Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z notatnika podróżnika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z notatnika podróżnika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 października 2016

W oparach wulkanów i cieniu starożytnej dżungli na La Isla Bonita.

Południe jest surowe, pachnące siarką i ciepłe.
Północ spowija mglista otulina zieleni, rozwiewana przez zimne wiatry.

Na południu słońce pojawia się zawsze około południa, ogrzewając liczne plantacje bananów.
Na północy popołudniami słońce nie ledwo przebija się przez grubą warstwę nisko usytuowanych chmur.

Banany i ocean to typowy krajobraz tej wyspy.

Od północy do południa rozciąga się trasa wędrowna prowadząca szlakiem kolejnych erupcji wulkanicznych, które stworzyły ten przedziwny klimat.

Środek jest jednak najciekawszy. Gigantyczny lej powulkaniczny, którego wnętrze znajduje się poniżej poziomu morza, obrośnięty pradawną puszczą oraz gdzieniegdzie plantacjami bananów, jedwabiu i winorośli.

Wysiadacie z samolotu. Robicie wdech, potem wydech. Znowu wdech. I już to czujecie. Wszędzie ten sam, drażniący nozdrza zapach niepokoju, zapach egzotyki, zapach wulkanu. Wszechobecna siarka.

Ostre zakręty na stromych czarnych zboczach umajonych tropikalną roślinnością. Małym, niskim domkom z niewielkimi oknami powciskanym we wzgórza daleko do kolonialnych rezydencji kupców i magnatów. Ale to w nich przetwarza się skarby wyspy, chociażby na niesamowite lokalne trunki.

Ale wtem z okna autobusu widać już przedziwne i komiczne wielkie baseny pośrodku morza bananowców. Widać zgrabne budynki hotelowe położone na klifie nad samym brzegiem oceanu.
Jeszcze kilka zakrętów.

Witamy na La Palmie.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Powrót ze Szmaragdowej Wyspy

Błękitna woda mieniąca się wszystkimi odcieniami niebieskiego. Turkusowa przy brzegach, przechodząca w szmaragd, aż do głębokiego szafiru. Rozmaite zatoczki, z których każda jest inna - z sypkim, białawym piaskiem, z błyszczącymi w słońcu kamykami lub delikatnym skrzącym się żwirem.

A gdy tylko odjedzie się kawałek od morza wjeżdża się w górzyste tereny, z małymi miasteczkami, w których dachy pokryte są szarym kamieniem. W lasy piniowe i gaje oliwne, w których rządzą lokatorzy rozlicznych pasiek, produkujący prawdziwe złoto tych stron. W osadzone wysoko monastyry, nieodkryte przez masową turystykę.

piątek, 20 maja 2016

Z notatnika podróżnika, czyli 10 miejsc, które chciałabym odwiedzić.

Wielkimi krokami zbliża się kolejny długi weekend. Troszkę mniejszymi, ale nie mniej intensywnymi, nadchodzi lato, a więc czas wakacji, odkrywania, wyjazdów, podróży, spełniania marzeń. Może nie wiecie, gdzie jeszcze się udacie, a może planujecie już od dawna swoje urlopy, ba, macie rezerwacje już od poprzednich wakacji. Ja nie mam. Wciąż się waham, wciąż planuję.

Źródło

Postanowiłam zatem uchylić rąbka tajemnicy, troszkę się pozwierzać i opowiedzieć Wam o moich podróżniczych marzeniach :)

sobota, 6 czerwca 2015

Miasto tysiąca minaretów. Spacer ostatni.

Początkowo kolonia grecka, później jedna z pereł Cesarstwa Rzymskiego i wreszcie stolica Cesarstwa Wschodniorzymskiego i Cesarstwa Łacińskiego, od XIV wieku została brutalnie obdarta z europejskich korzeni za sprawą najazdu Turków Osmańskich. Od 1453 roku stała się stolicą Imperium Osmańskiego, a ten sam rok uznaje się za cezurę w dziejach Europy, datę końcową epoki średniowiecza i zarazem początek renesansu. Dziś już nie będący stolicą, położony na terenach okalających Cieśninę Bosfor i łączących Morze Czarne z Morzem Marmara, Stambuł tkwi w konflikcie wewnętrznym pomiędzy Europą i Azją. Ku jakiej przyszłości rozpocznie swój marsz?

Źródło


piątek, 24 sierpnia 2012

Holiday Celebration

Uprzejmie proszę kogoś kto włączył ten szalony przyspieszacz czasu, aby natychmiast zaniechał niecnych działań i zastanowił się nad swym nierozsądnym postępowaniem. Z połowy lipca w mgnieniu oka zrobiła się końcówka sierpnia, a to nie jest normalne i przede wszystkim nie jest zdrowe!

Gdzie byłam? Co robiłam?

Tak w skrócie były:

środa, 21 grudnia 2011

Miasto tysięcy minaretów. Drugi spacer

"Gdy mury kamienicy pomalowano od góry do dołu na kolor popielaty, a obramowania okien i balustrady balkonów na dwa odcienie szarości i gdy wykończono delikatne ozdoby wijące się jak dzikie wino wokół dwuskrzydłych drzwi wejściowych, budynek olśniewał nieskalaną czystością. Najsilniej rzucającą się w oczy jego cechą było to, że każde piętro różniło się od pozostałych, a całość na życzenie Pawła Pawłowicza Antipowa została wzniesiona w niemodnym już secesyjnym stylu. Mieszkania na parterze, jakby w celu zrekompensowania bra­ku balkonów, miały okna większe niż na wyższych piętrach. Balkony zaś na każdej kondygnacji były inne. Na drugiej miały półkolisty kształt i wystawały śmiało poza lico ściany, na trze­ciej kryły się w korpusie budynku, tak że można było na nich zasiadać bez obawy, że zostanie się dostrzeżonym z ulicy. Na czwartej kondygnacji nie miały metalowych balustrad, lecz otoczone były murkiem z płaskorzeźbami w kształcie kwiatów, na obu końcach murka ustawiono wielkie marmurowe donice, w których można było zasadzić żywe kwiaty. Różnice były tak znaczne, że każdy, kto tu zawędrował, nie mógł uwolnić się od myśli, że mieszkańcy kamienicy wcale nie dzielą jednej przestrzeni..." *

Pałac Topkapı

Z zacienionych murów Hagii Sofii jest całkiem blisko do drugiego najpopularniejszego punktu wycieczkowych wojaży turystów z całego świata - do Pałacu Topkapı. Tę przyjemność pozostawiłam sobie jednak na kolejny, drugi dzień spaceru po niesamowitym Stambule.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Nie lubię poniedziałku, czyli post-holiday spleen leczony pyszną ice coffee ;)

Wbrew pozorom samolot, którym leciałam ani razu nie spadł do morza. Nie spadł też nigdzie na ląd. I oto po czterech kontrolach paszportowych, trzech startach, trzech lądowaniach, dwóch nadaniach bagażu, jednym zwiedzaniu lotniska Poznań Ławica oraz jednym zgubieniu bagażu, a także po czternastu dniach plażowania i czterech dniach depresji pourlopowej wracam do Was z całym nowym "bagażem" (nie, nie tym zgubionym, tylko całkiem nowym, świeżutkim) doświadczeń, wieloma wrażeniami do opowiedzenia oraz z kilkoma przeczytanymi książkami.

Polska, a szczególnie Kraków pożegnali nas mniej więcej tak:

czwartek, 7 lipca 2011

W krainie świetlistych śladów

Meteor to świetlna droga, świetlisty ślad który pozostawia na niebie wpadający do naszej atmosfery okruch skalny. Często te spadające fragmenty skał nazywamy meteorytami - i owszem stają się one nimi, ale dopiero w momencie zetknięcia z powierzchnią naszej planety. Wcześniej natomiast są czymś innym - niewielkimi skupiskami rozdrobnionej materii plątającej się po naszym Układzie Słonecznym, naukowo zwanej meteoroidem.


Meteory mogą mieć jednak też inne znaczenie - znane doskonale miłośnikom greki bądź wielbicielom ciepłego klimatu bałkańskiej Grecji. Z gr. Metéoros znaczy tyle co "wzniesiony w górę", czy "będący wysoko w powietrzu", lecz wcale nie określa lewitującego, czy nadprzyrodzonego obiektu. Chociaż znajdujące się w pobliżu miasta Kalampaka, na pięknej równinie tesalskiej, prawosławne monastyry zawieszone wprost na skałach z piaskowca mogą na pierwszy rzut oka wydawać się tworem nie z tej Ziemi...

piątek, 22 kwietnia 2011

Biblijna solanka. Zwiedzając państwo izraelskie - ostatek.

Niektórzy traktują je jak prawdziwy cud świata i ja im się wcale nie dziwię.

Wyimaginujcie sobie taki oto obraz: młody człowiek, w samych tylko kąpielówkach wychodzi z wielkiego luksusowego hotelu, w jednej ręce trzyma ręcznik, w drugiej niewielką książkę w miękkiej okładce. Udaje się na brzeg morza, na piasku pozostawia swój ręcznik kąpielowy oraz klapki i z książką (sic!) udaje się do wody.
W tym miejscu w oczach wszystkich moli książkowych błysnęła iskra nienawiści i chęci zemsty, za tak bezmyślne i zarazem okrutne traktowanie słowa pisanego.
Ale oto nasz bohater, nic sobie nie robiąc z obserwujących go złych spojrzeń, najzwyczajniej w świecie kładzie się na tafli wody, która utrzymuje jego ciężar wyjątkowo łatwo i z książką w dłoniach dryfuje niczym delikatna, subtelna gondola.


Wyobraźcie sobie turkusowoniebieski zbiornik z wodą, zawsze ciepły, zawsze krystalicznie czysty, a w dodatku całkowicie bezpieczny - bo wolny od wszelkich groźnych bakterii (durów i innych) oraz nie pozwalający nikomu utonąć!

Toż to dziw nie z tego świata...
Absolutnie nie!

Udajmy się ok. 2,5 tysiąca kilometrów na południowy-wschód.
Nad najprawdziwsze, jedyne w swoim rodzaju
Morze Martwe.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Pierwszy dzień listopada. Niezwykłe miejsca

Dla niektórych święto Wszystkich Świętych to jedyny dzień w roku kiedy trzeba okazać swoje zainteresowanie bliskim zmarłym, dla innych to kolejny z takich dni, czy w ogóle dzień kiczu i plastiku, świeczek z Ojcem Świętym, bukietów z pozytywką. Bez względu jednak, jak ten dzień obchodzimy, zawsze znajdując się w pobliżu cmentarza popadamy w zadumę - czasami głęboką, niekiedy jednosekundową. Dumamy nad naszymi bliskimi, których już na tym świecie nie ma, nad tym kiedy odeszli, dlaczego i jak byli dla nas ważni.


Nie wchodząc w dywagacje, czy o naszych bliskich zmarłych powinniśmy myśleć pierwszego, czy drugiego listopada (wszak Dzień Zaduszny to dzień modlitwy za dusze zmarłych, a Wszystkich Świętych powinno być poświęcone znanym i nieznanym świętym) zawsze kogoś wspominamy.
Ja również postanowiłam powspominać. W ten pierwszy dzień listopada pragnę powspominać miejsca. Dlaczego właśnie miejsca?

środa, 20 października 2010

Miasto tysięcy minaretów. Pierwszy spacer

Byzantium, Bizantion, Augusta Antonina, Nova Roma, Konstantynopol, Instambul, Stambuł... W trakcie swego dwudziestoośmiowiekowego istnienia przybierał różne nazwy, podobnie jak dobierał rozmaite barwy: polityczne, kulturalne, społeczne. Obecnie jest unikatem - jednym z dwóch miast świata położonych jednocześnie na dwóch kontynentach, największym miastem Turcji, jednym z największych miast świata i największą aglomeracją Europy. Ja dodałabym jeszcze, że z pewnością jest jedynym europejskim grodem z tak dużą liczbą meczetów. W Stambule jest ich obecnie około trzech tysięcy.



Wjeżdżamy do miasta od strony północnej, po długotrwałym postoju na granicy z Bułgarią zakończonym łapówką w wysokości 10$ od osoby i czteropaku Pepsi, wręczonym celnikowi (granica była jednocześnie pierwszym zetknięciem z turecką rzeczywistością - z wszechobecną korupcją oraz z toaletami "na Małysza") oraz po całonocnej podróży przez europejską część Turcji. Stambuł wita nas wschodzącym słońcem ujawniającym wszędobylski pył i kurz, poranną delikatną mgiełką oraz strzelistymi wieżami meczetów, w których właśnie kończy się modlitwa poranna.

środa, 8 września 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima chrześcijańska cz. II

Po przejściu ulicami Jerozolimy i odwiedzeniu pierwszych dziewięciu stacji Drogi Krzyżowej, zmęczony upałem i gwarem ulic pielgrzym powoli zbliża się do kresu swej podróży, do oczekiwanego majestatu budowli, która zawiera w sobie wszystko, co święte, istotne, prawdziwe, ludzkie. Pierwsze wrażenie jest niezapomniane i w tym wypadku niestety zwykle rozczarowujące...

Bazylika Grobu Pańskiego. Widok z dziedzińca pobliskiego kościoła.

niedziela, 4 lipca 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima chrześcijańska cz. I

Całkiem niedawno światem mocno wstrząsnął izraelski atak na konwój z pomocą humanitarną dla Gazy. W Izraelu na ulicach demonstrowali Palestyńczycy, a działanie izraelskich władz potępiły organizacje międzynarodowe i przedstawiciele świata arabskiego. Zatrzymanych podczas tego ataku wolontariuszy, dziennikarzy i pracowników organizacji rychło zwolniono z aresztów, ale niesmak pozostał.
Nie myślcie jednak, że walka w Izraelu toczy się jedynie pomiędzy Palestyńczykami, a Izraelitami - o Strefę Gazy, czy Zachodni Brzeg Jordanu, który to konflikt trwa już grubo ponad pół wieku. Prawda jest taka, że w tamtym rejonie walczy się o każdy pojedynczy skrawek ziemi, a Izrael prowadzi (lub prowadził) mniejsze lub większe spory ze wszystkimi państwami ościennymi.
Spory trwają jednak nie tylko na zewnątrz, ale też wewnątrz Izraela. A największe z nich to oczywiście te religijne. Czy to pomiędzy przedstawicielami trzech głównych religii - żydami, chrześcijanami oraz muzułmanami, czy nawet pomiędzy poszczególnymi obrządkami i kościołami w obrębie jednego wyznania. Wydaje się, że wśród tych wszystkich tkwiących w wiecznych konfliktach grupach, jedną z najbardziej poszkodowanych są Chrześcijanie, a wśród nich niestety Katolicy.

Widok na Starą Jerozolimę z Góry Oliwnej. Widoczna szara kopuła to Bazylika Grobu Pańskiego.

Poznanie chrześcijańskiej Jerozolimy rozpoczynamy od mocno porannego wjazdu na górę Oliwną. W podmuchach silnego, chłodnego (a przy tym zaskakującego, bo przecież lipcowego) wiatru podziwiamy to święte miejsce, na którego szczycie Św. Helena (matka cesarza rzymskiego Konstantyna Wielkiego) wzniosła bazylikę Eleona i zapoczątkowała tym samym liczne zabudowanie tego wzgórza świątyniami i miejscami kultu.

sobota, 3 kwietnia 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima żydowska cz. II

"A to powiedziawszy poszedł dalej, zdążając do Jerozolimy..." [Łk.19, 28]

Jezus Chrystus tydzień przed żydowskim Świętem Paschy postanowił powrócić do Jerozolimy. Uroczysty wjazd Chrystusa na osiołku spotkał się z entuzjastycznym powitaniem Go przez mieszkańców miasta, którzy wyszli Mu na przeciw kładąc pod Jego nogi płaszcze i gałązki palmowe.

"A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach!" [Mt.21]

Wydarzenie to przedstawione w czterech Ewangeliach wspominamy do dzisiaj - w Niedzielę Palmową obchodzoną tydzień przed Wielkanocą. Do kościołów udajemy się z palemkami wielkanocnymi, często uczestniczymy też w procesjach, wychodząc tym samym Jezusowi na przeciw, podobnie jak mieszkańcy Jerozolimy w roku 30-33 n.e.
Jednak czy na tym podobieństwa się kończą?
Wjeż
dżając do Jerozolimy Chrystus wjeżdżał do miasta żydowskiego, gdzie brak świeckości, gdyż Bóg obecny był w każdym momencie życia. Od początku do końca życiem religijnego Żyda zajmowała się Świątynia Jerozolimska. Począwszy od modlitwy i pielgrzymek, poprzez nauczanie, obchodzenie największych świąt (jak Święto Paschy), skończywszy zaś na zasadach religijnych i sądownictwie, które sprawował Sanhedryn - najwyższa władza żydowska. Sanhedryn jednak nie mógł wydawać wyroków śmierci za czasów Chrystusa, mogli to robić wyłącznie namiestnicy rzymscy.
Dzisiejsza Jerozolima chociaż jest miejscem styku wielu religii świata (co podobne było w I wieku), jest też zarzewiem konfliktu izraelsko-palestyńskiego.
Zatem gdyby Jezus w dzisiejszych czasach wjechał na osiołku do Wschodniej Jerozolimy (w rzeczywistości znajduje się ona na północ od murów Starego Miasta i obejmuje wszystkie najważniejsze miejsca religijne) zostałby najpewniej uznany za... kolejną stronę konfliktu zgłaszającą pretensje do najświętszych miejsc. Ale przecież podobnie Jezus został potraktowany dwadzieścia wieków temu...

poniedziałek, 29 marca 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima żydowska cz. I

Hindusi i muzułmanie wierzą, że Bóg rozrzucił po Ziemi siedem świętych kamieni. Miasta zbudowane na miejscach, gdzie kamienie te spadły są wolne od nieszczęść i kataklizmów. Wśród siedmiu wiecznych miast jest mój Kraków, ale też Rzym, starożytne Delfy, Mekka.
Poza Krakowem, niezniszczonym zębem czasu, nienaruszonym podczas tylu potyczek zbrojnych, który według wierzeń Hindusów powiązany jest z Jowiszem, odwiedziłam jeszcze tylko jedno miasto uważane za centrum ezoteryczne, za Ćakrę Ziemi.
Nieprzypadkowo uważa się, że Jerozolima jest powiązana ze Słońcem. Jest wszak centrum skupiającym prawie wszystkie religie świata, jest bardzo tajemnicza, jest promieniująca sakralnością, niezwyczajnością. I jest bardzo... ciepła oraz słoneczna.
Chociaż podzielona, od wieków będąca zarzewiem konfliktów, wciąż trwa nieporuszona jednocząc wokół siebie rzesze ludzi pochodzących z różnych światów, mających różne interesy, zwykle ze sobą sprzeczne. Jednoczy ich w jednym słowie: Jerozolimczyk.
Poznajmy jedno z najstarszych oblicz tego wiecznego miasta.


Podróż do Izraela planujemy na piątek. Właściwie obojętne nam w jaki dzień tam pojedziemy, byleby tylko nie było tłoczno i byśmy nie czuły się w najważniejszych dla nas miejscach, jak na kiermaszu.
Noc czwartkowa, poprzedzająca wyjazd była nerwowa - przerwy w dostawie prądu, przelatujące samoloty i pobudka w środku nocy. Około godziny pierwszej zbiórka i przejście przez jedyną czynną granicę egipsko-izraelską w Tabie, a jakże, piechotą. Tam długie kolejki, oczekiwanie na przyznanie wiz, sprawdzenie naszych danych i te standardowe trzy pytania: Czy posiadasz broń? Czy wszystkie rzecz, które przenosisz są Twoje? Czy nikt nie dał Ci niczego do przeniesienia?, zadane perfekcyjną prawie polszczyzną przez funkcjonariuszkę straży granicznej (odbywającą w ten sposób służbę wojskową, bowiem każdy obywatel Izraela ma obowiązek służby wojskowej - zarówno kobiety, jak i mężczyźni - pewnie to pierwszy powód dlaczego malutki, młodziutki Izrael ma jedną z najpotężniejszych armii świata).
"Nie", "Tak", "Nie" i z niewygodną czerwoną pieczątką, która naznaczyła mocno mój paszport wchodzę na Ziemię Obiecaną. Witają mnie neony.

Granica egipsko - izraelska w Tabie.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Wieczny bożonarodzeniowy nastrój w Bêṯ Lehem.

Święta, święta i po świętach. Stary schemat się powtarza, a po Bożym Narodzeniu pozostają nam tylko cieplutkie poduszeczki na brzuchu utworzone dzięki pysznym potrawom i nie wstawaniu zza stołu, huk kolęd w głowie i mimowolne podśpiewywanie pod nosem starych "przebojów" ("Bóg się roooodzzziii...", "Luuuuuuulaaaaj żeeeeeeee, Luuulaj" etc.) oraz całkowite, ostre wyrzuty sumienia spowodowane tym wszystkim, co się zrobiło, co się powiedziało, a nade wszystko tym, czego się... nie zrobiło. Z powodu lenistwa.

Wyobraźcie sobie jednak miejsce bajeczne. Magiczne wręcz. Miejsce, gdzie bombki wiesza się cały rok. Gdzie można cały rok śpiewać kolędy. Gdzie na licznych kramach można zakupić o każdej porze roku śliczną szopkę. Gdzie kapłani celebrują codziennie uroczystą Mszę Św.
Jednym słowem wyobraźcie sobie miejsce, gdzie Święta Bożego Narodzenia trwają cały rok.

Nie było to zbyt trudne?!
Może dlatego, że takie miejsce istnieje. I jest nim Betlejem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...