Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

Pierwsze dziecko PRL. "Towarzyszka panienka" Monika Jaruzelska

Wyglądała jak każda normalna dziewczynka w jej wieku. Miała dwa kucyki, była szczupła, ale nie była pięknością. Wakacje spędzała zazwyczaj z babcią w ośrodkach wczasowych. Czasami wyjeżdżała też z rodzicami, bądź z samym tatą. Również za granicę.
Cyklicznie kierowca ojca woził ją na specjalne seanse kinowe, gdzie puszczano bajki Disneya.

I to wszystko w kraju, gdzie szary obywatel nie mógł otrzymać paszportu, za to mógł zniknąć w tajemniczych okolicznościach. To wszystko w czasie gdy towary były reglamentowane, zachodnie filmy i książki niedostępne, a dużą część społeczeństwa mocno inwigilowano. 


Ona była jednak inna. Jej mama miała urodę gwiazdy filmowej. Zawsze elegancka, stylowa, piękna i przy tym inteligentna. Ojciec niestety odstawał wyglądem od swojej żony, ale za to nadrabiał wojskowym szykiem, dyscypliną, stanowczością. Nie wiadomo w kogo się wdała. Sama twierdzi, że musiała być rozczarowaniem dla pięknej mamy i silnego taty. Na pewno przez długi czas była pierwszym dzieckiem PRLu. Pierwszą małą towarzyszką. Towarzyszką Panienką.

niedziela, 3 lutego 2013

Uwaga! Produkcja taśmowa! Czysta niefikcyjna fiksacja

Jestem bardzo wygadana. Nic dziwnego - nauczyłam się mówić przed tym jak nauczyłam się chodzić. W życiu mi to jednak nie przeszkadza, czasami może nieco utrudnia kontakty z ludźmi, którzy znudzeni mym gadaniem i bezskutecznymi próbami wtrącenia słówka lub dwóch, szybko tracą zapał. Początkowo blog był dla mnie przede wszystkim miejscem, gdzie mogłam się wygadać - z czasem dopiero stał się czymś niezwykłym, czymś więcej :)

A teraz, po raz pierwszy w historii mego bloga zdecydowałam się ograniczyć, zmniejszyć, zebrać w jedno kilka książek i opisać je wspólnie w mini-recenzjach. Nie będą to książki przypadkowe, raczej pieczołowicie dobrane, raczej takie, które warte są uwagi, lecz nie znalazłam czasu (i już pewnie nie znajdę) by je pojedynczo Wam zaprezentować. Jednym słowem w tym nieregularnym cyklu prezentować będę przede wszystkim me dinozaury czytelnicze. Zapraszam!

Czysta niefikcyjna fiksacja

Tam gdzie się pojawią i zostaną rozpoznani sieją zamęt. Często pozostają jednak zwyczajnie nierozpoznawalni, potrafią wmieszać się w tłum, zagubić, prowadzić grę pozorów. Nie przestają tylko obserwować. I pisać. Reporterzy, podróżnicy, felietoniści, eseiści. Jakkolwiek byśmy ich nie nazwali wszyscy wywodzą się z jednego nurtu, z jednej, bardzo prostej, idei - opisywać otaczającą nas rzeczywistość. A że czasami będzie to zwykła wieś na Mazurach, innym razem tropikalna dżungla plądrowana przez gang brutalnych dzieci, a jeszcze innym bajkowa sceneria środkowej Europy nadaje tym historiom jeszcze więcej kolorytu. Poznajcie ich proszę i zapamiętajcie - oto pisarze non-fiction.

czwartek, 12 lipca 2012

Z konieczności apatryda. "Singer: Pejzaże pamięci" Agata Tuszyńska

Literacka Nagroda Nobla nobilituje.
Wyróżnia nie tylko autora, pisarza, artystę, który ją napisał swymi słowami, ale też po części kraj, który tego wybitnego literata wydał na świat.

Nawet dziecko w podstawówce pewnie wie (a jeśli nie, to niedługo się dowie), iż Sołżenicyn był z ZSRR, Thomas Mann z Niemiec, Orhan Pamuk jest z Turcji, tak jak Marquez z Kolumbii, a Mario Vargas Llosa z Peru, zaś aż cztery polskie nazwiska zostały uhonorowane tą Nagrodą. Niewielu jednak jest świadomych tego, że do zaszczytnego miana polskiego Noblisty pretenduje jeszcze jeden wybitny twórca - do tej pory raczej kojarzony z Polską na siłę, bez większej idei.

środa, 4 lipca 2012

Oskarżona, uniewinniona, zhańbiona. "Oskarżona: Wiera Gran" Agata Tuszyńska

Gdy dowiedziałam się do kogo udajemy się z wizytą zaczęłam żałować, że nie ubrałam się bardziej elegancko, iż nie było czasu na pójście do fryzjera, czy choćby na zamówienie bukietu kwiatów.

 Tymczasem wchodziłyśmy po stromych drewnianych schodach starej, odrapanej kamienicy, jakich pełno w Paryżu. Zapukałyśmy do zwyczajnych masywnych drzwi, za którymi miała być jej przystań - pałac elegancji, wysublimowany apartament artystki. W szparze uchylonych drzwi pojawiła się krucha staruszka, z siwymi włosami spiętymi w zgrabny kok i pajęczyną sinych żyłek na chudych dłoniach. Wprowadziła nas niechętnie do mieszkania, a właściwie ciemnej graciarni pełnej różnego rodzaju pamiątek i bibelotów. W głowie kotłowały mi się tylko dwa pytania: gdzie ten pałacyk, gdzie apartament gwiazdy? Gdzie przepiękna, wytworna piosenkarka?

piątek, 10 września 2010

Sielsko, anielsko, diabelsko. "Duśka czyli Rzecz o Darii Trafankowskiej" Hanna Karolak

Biorę do ręki książkę. O tym, że jest aż nazbyt lekka, jak na ładunek emocji, który ze sobą niesie, mam przekonać się niedługą chwilę później.
W oddali szum uderzanych z impetem o skalisty brzeg fal, odgłos piaskowych krzyków dzieci i szelest stron przewracanych na sąsiednich leżakach. Aż nagle czuję delikatny powiew. Czy to Anioł usiadł tuż obok, czy tylko mi się wydaje?
To musiał być Jej Anioł!
Przysiadł na chwilę w natłoku obowiązków (bo chyba nikt nie uwierzyłby w to, że Ona teraz już nie myśli o problemach zwykłych ludzi) akurat, gdy przed oczami przemknęło:

"Wiedziała, że nie może się do tego przyznać. Nikomu. To była jej tajemnica." *

Tak właśnie zaczyna się "Duśka czyli Rzecz o Darii Trafankowskiej".
Tylko, że teraz znów mamy tajemnicę, którą strzec musimy przed wszystkimi. Ja, bo trzepot anielskich skrzydeł nie brzmi tak racjonalnie, jak szum morza. Hanna Karolak, gdyż wszystkich już przekonać się starała, a nieprzekonanych nie przekona nigdy. I wreszcie Duśka. Bo ludzie jej nawet w zaświatach spokoju nie dadzą.

czwartek, 9 kwietnia 2009

Kobieta po przejściach, aktorka z przeszłością. "Anna Dymna - Ona to ja" Elżbieta Baniewicz

Któregoś dnia, gdy wracałam jak zawsze z uczelni autobusem linii 152, od progu Scani podróżującej codziennie z Olszanicy (znajdującej się na obrzeżach miasta) przez ścisłe Centrum, nowe Rondo Mogilskie z wykopaliskiem po środku (ruiny prawie, jak w Atenach), aż na Aleję Przyjaźni (przyjaźni polsko-radzieckiej, bo to już dzielnica Nowa Huta), usłyszałam donośny, radosny głos. Głos oczywiście znajomy. Głos Anny Dymnej, która o dziwo nie wygłaszała żadnego monologu, nie prowadziła dialogu, ani też nie brała udział w reklamie, ale po prostu informowała mnie do jakiego to przystanku zbliżam się podróżując miejskim środkiem transportu. Uznałam to za znak i gdy dotarłam do domu sięgnęłam na półkę po nieco już zakurzoną książkę, bo muszę przyznać czekającą na mnie dosyć długo. Niestety książkę pożyczoną, zatem moje zwlekanie z nią było tym bardziej niewłaściwe.

Książka opierająca się na rozmowach oraz własnych 'dotknięciach' autorki z tematem wydawała się być interesująca. I owszem, fragmenty biografii, wspomnień, tych miłych i mniej miłych (a niekiedy wręcz strasznych) świetnie wkomponowane i bardzo zaskakujące, szczególnie gdy porówna się je z własnymi doświadczeniami.
Jednakże na tle całości lektury wspomnienia wydają się być jedynie przerywnikami. Dzieje się tak, gdyż autorka, jako krytyk teatralny wręcz nie może oprzeć się by nie ukazać czytelnikowi ról bohaterki. I to ról zarówno dobrych, złych, doskonałych, zarówno teatralnych, jak i filmowych.
Początkowo nie mogłam wyjść z podziwu ze względu na początki aktorstwa Dymnej, gdy jako młodziutka adeptka, niewiele młodsza ode mnie, została rzucona od razu na głęboką wodę. Ale z czasem, z kolejnymi stronami ról przybywało byłam znużona opisami spektakli, których prawdopodobnie nigdzie nie zobaczę, a wciąż były one przytaczane. Nie lubię polegać na ocenie innych i wolę sama wszystko zbadać, dlatego w mym mniemaniu książka oparta na faktach powinna być wręcz wzorcowo obiektywna - niestety ta książka taka nie była i nie dała mi tym samym szansy na własne dociekania, szufladkując Annę Dymną według kryteriów: dobrze, źle, wspaniale.

"Anna Dymna - Ona to ja" pióra Elżbiety Baniewicz pozwoliła mi jednak na coś. Pozwoliła mi zmienić całkowicie moje zdanie o aktorce. Zawsze wydawała mi się ona wielka, cudowna, bardzo ważna, ustawiona na piedestale, a przez to trochę nieobecna. Nawet, gdy spotkałam ja osobiście, w przerwie spektaklu "Damy i huzary" w Teatrze Starym w Krakowie. W wyniku mojego uroku osobistego zostałam wpuszczona za kulisy i odprowadzona wprost do garderoby Dymnej. Widziałam ją w pięknej, starodawnej sukni, z wielkim, imponującym kokiem, siedzącą w osobnej garderobie przy pięknej toaletce w ciepłym świetle lampki, a z dala od pozostałych, bawiących się w swoim gronie aktorów. Jawiła mi się ona wówczas, jako ktoś znający swoją wartość, ktoś istotny, może też nieco przepełniony pychą.
Teraz, po lekturze książki, wiem już że to co innego, że owo wrażenie było spowodowane jedynie swawolnością innych aktorów, aniżeli pychą, czy dumą Dymnej, bo w rzeczywistości jest ona skromną, spokojną, dobrze wychowaną, stroniącą od wszelkich używek osobą i trochę wstydzę się tamtego pochopnego osądu.

Przyznaję jednak, że książka Baniewicz rozczarowała mnie. Przede wszystkim dlatego, że po jej zamknięciu pozostał niedosyt. Nie wszystkie tematy, kwestie zostały w niej poruszone, a te które zostały podjęte niejednokrotnie nie zostały zakończone. I mam też trudność z oceną tej lektury, bo mniej więcej do połowy zasługuje na mocne bdb, ale niestety druga połowa to już dst. Zatem z pomieszania i poplątania życia prywatnego i życia scenicznego nie wyszło nic dobrego. Mam jednak nadzieję, że nie wyszło nic dobrego tylko z pomieszania na papierze, który nie jest odporny na taki misz-masz i że tylko w tej książce, a nie w prawdziwym życiu Anny Dymnej.

Ocena: 4/6
(rozstrzał pomiędzy bdb, a dst spowodował, iż zdecydowałam się na coś pośredniego)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...