Menu

sobota, 16 kwietnia 2016

Co, ile, czego, z czego... Kwartalnik część pierwsza w 2016 roku

Ledwie wyglądnęłam przez okno, a tu już 26 stopni (nawet 30 w słońcu!), kwiaty kwitną jak ogłupiałe, a w głowie toczy się walka pomiędzy rozsądkiem związanym z porą roku reprezentowanym przez płaszcz i apaszkę, a instynktem wzmaganym anomaliami pogodowymi, który skłaniał się ku sandałach oraz szortach.

Tymczasem przyszedł piątek, piąteczek, piątunio. I znowu pogoda postanowiła zrobić na złość wszystkim mającym plany weekendowe obejmujące zajęcia na świeżym powietrzu.

Źródło
Ale my się deszczom nie dajemy. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z tak podniosłym wydarzeniem, jak pożegnanie pierwszego kwartału!
Trzy miesiące, dziesięć książek, milion emocji.

Pochłonęłam w ciągu pierwszego kwartału aż 4149 stron. Nie jest to rekord świata, ale jest to najlepszy wynik od 4 lat, nic więc dziwnego, że jestem z siebie dumna. Wychodzi bowiem ok. 45 stron dziennie. Noszenie ze sobą książki i wyciąganie jej w kolejce na poczcie, czy w tramwaju pomiędzy dwoma przystankami wreszcie daje efekty!

Ale czegóż to nie było w ciągu tych 3 miesięcy!

Rok zaczęłam od smacznego knedliczka z Mariuszem Szczygłem. Oczywiście knedliczek z gulaszem. Oj, zrobiłam sobie mały raj!

Okazało się, że aż trzy razy wypiłam popołudniową herbatkę z lady Agathą Christie. Za każdym razem lady Agatha zaskoczyła mnie czymś nowym, nie polubiłam jednak jej dobrego znajomego Belga, wydał mi się nazbyt wyniosły.

Dwukrotnie odwiedziłam malownicze Lipowo wstrząsane okrutnymi zbrodniami. Oczywiście wszyscy wiedzieli o moich odwiedzinach od razu, zatem nie mogłam być anonimowa.

Podobnie zresztą było podczas urlopu nad Martwym Jeziorem z Olgą Rudnicką i późniejszej naszej wyprawie na Dolny Śląsk. Tutaj już śmiechom i chichom nie było końca.

To będzie brzmiało jakbym zwariowała, ale musicie mi uwierzyć, bo byłam też na... Marsie. Ciężko nam się uprawiało te ziemniaki z Markiem, ale jakoś daliśmy radę ;)

A żeby tego było mało, w komunikacji miejskiej cierpiałam na niekontrolowane wybuchy śmiechu, zatem dziwię się, że mogę tu do Was pisać, nie zaś tkwić w pokoju bez klamek.

Kamień, nożyce, papier... e-papier


W tym kwartale elektronika wygrała (niestety) z książką w formie papierowej. Kindle był ze mną zawsze i wszędzie. I tak właśnie wszystkie 10 książek przeczytałam w takiej formie, lekko wirtualnej.

Zakupy książkowe w ciągu tych trzech miesięcy również robiłam w formie elektronicznej. Nie było ich co prawda jakoś dużo, ale patrząc na moje zapełnione półki (te wirtualne i te rzeczywiste!) to i tak były najpewniej zbyteczne.

Konsekwencje e-czytania przez cały kwartał są właściwie dwie.

Pierwsza związana jest z niedawnymi porządkami moich zbiorów ebooków, których dokonałam niezwykle rozważnie i które to skutkowały zaleganiem na Kindle'u tylko i wyłącznie książek dla mnie wartościowych, ciekawych i jakoś mnie fascynujących. I oczywiście ma to przełożenie na oceny wystawiane w tym kwartale, których średnia to aż 4.8. Tylko jedna książka była tak naprawdę słaba oraz też jedna była wyjątkowa. Wszystkie pozostałe lektury natomiast były bardzo dobre, co nieczęsto się zdarza.

Druga konsekwencja to tak naprawdę minus e-czytania, bo w ciągu trzech miesięcy nie widziałam praktycznie na oczy zwykłej okładki. "Zwykłej", czyli pełnowymiarowej i kolorowej. Niemniej jednak to właśnie okładek użyję, aby wskazać Wam totalne hity i kity tego kwartału.

HITY



1.  "Marsjanin" Andy Weir 
O przetrwaniu z humorem i bez zbędnego patosu :)



2. "Ostatnia arystokratka" Evzen Bocek
Szalona, zabawna i genialnie absurdalna.




3. "Motylek" Katarzyna Puzyńska
>Nie przypuszczałam, że książka tego typu mnie wciągnie. Świetny polski kryminał!

KIT




"Tylko martwi nie kłamią" Katarzyna Bonda
To nie moje pierwsze spotkanie z panią Bondą i nie pierwsze rozczarowanie. Cóż, królowa jest tylko jedna ;)

A co Wam wpadło w oko w ciągu pierwszych miesięcy nowego roku

2 komentarze:

  1. Marsjanin i Arystokratka czekają na swoją kolejność w moich zbiorach. Poza tym lekko zdziwiło mnie zakwalifikowanie K. Bondy do KITU. Co prawda nie miałam do tej pory styczności z jej twórczością, ale opinie i recenzje są w dużym stopniu pozytywne. Chociaż ile ludzi tyle opinii, a na własnej skórze odczułam, iż coś co w opinii ogółu określane jest mianem hitu dla mnie często jest kitem.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie- strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, naprawdę nie wiem na czym polega fenomen Katarzyny Bondy. Spotkałam się z nią już dwa razy. Przy pierwszej książce tłumaczyłam sobie "no dobra, może to debiut, damy jeszcze szansę". Przy drugiej już nie byłam tak pobłażliwa i czasami naprawdę nie wierzyłam w to, co czytam.

      Zdecydowanie zatem polecam poświęcenie swego czasu zamiast pani Bondzie "Marsjaninowi" lub Arystokratce albo chociaż Katarzynie Puzyńskiej ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...