Menu

środa, 21 grudnia 2016

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o "Rozprawie nad książką", ale boicie się zapytać.

Razu pewnego przebywając w zacnym, choć przygnębiającym, budynku sądowego przy krakowskiej ulicy Przy Rondzie, w pobliżu Ronda Mogilskiego wpadłam na genialny (jak to bywa u mnie) pomysł.

Doszłam do wniosku, że dlaczego nie zrobić by takiego sądu na blogu. Oczywiście absolutnie nie miałam tu na myśli tworzenie jakiś sądów kapturowych, czy innych konkurencyjnych dla naszych państwowych instytucji, formacji. Chodziło mi o coś zupełnie innego. O taki szczególny rodzaj sądu, o sąd nad przeczytaną książką.

Pomysł ten kiełkował w mojej głowie, rozrastał się, ukorzeniał. Aż w końcu pomyślałam, że coś z tego jednak będzie. Planowałam formę, treść, kolejne odcinki. Ale nie zabierałam się jeszcze do pisania. Stwierdziłam, że trzeba to dopracować, przemyśleć, ułożyć.

I wtedy: bach. Spadł na mnie niespodziewanie pewien news.
Akurat jechałam samochodem, stałam na światłach w doskonałym humorze i nuciłam pod nosem jakiś hit z dawnych lat. Marzyłam o tym, aby już być w domu i zabrać się za wręcz palącą książkę, znajdującą się aktualnie na siedzeniu pasażera, w czeluściach mej torebki, gdy to usłyszałam. Informacja była bardzo entuzjastyczna, niezbyt długa, ale nizwykle zachęcająca, a dotyczyła nowego programu prowadzonego z udziałem publiczności w Radiu Kraków. Nazywał się on nie mniej, nie więcej tylko: "Sąd nad książką".



Wiele myśli przebiegło mi wtedy przez głowę. Na czele z taką upartą, że to wręcz niemożliwe, że nie wypowiadałam tego pomysłu głośno, więc może zwariowałam i w przypływie emocji (a może lunatykowania? w dzieciństwie ponoć zdarzało mi się łazić po nocy) napisałam jakiś e-mail do Radia Kraków lub Instytutu Książki? :)

Oczywiście, gdy emocje opadły, najbardziej prawdopodobnym powodem tej mojej lekkiej klęski wydał mi się zwyczajny zbieg okoliczności.

I myślałam, jak wybrnąć z tego ambarasu. Bo przecież kształt już mam, wszystko przemyślane, decyzja podjęta. Głupi tytuł nie zniszczy mi tych godzin spędzonych na planowaniu.
Ale przecież tytuł jest najważniejszy! Zatem wystarczy go zmienić!

Olśniło mnie znowu na korytarzu sądowym. Krótko przed jedną z wielu rozpraw, które w tym dniu miałam zaplanowane. Z sali sądowej wyszła Protokolantka: "Proszę na rozprawę w sprawie oskarżonego XYZ, wszystkie obecne strony oraz świadków".

Rozprawa. Rozprawa nad książką!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Nie lubię poniedziałku, czyli skąd tyle czytania w listopadzie.

Z każdym nadchodzącym nowym rokiem życzę sobie tego samego.
I nie jest to wbrew pozorom wielki basen w jeszcze większym ogródku, kluczyki do sportowego auta w szufladzie, futro w szafie, czy milion na koncie.

Na pierwszym miejscu jest oczywiście zdrowie. Bo zdrowie jest najważniejsze, w tym zdrowie naszych bliskich i gdy nie domaga (tak jak aktualnie teraz, gdy złapało mnie jakieś paskudne zapalenie gardła) to nie ma nawet jak pływać w tym przydomowym basenie!

Drugą pozycję okupuje miłość. Miłość bliskich i związana z nią troska, bezpieczeństwo, radość i spokój. Po co milion na koncie skoro nie ma z kim go wydawać?

Synonim szczęścia.

I wreszcie po trzecie życzę sobie szczęścia i to takiego ponadwymiarowego. Szczęścia, jako spełnienia rodzinnego, prywatnego, zawodowego. Szczęścia, jako uczucia towarzyszącego mi na co dzień. Szczęścia, jako radości z wszystkich sukcesów swoich i bliskich mi osób.

Dla mnie synonimem szczęścia jest również oddawanie się temu, co kochamy. Czy jest to jakaś super praca zawodowa, czy szalona pasja, czy chociażby zwykłe hobby.

Być może się nie domyślaliście (a teraz, ha, Was oświecę!), ale takie małe szczęście dla mnie to też spokojny wieczór w fotelu z dobrą książką i ciepłą herbatą. Listopad jest dla takich małych szczęść miesiącem wprost idealnym. Szybko robi się ciemno, jest zimno, mroczno, może nawet pada śnieg, więc można bez żadnych wyrzutów sumienia otulić się kocykiem i czytać, czytać, czytać.

czwartek, 10 listopada 2016

Filiżanka herbaty u lady Agathy. "Tajemnica rezydencji Chimneys"

- Najwyższy czas na poranną herbatę - rzekł (...) energicznie - Proszę tędy. Na następnej ulicy mamy wspaniałą kawiarnię.
- Domniemywam - powiedziała pani Caldicott tym swoim głębokim głosem - że koszt posiłku jest wliczony do wycieczki?
- Poranna herbata, proszę pani - odparł Anthony w sposób profesjonalnie uprzejmy - jest ekstra.
- To nieprzyzwoite!
- Życie bardzo często nas doświadcza - powiedział pocieszająco Anthony.
Oczy pani Caldicott rozbłysły; zauważyła tonem człowieka skaczącego na minę:- Podejrzewałam coś takiego i byłam na tyle przewidująca, że dziś rano przy śniadaniu odlałam trochę herbaty do dzbanka. Podgrzeję ją sobie w maszynce spirytusowej. Chodź, tatuśku.
Państwo Caldicott pożeglowali triumfalnie w stronę hotelu, a postać damy aż promieniała zadowoleniem własnej zapobiegliwości."

Poczęstujcie się herbatą. Źródło

W dosyć prostych i przyjemnych okolicznościach, gdzieś pomiędzy Leicester, a Loughborough, w trasie, którą można było przejechać za jednego pensa za milę (a w przypadku dzieci nawet za połowę stawki), w drodze na wiec abstynentów, narodziła się, całkiem niespodziewanie, współczesna turystyka.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Nie lubię poniedziałku, czyli trudno się pozbierać, bo Targi, Targi i po Targach.

Od jakiś trzech lat, rok rocznie w październiku miałam problem.

Oto wielkimi krokami zbliżało się w moim rodzinnym Krakowie święto książki, prawdziwy raj dla książkoholików, dni rozpusty książkowej... a ja byłam zajęta.

Za każdym razem poczucie obowiązku wygrywało z szalonym buszowaniem pośród stoisk targowych. I co prawda spędzałam ten czas wśród książek, jednakże żadna z nich nie była taką jaką wzięłabym bez wahania do ręki w czasie wolnym.

Tak, niestety uczyłam się. Uczyłam się jak szalona.
Uczyłam się do oporu i gładko przechodziłam przez egzamin wstępny i kolejne kolokwia.
Poświęcałam swój czas i swoją energię, aby realizować marzenia zawodowe, zaś przyjemności schodziły na plan dalszy.

Coś wisiało w powietrzu..

Aż nadszedł ten piękny rok AD. 2016. Rok przestępny. Rok niespodziewanie poplątany. Ostatni rok mojej aplikacji. Rok bez kolokwiów i egzaminów!

Od wakacji śledziłam stronę krakowskich Targów, zwłaszcza, iż te nadchodzące miały być szczególne, jubileuszowe, w końcu dwudzieste!

Wiedziałam, że na pewno nie wpadnę już tym razem w ostatniej chwili na halę Expo i nie będę biegać jak szalona wśród stoisk poszukując promocji, autorów, gratisów, znajomych (i to wszystkiego na raz). Miałam spokojnie, dostojnie kroczyć po halach, przeglądać książki, brać udział w spotkaniach, ustawiać się spokojnie w gigantycznych kolejkach do ulubionych autorów. Miałam wreszcie korzystać i cieszyć się tym książkowym świętem przez całe długie cztery dni.

A jak było w rzeczywistości?

niedziela, 9 października 2016

W oparach wulkanów i cieniu starożytnej dżungli na La Isla Bonita.

Południe jest surowe, pachnące siarką i ciepłe.
Północ spowija mglista otulina zieleni, rozwiewana przez zimne wiatry.

Na południu słońce pojawia się zawsze około południa, ogrzewając liczne plantacje bananów.
Na północy popołudniami słońce nie ledwo przebija się przez grubą warstwę nisko usytuowanych chmur.

Banany i ocean to typowy krajobraz tej wyspy.

Od północy do południa rozciąga się trasa wędrowna prowadząca szlakiem kolejnych erupcji wulkanicznych, które stworzyły ten przedziwny klimat.

Środek jest jednak najciekawszy. Gigantyczny lej powulkaniczny, którego wnętrze znajduje się poniżej poziomu morza, obrośnięty pradawną puszczą oraz gdzieniegdzie plantacjami bananów, jedwabiu i winorośli.

Wysiadacie z samolotu. Robicie wdech, potem wydech. Znowu wdech. I już to czujecie. Wszędzie ten sam, drażniący nozdrza zapach niepokoju, zapach egzotyki, zapach wulkanu. Wszechobecna siarka.

Ostre zakręty na stromych czarnych zboczach umajonych tropikalną roślinnością. Małym, niskim domkom z niewielkimi oknami powciskanym we wzgórza daleko do kolonialnych rezydencji kupców i magnatów. Ale to w nich przetwarza się skarby wyspy, chociażby na niesamowite lokalne trunki.

Ale wtem z okna autobusu widać już przedziwne i komiczne wielkie baseny pośrodku morza bananowców. Widać zgrabne budynki hotelowe położone na klifie nad samym brzegiem oceanu.
Jeszcze kilka zakrętów.

Witamy na La Palmie.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Powrót ze Szmaragdowej Wyspy

Błękitna woda mieniąca się wszystkimi odcieniami niebieskiego. Turkusowa przy brzegach, przechodząca w szmaragd, aż do głębokiego szafiru. Rozmaite zatoczki, z których każda jest inna - z sypkim, białawym piaskiem, z błyszczącymi w słońcu kamykami lub delikatnym skrzącym się żwirem.

A gdy tylko odjedzie się kawałek od morza wjeżdża się w górzyste tereny, z małymi miasteczkami, w których dachy pokryte są szarym kamieniem. W lasy piniowe i gaje oliwne, w których rządzą lokatorzy rozlicznych pasiek, produkujący prawdziwe złoto tych stron. W osadzone wysoko monastyry, nieodkryte przez masową turystykę.

czwartek, 7 lipca 2016

Czwartkowa wokanda. "Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda

Błyski fleszów, tysiące rozdanych autografów, kolejne spektakularne nagrody, wspaniałe produkcje, lans na ściankach, paparazzi śledzący każdy krok.
Przymioty sławy.
Cena popularności.
Blaski i cienie życia prawdziwych gwiazd.



Być może brzmi, jak tytuł telenoweli, ale to prawdziwe życie.
Takie, które czuć najmocniej wtedy, gdy gasną światła, kieliszki szampana są już opróżnione, a czerwony dywan dawno zwinięty i wracając wieczorem do domu trzeba włączyć telewizor, aby słyszeć jakikolwiek głos.

wtorek, 5 lipca 2016

Knedliczki w sosie własnym. "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł

Pierwsze skojarzenie?
Lentilki, które w każdą niedzielę z nabożnością przynosiła mi ciocia.
Drugie?
Smażony syr na postoju podczas podróży w austriackie Alpy.

Trzecie - niezbyt miłe.
Kobieta zastawiająca swoją tuszą wejście do toalety i żądająca wyliczonej kwoty 1 euro, podczas gdy cała kolejka turystów wraz z dziećmi zmierzających wtenczas do Hiszpanii miała jedynie niedrobne banknoty.

Czwarte - szalone.
Poszukiwanie Tesco w Ostravie i zbłądzenie w szare dzielnice usłane blokowiskami i fabrykami.

Przepraszam za jakość zdjęć. Robione były nie lodówką, ale w trakcie obróbki i publikacji zatraciły się.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Nie lubię poniedziałku, czyli wielka ignorantka albo wstyd nie znać!

W pewne niedzielne majowe popołudnie, weszłam w prawdziwy komunizm.

Spokojnie.
Nikt nie reglamentował mi żywności (chociaż mógł). Nie zostałam objęta przymusem pracy, nie stałam w osławionych kolejkach dzierżąc kartki, ani na szczęście nie naraziłam się na gniew milicyjnej pałki.

Uczestniczyłam jedynie w uroczystości I Komunii Świętej.

Podczas wybierania komunijnego prezentu byłam niczym dziecko we mgle. I to tropikalnej mgle. Źródło

Gdy tak siedziałam przy stole zastawionym niczym na bogate wesele, dostając co rusz pod nos rozmaite pyszności, wysłuchując historii rodzinnych i zabawnych anegdotek oraz krzyku dzieci, doszedł do mej świadomości bardzo pozytywny i jednocześnie zastanawiający fakt.

Oto komunistka jest prawdziwym molem książkowym. Kocha książki, czytanie, a jeżeli nie chce ćwiczyć gry na pianinie to za karę rodzice zabraniają jej czytać książek (sic!). Naturalnym prezentem wydała się więc książka.

I tu pojawił się problem. Bo jaką książkę podarować można 10 - letniej dziewczynce i to w dodatku na tak podniosłe wydarzenie w jej życiu? Na pewno książkę, którą po prostu powinna przeczytać, którą powinna znać. Książkę jednocześnie wartościową i porywającą. Książkę, do której chce się wracać. Książkę, którą się wspomina i poleca.

Ale cały czas się zastanawiam, czy takie książki właściwie istnieją.

środa, 22 czerwca 2016

Nie lubię poniedziałku w środę, czyli wypadki ostatnich tygodni, które mnie wcale nie złamały

Znacie to uczucie, gdy jesteście tak zapracowani, że myślicie tylko o tym, kiedy będzie wreszcie jakiś wolny dzień? Że marzycie wręcz o urlopie, o wylegiwaniu się na leżaku i słodkim nicnierobieniu? Albo chociaż o takim długim, dwutygodniowym najlepiej weekendzie podczas, którego nikt od Was nic nie będzie chciał?

Nawet nie miałam czasu, aby wziąć rower na spacer. Źródło

Znacie to?
Tak?
To teraz uważajcie. Pod żadnym pozorem, nigdy, absolutnie, bezwzględnie nie powtarzajcie w duchu niczym mantry takich pragnień! Tym bardziej nie mówcie o nich głośno! I zaraz Wam dobitnie wskażę dlaczego.

piątek, 27 maja 2016

Czytanie na opak w długi weekend.

Dla większości to święto grilla.
Dla nielicznych to święto piękne, religijne i podniosłe.
Dla mnie (jakże krótkie!) święto książki, bo mogę czytać bez wyrzutów sumienia!

Cieszmy się długimi weekendami, bo tak szybko mijają!

Z cyklu: idealne miejsca do czytania. Źródło

Sąsiad pospiesznie myje samochód, a żona dopinguje go stojąc i się śmiejąc obok. Dzieciaki biegają po całym osiedlu, zaś ich mocno zurlopowani rodzice w czeluściach domów nadrabiają zaległości telewizyjne.

A ja ostatni wieczór długiego weekendu każdorazowo spędzę zapewne pochylona nad kalendarzem, pachnąca grillem, najedzona własnoręcznym deserem (ostatnio na fali jest panna cotta) i zmęczona jeszcze bardziej niż u jego początków.

Właśnie początki

piątek, 20 maja 2016

Z notatnika podróżnika, czyli 10 miejsc, które chciałabym odwiedzić.

Wielkimi krokami zbliża się kolejny długi weekend. Troszkę mniejszymi, ale nie mniej intensywnymi, nadchodzi lato, a więc czas wakacji, odkrywania, wyjazdów, podróży, spełniania marzeń. Może nie wiecie, gdzie jeszcze się udacie, a może planujecie już od dawna swoje urlopy, ba, macie rezerwacje już od poprzednich wakacji. Ja nie mam. Wciąż się waham, wciąż planuję.

Źródło

Postanowiłam zatem uchylić rąbka tajemnicy, troszkę się pozwierzać i opowiedzieć Wam o moich podróżniczych marzeniach :)

wtorek, 26 kwietnia 2016

Patrzyłam ludziom w okna. "13 pięter" Filip Springer

Mieszkańców dużego bloku, wracających niekiedy po zmroku do domu, zawsze wita, jeszcze na parkingu, kilkanaście lub nawet kilkaset świetlistych kwadratów i prostokątów.

Okna.
Czasami widać w nich migające światło telewizorów. Niekiedy biały poblask energooszczędności LEDów albo mocny punktowy strumień płynący z halogenów należących do tych, którym niespecjalnie zależy na oszczędności.



Niekiedy można zaobserwować w tych świetlistych przebłyskach członków rodziny plątających się po kuchni w poszukiwaniu kolacji, małe dzieci wyglądające rodziców wracających z pracy, czy zawieszających firanki i zasłony nowych lokatorów.

I ja stałam na takim parkingu. Wysiadałam z samochodu, a młode małżeństwo skręcało właśnie kuchenne meble z Ikei, starsza pani z drugiego piętra robiła kroiła ciasto na wieczorny seans serialowy, zaś dzieci sąsiadów skakały na łóżku pod sufit w szaleństwie zabawy.

Stałam na parkingu przed blokiem, a przecież wcale nie ruszyłam się z fotela. W dodatku na trochę przeniosłam się w czasie, aby znowu wylądować przed tym budynkiem i patrzyć ludziom w okna.

Od parteru aż po 13 piętro.

sobota, 23 kwietnia 2016

O książkach pięknych, różnych i podłużnych, czyli jak nie świętować Dnia Książki.

To kompletnie niesprawiedliwe.
Atakują mnie zewsząd.
Różne teksty, akcje, reakcje. I co straszne - promocje!

Zaczęło się już wczoraj, gdy jadąc samochodem usłyszałam, że przecież lepsze są od jednej książki dwie, a od dwóch trzy. I jak ja się z tym stwierdzeniem pięknie zgadzam! Kiwałam potakująco głową, rozpływałam się w zachwycie, aż pewien przekaz (pewnie podprogowy!) skierował me myśli na stronę pewnego sklepu.

Obrazy zupełnie nieksiążkowe. Wcale nie są to owce sprawiedliwe, a na pewno nie lubią przygód!
Źródło

Dzisiaj było jeszcze gorzej. Mój mózg przetworzył wszystkie przekazy chyba z całego tygodnia, bo moje nóżki, zupełnie niekontrolowanie (!), podążyły do sklepu stacjonarnego. Nie przyznam się ile walczyłam ze sobą (bo ani sekundy), ani ile czasu spędziłam w sklepie, ale powiem tylko, że jestem sponiewierana, mam wyrzuty sumienia i muszę je zagłuszyć, a nie pomaga nawet czytanie.


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Nie lubię poniedziałku, czyli skąd się wzięłaś książko?

Wszyscy wiedzą, że najlepszym prezentem dla mola książkowego jest fantazyjny kubek, ciepły kocyk, pyszna herbata oraz bajkowa zakładka. Broń nas Boże przed kupowaniem książkoholikowi książek! To jak zabrać hazardzistę do kasyna, a alkoholika do baru. To jak karmienie wielkiego potwora. A w dodatku możemy narazić się na gniew. Oj, wielki gniew!

Bo on TĘ KSIĄŻKĘ już ma!
I jak nie wiesz co mam w biblioteczce?!
Jaka/i z Ciebie dziewczyna/przyjaciółka/matka/siostra/chłopak/przyjaciel/ojciec/brat?!

Jak nawet nie ma jej jeszcze w biblioteczce to skąd wiesz, że ta książka będzie się podobać???Zwłaszcza, iż na 30 z 60 blogów była krytykowana! No i jak może się podobać jak się nie podoba?

Bo książka to nie tylko szelest kartek. Żródło

sobota, 16 kwietnia 2016

Co, ile, czego, z czego... Kwartalnik część pierwsza w 2016 roku

Ledwie wyglądnęłam przez okno, a tu już 26 stopni (nawet 30 w słońcu!), kwiaty kwitną jak ogłupiałe, a w głowie toczy się walka pomiędzy rozsądkiem związanym z porą roku reprezentowanym przez płaszcz i apaszkę, a instynktem wzmaganym anomaliami pogodowymi, który skłaniał się ku sandałach oraz szortach.

Tymczasem przyszedł piątek, piąteczek, piątunio. I znowu pogoda postanowiła zrobić na złość wszystkim mającym plany weekendowe obejmujące zajęcia na świeżym powietrzu.

Źródło
Ale my się deszczom nie dajemy. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z tak podniosłym wydarzeniem, jak pożegnanie pierwszego kwartału!

niedziela, 3 kwietnia 2016

Gdy czarny kot wcale nie przebiegnie drogi. "Czysty obłęd" Mark Lamprell

W życiu każdego porządnego człowieka przychodzą takie dni, kiedy ze zdziwieniem analizuje się wydarzenia z ostatnich godzin i nie wierzy się w to, co rzeczywiście nas spotkało.

Jak to możliwe, że jeszcze kilka godzin temu truchtałeś sobie swoją stałą trasą biegową i cudem, kompletnym fuksem, uniknąłeś śmierci pod kołami niebieskiego sedana, bo jakąś kobietę akurat oślepiło słońce? Później dziwnym trafem okazuje się, że zawsze całkiem zrównoważona i rozsądna córka pobiła koleżankę w szkole, zaś syn w swoim pokoju przechowuje narkotyki. W dodatku całej rodzinie grozi bankructwo i eksmisja, a do tego wszystkiego rozpoczyna Cię prześladować jakiś szalony stróż prawa.

niedziela, 13 marca 2016

O tym, jak Madame Butterfly boi się suszarki

W czasach, gdy Polska nie istnieje na mapach świata, w dalekiej Japonii nastoletnia gejsza zwana Motylem (stąd amerykańskie: Butterfly, zaś z japońskiego kojarzące się dosyć śmiesznie: Cio-cio-san) poznaje miłość swojego życia. Mężczyzną, któremu Butterfly chce oddać swe serce jest Amerykanin, w dodatku oficer na okręcie marynarki wojennej, z którym dziewczyna bierze zwyczajowy japoński ślub. Oczywiście, jak to w smutnych historiach bywa, okazuje się, że oficer wcale nie brał związku z dziewczyną na poważnie, zaś ona faktycznie darzyła go ogromnym uczuciem i nawet powiła mu syna.

Jakkolwiek historia, przepięknie wykreowana w operze przez Giacoma Pucciniego, jest tragiczna to już moja opowieść winna być opatrzona standardowym "i żyli długo i szczęśliwie".

Rzecz ma miejsce nie za siedmioma górami i nie za siedmioma lasami, ale za wzgórzem oddzielającym kłębiący się nad centrum Krakowa smog od czystszego powietrza północnych rubieży miasta, gdzie w małym (naprawdę małym, ok. 60m2!) pałacyku mieszka nasza bohaterka.

Pierwsze dni z moimi niewolnikami. Na lewej łapce widać ślad po nieudolnym goleniu - sprawcy zostali ukarani.

Ma ledwie 16 lat, piękne błękitne oczy, bujną fryzurę i troszkę trudny charakter. Lubi postawić na swoim i jest uparta, ale przy tym troskliwa, łagodna, ciekawska i cechuje ją niezwykła empatia. Uwielbia muzykę poważną, zwłaszcza elektryzujące dźwięki fortepianu, ale nie pogardzi też sagą "Gwiezdnych wojen". Interesuje się nowinkami technicznymi, ale czasami po prostu lubi usiąść w fotelu z ciekawą książką. Denerwują ją małe dzieci, nie rozumie bezstresowego wychowania i nie znosi wrzasku, które takie wychowanie generuje, ale spokojne, troszkę starsze dzieci akceptuje i nawet może się nimi chwilowo zajmować. Niezwykle dba o swój wygląd, je tylko dietetyczne i zdrowe potrawy, często poddaje się również upiększającym zabiegom kosmetycznym, od prostej pielęgnacji swoich pięknych, długich włosów, po wyszukany manicure i pedicure.

Poznajcie współczesną Madame Butterfly. Urodziła się nie w Nagasaki, lecz w Kielcach, a jej korzeni należy szukać nie w Japonii, a w Persji. Jest z nami od troszkę ponad roku. I wciąż zachwyca.

czwartek, 3 marca 2016

30 książek, które musisz przeczytać przed 30-stką #2

Dystans skracał się z prędkością błyskawicy i przekroczył magiczną godzinę w sobotę.
O pierwszej trzydzieści w nocy. W tym czasie, jako główna zainteresowana, smacznie przekręcałam się na drugi boczek, co znacznie utrudniała zalegająca na mojej prawej nodze kocia piękność. Obudziłam się starsza i (mam nadzieję) mądrzejsza. Ale też troszkę przerażona tą wiekową odpowiedzialnością, która na mnie spłynęła ;)



Ponieważ wcześniej nie było okazji to właśnie teraz, już jako nie dwudziestolatka,przedstawiam Wam drugą dziesiątkę książek, które moim zdaniem powinno przeczytać się przed 30-stką. Ja te książki przeczytałam i każda z nich pozostawiła jakiś ślad w moim myśleniu. Z każdą z nich wiążą się też cudowne wspomnienia. Każdą z nich powinniście zaprosić na dłuższy spacer ;)

niedziela, 14 lutego 2016

30 książek, które musisz przeczytać przed 30-stką #1

Przychodzi taki moment w życiu, że migoczące na torcie świeczki nie cieszą, "sto lat" fałszowane przez naszych najlepszych przyjaciół nie bawi, a następnego dnia rano przed lustrem uświadamiamy sobie, że o ludziach w takich wieku myśleliśmy kiedyś, że są starzy.



Mnie oczywiście wszystkie te momenty nie dotyczą. Gdy za niecałe dwa tygodnie obudzę się rano w sobotę będę zapewne odwiedzać moją mamę, która spędzi ten dzień w szpitalu na badaniach, a po powrocie zacznę szykować się na imprezę.

Przed tą moją "osiemnastką" naszło mnie jednak takie refleksyjne poczucie, że chciałabym podzielić się z Wami tymi tytułami, które moim zdaniem każdy powinien przeczytać przed osiągnięciem trzeciej (sic!) dekady. Nie będą to książki tylko najulubieńsze, ale też takie, które z jakiegoś powodu zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

niedziela, 24 stycznia 2016

Kobiecość mierzona kilogramami. "Z grubsza Wenus" Anna Fryczkowska

Ferie na nartach. Setki ludzi spędza czas w korkach na Zakopiance. Szczęśliwcy, którzy już dotarli wystawiają swoje zaróżowione od mrozu policzki na promienie zimowego słońca, wylegują się w gorących termach lub w pocie czoła szusują na nartach.

Chrupałabym... Źródło
Wśród nich jest mała, lecz korpulentna dziewczynka, która wraz z instruktorem narciarskim od kilku godzin próbuje nauczyć się podstaw techniki jazdy na nartach. Pewne postępy są już widoczne. Kilka razy zsunęła się po stoku bez żadnej wywrotki. Instruktor zadowolony z tych postępów pyta dziewczynkę, zatrzymującą się przy dolnej stacji wyciągu, jaką nagrodę chciałaby za bezwypadkowy trening. Jej uśmiechnięte i pełne nadziei oczy świdrują z wdzięcznością jego twarz, pociąga nosem i odpowiada radośnie:
- Marzy mi się kiełbaska!

niedziela, 17 stycznia 2016

Remanent, czyli "Panie, tu jest kiosk Ruchu, ja tu mięso mam!".

Nowy Rok, nowe perspektywy, nowe plany, nowe otwarcie. Ale nie oszukujmy się, niewiele z tych planów, marzeń, postanowień tak naprawdę spełnimy. Obojętne, czy założymy sobie jakąś liczbę książek, które musimy przeczytać, czy określone tytuły, czy wysokość stosu, czy też lektury o jakiś wyszukanych zagadnieniach.

A mimo to się nie poddajemy. Tworzymy jakieś dziwaczne listy, listki, wielgaśne listy. Tworzymy, często nierealne, założenia. I to wszystko zamiast zwykłej radości czytania.

W tym roku postanowiłam jednak wreszcie coś zrobić, zmienić, stworzyć. Jakoś urealnić te wszystkie plany związane z czytaniem klasyki, przypomnieniem sobie dziecięcych lektur, sięganiem po książki które mam w mych zasobach, ograniczeniem w kupowaniu nowych tytułów. Pokusiłam się więc o delikatne noworoczne porządki.

Miły mym oczom porządek. Źródło

Teraz wszyscy wyobrazili sobie pewnie, jak w chustce na głowie trzepię dywany, odkurzam półki i książki, układam, wącham, kicham, jeszcze raz wącham, jeszcze raz kicham i z pietyzmem odkładam na półeczkę, potem z pięćdziesiąt razy wszystko przestawiam i gdy padam już ze zmęczenia zostawiam biblioteczkę i zasypiam półsiedząca na fotelu.

Otóż nie. Kurz wraz z kocimi kłaczkami nadal pokrywa me książki, tytuły leżą, o zgrozo , w tych samych konfiguracjach od roku, a nowe książki upycham w dziwnych miejscach (np. na nocnym stoliku lub wśród książek kucharskich, przewodników i albumów w kuchni!).

Ja natomiast mam poczucie wspaniałego porządku, opanowania i ogarnięcia wszystkiego. Też możecie się tak poczuć. Wystarczy jedynie pięć kroków!

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozważanie i planowanie 2016

Przyszedł, jak zwykle hałaśliwie. Przy akompaniamencie melodii z koncertu na nieodległym największym placu Europy wkroczył melodyjnym krokiem. Przybył z zapachem pizzy pieczonej w naszym piekarniku i to z zadziornością i złośliwością kuny przegryzającej kable zapłonowe w samochodzie znajomych. W huku wystrzałów, wdarł się pomiędzy jedną, a drugą turę walki o Catan.
Pierwsze powitanie nie było jednak tak spektakularne, jak drugie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...