Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Żeby wszystko dobrze się skończyło. "Polska odwraca oczy" Justyna Kopińska

Pewnego dnia do mieszkania piętro niżej wprowadziła się kobieta z małą dziewczynką. Dziecko było blade, chudziutkie, grzeczne, sądząc po tym jak każdemu mówiło po cichutku "dzień dobry".

Pierwszy raz ją usłyszałam, gdy spieszyłam się do pracy. Było tuż po godzinie 7 rano. Przygotowywałam się do wyjścia w łazience i usłyszałam głośny krzyk, wzmocniony agresywnym przekleństwem. Po tym krzyku zapadła cisza, którą przerwał delikatny płacz dziecka. Krzyki jednak nie ucichły, a płacz tylko wzmógł agresję krzyczącego głosu.

Źródło

Sesje krzyków powtarzały się odtąd codziennie rano. Oczywiście mogły to być zwykłe nieporozumienia, kłótnie z nieposłusznym dzieckiem, ale gdy pewnego razu usłyszałam niczym przekleństwo groźbę "Zabiję cię" nie wahałam się ani chwili. Do czasu przyjazdu funkcjonariuszy awantura zdążyła przybrać na sile i wygasnąć. Kobieta twierdziła, że egzekwowała posłuszeństwo, a dziecko nie wyglądało na maltretowane. Policja odjechała, ale krzyki na szczęście ucichły.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Moje 5 spotkań z Ryszardem Kapuścińskim.

Różnie jest nazywany. Niekiedy "mistrzem", innym razem "cesarzem reportażu". Był świadkiem wielu konfliktów zbrojnych, wojen, puczów, rewolucji. Wielokrotnie tkwiąc w ogniu walki, czy to w Afryce, Azji, czy Ameryce Środkowej, jako korespondent zagraniczny dokumentował rozmaite zwroty historii. Jest też najczęściej tłumaczonym polskim autorem, zaraz obok Stanisława Lema.


W zeszły poniedziałek minęło już 10 lat od śmierci Ryszarda Kapuścińskiego.
Odszedł Cesarz, ale zostały na szczęście jego książki, jego słowa, jego myśli przelane na papier.
I związane z nimi moje wspomnienia.

wtorek, 5 lipca 2016

Knedliczki w sosie własnym. "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł

Pierwsze skojarzenie?
Lentilki, które w każdą niedzielę z nabożnością przynosiła mi ciocia.
Drugie?
Smażony syr na postoju podczas podróży w austriackie Alpy.

Trzecie - niezbyt miłe.
Kobieta zastawiająca swoją tuszą wejście do toalety i żądająca wyliczonej kwoty 1 euro, podczas gdy cała kolejka turystów wraz z dziećmi zmierzających wtenczas do Hiszpanii miała jedynie niedrobne banknoty.

Czwarte - szalone.
Poszukiwanie Tesco w Ostravie i zbłądzenie w szare dzielnice usłane blokowiskami i fabrykami.

Przepraszam za jakość zdjęć. Robione były nie lodówką, ale w trakcie obróbki i publikacji zatraciły się.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Patrzyłam ludziom w okna. "13 pięter" Filip Springer

Mieszkańców dużego bloku, wracających niekiedy po zmroku do domu, zawsze wita, jeszcze na parkingu, kilkanaście lub nawet kilkaset świetlistych kwadratów i prostokątów.

Okna.
Czasami widać w nich migające światło telewizorów. Niekiedy biały poblask energooszczędności LEDów albo mocny punktowy strumień płynący z halogenów należących do tych, którym niespecjalnie zależy na oszczędności.



Niekiedy można zaobserwować w tych świetlistych przebłyskach członków rodziny plątających się po kuchni w poszukiwaniu kolacji, małe dzieci wyglądające rodziców wracających z pracy, czy zawieszających firanki i zasłony nowych lokatorów.

I ja stałam na takim parkingu. Wysiadałam z samochodu, a młode małżeństwo skręcało właśnie kuchenne meble z Ikei, starsza pani z drugiego piętra robiła kroiła ciasto na wieczorny seans serialowy, zaś dzieci sąsiadów skakały na łóżku pod sufit w szaleństwie zabawy.

Stałam na parkingu przed blokiem, a przecież wcale nie ruszyłam się z fotela. W dodatku na trochę przeniosłam się w czasie, aby znowu wylądować przed tym budynkiem i patrzyć ludziom w okna.

Od parteru aż po 13 piętro.

niedziela, 3 lutego 2013

Uwaga! Produkcja taśmowa! Czysta niefikcyjna fiksacja

Jestem bardzo wygadana. Nic dziwnego - nauczyłam się mówić przed tym jak nauczyłam się chodzić. W życiu mi to jednak nie przeszkadza, czasami może nieco utrudnia kontakty z ludźmi, którzy znudzeni mym gadaniem i bezskutecznymi próbami wtrącenia słówka lub dwóch, szybko tracą zapał. Początkowo blog był dla mnie przede wszystkim miejscem, gdzie mogłam się wygadać - z czasem dopiero stał się czymś niezwykłym, czymś więcej :)

A teraz, po raz pierwszy w historii mego bloga zdecydowałam się ograniczyć, zmniejszyć, zebrać w jedno kilka książek i opisać je wspólnie w mini-recenzjach. Nie będą to książki przypadkowe, raczej pieczołowicie dobrane, raczej takie, które warte są uwagi, lecz nie znalazłam czasu (i już pewnie nie znajdę) by je pojedynczo Wam zaprezentować. Jednym słowem w tym nieregularnym cyklu prezentować będę przede wszystkim me dinozaury czytelnicze. Zapraszam!

Czysta niefikcyjna fiksacja

Tam gdzie się pojawią i zostaną rozpoznani sieją zamęt. Często pozostają jednak zwyczajnie nierozpoznawalni, potrafią wmieszać się w tłum, zagubić, prowadzić grę pozorów. Nie przestają tylko obserwować. I pisać. Reporterzy, podróżnicy, felietoniści, eseiści. Jakkolwiek byśmy ich nie nazwali wszyscy wywodzą się z jednego nurtu, z jednej, bardzo prostej, idei - opisywać otaczającą nas rzeczywistość. A że czasami będzie to zwykła wieś na Mazurach, innym razem tropikalna dżungla plądrowana przez gang brutalnych dzieci, a jeszcze innym bajkowa sceneria środkowej Europy nadaje tym historiom jeszcze więcej kolorytu. Poznajcie ich proszę i zapamiętajcie - oto pisarze non-fiction.

środa, 4 stycznia 2012

Made in China. "Młode Chiny" Krzysztof Kardaszewicz

Dziwny to kraj. Wciśnięty pomiędzy bezkresne przestrzenie mongolskich wyżyn, usłanych setkami jurt, a egzotyczne smaki, kolory, zapachy Indii, Myanmaru, Laosu i Wietnamu. Między bajeczne górskie widoki Nepalu, a kraje byłego ZSRR. Między dwie republiki islamskie i jedną socjalistyczną.

Dziwny kraj. Z jednej strony dążący do podboju Kosmosu, posiadający jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek świata, z drugiej zaś strony państwo totalitarne (a zarazem kapitalistyczne), w którym wciąż pobrzmiewają echa rewolucji kulturalnej, krzyki prześladowanych wrogów reżimu. To tu znajduje się jedna z największych, zbudowanych ludzkimi rękami, budowli na świecie - Wielki Mur.


Trudno znaleźć na obecnej mapie świata państwo, które byłoby w lepszym momencie dziejowym.

środa, 6 kwietnia 2011

W granicach Złotej Ordy. "Na wschód do Tatarii: Podróże po Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie" Robert D. Kaplan

Każdy współczesny podróżnik zna to uczucie. Niewygodny fotel. Zawroty głowy. Blaszana puszka pełna ludzi. Minuty liczone w kilometrach. I ten krajobraz widziany przez małe, wydawałoby się plastikowe, okienko: miasta znikające w całości, morze, które stoi w miejscu łagodnie marszcząc czoło.

Kiedyś było inaczej. Obrazy za szybą przemijały powoli, w rytm melodyjnego stukotu metalu. Uchylone okno przygotowywało do tego, co czeka nas po dotarciu na miejsce.

Czasy się zmieniły, a czasoprzestrzeń chyba nawet zwinęła się w kłębek. Lecz jedna rzecz pozostała taka sama. Wychodząc z samolotu, wyskakując z pociągu, wysiadając z autokaru, czy auta, robimy mimowolnie głęboki wdech i wtedy to czujemy. Ktoś wyraźnie całą egzotykę miejsca zamyka w jednym zapachu, którym zawsze się z nami dzieli.

Ile takich różnych, tajemniczych woni poczuł Robert Kaplan podczas swoich podróży po Europie i Azji?

niedziela, 11 lipca 2010

Gaumardzios! Na zdrowie! "Toast za przodków" Wojciech Górecki

Podczas pierwszych letnich dni odbyłam niezwykłą podróż, co prawda kosztującą mnie nieco wysiłku, skupienia, samozaparcia, ale cudowną, ekscytującą i zarazem niezapomnianą.

Wyruszyliśmy skoro świt, bo przecież droga miała być długa i nużąca.
Pierwszy naszym oczom ukazał się kraj pełen kontrastów. Nowoczesne rafinerie rozprowadzające ropę naftową, ograniczoną przestrzenią baryłki, statkami do wszystkich zakątków świata, jednocześnie pozwalające jej płynąć niczym życiodajna woda rurociągami do całej Europy i Azji. A nad rurami górujące strzeliste minarety, z których wzywa się wiernych do modlitwy. I wierni przychodzą, całe 92% narodu stawia się na takie wezwania, modli się, żyje zgodnie z duchem islamu, jest symbolem skostniałej tradycji. Kraj złożony ze zlepków kilku kultur - tureckiej, perskiej, udińskiej, hinalugijskiej, nachiczewańskiej - istnieje jakby wbrew prawom fizyki, ale ma się dobrze.

Zdezelowaną ładą, dusznym pociągiem, klaustrofobiczną marszrutką, starym motorem, nieekologicznym autobusem, siłą własnych nóg - obojętne czym, byle dalej, byle do drugiego celu podróży. Witają nas ośnieżone szczyty gór, które przygniatają mocno do rzeczywistości, uświadamiają jacy mali być musimy wobec wielkości wszechświata. Na każdym kroku kościółki, zupełnie, jak te greckie, czy te bułgarskie - małe prawosławne cerkwie, ale proste, tradycyjne, bez rosyjskiego przepychu. W każdym domu grzmią echa wojny, wylewają się pretensje do Rosji, po to by za chwilę, za moment wspomnieć wielkiego wodza - Wissarionowicza Stalina. Jeszcze kilka godzin dyskusji przed nami za suto zastawionym stołem, jeszcze kilkanaście toastów, góra jedzenia, którą trzeba pochłonąć i już, już można udać się dalej. Wycelować po raz ostatni.

Piękny kraj, z wielką górą jako symbolem i wielkim mitem, jako narodową tradycją. Góry nie ma, nie należy już do tego terytorium państwowego, ale mit pozostał. Mit, iż ziemia ta była świadkiem zakończenia wielkiego biblijnego potopu, a naród to potomkowie opuszczającego Arkę rodu Noego. Jako godni następcy biblijnego patriarchy wszyscy muszą dawać przykład bliźniemu, a poprzez to i całemu światu. Pragną nade wszystko pomagać, być przewodnikami, szczególnie dla gości przybywających z całego świata. I trudno jest wykręcić się od ich pomocy, wręcz nie można, a na pewno nie powinno się odmawiać. Nawet jeśli pokrzyżować to ma nasze plany. Taki nieco wrażliwy, obrażalski, ale mocno doświadczony to naród.

Azerbejdżan, Gruzja i Armenia.
Kaukaska triada. Postkomunistyczne republiki. Tereny pogranicza Europy
i Azji.
Różnie możemy nazwać te kraje. Łączy je bardzo wiele, a jeszcze więcej dzieli. Wciąż odwołujące się do historii swego regionu, swego kraju, tworzące niesamowite mity, a potem tę mityczność utrzymujące.
Wszystkie trzy, w przeszłości uciskane, należące do wielkiego ZSRR, tuż po wyzwoleniu z jarzma komunizmu próbowały odbudowywać swą państwowość praktycznie od początku. I próbują po dziś dzień, ale coraz lepiej im to wychodzi.

poniedziałek, 23 listopada 2009

Polska A i B. "Busz po polsku" Ryszard Kapuściński

Literatura podróżnicza ma to do siebie, że jest nieprzeciętnie tajemnicza i intrygująca. Pachnie egzotyką, aromatem przypraw, bezkresem pustkowi, dzikością miejsc. Dalekie kraje, inne kultury, obce klimaty zawsze fascynują. Jednakże nigdy nie pomyślałabym, że można napisać cudowny zbiór reportaży z podróży po zimnej, szarej i niekiedy, nie oszukujmy się, jakże nieciekawej Polsce.

To moje trzecie spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim. Trzecie i zarazem na pewno nie ostatnie, a przy tym bardzo niezwykłe. Kapuściński oprowadził mnie już po cesarskiej Etiopii w dobie puczu oraz po kilku krajach dzikiej Afryki. Po to by teraz zabrać mnie na wyprawę do różnych zakątków Polski. Ukazał świat, którego nie zobaczymy z okna samochodu bądź pociągu czy autobusu. Pokazał, że ciekawe historie tkwią w ludziach, a nie w pięknych widokach, miłych dla oka krajobrazach. Sam wyszedł do ludzi, dużo rozmawiał. Nie bojąc się wyzwań niekiedy wręcz chodził i szukał dobrych rozmówców.
Znalazł ich bardzo wielu i na podstawie swoich przeżyć napisał cykl reportaży, które niezmiennie od ponad 45 lat zachwycają. Mnie też zachwyciły.

Każda opowieść Kapuścińskiego ze zbioru "Busz po polsku" jest inna.
Poznajemy dzięki temu starsze i młodsze pokolenia naszych Rodaków żyjących zarówno w tych mniejszych, jak i większych mieścinach polskich.
Na wstępie jednak autor przenosi nas w świat własnych wspomnień z okresu dziecięcego, z czasu wojny i tego, co było po wojnie. Udowadnia czytelnikowi, że raz rozpoczęta wojna nigdy nie przemija. Pomimo jej zakończenia zawsze żyje w umysłach, w sercach, w pamięci ludzi, tak jak wojna żyje w Kapuścińskim.
Po tym, jakże poruszającym wstępie nie pozostało mi nic innego, jak ochoczo zabrać się do lektury kolejnych reportaży, jednak z delikatną nadzieją, że nie będą tak bardzo bolesne i wstrząsające. Niestety niektóre takie właśnie były.

Historia dwóch kobiet, matki i córki niemieckiego pochodzenia, zagubionych w obecnym świecie, które nagle postanawiają uciec z Domu Starców i odzyskać swój majątek bardzo szokuje. Niemniej niż kalekiego rolnika z Grunwaldu, młodej dziewczyny porzucającej swoje wcześniejsze plany i wstępującej do zakonu, długiej i niezbyt honorowej ostatniej drogi młodego górnika z Mazur, czy różnych przypadłościach dręczących małą mieścinę o nazwie Pratków.
Są też oczywiście w tym zbiorze reportaże inne, nie wzbudzające takich emocji. Zauważyłam jednak, że zaśmiałam się szczerze, bez ironii czy wielkiego zaskoczenia dopiero przy ostatniej relacji, którą Ryszard Kapuściński kończy to wejrzenie w polskie domy, w polskie gospodarstwa, w polskie szkoły, uczelnie, kopalnie, zakłady przemysłowe, w pracę wykonywaną przez Polaków.
Zakończenie jest jednocześnie też innym spojrzeniem autora na swój własny kraj. Spojrzeniem z dalekiego miejsca, z Ghany, gdzie o Polsce mało kto słyszał i gdzie Polska traktowana jest, jako miejsce bardzo egzotyczne, którymi rządzą niekiedy śmieszne oraz szokujące reguły, zwłaszcza dla Afrykańczyków.
Zastanawiając się, dlaczego Kapuściński, aż z Ghany mógł dokonać podsumowującej oceny swojej Ojczyzny zrozumiałam, iż chciał chyba pokazać wszystkim Czytelnikom, że Polska dla swych mieszkańców jest krajem mało atrakcyjnym, dręczonym przez różne problemy społeczne, miejscem gdzie żyje się ciężko, trudno jest osiągnąć sukces, a Ci którym się to udaje zwykle okupują to ciężką, morderczą, wręcz heroiczną pracą, to jednak może być interesująca, ciekawa, nawet niezwykła. Choćby dla mieszkańców Ghany, dla których codzienna rzeczywistość PRLu była bardzo egzotyczna i niezmiernie podniecająca.


Budząc się zatem o 7 rano w mglisty, deszczowy i zimny poranek, gdy w głowie huczą mi wciąż najważniejsze obecnie w politycznym świecie śmieszne, jak skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju, propozycje zmiany Konstytucji, zagłuszające pandemię gryp: ptasiej, świńskiej, sezonowej, bezrobocie i to, że prawdopodobnie nie będę miała przyszłości po skończeniu studiów w roku przyszłym, bo egzaminy na aplikacje stoją pod znakiem zapytania, czuję ulgę i uspokajam się dopiero powtarzając za mistrzem Kapuścińskim:

"Pięknie jest"

R. Kapuściński "Daleko" ("Busz po polsku")

Ocena: 6/6
(Nie mogło być inaczej)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...