Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bdb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bdb. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 czerwca 2017

Czwartkowa wokanda. "Motylek" Katarzyna Puzyńska

W przydrożnym rowie zostaje znaleziona martwa kobieta.
Wydawałoby się, że okoliczności jej śmierci są jasne.
Zwykły wypadek drogowy na małej wsi, gdzie wiele osób chodzi poboczem. Sprawca zbiegł. Pewnie był pijany lub naćpany. Albo zwyczajnie nie poczuwa się do winy. Szykuje się zwyczajne umorzenie postępowania.


Jednakże sprawa komplikuje się, gdy okazuje się, że ofiara nie jest mieszkanką tej okolicy i nikt z miejscowych jej nie zna. W dodatku kobieta była zakonnicą, a wszystko wskazuje na to, że kiedyś, w przeszłości... rodziła dziecko.

Mały posterunek w Lipowie ma do rozwiązania chyba najważniejszą sprawę w całej historii niewielkiej mazurskiej miejscowości. Ale czy policjanci szukają zlęknionego sprawcy wypadku drogowego, czy bezwzględnego mordercy?

środa, 19 kwietnia 2017

Krótko mówiąc po czesku #3

Kultura czeska kojarzyła mi się od zawsze z dziwacznością.

Przedziwne filmy, których fenomenu nie pojmuję. Szokujące instalacje artystyczne. Ale także przedziwna literatura. A wśród niej takie zachwyty, jak "Proces" Kafki, czy niesamowita proza autobiograficzna Oto Pavela oraz nieznany mi zupełnie Hrabal, Kundera, Bondy.

Zachęcona coraz większą popularnością i rozwijającą się w Polsce świadomością literatury czeskiej sięgam po nią coraz częściej. Czytając te mniej popularne tytuły mam nadzieję dojrzeć w końcu do mistrza Hrabala.




Poznajcie moje małe Czechy na e-papierze.

wtorek, 5 lipca 2016

Knedliczki w sosie własnym. "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł

Pierwsze skojarzenie?
Lentilki, które w każdą niedzielę z nabożnością przynosiła mi ciocia.
Drugie?
Smażony syr na postoju podczas podróży w austriackie Alpy.

Trzecie - niezbyt miłe.
Kobieta zastawiająca swoją tuszą wejście do toalety i żądająca wyliczonej kwoty 1 euro, podczas gdy cała kolejka turystów wraz z dziećmi zmierzających wtenczas do Hiszpanii miała jedynie niedrobne banknoty.

Czwarte - szalone.
Poszukiwanie Tesco w Ostravie i zbłądzenie w szare dzielnice usłane blokowiskami i fabrykami.

Przepraszam za jakość zdjęć. Robione były nie lodówką, ale w trakcie obróbki i publikacji zatraciły się.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Gdy czarny kot wcale nie przebiegnie drogi. "Czysty obłęd" Mark Lamprell

W życiu każdego porządnego człowieka przychodzą takie dni, kiedy ze zdziwieniem analizuje się wydarzenia z ostatnich godzin i nie wierzy się w to, co rzeczywiście nas spotkało.

Jak to możliwe, że jeszcze kilka godzin temu truchtałeś sobie swoją stałą trasą biegową i cudem, kompletnym fuksem, uniknąłeś śmierci pod kołami niebieskiego sedana, bo jakąś kobietę akurat oślepiło słońce? Później dziwnym trafem okazuje się, że zawsze całkiem zrównoważona i rozsądna córka pobiła koleżankę w szkole, zaś syn w swoim pokoju przechowuje narkotyki. W dodatku całej rodzinie grozi bankructwo i eksmisja, a do tego wszystkiego rozpoczyna Cię prześladować jakiś szalony stróż prawa.

czwartek, 3 grudnia 2015

Czwartkowa wokanda. "Wyścig z czasem" Kristina Ohlsson

To był spokojny, pogodny poranek. Samolot wystartował o czasie i po osiągnięciu wysokości przelotowej, zaczął się zniżać, utrzymując cały czas ten sam kurs. Aż do zderzenia z ziemią.

Źródło

Informacje o tym zdarzeniu pojawiały się we wszystkich serwisach medialnych na całym świecie. Rozpoczęły się domysły - atak terrorystyczny, zasłabnięcie pilotów, problemy z maszyną. Po odczytaniu czarnych skrzynek prawda okazała się o wiele bardziej tragiczna. Drugi pilot celowo rozbił samolot, barykadując się wcześniej w kabinie pilotów. W dodatku do końca pozostawał świadomy i upiornie milczał.

To nie kolejna fabuła powieści kryminalnej. Ta wiadomość o rzeczywistych powodach katastrofy samolotu linii Germanwings zastała mnie tuż po lekturze książki, która w tej całej fali domysłów okazała się być dziwnie niemal prorocza.

sobota, 21 listopada 2015

Na londyńskiej karuzeli. "Białe zęby" Zadie Smith

Z lotniska Chareloi do centrum miasta można dojechać za 20 euro.

 Za tę kwotę kierowca otworzy przed Tobą rozsuwane drzwi, pozwoli wpakować bagaż i podwiezie w okolice dworca kolejowego. Podróż trwa przeszło 30 minut.

Nie ma możliwości negocjacji ceny, bo są one jednakowe i odgórnie ustalane przez wszystkich kierowców. Dlatego trzyosobowa rodzina zapłaci aż 60 euro i ani centa mniej. W cenie jest także festiwal mocno egzotycznych piosenek.

 Z Chareloi do centrum Brukseli jeżdżą tylko mężczyźni o ciemnej karnacji będący Kurdami.

Migawki z Londynu. Źródło
Imigranci są ostatnio na tapecie, świeczniku i ekranach telewizorów w całej Europie. Widzimy gigantyczne pochody ludzi idące autostradami, zdemolowane autobusy, matki z dziećmi poupychane w jakiś namiotach, makabryczne obrazy topielców na plażach, zasieki z drutu kolczastego, a także te ostatnie przerażające nagrania z Paryża oraz budzące grozę filmiki przedstawicieli Państwa Islamskiego.

Trwają kłótnie o to, czy w ogóle, a jeżeli tak to ile, powinniśmy przyjąć uchodźców, jak ich weryfikować, gdzie mają mieszkać.

 A przecież już mieszkają. Już przyjęliśmy grupy uchodźców z Czeczeni i z Ukrainy. Już widujemy szczelnie pozakrywane kobiety o smutnych oczach w galeriach handlowych. Już powstał meczet w naszym kraju. Wciąż jednak daleko nam do Paryża, czy Berlina. Lub Londynu.

środa, 11 listopada 2015

Rozdziobały go kruki, czy wrony. "Zasługa nocy" Mateusz M. Lemberg

Czasami dobrze mieć sąsiada.
Oczywiście nikt nie wie lepiej, o której wracamy do domu, jakich znajomych w nim przyjmujemy, z jakim facetem akurat jesteśmy w związku i z którą przyjaciółką właśnie się pokłóciłyśmy, niż ciekawa świata sąsiadka. Nikt inny też nie myśli, że mamy tak dużo czasu, aby wysłuchiwać długich tyrad o studiach wnuczki, niewdzięczności syna i niesamowicie ciekawych zajęciach w klubie seniora.

Źródło
Ale sąsiad może nas też niejednokrotnie uratować - przed złodziejami, którzy zechcą obrabować nam mieszkanie akurat, gdy będziemy na wakacjach, przed pożarem, gdy zostawimy mięso na gazie i pójdziemy na miasto, czy chociażby przed niechcianym awizo, gdy listonoszowi nie chce się kilka razy chodzić z paczką pełną książek tam i z powrotem. A gdy sąsiedzi też wyjechali pozostaje nam jeszcze dozorca.

W ostateczności taki dozorca może nawet rozpoznać, że coś złego dzieje się w naszym mieszkaniu.
Zwłaszcza, gdy widzi dużo kruków. Albo wron.

czwartek, 15 października 2015

Krótko mówiąc #2

W dotyku jest delikatna, troszkę śliska, a miejscami nawet chropowata. 
Subtelnie układa się pod dłonią, lecz ma ostre brzegi. Wyzwala całe kłębowiska myśli.  

Nęci, fascynuje, zniewala. 
Ale tak mocno jedynie za pierwszym razem.

Pierwszy raz.
Krótko mówiąc.


Wiadomo, iż każdy pierwszy raz jest najważniejszy i niezapomniany. Przyjrzyjmy się zatem trzem kryminalnym pierwszym razom.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Krótko mówiąc #1

Istnieją takie książki, o których moglibyśmy opowiadać godzinami i żadna recenzja nie wyczerpałaby tego, co chcielibyśmy przekazać. Książek tych nie jesteśmy w stanie zamknąć w kilku słowach, ograniczyć ich przesłania do suchego opisu fabuły, lakonicznie napomknąć coś o emocjach i zakończyć zwyczajnym "Przeczytajcie!"

Z drugiej strony chyba każdy z Was kiedyś przeczytał książkę, o której nie był w stanie wydusić więcej niż kilka słów, zebranych w jedno lub dwa proste zdania. Takie książki opisujemy jednym przymiotnikiem, gdy opowiadamy o nich przyjaciołom. Takich książek nie czytamy po to, aby je streszczać, tylko by je przeżywać.



Nie znaczy to, że lektury te są złe. Nie. W zatrważającej większości przypadków są to świetne książki, pełne doskonałej akcji, niekiedy wprost zachwycające, zapierające...
Właśnie! Zapierające dech w piersiach. 
Sprawiające, że po ich lekturze czytelnik nie myśli o niczym innym. Fascynujące. Porywające. 

Tak po prostu. 
Krótko mówiąc.

A dzisiaj krótko o współczesnej literaturze amerykańskiej w trzech ciekawych odsłonach.

środa, 10 grudnia 2014

O dwa domy za dużo, o galon wina za mało. "Tortilla flat" John Steinbeck

Danny ma za sobą barwną przeszłość. Jego przypadkowa kariera w wojsku zakończyła się niespodziewanym przedłużeniem służby, a długie godziny spędzone na "dołku" okazały się bezcennym czasem odpoczynku, na trwale wpisanym w życiorys Danny'ego.

Danny ma mnóstwo przyjaciół. Takich prawdziwych przyjaciół. Którzy przejmują się jego losem, martwią się o to, czy nie dzieje mu się krzywda, upominają, gdy popełnia głupstwa i ostrzegają przed złymi wyborami (oczywiście złymi głównie z punktu widzenia ich interesów).

Danny ma też dwa domy. Oba odziedziczył po swoim dziadku. Oba znajdują się w Tortilla Flat i oba stanowią dla niego niemały problem. Bowiem teraz, jako majętny człowiek, nie chce aby jego przyjaciele pomyśleli, iż wywyższa się, uważa się za lepszego od nich.


Danny ma jednak przede wszystkim dosyć luźne podejście do życia. Nie pracuje, nie ma rodziny, je to co uda mu się zdobyć, czas spędza zazwyczaj z przyjaciółmi, śpi tam, gdzie może albo gdzie akurat zaśnie (zazwyczaj są to przydrożne rowy). Danny ma ponadto szczególnie nabożny stosunek do wina, a szczególnie do gąsiorków wina, które wspólnie z przyjaciółmi zdobywa i konsumuje w zawrotnych ilościach.

Taki jest właśnie Danny.

sobota, 15 listopada 2014

Niedopowiedziane. "Na plaży Chesil" Ian McEwan

Była doskonale zapowiadającą się skrzypaczką. Ładna, mądra, o szerokich biodrach, które wprost nadawały się do rodzenia dzieci. Oczywiście była doskonale wykształcona, z dobrej, pełnej rodziny.

On nie mógł oprzeć się jej wdziękowi. Nie znał się nawet na muzyce klasycznej, wcześniej zajmowała go jedynie historia, którą studiował. Pochodził z kochającej się rodziny, jednakże nie pozbawionej problemów. 


Oboje zafascynowani sobą, potrafili rozmawiać całymi godzinami. Miło spędzali wspólnie czas na spacerach, wyprawach łódką po rzece.

Ta znajomość nie mogła skończyć się inaczej. 

środa, 12 listopada 2014

Pierwsze dziecko PRL. "Towarzyszka panienka" Monika Jaruzelska

Wyglądała jak każda normalna dziewczynka w jej wieku. Miała dwa kucyki, była szczupła, ale nie była pięknością. Wakacje spędzała zazwyczaj z babcią w ośrodkach wczasowych. Czasami wyjeżdżała też z rodzicami, bądź z samym tatą. Również za granicę.
Cyklicznie kierowca ojca woził ją na specjalne seanse kinowe, gdzie puszczano bajki Disneya.

I to wszystko w kraju, gdzie szary obywatel nie mógł otrzymać paszportu, za to mógł zniknąć w tajemniczych okolicznościach. To wszystko w czasie gdy towary były reglamentowane, zachodnie filmy i książki niedostępne, a dużą część społeczeństwa mocno inwigilowano. 


Ona była jednak inna. Jej mama miała urodę gwiazdy filmowej. Zawsze elegancka, stylowa, piękna i przy tym inteligentna. Ojciec niestety odstawał wyglądem od swojej żony, ale za to nadrabiał wojskowym szykiem, dyscypliną, stanowczością. Nie wiadomo w kogo się wdała. Sama twierdzi, że musiała być rozczarowaniem dla pięknej mamy i silnego taty. Na pewno przez długi czas była pierwszym dzieckiem PRLu. Pierwszą małą towarzyszką. Towarzyszką Panienką.

czwartek, 27 lutego 2014

Wszystko zostaje w rodzinie

Krótka uwaga dla tych, którzy nie czytali cyklu o Dollangangerach - mogę lekko spoilerować!

Wydawało mi się, że wszyscy już o tej historii słyszeli, gdy sięgałam po pierwszą książkę. Nie dane mi było czytać poprzedniego wydania, więc swą przygodę z książkami Virginii Andrews rozpoczęłam dopiero gdy w moje ręce wpadło nowe wydanie cyklu o rodzinie Dollanganger.

Na początku był zachwyt, okraszony może nutką zniesmaczenia. Fascynowała mnie tragiczna historia czwórki rodzeństwa, poruszyło ich nieszczęście, zdenerwowała postawa rodziny, ale wydawało mi się, że autorka wkroczyła na dosyć śliską ścieżkę. Bo o ile nie dziwią różne ekscesy, będące odchyleniami od normy w sferze seksualnej to jednak miłość fizyczna i psychiczna pomiędzy rodzeństwem, gdzieś tam wciąż siedzi w naszych umysłach, jako ta niemożliwa, niewyobrażalna i całkowicie nienaturalna.

niedziela, 26 stycznia 2014

Pantofelek Kopciuszka. "Rubinowe czółenka" Joanne Harris

Stoję przed niebanalną wystawą sklepową. Znam to miejsce, czuję jego zapach, smak. Tu jednak nie ma woreczka przy drzwiach. Brak magicznych uśmiechów i aksamitnych pralin. To nie ta sama kameralna chocolaterie. Wokół mnie, na paryskim bruku, stukają pospiesznie obcasy czółenek.

Paryż jest inny. Nie jest małym, zaściankowym miasteczkiem, gdzie wszyscy się znają. Tu można czuć się anonimowym. Trudno jest jednak zdobyć zaufanie klientów, gdyż ludzie nie mają czasu by na chwilę choć przystanąć.

Zmiany. Nie ma tajemniczej Yianne. Teraz nazywa się Vianne Charbonneau. Mała Anouk to dziewięcioletnia Annie. Nie ma już Roux o miedzianych włosach. Jest za to ktoś jeszcze - rudowłosa, płomienooka Rosette, która zazwyczaj nie uśmiecha się do obcych i potrafi naprawdę nieźle napsocić.

niedziela, 17 listopada 2013

Ile pralinek można zjeść by sobie nie zaszkodzić? "Czekolada" Joanne Harris

Niby nic. Rozgnieciona miazga kakaowca, trochę cukru.  Nieco masła kakaowego. Szczypta wanilii. Nic wielkiego, drobnostka.

Po jednej kosteczce sięgamy jednak po następną. Po jednym łyku zostawiamy na stoliku pustą filiżankę. Czary. Gusła. Czarnoksięstwo. Urok.


Magia czekolady.

środa, 24 kwietnia 2013

Potomkini Celtów i Wikingów

UWAGA! PRODUKCJA TAŚMOWA!

Jest taki region świata, który wciąż odkrywam na nowo. Chociaż leży stosunkowo niedaleko to jeszcze nie udało mi się do niego dotrzeć i wciąż waham się czy naprawdę bym chciała. Powodem mej niepewności jest panujący tam przenikliwy ziąb, surowy klimat, niższe temperatury (niższe nawet niż w Polsce!). A jednak fascynują mnie kraje nordyckie (i to wszystkie, nie tylko ich część zwana Skandynawią). Najbardziej chyba przyciąga mnie najdziwniejszy i zarazem najodleglejszy z tych krajów - niewielka Islandia. Nie wiem czy odważę się kiedykolwiek zapuścić na tę wyspę, odwiedzić to maleńkie państwo położone tuż obok zamarzniętej Grenlandii. Nie wiem, bo samo słówko ice (z ang. lód) w angielskiej nazwie tego miejsca mocno mnie, uwielbiającą słońce i upał, przeraża.
Staram się więc, w miarę możliwości, wybierać do tego europejskiego kraju jak najczęściej, ale tylko literacko. A ponieważ jestem wielką fanką pochodzącej z Islandii pani inżynier, aktualnie zajmującej się pisarstwem - Yrsy Sigurdóttir - nie jest to dla mnie duże wyzwanie. Obecnie jednak mą największą bolączką jest fakt, iż wszystkie przetłumaczone na język polski książki pisarki mam już za sobą i tkwię w oczekiwaniu na kolejną powieść (a raczej na tłumaczenie, choćby angielskie, bo niestety islandzkiego aż tak biegle nie znam ;))

Tymczasem poznajcie chociaż cząstkę powieści, które tak uwielbiam. Mam nadzieję, że łatwo dacie się zachęcić i sami po nie sięgnięcie. A może już nawet sięgnęliście...

niedziela, 3 lutego 2013

Uwaga! Produkcja taśmowa! Czysta niefikcyjna fiksacja

Jestem bardzo wygadana. Nic dziwnego - nauczyłam się mówić przed tym jak nauczyłam się chodzić. W życiu mi to jednak nie przeszkadza, czasami może nieco utrudnia kontakty z ludźmi, którzy znudzeni mym gadaniem i bezskutecznymi próbami wtrącenia słówka lub dwóch, szybko tracą zapał. Początkowo blog był dla mnie przede wszystkim miejscem, gdzie mogłam się wygadać - z czasem dopiero stał się czymś niezwykłym, czymś więcej :)

A teraz, po raz pierwszy w historii mego bloga zdecydowałam się ograniczyć, zmniejszyć, zebrać w jedno kilka książek i opisać je wspólnie w mini-recenzjach. Nie będą to książki przypadkowe, raczej pieczołowicie dobrane, raczej takie, które warte są uwagi, lecz nie znalazłam czasu (i już pewnie nie znajdę) by je pojedynczo Wam zaprezentować. Jednym słowem w tym nieregularnym cyklu prezentować będę przede wszystkim me dinozaury czytelnicze. Zapraszam!

Czysta niefikcyjna fiksacja

Tam gdzie się pojawią i zostaną rozpoznani sieją zamęt. Często pozostają jednak zwyczajnie nierozpoznawalni, potrafią wmieszać się w tłum, zagubić, prowadzić grę pozorów. Nie przestają tylko obserwować. I pisać. Reporterzy, podróżnicy, felietoniści, eseiści. Jakkolwiek byśmy ich nie nazwali wszyscy wywodzą się z jednego nurtu, z jednej, bardzo prostej, idei - opisywać otaczającą nas rzeczywistość. A że czasami będzie to zwykła wieś na Mazurach, innym razem tropikalna dżungla plądrowana przez gang brutalnych dzieci, a jeszcze innym bajkowa sceneria środkowej Europy nadaje tym historiom jeszcze więcej kolorytu. Poznajcie ich proszę i zapamiętajcie - oto pisarze non-fiction.

poniedziałek, 1 października 2012

Nadświadome macierzyństwo. "Tam gdzie ty" Jodi Picoult

Dziecko jest prawdziwym szczęściem. Jest nadzieją i spełnieniem. Jest promyczkiem rozświetlającym życie osób mu bliskich - rodziców, rodzeństwa, dziadków, ciotek i wujków. Dziecko może jednak być też kością niezgody między małżonkami. Może stać się obiektem zazdrości lub po prostu istotą niechcianą.


Zoe i Max byli zgodni. Oboje pragnęli dziecka. Pewnie nie do końca myśleli o nim jako o promyczku pobudzającym ich małżeństwo do życia, umacniającym i cementującym ich miłość. Może chcieli dziecka z pobudek czysto egoistycznych - by mieć kogoś, kogo można kochać bezgranicznie i kto zaopiekuje się nami na starość. Pewnie nie byliby nawet dobrymi rodzicami, wszak ich związek oparty na rzekomo głębokim i dojrzałym uczuciu załamał się pod naporem większych trudności. I chociaż Zoe i Max wybrali życie osobno to jednak ich małżeństwo pozostawiło po sobie pamiątkę namacalną, piękną i zarazem żywą, o którą przyszło im niestety walczyć ze sobą.

wtorek, 1 maja 2012

Kruchy gołąbek. "Płatki na wietrze" Virginia C. Andrews

Nie winno się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Człowiek musi uczyć się na błędach, a dzieci nie powinny powtarzać pomyłek swoich rodziców. Te zasady brzmią dumnie i motywująco zarazem. Co jednak jeśli nie mamy wyjścia? Gdy wszechświat tak skomplikował nasze życie, że zawsze będziemy tkwić w cieniu kolejnych potknięć naszych rodziców, a czasami wydaje nam się nawet, że to my jesteśmy tym błędem popełnionym przez nierozsądną matkę, czy nierozważnego ojca? Co gdy zostaliśmy tak skonstruowani by szukać sprawiedliwości za wszelką cenę, żywić się zemstą, być bezwzględnymi w stosunku do naszych winowajców?

środa, 18 kwietnia 2012

Nieurodzajny plon. "Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli - Ilovan

Wspólne zabawy, tajemne sekrety ukrywane przed rodzicami, wspomnienia z wakacji, kłótnie, wybuchy zazdrości. Wspólne chwile szczęścia, wspólne smutki. Więzi między rodzeństwem są nie do podrobienia. Relacja siostrzana zaś stanowi ich kwintesencję w najczystszej postaci. Niestety mnie, jako jedynaczce, nigdy nie dane było doświadczyć tej niezwykłej wspólnoty radości przeplatanej problemami, doświadczeniami, emocjami. Zawsze jednak skrycie marzyłam o tym by mieć siostrę.

Kaszmirę i Maruszkę łączy wyjątkowo silna siostrzana więź. Obie są już dorosłe, mają własne kłopoty, samodzielne plany i marzenia, a w dodatku mieszkają z dala od siebie. Jednakże wciąż starają się utrzymywać ze sobą kontakt, choćby tylko listowny. Niestety z biegiem czasu promienne listy tych młodych kobiet zaczynają być pełne strachu i udręki.


Koniec lata 1939 roku na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej to czas upalnych dni i rosnących obaw przed wybuchem kolejnej wielkiej wojny z Niemcami. Ogólne poruszenie podsycane jest seriami aresztowań niepokornych komunistów, nienawiściami gorejącymi między narodami dotychczas ze sobą współpracującymi i obok siebie żyjącymi, a także panicznym lękiem przed wojenną zawieruchą.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...