Wojna zawsze stanowi zaburzenie dotychczas panującej rzeczywistości. Wojna to okrucieństwo, bestialstwo, zdziczenie i bezduszność. Wojna to śmierć, choroba, głód. Wojna to rozpacz po utracie bliskich. Wojna to drapieżność po całkowitym odczłowieczeniu. Wojna to też miłość.
Nie łatwo jest pojąć, jak człowiek wrzucony do wojennego kotła może kochać. Wydawałoby się, że powinien jedynie płakać i nienawidzić. A jednak miłość jest obecna w każdym dniu wojny, w każdej jej godzinie. Zamyka się w świście wystrzeliwanych kul, w strachu podczas przebywania w kryjówce, w łzach ofiar, w ogniu nienawiści płonącym w oczach agresorów.
Nietrudno takiej miłości doświadczyć. W czasie wojny człowiek uświadamia sobie, że kocha swych bliskich w każdej chwili i zawsze poznaje to uczucie na nowo. Miłość jest odskocznią, ucieczką przed wszechobecnym przygnębieniem, chaosem i niezrozumieniem.
Przy mniejszych lub większych problemach dnia codziennego, rodzinnych kłótniach, narzeczeńsko-małżeńskich sporach zawsze uświadamiam sobie, że żyję tak naprawdę w czasach wspaniałych, iż mam ogromne szczęście. Nie muszę walczyć o przetrwanie, moje troski obracają się wokół pracy i domu, a największym problemem jest to, co dzisiaj zjem na obiad i jakie pieczywo kupię na jutrzejsze śniadanie.