną, choć mocno wysłużoną zakładką jest ulotka w kształcie połowy liścia będąca reklamą jednego z banków (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zdj. nr 2&lt;/span&gt;). Aktualnie jest ona w rozsypce i chyba będę musiała odłożyć ją na półkę i zastąpić jakąś inną. A mam z czego wybierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4QnptYLJ0z8/ThuAp6c1YLI/AAAAAAAAI9Q/1Up4Jm039eo/s1600/_DSC0063.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4QnptYLJ0z8/ThuAp6c1YLI/AAAAAAAAI9Q/1Up4Jm039eo/s400/_DSC0063.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233616882753714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;3. Ulubiona pamiątka z Jordanii&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niektóre zakładki otrzymywałam w różnych okolicznościach, ale część z nich kupiłam - ot choćby żółtą zakładkę z wizerunkiem Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, czy niebieską ze słodkimi pieskami Shar Pei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej cennym egzemplarzem w mojej kolekcji do tej pory była materiałowa zakładka przywieziona z podróży do Jordanii (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zdj. nr 3&lt;/span&gt;). Czarna, pięknie przeszywana złotą nicią, nieco orientalna, a przez to bardzo lubiana. Na co dzień stacjonuje w niedokończonym przeze mnie "Gułagu" Applebaum, który jest odpowiednio wysoki dla jej przechowywania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-c5WD7FOs2fU/ThuAPkK39UI/AAAAAAAAI8o/X3xuFfEuY_4/s1600/_DSC0044.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-c5WD7FOs2fU/ThuAPkK39UI/AAAAAAAAI8o/X3xuFfEuY_4/s400/_DSC0044.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233164225246530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;4. Skandynawski prezent&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niedawno jednak kolekcja moja wzbogaciła się znacznie, bo otrzymałam prezent wprost z zielonej i bardzo skandynawskiej Norwegii. Paczuszka z prezentem była żywo-zielona (tak, jak wyobrażam sobie norweskie lasy) i zawierała tajemnicze sznureczki (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zdj. nr 4&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;Zaś w środku były obok fantazyjnej kartki z łosiem, norweskich koron z dziurką (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zdj. nr 5&lt;/span&gt;), także trzy zakładki (zdj. nr 6-8). Przyznam szczerze, że odkąd otrzymałam ten piękny prezent (a minęły od tego czasu prawie dwa tygodnie) boję się wyciągać moich nabytków z opakowania, więc wciąż leżą w sztywnych foliach, w trawiastym opakowaniu i czekają, aż nabiorę odwagi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Y7kpTWi6B58/ThuAQKvuPZI/AAAAAAAAI8w/CzEp7m2mzlw/s1600/_DSC0048.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Y7kpTWi6B58/ThuAQKvuPZI/AAAAAAAAI8w/CzEp7m2mzlw/s400/_DSC0048.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233174580346258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;5. Kartka z łosiem i monety z dziurką&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ydIJYMsWIf4/ThuAQb7F8lI/AAAAAAAAI84/cHJXMY6cKtI/s1600/_DSC0051.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ydIJYMsWIf4/ThuAQb7F8lI/AAAAAAAAI84/cHJXMY6cKtI/s400/_DSC0051.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233179191439954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;6. Dosyć niekonwencjonalny grzbiet książki :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-FVOJS7mla_k/ThuAQnIhgxI/AAAAAAAAI9A/pMmnZaFboQI/s1600/_DSC0056.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-FVOJS7mla_k/ThuAQnIhgxI/AAAAAAAAI9A/pMmnZaFboQI/s400/_DSC0056.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233182200562450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;7. Dzieło sztuki zdobione czarnym aksamitem :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HUQFzmgKZIk/ThuAp9jcsZI/AAAAAAAAI9I/bxbqq8Ypijw/s1600/_DSC0058.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-HUQFzmgKZIk/ThuAp9jcsZI/AAAAAAAAI9I/bxbqq8Ypijw/s400/_DSC0058.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628233617715802514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;8. Też tak uważam!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A jaki Wy macie sposób na odnajdywanie miejsca, w którym skończyliście czytać?&lt;br /&gt;Może, podobnie jak ja, zbieracie zakładki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Mam taką cichą nadzieję, że nie jesteście Czytelnikami z grona tych krwiożerczo-wyrywających...)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-6439734959829916727?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/6439734959829916727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6439734959829916727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/6439734959829916727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli zakładkowicze kontra zaginacze'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-xGdYQhJCjcc/Tht_9dYx3JI/AAAAAAAAI8Y/BwqOkgwaxzA/s72-c/_DSC0032.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-4645446411068033340</id><published>2011-07-07T23:50:00.003+02:00</published><updated>2011-07-08T11:05:27.517+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Grecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z notatnika podróżnika'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>W krainie świetlistych śladów</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0); font-style: italic;"&gt;Meteor to świetlna droga, świetlisty ślad który pozostawia na niebie wpadający do naszej atmosfery okruch skalny. Często te spadające fragmenty skał nazywamy meteorytami - i owszem stają się one nimi, ale dopiero w momencie zetknięcia z powierzchnią naszej planety. Wcześniej natomiast są czymś innym - niewielkimi skupiskami rozdrobnionej materii plątającej się po naszym Układzie Słonecznym, naukowo zwanej meteoroidem.&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0); font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/90/Meteory_1_wisnia6522.jpg/800px-Meteory_1_wisnia6522.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 435px; height: 117px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/90/Meteory_1_wisnia6522.jpg/800px-Meteory_1_wisnia6522.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0); font-style: italic;"&gt;Meteory mogą mieć jednak też inne znaczenie - znane doskonale miłośnikom greki bądź wielbicielom ciepłego klimatu bałkańskiej Grecji. Z gr. Metéoros znaczy tyle co "wzniesiony w górę", czy "będący wysoko w powietrzu", lecz wcale nie określa lewitującego, czy nadprzyrodzonego obiektu.&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0); font-style: italic;"&gt;Chociaż znajdujące się w pobliżu miasta Kalampaka, na pięknej równinie tesalskiej, prawosławne monastyry zawieszone wprost na skałach z piaskowca mogą na pierwszy rzut oka wydawać się tworem nie z tej Ziemi...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z nadmorskiego Platamonas wyruszamy o świcie. Mamy przed sobą, co prawda jedynie ok. 155 km, ale szybko okazuje się, że droga nie będzie łatwa. O ile równina tesalska jest bardzo zwartym, prostym i przyjemnym dla oka krajobrazem, który podziwiamy przez większą część naszej podróży, to w miarę zbliżania się do miasta Kalampaka naszym oczom ukazuje się niezwykły cud natury - bardzo ostre, wręcz pionowe skały o szarej, ładnie prezentującej się w słońcu barwie oraz gładkiej powierzchni. Ten kraniec równiny, wyrastające wprost z Ziemi skały, utworzone przez Matkę Naturę z nieznanego powodu akurat w tym miejscu, zwiastują nam rozpoczęcie ostatniego etapu podróży -mozolnego manewrowania wielkim autokarem na krętych, wąskich, górskich ścieżkach. Pomimo przerażenia w oczach i mocnego kołatania serca humory nam jednak dopisują - pomagają zabawne żarty pilota, w tym te chyba najbardziej makabryczne - z umiejętności naszego greckiego kierowcy - Steliosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-h4CIBiGHWB8/ThYrPIp1MsI/AAAAAAAAI7o/Zcwuv_TLE_U/s1600/droga%2BPlatamonas-Meteora.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 205px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-h4CIBiGHWB8/ThYrPIp1MsI/AAAAAAAAI7o/Zcwuv_TLE_U/s320/droga%2BPlatamonas-Meteora.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626732323466982082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy Stelios jakimś cudem dowozi nas na szczyt, naszym oczom ukazuje się niezwykły widok. Pochowane, poupychane, wiszące, wystające z półek skalnych - na każdej niemalże pionowej ścianie piaskowca wciśnięty jest jakiś budynek. Szybko zaczynamy się prześcigać w ich dostrzeganiu i liczeniu - a widok jest naprawdę niesamowity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompleks klasztorów w Meteorach to prawdziwy cud świata, niezwykły kunszt ludzkiej pracy, chyba jedyne takie monastyry na całym globie. Pierwsze klasztory wybudowano tam już w X wieku naszej ery, zaś te które podziwiamy powstawały od XIV wieku. Do niektórych trudno dostać się inaczej, jak za pomocą specjalnej kolejki zawieszonej na linach nad przepaścią, do innych prowadzą tylko strome schody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/08/Megalo_Meteoro_panorama.jpg/800px-Megalo_Meteoro_panorama.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 474px; height: 233px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/08/Megalo_Meteoro_panorama.jpg/800px-Megalo_Meteoro_panorama.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kierujemy się w stronę największego i zarazem najstarszego monastyru, powstałego w Meteorach w roku 1340 - Wielka Meteora, zwana też klasztorem Przemienienia Pańskiego jest imponująca. Prowadzi do niej kilkaset stopni, wijąca się wciąż w górę wąska ścieżka. Na dole tej ścieżki natomiast kończy się... kolejka turystów.&lt;br /&gt;Kilkudziesięciu minutowe czekanie jednak bardzo się opłaciło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako pierwszy odwiedziliśmy refektarz, który okazał się ogromnym pomieszczeniem z jadalnią, tradycyjną kuchnią i jednocześnie spiżarnią. Co ciekawe, jakby specjalnie dla turystów większość atrakcji monastyru upchnięto właśnie w tej wielkiej sali, gdyż tuż obok, w malutkiej wnęce wielkości niezbyt dużej garderoby znajdowało się najprawdziwsze ossarium - a przecież nie wydaje mi się by mnisi spożywali posiłki w towarzystwie prochów doczesnych swoich współbraci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z refektarza udaliśmy się do barwnej cerkwi Przemienienia Pańskiego. Prawosławny przepych, złoto wylewające się z każdego obrazu, każdego fresku, z każdej najmniejszej ikony sprawiało, iż kaplica wyglądała jak wielka sala tronowa i nieco porażała nie tylko wyglądem, ale też wszechobecnym, mdlącym zapachem kadzidła. Zakaz filmowania, zakaz fotografowania, rozmawiania - mnóstwo zakazów, jakby tylko cisza i brak ruchu mogły naprawdę uświęcić to miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z głównego dziedzińca, na który udaliśmy się z ulgą wychodząc z przepięknej, lecz nieco nazbyt bogatej cerkwi, doskonale widać całą równinę tesalską, z leżącym u podnóża klasztorów - miastem Kalampaka. Widok ten, podziwiany już od kilku wieków przez pokornych mnichów, jest piorunujący. Lecz przed nami wciąż wiele atrakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/bc/Rousanu.png"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 209px; height: 302px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/bc/Rousanu.png" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kolejną był bardzo malowniczo i niezwykle położony żeński Monastyr Rusanu, zwany też klasztorem Św. Barbary. By się dostać do środka tego małego budynku należy pokonać wąskie kamienne schodki oraz dwa (na szczęście dosyć stabilne) mostki - mając po obu stronach wejrzenie w... przepaść. W monastyrze, z racji jego wielkości, właściwie niewiele się mieści - cele klasztorne, pokoje gościnne, pracownie i pomieszczenia gospodarcze (łącznie z niesamowitą pracownią manuskryptów) oraz niewielki kościół, co ciekawe, pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego (czyli tak samo jak pierwszy z odwiedzonych monastyrów). Na uwagę w kaplicy zasługują przede wszystkim piękne freski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Meteorach znajduje się łącznie jedynie sześć klasztorów, ale dwa najładniej położone i najbardziej interesujące (jeden żeński i jeden męski) już odwiedziliśmy, zatem pozostaje nam tylko przyglądnąć się po krótce pozostałym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najmniejszym i zarazem najrzadziej odwiedzanym przez turystów monastyrem jest Klasztor Świętego Mikołaja Odpoczywającego - prowadzi do niego ok. 80 stromych stopni, a samo wnętrze nie jest tak ciekawe, jak choćby Wielkiej Meteory - chociaż ponoć na tych, którzy podjęli się trudu wspinaczki czeka nagroda, bo w klasztorze znajduje się jeden z najbardziej widowiskowych tarasów widokowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klasztor Świętego Stefana oraz Klasztor Świętej Trójcy to dwa monastyry, które najbardziej ucierpiały podczas II wojny światowej. Ten pierwszy, zbombardowany przez hitlerowców, dopiero w latach '60 odzyskał świetność i obecnie jest klasztorem żeńskim, na którego terytorium znajdują się nie tylko dwa okazałe katkolikony (najnowszy, mający "zaledwie" 213 lat zbudowano w stylu monastyrów z wyspy Athos), ale i interesujące muzeum. Zaś drugi monastyr, który został doszczętnie okradziony oraz splądrowany przez Niemców i utracił wiele cennych manuskryptów, w dniu dzisiejszym powoli pustoszeje - z kilkunastu mnichów pozostało w jego murach tylko trzech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim, za to stojącym na drugiej co do wielkości skale Meteorów jest Klasztor Warałama. Monastyr ten jest dostępny dla turystów jedynie od strony stromych, ponad stu stopniowych schodów, natomiast mnisi dostają się na teren klasztoru za pomocą specjalnego wagonika, niedostępnego dla zwiedzających, a stacjonującego na co dzień w niewielkich garażach. Wnętrze klasztoru jest praktycznie w całości odnowione, a w części także unowocześnione - chociaż wciąż zachowało swój średniowieczny urok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/9d/Meteora_Agios_Nikolaos_Anapafsas_IMG_7817.jpg/800px-Meteora_Agios_Nikolaos_Anapafsas_IMG_7817.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 497px; height: 301px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/9d/Meteora_Agios_Nikolaos_Anapafsas_IMG_7817.jpg/800px-Meteora_Agios_Nikolaos_Anapafsas_IMG_7817.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do Meteorów nie jedzie się po to by zrobić widowiskowe zdjęcia na tle cudu świata zawieszonego na skale i potem wkleić je na naszą-klasę (chociaż niewątpliwie widoki są nieziemskie). To nie drugie Piramidy, czy wieża Eiffla, a i turyści przybywający do Grecji, po raz pierwszy o tym kompleksie dowiadują się czytając przewodnik bądź znajdując wycieczkę w lokalnym biurze podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale warto wybrać się do klasztorów w Meteorach, chociaż nie są bardzo popularnym miejscem, obowiązkowym punktem wszystkich wycieczek.&lt;br /&gt;Warto, gdyż jest to unikat - średniowieczne, czynne po dziś dzień monastyry ukryte w nieco bajkowym krajobrazie. Warto, bo takich cudownych widoków nie uświadczymy nigdzie indziej. Warto, nawet dla tej podróży po stromych półkach skalnych.&lt;br /&gt;Po prostu warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choćby dlatego by przez moment zastanowić się jak mnisi, prawie 700 lat temu, mogli zbudować coś tak cudownego, na bardzo niewdzięcznej i stromej skale...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8b/Meteora_Greece_2006.JPG/800px-Meteora_Greece_2006.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 415px; height: 313px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8b/Meteora_Greece_2006.JPG/800px-Meteora_Greece_2006.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(Zdjęcia pochodzą z Wikimedia Commons)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy czytałam drugą część Pelagii od razu wiedziałam w jakie miejsce, tym razem w mitycznej Grecji, muszę Was zabrać. W Meteorach byłam mniej więcej 10 lat temu, podczas mojego pierwszego i zarazem bardzo intensywnego pobytu w Grecji. Wiedziałam o tym kraju praktycznie tyle, co nic. Niesamowita mitologia, cudowne ruiny świątyń, piaszczyste plaże, wielki Olimp... dopiero na miejscu poznałam Meteory i od razu zakochałam się w nich (od tamtej pory przed wyjazdem w jakieś miejsce szukam najpierw informacji o ciekawych zabytkach i wsiadam do samolotu z gotowym planem wycieczek i mapą miejsc do odwiedzenia). Faktycznie Grecja jest bardzo prawosławna, wręcz nieco ortodoksyjna, a monastyry położone na wysokich skałach, w odosobnionym miejscu doskonale wpisują się w ten zwyczaj umartwiania się i izolowania mnichów z kościoła prawosławnego. Podczas lektury Pelagii Nowy Ararat z Wyspą Rubieżną był dla mnie właśnie takim odosobnionym klasztorem, do którego trudno jest się dostać osobom postronnym i co za tym idzie niełatwo jest naruszyć spokój mnichów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zauważyliście ściągnęłam z bocznego paska apel o pomoc w poszukiwaniach mojej zaginionej koleżanki. Być może już słyszeliście w mediach - niestety historia ta nie zakończyła się dobrze i ucinając wszelkie spekulacje dotyczące tego, co Agnieszce tak naprawdę się przytrafiło, pragnę podziękować wszystkim, którzy starali się pomóc i proszę jedynie o modlitwę za jej duszę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-4645446411068033340?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/4645446411068033340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/w-krainie-swietlistych-sladow.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4645446411068033340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4645446411068033340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/w-krainie-swietlistych-sladow.html' title='W krainie świetlistych śladów'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-h4CIBiGHWB8/ThYrPIp1MsI/AAAAAAAAI7o/Zcwuv_TLE_U/s72-c/droga%2BPlatamonas-Meteora.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-3675380484640441462</id><published>2011-07-04T23:48:00.005+02:00</published><updated>2011-07-05T00:37:20.418+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie lubię poniedziałku'/><title type='text'>Nie lubię poniedziałku, czyli papier kontra ciekłokrystaliczność</title><content type='html'>Pierwszy raz pomysł ten przemknął mi przez myśl, gdy przeglądałam, jakiś czas temu, stronę Empiku. Dużo nowych produktów, barwne oferty, ciekawe promocje.&lt;br /&gt;I to jakie promocje! Przecena nawet do 90%!&lt;br /&gt;Następnego dnia wszystkie serwisy huczały o wielkim oszustwie największej i najpopularniejszej księgarni internetowej. Klienci pisali pełne żółci maile, a kilku nawet udzielało ze łzami w oczach wywiadów - że oto kupili atrakcyjnie przeceniony produkt, a tu ich próbują wyrolować.&lt;br /&gt;Kupujący zwalili winę na Empik, księgarnia zwaliła winę na system, a system, jak to system - zaciął się w połowie zdania. Więc wszystko jakoś ucichło, ale jeszcze przez jakiś czas w Empikach w całej Polsce pojawiali się podejrzliwi, lekko zgarbieni, rozglądający się na około ludzie, którzy po wybraniu pożądanego towaru biegli do kasy i wciskali w ręce sprzedawcy bony opiewające na kwotę 50 zł. Jakby bali się, że ktoś ich może na tych talonach jakoś jeszcze oszukać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi raz był już nieco mniej emocjonujący - ten przedziwny pomysł wpadł do mojej głowy ponownie raptem kilka dni temu. Otóż w trakcie miłej przyjacielskiej pogawędki temat zszedł na pewnego pasażera linii lotniczych WizzAir, którego to siedzącego na fotelu, przypiętego pasem, wczytanego w jakąś pasjonującą powieść i obgryzającego przy tym z nerwów paznokcia, urocza stewardessa raczyła pouczyć w języku Szekspira, iż wszystkie urządzenia elektryczne winny być wyłączone w trakcie podchodzenia do lądowania.&lt;br /&gt;Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż nasz bohater był Polakiem, w dodatku Polakiem udającym się w podróż służbową i przecież nie bawił się komórką, ani aparatem fotograficznym, nie włączał żadnej przenośnej radiostacji, nie emitował też w żaden sposób innej, znanej fizyce, fali. Po prostu czytał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://modowo.pl/wp-content/uploads/2010/10/Czytnik-eBook-iRiver-11.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 385px; height: 258px;" src="http://modowo.pl/wp-content/uploads/2010/10/Czytnik-eBook-iRiver-11.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście musi być w tej historii jakieś "ale". I oto jest - nasz pasażer czytał, owszem, bardzo ciekawą powieść, ale czynił to w sposób dosyć niekonwencjonalny - z użyciem przenośnego czytnika e-booków marki dosyć popularnej zakupionego przez znaną amerykańską stronę za jedyne ok. 150$ (z futerałem i przesyłką).&lt;br /&gt;Jak możecie się też domyślić, właśnie nad zakupem takiego czytnika dumałam w ciemną, ciepłą noc, gdy system księgarni internetowej Empik sfiksował. A było nad czym - każdy egzemplarz kosztował 50 zł!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dumam tak do dziś. Spoglądając nieco zazdrośnie na relacje z Waszych e-bookowych przygód, z Waszych wrażeń po sięgnięciu po prawdziwą e-książkę wciąż zastanawiam się, czy powinnam takie cacuszko sobie sprawić. Czy winnam iść z duchem czasu, czy też pozostać przy papierowym wynalazku, który jest nie tylko niepraktyczny, ale w dzisiejszym świecie też nieco marginalizowany (wszak takim czytnikiem zainteresuje się każdy młodzian, chociażby z racji jego elektronicznej formy, a na papierową książkę nikt już uwagi nie zwraca).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za zakupem czytnika e-booków w moim mniemaniu najbardziej przemawia fakt, iż na jednym płaskim i malutkim urządzeniu mogę trzymać kilka (a może nawet i kilkanaście) książek. Jadąc na wakacje jest to dosyć duże ułatwienie, bo zawsze mam problem z co najmniej kilogramem nadbagażu i zwykle cierpią na tym moje urlopowe lektury. Bardzo fajną opcją jest także możliwość przeglądania różnego rodzaju plików (ach moje kochane kodeksy i ustawy) oraz podłączenia czytnika do internetu za pomocą telefonii 3G i śledzenie internetowych wydań gazet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czy ja naprawdę potrzebuję takiego gadżetu?&lt;br /&gt;Z całą pewnością z wielką obawą wyciągałabym go w tramwaju (a być może wcale bym go nie zabierała ze sobą w podróż komunikacją miejską), bałabym się używać tego cacka na plaży, by nie uległ zniszczeniu, a nawet w samolocie narażałabym się na upomnienia stewardess :)&lt;br /&gt;Poza tym jestem chyba jednak tradycjonalistką - lubię zapach papieru, lubię trzymać grubą książkę w dłoni. Nie wiem, czy czytnik nie męczyłby moich oczu, nie wiem, czy potrafiłabym z niego czytać (z monitora komputerowego dłuższych tekstów nie dam rady czytać - strasznie się dekoncentruję).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnią i zarazem największą moją wątpliwością dotyczącą czytników jest konieczność zdobywania książek w odpowiednich formatach. Zakup e-booków w księgarni wiąże się z kosztami podobnymi do zakupu książki papierowej - a dostajemy właściwie tylko jeden mały plik, po którym nie widać wytężonej pracy wielu ludzi. Ot siadł sobie facet przy komputerze i zeskanował co trzeba.&lt;br /&gt;Nie funkcjonują jeszcze w naszym kraju wypożyczalnie e-booków, nie ma żadnych portali, na których użytkownicy czytników pożyczaliby sobie nawzajem interesujące ich książki.&lt;br /&gt;O nielegalnym ściąganiu e-booków nie wspomnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz wiem, że niektórzy z Was mają czytniki w domu i sobie je bardzo chwalą.&lt;br /&gt;Dlatego może podacie mi jakieś inne pozytywne aspekty posiadania takiego cacuszka w domu? Może z którąś z moich wątpliwościami sami się zmierzyliście? Bardzo jestem ciekawa Waszych doświadczeń :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Zdjęcie znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-3675380484640441462?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/3675380484640441462/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli-papier.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3675380484640441462'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/3675380484640441462'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/nie-lubie-poniedziaku-czyli-papier.html' title='Nie lubię poniedziałku, czyli papier kontra ciekłokrystaliczność'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-4484043556993998080</id><published>2011-07-03T22:46:00.001+02:00</published><updated>2011-07-03T22:57:33.037+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kwartalnik'/><title type='text'>Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część druga</title><content type='html'>Żarty się skończyły. Minęło pierwsze półrocze 2011 roku. Coraz bliżej nam nie tylko do polskiego Euro, ale też do kolejnego roku przestępnego oraz do roku uważanego za datę końca świata (w ogóle ktoś w to wierzy?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy kwartał roku minął niespodziewanie szybko. Potem czas przyspieszył i obawiam się, że trzeciego kwartału nawet już nie zauważę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co się w tym czasie wydarzyło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KfrjoDBQEtU/ThDUsyPrmWI/AAAAAAAAI6s/GQ0SwoExXLA/s1600/obrazek.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 226px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-KfrjoDBQEtU/ThDUsyPrmWI/AAAAAAAAI6s/GQ0SwoExXLA/s320/obrazek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5625229800452626786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ciągu trzech kolejnych miesięcy, od początku kwietnia do końca czerwca przeczytałam tylko &lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;9&lt;/span&gt; tytułów z czego: &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;3&lt;/span&gt; w kwietniu, &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;5&lt;/span&gt; w maju oraz &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;1&lt;/span&gt; w czerwcu. Łącznie połknęłam &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;3019&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;stron&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla porównania w pierwszym kwartale roku przeczytałam jedynie o 3 pozycje, ale aż o 1105 stron więcej. Zaś w drugim kwartale roku 2010 miałam na swoim koncie tylko 7 przeczytanych tytułów i łącznie 2387 stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród pochłoniętych przeze mnie lektur są &lt;span style="color: rgb(204, 0, 0); font-weight: bold;"&gt;3&lt;/span&gt; książki &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;polskich autorów&lt;/span&gt;. Przeczytałam także dwie powieści z wyzwania Rosja w literaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;Średnia ocen&lt;/span&gt; wystawionych przeze mnie w drugim kwartale 2011 roku jest niższa niż ta z pierwszych trzech miesięcy (wynosiła 5,37) i oscyluje w granicach &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(204, 0, 0);"&gt;4,5&lt;/span&gt;. Widać zatem, że nie wszystkie wybrane książki trafiły w mój gust, a prawdziwie znakomitą okazała się tylko jedna z dziewięciu pozycji (i to ona otrzymała najwyższą notę - 6,0).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pomnę ile wydałam na książki i ile nowych przybyło na moją półkę. Jednak może w następnym podsumowaniu taki wątek się już pojawi - zastanowię się jeszcze, czy chcę się totalnie dobijać i dobitnie uświadamiać sobie swoje uzależnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liczę na to, iż nadchodzące miesiące letnie przyniosą mi dużo więcej świetnych lektur, którymi będę mogła się pochwalić już za kolejny kwartał (bez 3 dni) :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Zdjęcie znalezione w sieci&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5941536768807433563-4484043556993998080?l=demi-sec.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://demi-sec.blogspot.com/feeds/4484043556993998080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/co-ile-czego-za-ile-czyli-kwartalnik.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4484043556993998080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5941536768807433563/posts/default/4484043556993998080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://demi-sec.blogspot.com/2011/07/co-ile-czego-za-ile-czyli-kwartalnik.html' title='Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część druga'/><author><name>Claudette</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05908286198407541171</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_7eb8MLYhJZs/THU03wjEzuI/AAAAAAAAIHs/LdRaw3ygHNY/S220/me.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-KfrjoDBQEtU/ThDUsyPrmWI/AAAAAAAAI6s/GQ0SwoExXLA/s72-c/obrazek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5941536768807433563.post-8771797819714853605</id><published>2011-06-30T16:13:00.001+02:00</published><updated>2011-12-29T18:25:29.800+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudzoziemskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektury'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pożyczone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Noir sur Blanc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cogitatio'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bdb+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baza recenzji Syndykatu ZwB'/><title type='text'>Błogosławieni cisi mnisi. "Pelagia i czarny mnich" Boris Akunin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-I7Dob9TkUBg/TgyDM5LDZ4I/AAAAAAAAI5w/EZg6sVR
