Menu

niedziela, 27 grudnia 2015

Czytanie na opak, czyli zawsze mamy pod śnieżną górę w zimie.

Uwielbiam zimę.

Kocham mróz skrzący się na szybach, skrzypiący śniegiem pod butami, rozcinany krawędziami nart.

Właśnie. Narty, dwie deski, które sprawiają tyle radości wielbicielom aktywności. A może jedna deska (dla tych, jak mówi mój ortopeda, którzy mają jedno oko, jedną rękę i jedną nogę ;)) ? Może sanki dla dam lubiących być wożone pod zgrabnym kocykiem? Lub prawdziwie gadżeciarskie jabłuszko pasujące do nowego modelu Iphona?

Ale jeżeli nie jesteśmy fanami sportów zimowych to też nie musimy się nudzić, bo przecież możemy w ciągu minuty przenieść się tysiące kilometrów od naszego domu. Do miejsc, gdzie trwają właśnie mordercze upały lub wręcz przeciwnie - gdzie panuje jeszcze bardziej przerażający mróz.

Piękne ośnieżone choinki obecnie tylko na zdjęciach. Źródło

Trudno jednak mówić o zimie, gdy w cieniu temperatura wynosi +14 stopni. Przypomnijcie sobie bowiem najgorszą letnią pogodę i zapewniam Was, że wówczas, w tej zimnej, mokrej rzeczywistości (ja byłam wtedy na wakacjach pod namiotem) było jednak zimniej niż teraz!

czwartek, 17 grudnia 2015

Czwartkowa wokanda. "Lodowa kurtyna" Gregg Olsen


Zaczęło się od Mandy.
Po prostu nie przyszła do pracy. Kobieta była w zaawansowanej ciąży, więc może zwyczajnie źle się poczuła. Może tak, jak utrzymuje jej mąż pojechała na zakupy. A może po prostu zamknęła się w domu z czekoladą i słoikiem ogórków kiszonych...

czwartek, 3 grudnia 2015

Czwartkowa wokanda. "Wyścig z czasem" Kristina Ohlsson

To był spokojny, pogodny poranek. Samolot wystartował o czasie i po osiągnięciu wysokości przelotowej, zaczął się zniżać, utrzymując cały czas ten sam kurs. Aż do zderzenia z ziemią.

Źródło

Informacje o tym zdarzeniu pojawiały się we wszystkich serwisach medialnych na całym świecie. Rozpoczęły się domysły - atak terrorystyczny, zasłabnięcie pilotów, problemy z maszyną. Po odczytaniu czarnych skrzynek prawda okazała się o wiele bardziej tragiczna. Drugi pilot celowo rozbił samolot, barykadując się wcześniej w kabinie pilotów. W dodatku do końca pozostawał świadomy i upiornie milczał.

To nie kolejna fabuła powieści kryminalnej. Ta wiadomość o rzeczywistych powodach katastrofy samolotu linii Germanwings zastała mnie tuż po lekturze książki, która w tej całej fali domysłów okazała się być dziwnie niemal prorocza.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Nie lubię poniedziałku, zatem wróżba całkiem luźna.

W mojej podstawówce celebrowało się różne okazje. Jedną z nich były coroczne Andrzejki.

Ale takie Andrzejki prawdziwe - rozpoczynające się wieczorem, z wróżbami, zabawami i pysznościami. Wróżyliśmy z wosku, ze skórki obieranego jabłka, z butów.

Źródło

Wróżyliśmy oczywiście swoje przyszłe kariery, to jak pójdzie nam klasówka z matematyki oraz czy obecna sympatia odwzajemni nasze zainteresowanie (zawsze wychodziło, że jest szansa). Atmosfera ciemnej klasy po zmroku, przy blasku świec sprzyjała tajemniczości i dreszczykowi emocji towarzyszącemu niepewności, co też wróżba nam powie.

Pamiętając tamten dreszczyk postanowiłam w tym roku też powróżyć.

wtorek, 24 listopada 2015

Nie lubię poniedziałku we wtorek, czyli przedziwne miejsca do czytania

Wczoraj odkryłam, że jestem książkowym meteopatą.

Za oknem zrobiło się już naprawdę mroźno, co odczułam boleśnie wracając późnym wieczorem z krakowskiego koncertu zespołu Perfect (35-lecie zespołu, a jestem wyjątkową fanką, więc nie mogłam odpuścić!).

Sięgając w domu po książkę, którą czytałam jeszcze tej pięknej złotej jesieni z ostatnich dni, poczułam jakieś niedopasowanie. Tak mi ta książka jakoś nie szła, męczyłam każde zdanie i powód odkryłam dopiero po dłuższym czasie.

Zauważyliście, że są takie klimaty i miejsca, które sprzyjają czytaniu?

Dla kontrastu - standardowe miejsca na czytanie. Źródło
Żeby było zabawniej wszystko jest ściśle zsynchronizowane z porami roku.
Wschodząca wiosna pozwalająca nam na dłużej opuszczać mieszkania, wywołuje w te cieplejsze dni pragnienie oświetlanych słońcem ławek parkowych. W lecie, gdy na zewnątrz jest upalnie marzymy tylko o skrawku cienia na kocyku pod drzewem i zagłębianiu się w niespieszną lekturę. Natomiast w długie jesienne lub zimowe wieczory mamy ochotę leżeć pod kocem w fotelu z książką w ręku i herbatą z sokiem malinowym na podorędziu.

Ale nie zawsze klimat, miejsce i książka do siebie pasują. Okazało się, że takich przedziwnych miejsc, klimatów i książek miałam trochę w moim dotychczasowym życiu dosyć sporo. I oto pora na to na co wszyscy czekali, czyli na wstydliwe wyznania!

sobota, 21 listopada 2015

Na londyńskiej karuzeli. "Białe zęby" Zadie Smith

Z lotniska Chareloi do centrum miasta można dojechać za 20 euro.

 Za tę kwotę kierowca otworzy przed Tobą rozsuwane drzwi, pozwoli wpakować bagaż i podwiezie w okolice dworca kolejowego. Podróż trwa przeszło 30 minut.

Nie ma możliwości negocjacji ceny, bo są one jednakowe i odgórnie ustalane przez wszystkich kierowców. Dlatego trzyosobowa rodzina zapłaci aż 60 euro i ani centa mniej. W cenie jest także festiwal mocno egzotycznych piosenek.

 Z Chareloi do centrum Brukseli jeżdżą tylko mężczyźni o ciemnej karnacji będący Kurdami.

Migawki z Londynu. Źródło
Imigranci są ostatnio na tapecie, świeczniku i ekranach telewizorów w całej Europie. Widzimy gigantyczne pochody ludzi idące autostradami, zdemolowane autobusy, matki z dziećmi poupychane w jakiś namiotach, makabryczne obrazy topielców na plażach, zasieki z drutu kolczastego, a także te ostatnie przerażające nagrania z Paryża oraz budzące grozę filmiki przedstawicieli Państwa Islamskiego.

Trwają kłótnie o to, czy w ogóle, a jeżeli tak to ile, powinniśmy przyjąć uchodźców, jak ich weryfikować, gdzie mają mieszkać.

 A przecież już mieszkają. Już przyjęliśmy grupy uchodźców z Czeczeni i z Ukrainy. Już widujemy szczelnie pozakrywane kobiety o smutnych oczach w galeriach handlowych. Już powstał meczet w naszym kraju. Wciąż jednak daleko nam do Paryża, czy Berlina. Lub Londynu.

środa, 11 listopada 2015

Rozdziobały go kruki, czy wrony. "Zasługa nocy" Mateusz M. Lemberg

Czasami dobrze mieć sąsiada.
Oczywiście nikt nie wie lepiej, o której wracamy do domu, jakich znajomych w nim przyjmujemy, z jakim facetem akurat jesteśmy w związku i z którą przyjaciółką właśnie się pokłóciłyśmy, niż ciekawa świata sąsiadka. Nikt inny też nie myśli, że mamy tak dużo czasu, aby wysłuchiwać długich tyrad o studiach wnuczki, niewdzięczności syna i niesamowicie ciekawych zajęciach w klubie seniora.

Źródło
Ale sąsiad może nas też niejednokrotnie uratować - przed złodziejami, którzy zechcą obrabować nam mieszkanie akurat, gdy będziemy na wakacjach, przed pożarem, gdy zostawimy mięso na gazie i pójdziemy na miasto, czy chociażby przed niechcianym awizo, gdy listonoszowi nie chce się kilka razy chodzić z paczką pełną książek tam i z powrotem. A gdy sąsiedzi też wyjechali pozostaje nam jeszcze dozorca.

W ostateczności taki dozorca może nawet rozpoznać, że coś złego dzieje się w naszym mieszkaniu.
Zwłaszcza, gdy widzi dużo kruków. Albo wron.

wtorek, 3 listopada 2015

Nie lubię poniedziałku we wtorek, czyli pierwszy dzień reszty mojego życia.

Gdy poniedziałkowego poranka, tydzień i jeden dzień temu, uchyliłam powieki moim oczom ukazał się widok niezwykły. Włochaty, mokry pyszczek z długimi wąsami, piękne niebieskie oczy i fikuśny język sięgający małego czarnego noska oraz puszysta łapka delikatnie przesuwająca się po moim nosie. Moja kotka doszła do wniosku, że zbyt dużo tego spania, czas na przytulanie.

Miziając Maddie za uszkiem, czyli tam gdzie lubi najbardziej, przeszła mnie groza. W jednej chwili serce zabiło szybciej, oblał mnie zimny pot, a żołądek skurczył się boleśnie. Przez głowę przebiegło mi tysiąc myśli i około 99,9% dotyczyło tego, iż przecież wyleguję się w łóżku, a powinnam się uczyć! Kodeks sam się nie przeczyta, kolokwium roczne samo się nie zda, aplikacja sama się nie skończy!

Początkowy plan był taki - na kolokwium idzie Maddie.
Krótki przebłysk świadomości niezwykle mnie rozbawił. Kotka popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem, a w jej błękitnych oczach nie ujrzałam jakiegokolwiek zrozumienia. A przecież była to tylko resztka traumy, która siedziała we mnie od kilku tygodni. Egzamin miałam przecież w niedzielę! I jaka to była niedziela! Uch! Ach! Och!

czwartek, 15 października 2015

Krótko mówiąc #2

W dotyku jest delikatna, troszkę śliska, a miejscami nawet chropowata. 
Subtelnie układa się pod dłonią, lecz ma ostre brzegi. Wyzwala całe kłębowiska myśli.  

Nęci, fascynuje, zniewala. 
Ale tak mocno jedynie za pierwszym razem.

Pierwszy raz.
Krótko mówiąc.


Wiadomo, iż każdy pierwszy raz jest najważniejszy i niezapomniany. Przyjrzyjmy się zatem trzem kryminalnym pierwszym razom.

poniedziałek, 12 października 2015

Milordowie i inne biedactwa. "Jaśnie pan" Jaume Cabre

Taka godzina, taka pora, że powoli zbierają się już goście.
Nawy całkiem nieźle przystrojone. Wszyscy powoli zajmują miejsca.

Kanonik Pujals naprawdę się postarał, a przecież miał tak dużo pracy i tak wiele problemów.
Cztery procesje, triduum i oczywiście uroczysta msza oraz wspaniałe Te Deum. Spory augustianek i klarysek, kapucynów i franciszkanów, Bractwa Opuszczonych i Bractwa Krwi. I jeszcze ten portugalski ambasador, który w ostatniej chwili dołączył do posadzonych w stallach (a miejsca były już dawno obsadzone!).

Hiszpańskie krajobrazy. Źródło
O, a oto właśnie on. Kanonik przemyka niczym cień wśród samej śmietanki towarzyskiej Barcelony.

Ten szczęściarz, baron de Xerta przyszedł ze swoją piękną małżonką, donią Gaietaną. Nieszczęsny markiz de Dosorius znowu przykurczony na swoim wózku. Jak zawsze pobudzony Kapitan Generalny don Pere rozgląda się żywo za kolejną potencjalną zdobyczą. A jeszcze te plotkary panie de Cartella i de Sentmenat. I w dodatku wszyscy zastanawiają się, czym ten mizerny cywilny prezes Trybunału Królowskiego, don Rafel Massó i Pujades, zasłużył, iż ma miejsce w stallach. W czymże jest lepszy od innych?

środa, 30 września 2015

Nie lubię poniedziałku w środę, czyli grecki miesiąc i wrzesień, więc jesień.

Zaczęło się całkiem zwyczajnie. Od greckiego tygodnia w Lidlu, podczas którego wbrew pozorom półki były pełne. Jeśli do tego dodamy kryzys w Grecji, deski tarasowe w kolorze amarant, groźbę greek exitu, duży otwierany grill z Selgrosa, burgery bałkańskie na ul. Floriańskiej w Krakowie, szaleńczo rosnące owoce goi, serek bałkański Pilos, zmianę pracy przez mojego T. oraz książkę Jamiego Olivera "Kulinarne wyprawy Jamiego" to z tego potencjalnie dziwnego połączenia wyjdzie nam... sobotnie grill party, na które zaprosiliśmy znajomych.

Zupełnie, jak na Kaszubach!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wybaczenie nie przychodzi łatwo. "To, co zostało" Jodi Picoult

Nie lubię bestsellerów.

Nie przemawiają do mnie księgarniane rankingi, listy publikowane w prasie podające najlepsze książki dnia/miesiąca/roku/wszechczasów.

Nie daję się nabrać na krzykliwe okładki wskazujące książkowe hity (prawie każda książka według okładki taka jest).

Źródło
Nie, nie i nie.

Co więcej, jeżeli autor wydaje co pół roku nową powieść i okrzykiwana jest ona z urzędu bestsellerem, to sytuacja taka jest dla mnie mocno podejrzana.

I tak byłoby w przypadku powieści, o której chcę dzisiaj opowiedzieć, gdyby nie pewien wyjątek.

środa, 8 lipca 2015

Nie lubię poniedziałku w upalną środę, czyli rozterki dojrzewającego ogórka.

W miarę, jak temperatura na zewnątrz osiąga coraz wyższe wartości, wprost proporcjonalne do ilości sztuk ubioru, które mamy na sobie, w otaczającym nas świecie następuje stagnacja. I to nie tylko z powodu upału.

Zielone, jak... Źródło

Letni czas bowiem znany jest z tego, iż duże miasta wyludniają się, miejscowości letniskowe natomiast pękają w szwach. W teatrach panują przerwy międzysezonowe, w kinach repertuar kurczy się, telewizja dobija nas powtórkami filmów sprzed lat, którymi pragnie zająć widzów w oczekiwaniu na jesienną ramówkę, a tytuły gazet krzyczą do nas jakimiś absurdami, typu: Panu Mieciowi z Wąchocka wyrósł królik gigant lub Pani Halinka z Radomia wyhodowała ogórka giganta.

O, właśnie. Ogórek. To miłe warzywo w kolorze nadziei staje się swoistego rodzaju symbolem owego przestoju. Uprawiane w licznych szklarniach i na polach, dodawane do sałatek, surówek i sosu tsatsiki nawet nie wie, jak duży wpływ ma na ludzi.  A przecież moi drodzy, z niechęcią musimy przyznać, że rozpoczął się już sezon ogórkowy!

środa, 1 lipca 2015

Co żeś pożarł bajoku? Po krakosku, odsłona trzecia.

Człowiek do życia potrzebuje wielu rzeczy. Wielu takich niby szczegółów, bez których się nie da. Bez których po prostu nie można funkcjonować.

Dla mnie, oczywiście poza książkami, takim elementem jest jedzenie.

Tak, macie rację oburzając się, bez jedzenia nikt nie może przeżyć.
Ale wyobraźcie sobie, że ja nie mogę funkcjonować bez dobrego jedzenia :)

Źródło

A ponieważ zbliżają się wakacje, czas wyjazdów, czas urlopów i być może część z Was wybierze się do Krakowa, czy to na weekend, czy przejazdem, czy nawet patrząc dalekosiężnie - na Targi Książki, postanowiłam pokazać Wam moją kulinarną mapę Krakowa.

niedziela, 21 czerwca 2015

Frymuśne królestwo kuglarzy. "Joyland" Stephen King

Każde amerykańskie dziecko marzy o tym by pojechać do parku rozrywki. A jeżeli znajdziemy takie, które o tym nie marzy to tylko dlatego, iż już w nim było!

Pragnienie zabawy w ogromnym lunaparku obejmuje rozliczne salony gier, karuzele, tunele strachu, gabinety luster, spotkania z maskotką parku, a przede wszystkim budzące respekt i zapierające dech w piersiach rollercoaster'y.


Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że park rozrywki to sprawnie działająca skomplikowana machina kierowana przez rzeszę ponoszących ogromną odpowiedzialność ludzi. Jeżeli jeden z trybików tej machiny zawiedzie konsekwencje mogą odczuć wszyscy - od właścicieli i pracowników po przebywających w parku gości. Wszystkie mechanizmy muszą zatem być odpowiednio naoilwione, gotowe do pracy i codziennych wyzwań.

sobota, 13 czerwca 2015

Idzie lato. Co ja na to?

50% - OWE ULGI KOLEJOWE
Począwszy od 20 czerwca r.b. do końca września przysługiwać będą indywidualne ulgi kolejowe w przejeździe na Ziemie Wschodnie w ramach imprezy "Lato na Ziemiach Wschodnich"...

"Lato we dworach na Ziemiach Wschodnich" Warszawa Sekcja Turystyki T-wa Rozwoju Ziem Wschodnich, [1938] (Warszawa : Druk. Krajowa)

Zbliża się, wielkimi krokami długo wyczekiwana przez rozliczną gawiedź pora roku. Nadchodzi lato, które dla młodzieży będąc chwilą wypoczynku, jednocześnie dla wszystkich pracujących jest porą mocno problematyczną. Pomijając już problemy typu: gdzie wybrać się na urlop, kiedy wziąć urlop i czy urlopu wystarczy na wymarzone wakacje, zauważmy, że lato jest czasem (nie wiadomo właściwie dlaczego?) wzmożonych upałów, a co za tym idzie prażenia się w drodze do pracy, w drodze z pracy i w samej pracy (albo radosnego mrożenia wraz z setkami drobnoustrojów, jeżeli jesteśmy w posiadaniu dobra luksusowego w postaci klimatyzacji).

Burżuazyjne wakacje na Wschodzie? Czemu nie? Źródło

sobota, 6 czerwca 2015

Miasto tysiąca minaretów. Spacer ostatni.

Początkowo kolonia grecka, później jedna z pereł Cesarstwa Rzymskiego i wreszcie stolica Cesarstwa Wschodniorzymskiego i Cesarstwa Łacińskiego, od XIV wieku została brutalnie obdarta z europejskich korzeni za sprawą najazdu Turków Osmańskich. Od 1453 roku stała się stolicą Imperium Osmańskiego, a ten sam rok uznaje się za cezurę w dziejach Europy, datę końcową epoki średniowiecza i zarazem początek renesansu. Dziś już nie będący stolicą, położony na terenach okalających Cieśninę Bosfor i łączących Morze Czarne z Morzem Marmara, Stambuł tkwi w konflikcie wewnętrznym pomiędzy Europą i Azją. Ku jakiej przyszłości rozpocznie swój marsz?

Źródło


czwartek, 7 maja 2015

Pod płaszczem ignorancji. "Lalki z getta" Eva Weaver

Bez wątpienia lata 1939-1945 były jednym z najbardziej wstrząsających okresów naszego Świata.

Pisarze, reporterzy, reżyserzy i scenarzyści, muzycy wciąż obszernie czerpią z tego czasu, z tych wydarzeń i prezentują je w swoich utworach. Praktycznie, co chwilę powstają nowe książki i filmy o działaniach wojennych, o życiu w czasie okupacji, o okrucieństwach tamtych dni. W wielu z nich przewodnim tematem jest życie w getcie.


Jestem przekonana, że nawet teraz, w momencie gdy piszę te słowa, ktoś wpada na pomysł napisania powieści, której akcja przypadać będzie na II wojnę światową.

Jak wobec tego powinniśmy oceniać takie powieści? Jakiego klucza użyć? Wszystkie traktować jednakowo, czy wyłapywać i czytać tylko te bardziej odkrywcze?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
Przedstawię natomiast powieść, która pozwoli zastanowić się nad fenomenem współczesnej literatury wojennej.

poniedziałek, 4 maja 2015

Co, ile, czego, z czego... Kwartalnik część pierwsza w 2015 roku

Nie lubię go.

Zawsze pędzi, nie mając dla ludzi litości.
Nie obraca się za siebie.
Nie zważa na innych.

Zdecydowanie czas powinniśmy zamknąć w jakimś pokoju, z którego nie może się wydostać, tak by dał nam chwilę wytchnienia.

Źródło

Bo chwilę temu, dopiero co był październik 2014, a już jesteśmy po pierwszym kwartale roku 2015 i prawie w połowie kwartału drugiego! A u mnie wciąż żadnego podsumowania, które obiecuję sobie od miesiąca!

To lecimy z tym podsumowaniem - szkoda czasu ;)

piątek, 1 maja 2015

Love and marriage like horse and carriage, czyli pochwała małżeństwa!

Małe dziewczynki marzą o tym by być księżniczkami. Żeby nosić piękne suknie, mieć poddanych, którzy by im usługiwali, znaleźć księcia z bajki.

Duże dziewczynki weryfikują swoje marzenia z rzeczywistością. Więc zazwyczaj wystarcza im ubranie ze sklepowych przecen, kilkoro dobrych przyjaciół oraz normalny facet. Czasem tylko jakikolwiek facet.

Źródło
Im dalej w las wyobrażenia o ślubie i późniejszym małżeństwie troszkę się rozmywają. Przecież tak często śmiejemy się z typowych żartów, jak ten, że żona czeka w domu z wałkiem, albo mąż przeszukuje szafę w poszukiwaniu ewentualnych kochanków, a przecież to się zdarza. Coraz częściej i w coraz dziwniejszy sposób. Dlatego odczarujmy troszkę małżeństwo. A żeby to uczynić pragnę Wam przedstawić argumenty za tym, że jednak warto (naprawdę warto!) wchodzić w sakramentalne związki, bo może to być naprawdę niezła zabawa :)

Jakie są wobec tego argumenty za małżeństwem?

wtorek, 14 kwietnia 2015

Krótko mówiąc #1

Istnieją takie książki, o których moglibyśmy opowiadać godzinami i żadna recenzja nie wyczerpałaby tego, co chcielibyśmy przekazać. Książek tych nie jesteśmy w stanie zamknąć w kilku słowach, ograniczyć ich przesłania do suchego opisu fabuły, lakonicznie napomknąć coś o emocjach i zakończyć zwyczajnym "Przeczytajcie!"

Z drugiej strony chyba każdy z Was kiedyś przeczytał książkę, o której nie był w stanie wydusić więcej niż kilka słów, zebranych w jedno lub dwa proste zdania. Takie książki opisujemy jednym przymiotnikiem, gdy opowiadamy o nich przyjaciołom. Takich książek nie czytamy po to, aby je streszczać, tylko by je przeżywać.



Nie znaczy to, że lektury te są złe. Nie. W zatrważającej większości przypadków są to świetne książki, pełne doskonałej akcji, niekiedy wprost zachwycające, zapierające...
Właśnie! Zapierające dech w piersiach. 
Sprawiające, że po ich lekturze czytelnik nie myśli o niczym innym. Fascynujące. Porywające. 

Tak po prostu. 
Krótko mówiąc.

A dzisiaj krótko o współczesnej literaturze amerykańskiej w trzech ciekawych odsłonach.

piątek, 10 kwietnia 2015

Ależ to łobuziaki! "Nocne życie" Dennis Lehane

Bycie gangsterem w dzisiejszych czasach jest nieco przereklamowane.
Było już wszystko.

I gangsterskie porachunki w biały dzień. I nielegalna broń. I przemyt alkoholu, narkotyków, czy środków psychotropowych. Były kradzieże samochodów, napady na konwoje, bombowe eliminowanie przeciwników.

Nawet zabójstwa z zazdrości, miłości i zemsty to nic nowego.


Nie powinno zatem dziwić, że dzisiejszy gangsterzy z rozrzewnieniem spoglądają na wcześniejsze czasy. Na dzikie strzelaniny, na tworzenie siatek przestępczych, na kodeks etyki, który obowiązywał niegdyś wszystkich.

Bycie gangsterem w latach '20 XX wieku to było coś. Zwłaszcza w USA. Zwłaszcza w czasie prohibicji. I tylko jeśli było się synem znanego w Bostonie kapitana policji.

poniedziałek, 9 marca 2015

Nie lubię poniedziałku, czyli mleko pod nosem, a wino w kieliszku

Jeśli dzieciństwo spędziliście bujając się na trzepaku, bez opamiętania graliście w klasy gdzieś znalezionym kapslem po piwie, skakaliście na kolorowej gumie związanej już w kilku miejscach na supełki, bo ciągle pękała od nadmiernej eksploatacji, wspinaliście się na drzewa na wysokość trzeciego piętra po to by zjeść dojrzałe w słońcu czereśnie  i dlatego, że była to doskonała zabawa, wołaliście mamę tak, iż słyszało Was całe osiedle, gdyż chcieliście by zrzuciła Wam z balkonu piłkę, albo jabłko, albo słodycza, albo drobne na loda, a wczesnym wieczorem wbiegaliście do domu cali umorusani, zgrzani i poobijani, lecz tak bardzo szczęśliwi, to nie wiecie ile straciliście.

Powrót do domu ze szkoły zawsze kończył się tak samo.
Przecież w tym czasie mogliście siedzieć w domu, grzecznie bawić się na dywanie, pod czujnym okiem mamy. Mogliście rozwijać swoją kreatywność malując, ucząc się języków obcych, rzeźbiąc w masie solnej. Czy po prostu czytać ambitne książki.

Nie martwcie się jednak. Może nie jesteście całkowicie straceni. Może macie szansę w tym dzisiejszym wyścigu szczurów. Warunek jest tylko jeden. Jeżeli po powrocie z podwórka nawet nie dając się mamie przebrać czy umyć od razu rozsiadaliście się na kanapie, w fotelu, na łóżku i z wypiekami na twarzy śledziliście przygody Waszych ulubionych bohaterów wystrzeliwujące z każdej strony książki to może (podkreślam "może") jest dla Was jakaś nadzieja.

środa, 4 marca 2015

Korpodiablice chodzą w szpilkach. "Ja tu jeszcze wrócę" Ewa Zaleska

Jedną z najbardziej absurdalnych chwil naszego życia jest wejście w dorosłość. Nie dzieje się to jednak z dnia na dzień, możemy się przyzwyczaić. Zazwyczaj przechodzimy przez tę rewolucję w klku fazach - jest formalna dojrzałością potwierdzoną dowodem osobistym, jest moment wyprowadzenia się z domu, chwila wypicia alkoholu po raz pierwszy, jest też wiek różnych innych inicjacji. Faktycznym i smutnym wepchnięciem człowieka w dorosłość może być ślub, kredyt na mieszkanie, narodziny dziecka, pierwszy siwy włos. Wszystko zaczyna się jednak od zdobycia pierwszej pracy. Na cały etat. Z comiesięczną pensją na koncie. Ze wszelkimi podatkami, poborami, świadczeniami. Z prawdziwym szefem.


Zrywamy się więc pełni zapału, chęci, energii i biegniemy do roboty w ten pierwszy dzień. Poznajemy ludzi, rozglądamy się, badamy teren. Niby ok, niby wszystko fajnie, więc idziemy do domu z perspektywą powrotu dnia następnego. I tu zaczynają się schody.

piątek, 13 lutego 2015

Szczypta kultury #1

Co jakiś czas z różnych czeluści blogosfery na światło dzienne wychodzą najróżniejsze perełki. Blogi świetne, pisane przez barwnych, inteligentnych pasjonatów, które z jakiegoś powodu nie zostały odkryte i docenione. Albo strony czytane i podziwiane, których z jakiegoś powodu wcześniej nie znałam.

Wyjście z cienia tym interesującym, wartym uwagi miejscom umożliwiają kultywowane na wielu, wielu blogach "polecanki". Są one nazywane różnie, różniście i to nie jest w nich najważniejsze. Grunt to sama idea, która ma na celu dzieleniu się własnymi odkryciami, czymś co nas porwało, zachwyciło.

Po każdorazowym natknięciu się na cudze polecanki moja lista czytanych blogów na blogrollu puchnie, rozrasta się w zastraszającym tempie.

Wielu odkryć blogowych dokonuję jednak sama. Stąd chęć podzielenia się z Wami moimi odkryciami, stąd ta notka, a właściwie cały cykl, który będzie się tu pojawiał, co jakiś czas. Zawsze w piątek. Nie ograniczam się jednak do blogów, bo pragnę pokazać Wam czym się inspiruję, co mnie cieszy i zachwyca.



Zapraszam, więc na pierwszą szczyptę kultury.

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusto i na bogato. Po krakosku, odsłona druga

Ostatni czwartek przed Środą Popielcową jest w naszym kraju prawdziwą ucztą dla łasuchów. Tzw. Tłusty Czwartek, na który zacierają ręce nie tylko wielbiciele słodkości, ale przede wszystkim piekarze i cukiernicy, wywodzi się ze Starożytności. W obecnej formie znany jest w Polsce od ok. XVI wieku.

Omniomniom

A gdzie w tym wszystkim jest Kraków?

wtorek, 10 lutego 2015

Zamarznięte piekło. "Wszędzie śnieg" Gregg Olsen

Człowiek uczy się na błędach.
Ciągle to słyszę. Przyjmuję za pewnik. Wierzę.

A przecież niektórzy są bezkrytyczni, nie dopuszczają do siebie, że ten błąd to przez nich. Inni błędy uznają za wstyd, nie przyznają się do nich. Niektórzy zaś cierpią przez cudze błędy.

W ten dzień leżał śnieg. Tak, jak dzisiaj w niemalże całej Polsce. Dużo śniegu. Wszędzie biało. Bardzo zimno.

Nagłe zderzenie.
Kolizja żywiołów.


Ale śnieg jakby wcale nie topnieje. Nadal jest dookoła. Odbija ciepłą barwę ognia.

Pewnie stała tam lekko ubrana. Właściwie tylko okryta. Zapewne było jej zimno. Może płakała. Albo zamilkła. Na pewno była w szoku.

środa, 4 lutego 2015

Szczęśliwe zakończenia nie zdarzają się. "Z innej bajki" Jodi Picoult, Samantha van Leer

Dawno, dawno temu czytałam książkę, która wciągnęła mnie bez reszty. Czułam się, jakbym w nią wniknęła. Jakbym żyła w książce. Jakbym nie tylko wiedziała, co czują bohaterowie, ale sama czuła również to samo.

Wtedy poza książką nie istniało dla mnie żadne inne życie. Płakałam z bohaterami i śmiałam się z nimi. Mocno dotykał mnie ich los.


Uderzenie w twarz bolało tak rzeczywiście, tak jakby skóra wciąż czuła mocny ucisk cudzych palców. Samotność bolała dogłębnie, cisnęła w dołku, wypychała łzy na koniuszek nosa. Nieszczęśliwa miłość zaś zabolała jak szpikulec wbity gdzieś w okolice mostka, powodujący duszność, brak oddechu.

Ale to nic nowego. Książki zawsze były dla mnie ważne.

Tak samo, jak dla Delilah.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nie lubię poniedziałku w mojej szafie, czyli kochanie, nie mam co na siebie włożyć!

Codziennie po obudzeniu  leżę jeszcze pięć minut w łóżku i rozmyślam.
Analizuję nadchodzący dzień, zadania, które muszę wykonać, sprawy, które czekają. Powoli wstaję mając nakreślony w głowie plan działania.

W łazience spędzam pierwsze 10 minut, po czym staję przed nie lada dylematem. Oto otwieram czeluści mej szafy i próbuję znaleźć w niej coś do ubrania. Wygodne, eleganckie, ale nie ekstrawaganckie, schludne, niewyzywające.

To moja malutka szafa. Prawie nic w niej nie mam...

Każdego poranka mocno się gimnastykuję, aby wybrać coś dawno nienoszonego, odpowiedniego. Coś w czym mam poruszać się cały długi dzień. Wybieram zestaw, który na pierwszy rzut oka wydaje mi się idealny. Szybko go na siebie ubieram, gdyż z kuchni dobiega mnie znaczące stukanie talerzy i kubków, sygnał, że za niedługo mój T. zacznie się niecierpliwić, bo chce wychodzić do pracy (już i tak ledwo wytrzymuje to, iż odbywam dwie "budzikowe" drzemki). Zasuwam z powrotem do łazienki doprowadzić się do stanu, w którym mogę pokazać się większej rzeszy ludzi.

Zazwyczaj już przy nakładaniu podkładu wiem, że coś jest nie tak. Czasami jednak dopiero przy malowaniu rzęs orientuję się, że mój ubiór jest oklepany/źle dobrany/niepraktyczny/ma plamę, której nie zauważyłam/byłam w nim w ciągu ostatniego tygodnia.

I wtedy klapa. Wracam do punktu wyjścia. Z jednym niedomalowanym okiem znowu staję przed szafą i w akompaniamencie miarowego trzaskania drzwiami szafek próbuję poradzić sobie z czymś tak prozaicznym, jak ubranie się.

sobota, 17 stycznia 2015

Doskonale, panie Maciejewski. "Kwestja krwi" Marcin Wroński

Dobry kryminał trzyma w napięciu do ostatniej strony. Nie pozwala się oderwać choć na chwilę, choćby po to by udać się do toalety.

Dobry kryminał pozwala wystygnąć herbacie. Przekłada wszystkie nasze plany na bliżej nieokreślony czas. Wpisuje się do naszego kalendarza na wszelkie wolne chwile w danym dniu. A gdy nie mamy wolnego i tak siedzi nam w głowie niczym głośny alert, jak przypominajka (a właściwie niezapominajka).

W dobrym kryminale odnajdujemy misternie skonstruowaną fabułę, pełną nagłych zwrotów akcji, wiernie odwzorowane miejsca, nutkę niepewności przy kolejnych etapach prowadzonego śledztwa.

W doskonałym kryminale poznajemy nietuzinkowego, wybitnego i na swój sposób wyrafinowanego bohatera, którego jedno spojrzenie potrafi momentalnie popchnąć akcję do przodu.


Zygmunt Maciejewski ma wszystkie te cechy. Ponadto jest młody, bystry, aktywny oraz wysportowany, jak na byłego boksera przystało. Nie jest jednak kryształowy - pije, zadaje się z podejrzanym towarzystwem, czasami da komuś w mordę. I prowadzi właśnie swoje pierwsze śledztwo.

sobota, 10 stycznia 2015

Jak kamień w wodę. "Jak oddech" Małgorzata Warda

Wdech.
Powietrze wnika brutalnie do organizmu. Powoli przechodzi przez jamę ustną, gardło.
Wydech.
Dwutlenek węgla znajduje ujście z półprzymkniętych ust
Wdech.
Tlen wnika w każdą komórkę ciała. Rozchodzi się po długich labiryntach korytarzy, które tworzą układ krwionośny.
Wydech.
Para wodna wydobywa się na światło dzienne i niczym delikatna chmurka spływa na nos, górną i dolną wargę.
Wdech, wydech.
Wdech, wydech.


Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważny jest oddech.

Do czasu, aż nam go zabraknie. Aż wychodząc po schodach nie będziemy potrafili złapać oddechu. Aż biegając, dla zdrowia, będziemy zziajani tak, że każdy wdech sprawiać będzie nam ogromny ból.
Albo gdy wpadając do wody nie zdążymy nabrać zbyt dużo powietrza.

środa, 7 stycznia 2015

Rozważanie i planowanie 2015

W tym dniu było dosyć ciepło. Poranne, ołowiane chmury około godz. 10 ustąpiły miejsca błękitnemu niebu oraz słońcu, które wreszcie rozgościło się swoim blaskiem na ulicach i kamienicach. Nic nie wskazywało na to, że to już, iż nadchodzi powoli, powolutku. Nie było śnieżycy, gołoledzi, gwiazdy nie spadały z nieba, był to normalny, zwykły dzień.
Ale mimo wszystko - ostatni dzień starego roku.


Nowy, 2015 rok, wdarł się niepostrzeżenie. Nakrył mnie tuż po zamknięciu jednej książki i w trakcie kończenia kolejnej. Zastał mnie przed telewizorem, w najlepszym momencie gry planszowej, którą musieliśmy przerwać ze znajomymi, bo to "już dwunasta". Gdzieś tam odbijało się echo niedawnych wokalnych poczynań pewnego pana zwanego "bardem z Krakowa" i kolorowe ognie rozświetliły największy plac Europy znajdujący się w "mieście królów", jak co chwilę nazywała moje miasto pani o dziwnych srebrnych włosach, której twarz wyglądała znajomo.

Świętowanie w moim wypadku nie było tak spektakularne, jak sztuczne ognie, wielka scena, mnogość artystów scen polski i tysiące ludzi, których, z lekką nutką zazdrości ("-Kochanieee, a pójdziemy na Rynek w tym roku??", "-No coś Ty, mówisz jakbyś nie była z Krakowa? Na Rynku nigdy nie byłaś?") oglądałam w telewizyjnym pudle. Symboliczna lampka szampana, dokończenie gry planszowej, pochłonięcie kilku chipsów i ciepełko łóżka wchłonęło mnie bez reszty. Aż do godz. 7, kiedy to budzik zarządził komórkę, a mój mąż wyjazd na narty. Musicie wiedzieć, bowiem, że coroczny noworoczny wyjazd narciarski to u nas już tradycja!

Ale jaki był ten znikający rok 2014? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...