Idą Święta. Zazwyczaj mówi Wam to nie tylko Kevin, który znowu został sam w domu, ale też Mikołaj w czerwonej ciężarówce Coca-Coli i tysiące ludzi, którzy biegają po sklepach i galeriach handlowych w poszukiwaniu prezentów, choinek, ozdób, produktów spożywczych oraz innych świątecznych precjozjów.
Kiermasz adwentowy warto odwiedzić wieczorem.
Jeśli chcielibyście poznać miejsce bardziej zatłoczone niż galerie handlowe tuż przed Świętami to zapraszam Was na krakowski Rynek Główny w dowolny weekend czerwca. Ten rzekomo największy plac Europy jest w tamtym czasie wypełniony szczelnie tłumami turystów, studentów łapiących promienie słońca, wycieczek szkolnych, gimnazjalistów plątających się (zamiast siedzieć w szkole), Krakowian przemieszczających z jednego miejsca w drugie. Jeżeli do tego dodać mnóstwo dorożek, wszędobylskich meleksów, mimów, grajków ulicznych, amatorskich tancerzy break-dance, corocznej reklamy Teatru Groteska przybierającej postać Tiny Turner lub Elvisa Presleya, to mamy prawdziwy tygiel. W porównaniu do pierwszych letnich dni, Kraków w okresie świąteczno-noworocznym wygląda naprawdę spokojnie. Rynek Główny nie jest jednak opustoszały.
Jeżeli kiedykolwiek marzyliście o tym by spędzić Święta Bożego Narodzenia w innym miejscu, w innym mieście, a zazwyczaj spędzaliście je jednak w domu (jak ja to rozumiem!) to teraz macie niezwykłą okazję, gdyż zapraszam Was na Święta do mojego krakowskiego domu :)