Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 czerwca 2017

Lato z... Orientem

Leżę na tarasie z książką Jacka Dehnela. Rytmicznie ruszam stópką. Troszkę wiercę się w leżaku, bo chociaż lektura fascynująca to jednak odczuwam pewne mankamenty przebywania zbyt długo w jednej pozycji. Zatem próbuję się przekręcić, rozruszać. Aż tu dotkliwy ból rozlewa się w okolicach moich pleców, pod łopatką i uniemożliwia mi oddychanie...
Och, wait! Tak było rok temu podczas tarasowej rekonwalescencji po złamaniu żebra.

Źródło
Znów leżę na leżaczku na tarasie. Słońce odbija się od ekranu czytnika. Nieco mnie to denerwuje, ale nie przerywam czytania genialnego "Jaśnie pana". Słyszę z głębi mieszkania donośny dźwięk mego telefonu. Zrywam się, biegnę, jednak telefon milknie, gdy do niego dobiegam. Zrezygnowana mimowolnie za to spoglądam w lustro. Moje pięknie opalone ramiona okazują się małym, spalonym skwarkiem...
I tak było dwa lata temu, podczas inauguracji użytkowania nowego tarasu.

Nadal leżę. Wokół mnie brzęczą owady, kot wyleguje się w słońcu, delikatnie wiatr szumi liściach jeżyny. Tak jest w tym roku. A co czytam?

Zapraszam na cykl o moich tegorocznych letnich lekturach.

piątek, 22 kwietnia 2011

Biblijna solanka. Zwiedzając państwo izraelskie - ostatek.

Niektórzy traktują je jak prawdziwy cud świata i ja im się wcale nie dziwię.

Wyimaginujcie sobie taki oto obraz: młody człowiek, w samych tylko kąpielówkach wychodzi z wielkiego luksusowego hotelu, w jednej ręce trzyma ręcznik, w drugiej niewielką książkę w miękkiej okładce. Udaje się na brzeg morza, na piasku pozostawia swój ręcznik kąpielowy oraz klapki i z książką (sic!) udaje się do wody.
W tym miejscu w oczach wszystkich moli książkowych błysnęła iskra nienawiści i chęci zemsty, za tak bezmyślne i zarazem okrutne traktowanie słowa pisanego.
Ale oto nasz bohater, nic sobie nie robiąc z obserwujących go złych spojrzeń, najzwyczajniej w świecie kładzie się na tafli wody, która utrzymuje jego ciężar wyjątkowo łatwo i z książką w dłoniach dryfuje niczym delikatna, subtelna gondola.


Wyobraźcie sobie turkusowoniebieski zbiornik z wodą, zawsze ciepły, zawsze krystalicznie czysty, a w dodatku całkowicie bezpieczny - bo wolny od wszelkich groźnych bakterii (durów i innych) oraz nie pozwalający nikomu utonąć!

Toż to dziw nie z tego świata...
Absolutnie nie!

Udajmy się ok. 2,5 tysiąca kilometrów na południowy-wschód.
Nad najprawdziwsze, jedyne w swoim rodzaju
Morze Martwe.

środa, 6 kwietnia 2011

W granicach Złotej Ordy. "Na wschód do Tatarii: Podróże po Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie" Robert D. Kaplan

Każdy współczesny podróżnik zna to uczucie. Niewygodny fotel. Zawroty głowy. Blaszana puszka pełna ludzi. Minuty liczone w kilometrach. I ten krajobraz widziany przez małe, wydawałoby się plastikowe, okienko: miasta znikające w całości, morze, które stoi w miejscu łagodnie marszcząc czoło.

Kiedyś było inaczej. Obrazy za szybą przemijały powoli, w rytm melodyjnego stukotu metalu. Uchylone okno przygotowywało do tego, co czeka nas po dotarciu na miejsce.

Czasy się zmieniły, a czasoprzestrzeń chyba nawet zwinęła się w kłębek. Lecz jedna rzecz pozostała taka sama. Wychodząc z samolotu, wyskakując z pociągu, wysiadając z autokaru, czy auta, robimy mimowolnie głęboki wdech i wtedy to czujemy. Ktoś wyraźnie całą egzotykę miejsca zamyka w jednym zapachu, którym zawsze się z nami dzieli.

Ile takich różnych, tajemniczych woni poczuł Robert Kaplan podczas swoich podróży po Europie i Azji?

środa, 8 września 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima chrześcijańska cz. II

Po przejściu ulicami Jerozolimy i odwiedzeniu pierwszych dziewięciu stacji Drogi Krzyżowej, zmęczony upałem i gwarem ulic pielgrzym powoli zbliża się do kresu swej podróży, do oczekiwanego majestatu budowli, która zawiera w sobie wszystko, co święte, istotne, prawdziwe, ludzkie. Pierwsze wrażenie jest niezapomniane i w tym wypadku niestety zwykle rozczarowujące...

Bazylika Grobu Pańskiego. Widok z dziedzińca pobliskiego kościoła.

niedziela, 4 lipca 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima chrześcijańska cz. I

Całkiem niedawno światem mocno wstrząsnął izraelski atak na konwój z pomocą humanitarną dla Gazy. W Izraelu na ulicach demonstrowali Palestyńczycy, a działanie izraelskich władz potępiły organizacje międzynarodowe i przedstawiciele świata arabskiego. Zatrzymanych podczas tego ataku wolontariuszy, dziennikarzy i pracowników organizacji rychło zwolniono z aresztów, ale niesmak pozostał.
Nie myślcie jednak, że walka w Izraelu toczy się jedynie pomiędzy Palestyńczykami, a Izraelitami - o Strefę Gazy, czy Zachodni Brzeg Jordanu, który to konflikt trwa już grubo ponad pół wieku. Prawda jest taka, że w tamtym rejonie walczy się o każdy pojedynczy skrawek ziemi, a Izrael prowadzi (lub prowadził) mniejsze lub większe spory ze wszystkimi państwami ościennymi.
Spory trwają jednak nie tylko na zewnątrz, ale też wewnątrz Izraela. A największe z nich to oczywiście te religijne. Czy to pomiędzy przedstawicielami trzech głównych religii - żydami, chrześcijanami oraz muzułmanami, czy nawet pomiędzy poszczególnymi obrządkami i kościołami w obrębie jednego wyznania. Wydaje się, że wśród tych wszystkich tkwiących w wiecznych konfliktach grupach, jedną z najbardziej poszkodowanych są Chrześcijanie, a wśród nich niestety Katolicy.

Widok na Starą Jerozolimę z Góry Oliwnej. Widoczna szara kopuła to Bazylika Grobu Pańskiego.

Poznanie chrześcijańskiej Jerozolimy rozpoczynamy od mocno porannego wjazdu na górę Oliwną. W podmuchach silnego, chłodnego (a przy tym zaskakującego, bo przecież lipcowego) wiatru podziwiamy to święte miejsce, na którego szczycie Św. Helena (matka cesarza rzymskiego Konstantyna Wielkiego) wzniosła bazylikę Eleona i zapoczątkowała tym samym liczne zabudowanie tego wzgórza świątyniami i miejscami kultu.

sobota, 3 kwietnia 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima żydowska cz. II

"A to powiedziawszy poszedł dalej, zdążając do Jerozolimy..." [Łk.19, 28]

Jezus Chrystus tydzień przed żydowskim Świętem Paschy postanowił powrócić do Jerozolimy. Uroczysty wjazd Chrystusa na osiołku spotkał się z entuzjastycznym powitaniem Go przez mieszkańców miasta, którzy wyszli Mu na przeciw kładąc pod Jego nogi płaszcze i gałązki palmowe.

"A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
Hosanna Synowi Dawida!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!
Hosanna na wysokościach!" [Mt.21]

Wydarzenie to przedstawione w czterech Ewangeliach wspominamy do dzisiaj - w Niedzielę Palmową obchodzoną tydzień przed Wielkanocą. Do kościołów udajemy się z palemkami wielkanocnymi, często uczestniczymy też w procesjach, wychodząc tym samym Jezusowi na przeciw, podobnie jak mieszkańcy Jerozolimy w roku 30-33 n.e.
Jednak czy na tym podobieństwa się kończą?
Wjeż
dżając do Jerozolimy Chrystus wjeżdżał do miasta żydowskiego, gdzie brak świeckości, gdyż Bóg obecny był w każdym momencie życia. Od początku do końca życiem religijnego Żyda zajmowała się Świątynia Jerozolimska. Począwszy od modlitwy i pielgrzymek, poprzez nauczanie, obchodzenie największych świąt (jak Święto Paschy), skończywszy zaś na zasadach religijnych i sądownictwie, które sprawował Sanhedryn - najwyższa władza żydowska. Sanhedryn jednak nie mógł wydawać wyroków śmierci za czasów Chrystusa, mogli to robić wyłącznie namiestnicy rzymscy.
Dzisiejsza Jerozolima chociaż jest miejscem styku wielu religii świata (co podobne było w I wieku), jest też zarzewiem konfliktu izraelsko-palestyńskiego.
Zatem gdyby Jezus w dzisiejszych czasach wjechał na osiołku do Wschodniej Jerozolimy (w rzeczywistości znajduje się ona na północ od murów Starego Miasta i obejmuje wszystkie najważniejsze miejsca religijne) zostałby najpewniej uznany za... kolejną stronę konfliktu zgłaszającą pretensje do najświętszych miejsc. Ale przecież podobnie Jezus został potraktowany dwadzieścia wieków temu...

poniedziałek, 29 marca 2010

Zwiedzając państwo izraelskie. Jerozolima żydowska cz. I

Hindusi i muzułmanie wierzą, że Bóg rozrzucił po Ziemi siedem świętych kamieni. Miasta zbudowane na miejscach, gdzie kamienie te spadły są wolne od nieszczęść i kataklizmów. Wśród siedmiu wiecznych miast jest mój Kraków, ale też Rzym, starożytne Delfy, Mekka.
Poza Krakowem, niezniszczonym zębem czasu, nienaruszonym podczas tylu potyczek zbrojnych, który według wierzeń Hindusów powiązany jest z Jowiszem, odwiedziłam jeszcze tylko jedno miasto uważane za centrum ezoteryczne, za Ćakrę Ziemi.
Nieprzypadkowo uważa się, że Jerozolima jest powiązana ze Słońcem. Jest wszak centrum skupiającym prawie wszystkie religie świata, jest bardzo tajemnicza, jest promieniująca sakralnością, niezwyczajnością. I jest bardzo... ciepła oraz słoneczna.
Chociaż podzielona, od wieków będąca zarzewiem konfliktów, wciąż trwa nieporuszona jednocząc wokół siebie rzesze ludzi pochodzących z różnych światów, mających różne interesy, zwykle ze sobą sprzeczne. Jednoczy ich w jednym słowie: Jerozolimczyk.
Poznajmy jedno z najstarszych oblicz tego wiecznego miasta.


Podróż do Izraela planujemy na piątek. Właściwie obojętne nam w jaki dzień tam pojedziemy, byleby tylko nie było tłoczno i byśmy nie czuły się w najważniejszych dla nas miejscach, jak na kiermaszu.
Noc czwartkowa, poprzedzająca wyjazd była nerwowa - przerwy w dostawie prądu, przelatujące samoloty i pobudka w środku nocy. Około godziny pierwszej zbiórka i przejście przez jedyną czynną granicę egipsko-izraelską w Tabie, a jakże, piechotą. Tam długie kolejki, oczekiwanie na przyznanie wiz, sprawdzenie naszych danych i te standardowe trzy pytania: Czy posiadasz broń? Czy wszystkie rzecz, które przenosisz są Twoje? Czy nikt nie dał Ci niczego do przeniesienia?, zadane perfekcyjną prawie polszczyzną przez funkcjonariuszkę straży granicznej (odbywającą w ten sposób służbę wojskową, bowiem każdy obywatel Izraela ma obowiązek służby wojskowej - zarówno kobiety, jak i mężczyźni - pewnie to pierwszy powód dlaczego malutki, młodziutki Izrael ma jedną z najpotężniejszych armii świata).
"Nie", "Tak", "Nie" i z niewygodną czerwoną pieczątką, która naznaczyła mocno mój paszport wchodzę na Ziemię Obiecaną. Witają mnie neony.

Granica egipsko - izraelska w Tabie.

czwartek, 18 marca 2010

Bez szans na spokój. "Tęskniąc za Kissingerem" Etgar Keret

Rok 1938. Niepokoje w całej Europie. Mały chłopiec wraz z rodziną ucieka z Niemiec aż za Ocean. W nowym kraju czuje się zagubiony
i to nie tylko dlatego, że jego imię brzmi tak samo jak marka keczupu. Jednak Heinz nie poddaje się i w swym życiu osiąga bardzo dużo.

Henry Kissinger był doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego oraz sekretarzem stanu USA (odpowiednik naszego ministra ds. zagranicznych).
Kissinger często podróżował na Bliski Wschód, uczestniczył w rozmowach pokojowych, był doskonałym dyplomatą, świetnym mediatorem, zwłaszcza w rozmowach po krótkim, ale jakże intensywnym konflikcie zbrojnym zwanym wojną Jom Kippur. Można też powiedzieć, że bardzo przyczynił się do rozpoczęcia w 1973 pierwszego od 1948 roku procesu pokojowego izraelsko-egipskiego. Nic więc dziwnego, że Izraelczykom Kissinger - Żyd pochodzenia niemieckiego, który wyemigrował do USA uciekając przed nazizmem - kojarzy się z pokojem i... spokojem.

Czy dlatego właśnie Izrael ma tęsknić za Kissingerem? Czy dlatego Keret za nim tęskni?
Ciężko to rozstrzygnąć jednoznacznie.
Niezaprzeczalnym faktem jest natomiast, że zbiór opowiadań Etgara Kereta pt. "Tęskniąc za Kissingerem" to mistrzostwo gatunku.
Pięćdziesiąt jeden perełek, które smakowałam jedna po drugiej, niczym przypadkowo odnalezione wisienki w torcie. A każde inne, każde tak bardzo oryginalne, każde niosące inne przesłanie, inną myśl.
Początkowo Keret prowadzi mnie przez nieco paranormalne, groteskowe wydarzenia w życiu zwykłych ludzi oraz oniryczne przygody niezwykłych dzieci, po to by zaraz zepchnąć me myśli na bardzo realistyczny, ale jednocześnie twardy i makabryczny grunt wojenny, a po drodze racząc mnie opowieściami o damsko-męskich przygodach, zwykle łóżkowych.
Seks, wojna, dziecięca wyobraźnia i groteska połączona niekiedy z makabreską to chyba najprostsze wyróżnienie czterech kategorii opowiadań Etgara Kereta. Najprostsze, ale kompletnie nie oddające ich absurdu, ironii i szaleństwa.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Wieczny bożonarodzeniowy nastrój w Bêṯ Lehem.

Święta, święta i po świętach. Stary schemat się powtarza, a po Bożym Narodzeniu pozostają nam tylko cieplutkie poduszeczki na brzuchu utworzone dzięki pysznym potrawom i nie wstawaniu zza stołu, huk kolęd w głowie i mimowolne podśpiewywanie pod nosem starych "przebojów" ("Bóg się roooodzzziii...", "Luuuuuuulaaaaj żeeeeeeee, Luuulaj" etc.) oraz całkowite, ostre wyrzuty sumienia spowodowane tym wszystkim, co się zrobiło, co się powiedziało, a nade wszystko tym, czego się... nie zrobiło. Z powodu lenistwa.

Wyobraźcie sobie jednak miejsce bajeczne. Magiczne wręcz. Miejsce, gdzie bombki wiesza się cały rok. Gdzie można cały rok śpiewać kolędy. Gdzie na licznych kramach można zakupić o każdej porze roku śliczną szopkę. Gdzie kapłani celebrują codziennie uroczystą Mszę Św.
Jednym słowem wyobraźcie sobie miejsce, gdzie Święta Bożego Narodzenia trwają cały rok.

Nie było to zbyt trudne?!
Może dlatego, że takie miejsce istnieje. I jest nim Betlejem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...