
Przed narodzinami dziecka przyszli rodzice poddawani są nie lada próbie. Próbie cierpliwości, wytrzymałości, próbie nerwów. Bo jak tu nie martwić się, o to czy mające przyjść na świat dziecko będzie nie tyle idealne, ładne, co radosne, normalne, zdrowe?
Chyba nawet najbardziej racjonalna matka łapie się na tym, iż po cichu, trzymając noworodka w ramionach sprawdza liczbę jego palców u rączek, nóżek, lustruje kształt oczek i głowy, bada zachowanie podczas snu oraz niepokoi się, czy aby na pewno wszystko jest w porządku.
Zbyt nerwowe i płaczliwe dziecko to jeszcze nie tragedia, ale co mają zrobić rodzice, gdy ich dziecko rodzi się zielone?
Przed takim dylematem stanęli rodzice Elfaby. Ich córka urodziła się z cerą w kolorze trawy, a w dodatku posiadała dosyć niespotykany defekt w postaci pełnego uzębienia, którego z całą pewnością zazdrościłaby jej niejedna pirania. Ojciec dziewczynki powodu dla którego jego dziecko zostało w ten sposób doświadczone szukał w działaniach boskich. Matka zaś nie bardzo interesowała się swą córką, gdyż była zajęta poszukiwaniem coraz to nowych narkotycznych i seksualnych przygód. A jednak Elfaba wyrosła na całkiem samodzielną, inteligentną i bardzo niezwykłą dziewczynę. Może to z powodu tej niezwykłości nazwano ją Złą Czarownicą z Zachodu?
A może po prostu nieuwikłana w różne polityczne gierki, niezależna, naraziła się komuś z wyższych sfer nie popierając tej czy innej polityki? Albo jedynie dlatego, że była (sic!) ...nieczysta rasowo?