Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mr Pile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mr Pile. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2015

Love and marriage like horse and carriage, czyli pochwała małżeństwa!

Małe dziewczynki marzą o tym by być księżniczkami. Żeby nosić piękne suknie, mieć poddanych, którzy by im usługiwali, znaleźć księcia z bajki.

Duże dziewczynki weryfikują swoje marzenia z rzeczywistością. Więc zazwyczaj wystarcza im ubranie ze sklepowych przecen, kilkoro dobrych przyjaciół oraz normalny facet. Czasem tylko jakikolwiek facet.

Źródło
Im dalej w las wyobrażenia o ślubie i późniejszym małżeństwie troszkę się rozmywają. Przecież tak często śmiejemy się z typowych żartów, jak ten, że żona czeka w domu z wałkiem, albo mąż przeszukuje szafę w poszukiwaniu ewentualnych kochanków, a przecież to się zdarza. Coraz częściej i w coraz dziwniejszy sposób. Dlatego odczarujmy troszkę małżeństwo. A żeby to uczynić pragnę Wam przedstawić argumenty za tym, że jednak warto (naprawdę warto!) wchodzić w sakramentalne związki, bo może to być naprawdę niezła zabawa :)

Jakie są wobec tego argumenty za małżeństwem?

piątek, 24 sierpnia 2012

Holiday Celebration

Uprzejmie proszę kogoś kto włączył ten szalony przyspieszacz czasu, aby natychmiast zaniechał niecnych działań i zastanowił się nad swym nierozsądnym postępowaniem. Z połowy lipca w mgnieniu oka zrobiła się końcówka sierpnia, a to nie jest normalne i przede wszystkim nie jest zdrowe!

Gdzie byłam? Co robiłam?

Tak w skrócie były:

niedziela, 1 lipca 2012

Mr Pile rozpoczyna upojne wakacje (Pan Stosik odsłona piętnasta)

Wszystko zaczęło się w piękne letnie popołudnie, gdy żar lał się z nieba i niestety ulgi nie przynosiły ani zimne napoje, ani polewanie się lodowatą wodą, ani też chwilowe wyprawy do lodówki i chłodzenie się w oparach roztapiającego się lodu...

By przeczekać ten jakże ciężki czas postanowiłam dokonać porządków na półkach - bowiem gdy głowę i ręce mam zajęte nie odczuwam gorąca. I tak z otchłani półek, z wszystkich stojących na nich oraz tych leżących byle gdzie tomów wyłonił się on. Upał mu jakby nie przeszkadzał, nawet pomimo słusznej wagi (zresztą woda i tak by mu pewnie mocno zaszkodziła), więc w ramach relaksu położył się na podłodze, gdzie przeciąg delikatnie smagał jego potężne ciało i przynosił mu niewątpliwą ulgę.

Tak oto, w letni dzień, na podłodze w mej pokoju zagościł Mr Pile:

Ten Pan Stos to mój "mały" wyrzut sumienia. Wiem, że już pół roku temu pisałam, iż nie mam miejsca na półkach, ale wierzcie lub nie - te książki jeszcze znalazły dla siebie jakąś tam powierzchnię. Gorzej będzie z tymi, na które już mam chrapkę i pewnie ich nie odpuszczę... (Stuhr, Pilch, Yrsa...)
Nadzieja pozostaje w pożyczonych lekturach, które gdy (kiedyś) przeczytam to (kiedyś) oddam prawowitym właścicielom i tym samym zwolnią one, tak potrzebne, miejsce. Ale to dopiero kiedyś.
Tymczasem przyjrzyjmy się bliżej moim sześciu miesiącom rozpusty (tak, tak, aż przez sześć miesięcy nie zawitał tu Pan Stosik;)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Rozpasany Mr Pile w świąteczny czas lubi nawet poniedziałek (Pan Stosik odsłona czternasta)

Święta przychodziły prawie miesiąc. Po 1 i 11 listopada witryny wystawowe sklepów witały kupujących urodą bombek, zielonością drzewek, blaskiem światełek choinkowych, strzelistością girlandów. Na początku grudnia rozpoczął się zakupowy szał. Po kolei znikały z półek świąteczne ozdoby, w tym lampki, bańki, łańcuchy, słodycze, nadające się na prezenty zabawki, kosmetyki, różnego rodzaju sprzęty, ozdobne torebki prezentowe, a w końcu cukier, mąka, kakao i przyprawy (już w czwartek, 22 grudnia, goździki były rarytasem). Tuż przed samymi Świętami trudno było już kupić żywą i ładną jodłę. Wszyscy utonęliśmy w ferworze sprzątania, gotowania, przystrajania.


Nadszedł wreszcie ten świąteczny czas. Najedliśmy się, pośpiewaliśmy kolędy, znowu najedliśmy, rozpakowaliśmy prezenty, najedliśmy i pozachwycaliśmy się kilkanaście razy pięknie przybraną choinką. W między czasie pooglądaliśmy sztandarowo świątecznie "Grincha", "Jak rozpętałem II wojnę światową", "Sami swoi", a do tego "Love actually" i "Holiday". Był też nasz ukochany Kevin i to nawet w różnych odsłonach. Na lekturę może i starczyło czasu (choćby programu telewizyjnego), ale pewnie więcej znajdziemy go po Świętach.
I tu nagle obudziliśmy się zmęczeni, zdezorientowani, z kompletnie rozregulowanym układem pokarmowym wieczorem, drugiego dnia Świąt i uświadomiliśmy sobie, że to już koniec. Całe tygodnie przygotowań i raptem trzy dni świętowania.

Oczywiście, ugotowane potrawy, piękne ozdoby, pachnące drzewko zostaną jeszcze na kolejny miesiąc, a prezenty, które otrzymaliśmy służyć nam będą nawet kilka lat. Ale nastrój świąteczny już opadł z sił, dogorywa i tak szybko nie wróci. Mimo wszystko - będzie co wspominać.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Nie lubię poniedziałku, czyli post-holiday spleen leczony pyszną ice coffee ;)

Wbrew pozorom samolot, którym leciałam ani razu nie spadł do morza. Nie spadł też nigdzie na ląd. I oto po czterech kontrolach paszportowych, trzech startach, trzech lądowaniach, dwóch nadaniach bagażu, jednym zwiedzaniu lotniska Poznań Ławica oraz jednym zgubieniu bagażu, a także po czternastu dniach plażowania i czterech dniach depresji pourlopowej wracam do Was z całym nowym "bagażem" (nie, nie tym zgubionym, tylko całkiem nowym, świeżutkim) doświadczeń, wieloma wrażeniami do opowiedzenia oraz z kilkoma przeczytanymi książkami.

Polska, a szczególnie Kraków pożegnali nas mniej więcej tak:

wtorek, 2 sierpnia 2011

Nie lubię poniedziałku, czyli stos(owne) przyznanie się do winy (Pan Stosik, odsłona dwunasta)

Lipiec, niespodziewanie dla wszystkich, ustąpił miejsca sierpniowi. Pogoda się jednak nie poprawiła, wakacje w dalszym ciągu powoli się kończą (tylko teraz jakoś szybciej...), a Stany jednak nie zbankrutowały. U mnie pod stolikiem leżakują mleczka i olejki do opalania obok tych po opalaniu, za to stroje kąpielowe, plażowe sukienki i buty wciąż czekają na odpowiedni moment kąpieli w pianie, suszenia, prasowania i w konsekwencji - włożenia ich do wielkiej walizki, którą zabieramy znów na koniec świata. Wszystko więc jest na swoim miejscu.

Właściwie tylko na półkach biblioteczki lekkie poruszenie. A to jeden tom poszedł w prawo, drugi w lewo, reportaże dołączyły do reportaży i relacji z podróży, Arabowie skumplowali z Turkami, a Nobliści wciąż trzymają się razem. Wszystko za sprawą nadejścia, wtargnięcia wręcz, letniej garderoby Mr Pile.

sobota, 23 kwietnia 2011

Tłuste święta i majówka z Mr Pile oraz życzenia (Pan Stosik, odsłona jedenasta)

Ciężko jest nastrajać się proświątecznie (propisankowo, czy prokoszyczkowo), gdy na zewnątrz temperatura przekracza dwadzieścia kresek. Wtedy ma się raczej ochotę na wylegiwanie się na leżaczku, z dymiącym się w oddali, pachnącym grillem.
Lecz cóż począć. Po intensywnym sprzątaniu wszelkich domowych zakamarków, przykładnym wypełnieniu postu i jałmużny, po dopełnieniu wszystkich przygotowań i udaniu się z koszyczkiem do święcenia, wieczorem odpoczywając na kanapie, podjadając świąteczne ciasto z pewnością będziemy chcieli sięgnąć po jakąś książkę.
I tu oczywiście na przeciw wyjdzie nam Pan Stosik.

A właściwie wybiegnie, wypadnie, nagle zaatakuje znienacka.
Swoją wagą przygwoździ niejednego. Swoją wielkością zapewne porazi.
Ale musicie mi wybaczyć - wszak nadszedł czas ujawnienia grzechów, obietnicy poprawy, zadośćuczynienia. W moim przypadku na pewno będzie ciężko...

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Uciechy Mr Pile w coraz dłuższe, choć wciąż zimowe dni (Pan Stosik, odsłona dziesiąta)

Zima już nieco odpuściła (chociaż pewnie jeszcze wróci, bo to jednak wredna istota jest). Ja zabarykadowana, przygotowana na długie tęgie mrozy, prawdziwą zimę, obłożona tonami stosów mogłam wystawić delikatnie mój nos poza próg własnego domu. I oczywiście zachęcona dosyć ciepłą aurą i brakiem konieczności używania ciepłych: szalika, czapki, rękawiczek, rajtuz, czy nawet majtek, doprowadziłam do małej emigracji.

Oto wyrośnięty, ciągnący energię z mego jestestwa (i zarazem głębi portfela) twór panoszący się do tej pory na mym biurku, nagle zniknął. Z racji tego, że zakupiłam niedawno okular na mój zniszczony wzrok, a pokój w którym urzęduje ma nie więcej, jak 3x3, to szybko, wręcz błyskawicznie zlokalizowałam jego nowe miejsce leżakowania:


Oczywiście obecnie twór ewoluował, nieco się rozrósł, w pewnych miejscach skurczył, a i stracił bożonarodzeniową oprawę z racji weekendowego usuwania wszelkich przedawnionych iglaków ogołoconych już ze słodyczy, a więc nie bardzo użytecznych.

Rozkładając jednak Pana Stosika na czynniki pierwsze otrzymujemy mało szkodliwe, całkiem sympatyczne i miłe osobniki. Przyjrzymy się im bliżej.

czwartek, 11 listopada 2010

Mr Pile zbiera zapasy na zimę (Pan Stosik, odsłona dziewiąta)

Podczas, gdy na polu (nie, nie na dworze, bom z Krakowa) coraz zimniej. Gdy poranne i wieczorne eskapady skuterkiem po ulicach mego miasta nie są już wskazane, a zimową stolicę mojego województwa (i przy okazji całej Polski) powoli pokrywa biały puch, ma prywatna biblioteczka roztapia się od nadmiaru wrażeń. Niestety, niczym rosnący i nabierający objętości pod wpływem tłuszczu pączek rozrasta się i pęcznieje. Przy tym stając się co najmniej tak samo słodka, lecz znacznie mniej tucząca.

I chociaż wydaje mi się, że obfite zapasy na zimę już mam (no dobrze, na kolejne dziesięć z kolei zim również), to nic nie zaszkodzi nieco je powiększyć. Delikatnie, subtelnie, leciutko.
Niestety troszkę me plany wymknęły się spod kontroli:


Szybciutko, by ukryć swoją porażkę (i jednocześnie umożliwić sobie otwarcie szafki, w której notabene również trzymam książki) rozparcelowałam stos, rozłożyłam go na czynniki pierwsze i skrzętnie pochowałam, właściwie wepchnęłam, w wolne szczeliny półek.

czwartek, 30 września 2010

Mr Pile i piękna, złota, polska jesień (Pan Stosik, odsłona ósma)

Pewnego jeszcze letniego, choć deszczowego wrześniowego dnia Pan Stosik obudził się w takim oto, jeszcze wakacyjnym, słonecznym, radosnym, turecko-chorwackim kształcie:

Od góry:

1. "Duśka, opowieść o Darii Trafankowskiej" Hanny Karolak - cudowna powieść w całości "połknięta" na tureckiej plaży, której recenzję mogliście przeczytać tutaj.
2. "Pchli pałac" Elif Safak - niezwykła saga o niezwykłych ludziach mieszkających w niezwykłym mieście - Stambule. Recenzja już wkrótce.
3. "Niewidoczni Akademicy" Terry Pratchett - mój ukochany autor, jedyna seria fantastyki, którą czytam regularnie, bez zniechęcenia! Moja recenzja "Akademików" opublikowana w poprzednim poście została wyróżniona przez Wydawnictwo Prószyński i Ska i wybrana na recenzję tygodnia z czego jestem bardzo dumna :)
4. "Ramzes: Syn Światłości. Świątynia Milionów Lat" Christian Jacq - niesamowita książka historyczna, o najcudowniejszym (w mym mniemaniu) kraju naszego globu. Wkrótce zabiorę Was do tego, zwiedzonego już przeze mnie, Egiptu Ramzesa II.

środa, 19 maja 2010

Szaleństwa Mr Pile (trzy niepokorne oblicza Pana Stosika, odsłona siódma)

Niedawno postanowiłam zrobić gruntowne porządki w mych szafkach z książkami i te nieprzeczytane spróbować ułożyć w jakieś sensowne stosy. Poddałam się po pół godzinie i około setce książek, które przy każdorazowej próbie zbudowania wieży spadały z hukiem na ziemię.
Wciąż bronię się też przed sfotografowaniem całej mej kolekcji. Bo mi zwyczajnie, z racji mej rozrzutności (wczoraj dowiedziałam się, że niespotykanej u mieszkańców Krakowa) i braku rozsądku, wstyd.
A skąd u mnie takie szaleństwo?

Zaczęło się od Światowego Dnia Książki i promocji w Empiku. Okazja była niebywała, bo można było nabyć trzy książki w cenie dwóch. Ja, jak to ja, nabyłam oczywiście sztuk sześć (w cenie czterech) i byłam z siebie bardzo dumna. A mój wstyd złagodziło, notabene bardzo denerwujące, oczekiwanie na drugą paczkę z zamówieniem - przez prawie trzy tygodnie!
Później była wizyta w bibliotece i kolejne zmaganie się z myślą "wypożyczyć, czy nie wypożyczyć". Oczywiście wypożyczyłam.
Zapoznajcie się zatem z trzema obliczami Pana Stosika. Obliczami dosyć zaskakującymi, kolorowymi, ale też bardzo demonicznymi :)

Mr Pile świętujący Międzynarodowy Dzień Książki:


na stojąco


na leżąco

Od góry (tudzież od strony lewej):

1. "Opowieści o Niewidzialnym" Eric-Emmanuel Schmitt - nigdy jeszcze nie czytałam nic tego autora, więc postanowiłam nabyć trzy jego utwory w jednej książce. Wydanie jest pięknie ilustrowane i na pierwszy rzut oka przypomina mi "Małego Księcia". Bardzo przyjemne skojarzenie :)
2. "Ciotka Julia i skryba" Mario Vargas Llosa - Llosa chodził za mną już od dawna, tylko nie bardzo wiedziałam od jakiej powieści mam zacząć. Ktoś polecił mi właśnie "Ciotkę Julię". Poza ciekawym opisem ma bajeczną okładkę!
3. "Bękart ze Stambułu" Elif Şafak - do Turcji jakoś przekonać się nie mogę, ale Stambuł bardzo lubię, chociaż wspominam niezbyt miło ze względu na nadzwyczajną "bezpośredniość" Turków. Miałam ochotę jednak na coś tureckiego - miał być Pamuk i "Nazywam się Czerwień" bądź "Śnieg" (bo nic jeszcze Noblisty nie czytałam), ale postawiłam na coś bardziej współczesnego. Mam nadzieję, że Safak mnie nie zawiedzie. Na Pamuka przyjdzie natomiast jeszcze czas :)
4. "Kochanice króla" Phillipa Gregory -na półce czeka na mnie już film, ale nie mogłam się za niego zabrać nie przeczytawszy uprzednio książki. Epoka Henryka VIII fascynuje mnie jeszcze od czasów pierwszych lekcji historii dotyczących reformacji. Rozbudził to zainteresowanie serial o Tudorach i tak oto postanowiłam odwiedzić XV-wieczną Anglię.
5. "Chicago" Ala al-Aswani -po pierwszej książce tego egipskiego autora czekałam na kolejne polskie wydania i się doczekałam. Teraz na mej półce błyszczy piękny egzemplarz i nie mogę doczekać się kiedy powrócę do Egiptu. Poprzednia wizyta z al-Aswaną była nieziemska :)
6. "Tysiąc wspaniałych słońc" Khaled Hosseini - dużo dobrego słyszałam o tej książce, a że tematyka mnie zainteresowała, akcja toczy się w świecie arabskim i z niepokojem usłyszałam informację o zbliżającym się rzekomym wyczerpaniem nakładu postanowiłam zainwestować.

Dwa nieco mniej demoniczne i wyzywające oblicza Pana Stosika, po które będę sięgać w najbliższym czasie, gdy tylko dotknie mnie głód czytelniczy:


biblioteczny


Od góry:

1. "Festung Breslau" Marek Krajewski -środkowa część cyklu o Breslau, a moja pierwsza książka Krajewskiego. A ponieważ Krajewski jest wszędzie i chciałam przespacerować się po wojennym Wrocławiu to zabrałam go ze sobą, bez głębszego zastanowienia, podczas jednej z wizyt w bibliotece. Muszę przyznać, że lektura bardzo mnie zaskoczyła. Recenzja wkrótce.
2. "21:37" Mariusz Czubaj - Czubaj to drugi po Krajewskim autor powszechnie chwalonego nurtu współczesnego kryminału polskiego i chociaż książka ta to nie efekt duetu z Krajewskim to i tak zabrałam. Poza tym nie mogłam oprzeć się tej różowej okładce :)
3. "Domofon" Zygmunt Miłoszewski - wypatrzyłam na półce i wyniosłam. Z trzech powodów: pierwszy, drugi i trzeci.
4. "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro - udało mi się trafić wreszcie na tę książkę nagrodzoną Bookerem i dobrze, bo wyzwanie Nagrody Literackie przecież trwa, a do końca zostało już niedużo :)


półkowo-własny

Od góry:

1. "Toast za przodków" Wojciech Górecki -do tej książki zachęcił mnie fragment opisu z okładki: "Jak można chcieć do NATO, a jednocześnie uważać, że Stalin i Chrystus to najbardziej wpływowe osobistości w dziejach świata?". A że lubię Gruzję, często jem w krakowskim gruzińskim chaczapuri oraz zawsze pociągał mnie Kaukaz i zastanawiała sytuacja w Osetii to nie mogę doczekać się kiedy sięgnę po ten cykl reportaży :)
2. "Duśka czyli rzecz o Darii Trafankowskiej" Hanna Karolak - Darię Trafankowską pamiętam doskonale i to nie tylko z serialu. Pamiętam również smutek, jaki czułam, gdy dowiedziałam się o jej przegranej walce z rakiem. O tej książce słyszałam ponadto dużo dobrego i chcę skonfrontować opinie z rzeczywistością.
3. "Dno oka: Eseje o fotografii" Wojciech Nowicki - od pewnego czasu interesuję się fotografią, więc na mej półce nie może zabraknąć książek na ten temat. Książka Nowickiego na pewno pomoże mi spojrzeć na zdjęcia z innej perspektywy - taką przynajmniej mam nadzieję.
4. "Światła pochylenie" Laura Whitcomb - niezwykła książka. Wydawałoby się, iż przynależy do literatury młodzieżowej, ale nic bardziej mylnego. Chyba nigdy nie czytałam czegoś tak niezwykłego - niedługo opublikuję recenzję :)
5. "Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu" Gregory Maguire - od momentu, gdy przełamałam się i przeczytałam (ba! połknęłam!) całą serię o Harrym Potterze nie boję się już czarownic, magii, fantastyki - także w literaturze. Dlatego bez strachu zamierzam sięgnąć po tę powieść. Ponadto kraina Oz to niesamowite miejsce z mojego dzieciństwa - miło będzie do niej choć w niewielkim stopniu powrócić.

Jak widzicie zapowiada się u mnie prawdziwa czytelnicza uczta. A pogoda za oknem, powódź zagrażająca memu miastu i przerażający majowy chłód zachęcają właśnie do czytania. Jednak z tęsknoty za latem nieśmiało chciałabym wyrazić moje pragnienie, bym jednak mogła delektować się lekturą siedząc na leżaczku nad podkrakowskim jeziorem. Może zostanie wysłuchane...

wtorek, 6 kwietnia 2010

Nowalijki i różne przypadki ostatnich dni.

Nieregularnie tutaj bywam ostatnio. I wciąż zapomniałam wytłumaczyć się z długiej nieobecności zimowej.

Prawda jest taka, że najpierw pochłonęły mnie książki prawnicze różnej maści i różnej grubości. Następnie czas mój pożarła praca magisterska, a właściwie jej plan, referat jej dotyczący na seminarium oraz zbieranie materiałów mniejszych lub większych.
Potem bez reszty przepadłam i prawie co drugi dzień spędzałam czas w taki oto sposób:



Było miło. Nawet bardzo miło, bo korzystając z bliskości małopolskich stoków mogłam często rozkoszować się deską (oraz w razie chęci nartami, ale narty znudziły mi się już po kilkunastoletniej z nimi znajomości).
Nie muszę chyba zaznaczać, że było miło, a zatem... już się skończyło. A skończyło się tak:


Dobrze znający się na diagnostyce urazów na rtg od razu zauważą, iż to co mnie pozbawiło przyjemności białego szaleństwa to złamanie dalszej nasady kości promieniowej kończyny górnej lewej. Bez przemieszczenia.
Kończyna górna lewa natomiast jest tą akurat, która u mnie dominuje. Zatem pożegnałam się z pisaniem i trudniejszymi czynnościami (jak choćby szybkim zapinaniem guzika u spodni) na tygodni cztery (obecnie już niecałe dwa).
Muszę też zaznaczyć, że pisanie na klawiaturze sprawiało mi wielką trudność ze względu na ciężki, toporny gips. Dopiero niedawno wyszłam na swoje, gdy po kontroli u ortopedy otrzymałam cudo w postaci lekkiego stabilizatora nadgarstka, który dostałam w prezencie imieninowym od... NFZu :)

Dlatego też obecnie nadrabiam blogowe zaległości. Przede wszystkim rozliczę się z wyzwania Amerykańskie Południe, w którym brałam udział, a którego recenzowanie zostawiłam sobie na koniec, po przeczytaniu wszystkich lektur. Chyba nie muszę pisać, iż plany me w związku z wypadkiem legły w gruzach.
Natomiast teraz uzupełnię me opinie na temat książek Południa i podsumuję me wyzwanie - wierzcie lub nie - ukończone.

A teraz zaległy stosik wyniesiony z biblioteki, który myślę, że pokaże przedsmak tego, co Was będzie czekać w najbliższych dniach:


Od góry:

1. "Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd - pierwsza lektura z wyzwania Amerykańskie Południe. Niezwykła książka. Recenzja wkrótce.
2. "Czas zabijania" John Grisham - pierwsze moje zetknięcie z Grishamem i choć amerykański system prawny znam już dosyć dobrze to książka i tak mnie nieco zaskoczyła. Druga lektura z Amerykańskiego Południa, którą również wkrótce zrecenzuję.
3. "Belcanto" Ann Patchett - książka, którą wypożyczyłam z myślą o wyzwaniu Nagrody literackie. O Ann Patchett słyszałam dużo dobrego, słyszałam też nieco złego. Liczę na troszkę bardziej poważną powieść obyczajową i mam nadzieję, że się nie przeliczę.
4. "Katedra w Barcelonie" Ildefonso Falcones - Barcelonę uwielbiam i z tą myślą wypożyczyłam tę książkę. Nie chcę porównywać jej do Zafona, nie chcę też nastawiać się na coś konkretnego. Chciałabym przeczytać jedynie dobrą książkę - niekoniecznie bestseller.

Przepraszam jeszcze raz wszystkich Czytelników za lekkie zabieganie oraz za to, że przez nie zapomniałam nawet o życzeniach świątecznych. Mam jednak nadzieję, że Święta Wielkanocne były udane i nie objedliście się za bardzo :)

sobota, 9 stycznia 2010

Mr i Mrs Pile wchodzą w Nowy Rok (Pan i Pani Stosik, odsłona piąta).

Przed Świętami Bożego Narodzenia udałam się dwukrotnie do biblioteki. Dwukrotnie miałam tylko oddać książki i nic już nie wynosić. I dwukrotnie się nie udało.
Za pierwszym razem nawiedziłam oddział językowy i postanowiłam podreperować moją obcojęzyczność czytając coś angielskiego w oryginale, wszak dawno nie miałam takiej przyjemności. I tutaj zaliczyłam małą wtopę, ale o tym za chwilę.
Za drugim razem pokornie ustawiłam się w kolejce przedświątecznych zwrotów, a była naprawdę spora, bo ponoć od Nowego Roku wzrosła opłata za przetrzymanie książek. Niestety kolejka snuła się powoli obok półki oznaczonej: "Najchętniej czytane pozycje". Chyba domyślacie się, co było dalej...

Niniejszym przedstawiam Wam młodego Pana Stosika, który życie na nowo rozpoczął przed Świętami:

Kolejno od góry:

1. "On Beauty" Zadie Smith - pierwsza moja książka tej brytyjskiej pisarki i chociaż obowiązki odsunęły jej przeczytanie w czasie to muszę przyznać, że już zaczęłam (po drodze z biblioteki, w komunikacji miejskiej;)) i bardzo mi przypadła do gustu.
2. "Portrait in sepia" Isabel Allende - niestety myślałam, że ta powieść Allende nie należy do żadnego cyklu, dlatego chętnie zabrałam ją ze sobą, a już w domu zorientowałam się, że jest to kontynuacja powieści "Dom duchów" i to w dodatku tom trzeci! Już od miesiąca wybieram się by ją wymienić na tom pierwszy, albo coś innego. Dobrze, że istnieje coś takiego jak internetowa prolongata ;)
3. "Umiłowana" Toni Morrison - czytałam dużo o tej powieści i to nie tylko głosów zachwytu, ale też rozczarowania. Moje wrażenia z tej książki już za niedługo ujawnię w pisanej powoli recenzji.

oraz Panią Stosik, która wniosła nieco kobiecości, lekkości i tajemniczości w okres przedświąteczny oraz poświąteczny, a szczególnie noworoczny:


Kolejno od góry:

1. Moja ulubiona ozdobna bombka z bałwankiem. Chciałam Wam ją zaprezentować zanim zniknie w czeluściach szafki i zastąpi ją rozkicana pisanka.
2. "Listy od zabójcy bez znaczenia" José Carlos Somoza - pierwsze moje spotkanie z Somozą, ale długo oczekiwane i chyba też nieco odciągane w czasie. Wyszłam z założenia, że jeśli powieść mi się nie spodoba to nic nie tracę, bo i tak jest króciutka. Ale na razie się podoba. Bardzo.
3. "Dodaj do ulubionych" Adrianna Kownacka - króciutkie opowiadanie (trudno nazwać ten tekst powieścią) o kondycji młodych kobiet rzuconych w wir współczesnej rzeczywistości. Krótkie, kobiece, niewymagające. Recenzja wkrótce.
4. "Kamienie przodków" Aminatta Forna - zaciekawiła mnie okładka, którą wypatrzyłam na bibliotecznej półce, zaintrygowało nazwisko autorki, a przekonała całkowicie nota wydawnicza.
Afryka i Londyn. Młoda kobieta i kilka jej ciotek. A wszystkie łączy chęć zmiany przeznaczenia.
Nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam "Kamienie...". Niestety zostawiłam
je sobie na deser :)

Oczekujcie zatem w Nowym Roku wielu nowych recenzji. Szczególnie, że mam zamiar i prawdziwą chęć dołączenia do dwóch wyzwań czytelniczych, które będą pierwszymi w mej skromnej karierze. Jako ryzykantka lubię rzucać się na głęboką wodę, ale jako rozsądna, stateczna intelektualistka obawiam się już konsekwencji.
Jedyne o co mogę prosić, to kciuki by się udało, co niniejszym czynię.

piątek, 20 listopada 2009

Dodatek do poprzedniego Mr Pile (prawie Pan Stosik, odsłona czwarta).

Ach, chciałam, naprawdę chciałam dzisiaj już odpocząć od robienia zdjęć, od publikowania, zmagania się z czytnikiem kart oraz uwolnić się od monotematyczności (związanej niestety z niczym innym, tylko z chwalipięctwem książkowym) i zabrać się za porządne recenzje. Ale nie mogę. I to nie mogę z dwóch powodów.

Po pierwsze znajoma mojej mamy, oddając jej pożyczoną już dawno powieść w rewanżu pożyczyła nam dwie inne. Takie oto:


Pierwsza to "Bestia" Marka Świerczka, czyli osadzona w realiach powstania styczniowego powieść grozy. Historyczny thrillero-horror. Coś czuję, że będzie mi się podobało.
Druga to "Skradzione dziecko" Keith'a Donohue, która według opisu z okładki jest baśnią dla dorosłych. Przekonamy się, czy takie klimaty mi odpowiadają.
Tym samym półeczka moja została zasilona o kolejne lektury, które jednocześnie uzyskały status: do przeczytania na teraz.

Po drugie zaś, jak już wspominałam poprzednio, wygrałam książkę w konkursie na blogu Virginii i dzisiaj właśnie znalazłam w mej skrzynce pocztowej przesyłkę, a w niej:


"Karolina XL zakochana" Marty Fox - najnowsza powieść autorki znanej mi m.in. z takich przebojów, jak "Paulina.doc" czy "Magda.doc" i chociaż czas młodzieńczy mam już za sobą, to z przyjemnością sięgnę po lekturę Pani Marty.

Jeszcze raz dziękuję serdecznie Virginio za książkę i uroczą karteczkę. I polecam się na przyszłość ;)

Czytelnikom natomiast obiecuję, że następny wpis będzie bardziej merytoryczny i zarazem krytyczno-literacki. Przepraszam też za jakość zdjęć, które robione były na szybkiego.

czwartek, 19 listopada 2009

Mr Pile, a zapożyczenia (Pan Stosik, odsłona trzecia).

Ponieważ wybrałam się w środowe, dosyć ciepłe (!) i słoneczne (!!), popołudnie do biblioteki wojewódzkiej moja lista lektur na najbliższy czas uległa przetasowaniu i oto na plan pierwszy wysuwają się będące w moim posiadaniu do 19 grudnia b.r. te oto pozycje.



Kolejno od góry:
1. "Kronika zapowiedzianej śmierci" Gabriel Garcia Marquez - książka tak cieniutka, że gdyby leżała na stosiku byłaby niedostrzegalna, ale mnie udało się ją znaleźć na bibliotecznych półkach. Powieść, której jestem bardzo ciekawa, mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. W końcu to Marquez.
2. "Mężczyzna, kobieta i dziecko" Erich Segal - szukałam właściwie "Aktów wiary", ewentualnie "Absolwentów", ale natknęłam się na tę książkę. Wybierałam pomiędzy nią, a "Love story", z tym, że pod względem liczy egzemplarzy "Love story" nie było naprawdę unikatowe. Co więcej, zaczęłam czytać już w autobusie i zapowiada się bardzo interesująco.
3. "Jedyne, czego pragnął" Anita Shreve - tytuł i okładkę tej powieści miałam w głowie po ostatnich przeglądach biblionetkowego schowka. To, że zauważyłam ją na półce to czysty przypadek :) Jednakże kusi mnie już bardzo, zwłaszcza dzięki wizji akcji osadzonej w ostatnich latach XIX wieku i wątku romantyczno-miłosnym.
4. "Rzecz o mych smutnych dziwkach" Gabriel Garcia Marquez -
i znowu kolumbijski pisarz. I książka na którą od dawna miałam chrapkę, ale jednak odkładałam zakupienie jej. Na pierwszy rzut oka niepokojąco duże litery, ale mam nadzieję się jednak nie rozczarować! Panie Marquez, bardzo ładnie proszę :)

Zatem jak widzicie sztuki cztery przybyły do mego księgozbioru, chociaż starałam się z całego serca by było ich najmniej to i tak skorzystałam z limitu przewidzianego przez WBP dla szarego czytelnika (tak Zosiu, perfekcyjnie mnie rozpracowałaś).
Na swoją obronę chciałabym jednak dodać, że skrupulatnie wybierałam najcieńsze egzemplarze, jakie się dało. Chociaż te wszystkie grube tomiszcza kusiły, oj kusiły...

Chciałabym jeszcze, na koniec pochwalić się, że wzięłam udział w konkursie na blogu Virginii i... wygrałam! Jestem bardzo szczęśliwa, zwłaszcza, że po raz pierwszy udało mi się wygrać książkę! Poza tym powieści Pani Marty Fox przygarnę w każdej ilości :)

wtorek, 17 listopada 2009

Mr Pile i pandemia (Pan Stosik, odsłona druga).

Przyznaję się.
Długo zwlekałam z kolejnym zaprezentowaniem moich dorobków, ale to też dlatego, że lista mych lektur skurczyła się do jednej jedynej tematyki, stricte naukowej, którą to sytuację wymusiła na mnie sesja wrześniowa oraz rychłe nadejście roku akademickiego.

Jak wiecie (lub nie) moje lato obfitowało przede wszystkim w Musierowicz. Później były kodeksy i inne ustawy. Oraz podręczniki.
Dziś natomiast zaprezentuję Wam lektury na jesień i wczesną zimę. Nieprzypadkowo dobrane. Niemalże każda "z innej parafii".
Enjoy.




Kolejno od góry:
1. "Agencja Złamanych Serc" Irena Matuszkiewicz - lektura z rodzaju tych lekkich i kobiecych, którą rodzicielka moja zakupiła w przypływie dobrego humoru, leży już na półce dostatecznie długo, więc w końcu muszę się za nią zabrać.
2. "Busz po polsku" Ryszard Kapuściński - cykl reportaży mistrza... reportażu, to chyba mówi samo za siebie. Już przeczytałam, a za niedługo recenzja. :)
3. "Wojna futbolowa" Ryszard Kapuściński - zafascynowana Kapuścińskim daję się mu porwać na kolejną wyprawę, tym razem do Afryki i Ameryki Łacińskiej. Oczywiście w poszukiwaniu upałów.
4. "Dom nad rozlewiskiem" Małgorzata Kalicińska - nie wiem, jak książka ma się do serialu, a jak książka i serial razem mają się do życia, ale kupiłam Kalicińską pod wpływem mody i boję się, że będę żałować. Jednakże przecież sama się muszę o tym przekonać.
5. "Gułag" Anne Applebaum - monografia historyczna - tak chyba należałoby nazwać nagrodzoną Pulitzerem książkę Applebaum, którą zaczęłam już czytać i niestety nie wiem kiedy skończę, bo utrudnia mi to niestety... wielkość "Gułagu". I to wielkość dosłowna i w przenośni. Dosłowna, bo gdy mam wybrać lekturę do tramwaju/autobusu to wybieram coś o mniejszych gabarytach. W przenośni zaś, bo chcąc czytać coś przed snem wybieram książkę mniej "ciężką" pod względem tematycznym. Recenzję zatem obiecuję, ale chyba w nieco większym odstępie czasu:)

Uznacie mnie za wariatkę, ale mam zamiar jutro udać się do WBP i poplątać się między półkami docelowo szukając czegoś do pracy magisterskiej. Jak obstawiacie? Ile lektur stamtąd wyniosę?

(Oby, jak najmniej...)

piątek, 24 kwietnia 2009

Mr Pile, episode I (Pan Stosik, odsłona pierwsza).

Zachęcona swoistą stosikową manią oficjalnie, uroczyście inauguruję na mym blogu kadencję Pana Stosika Pierwszego.
Gentleman ten mogący liczyć na poparcie biblioteki w pracy mojej rodzicielki oraz Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej zajął dosyć znaczące miejsce w moim domu i zagospodarował mój czas wolny. A oto radośnie nam panujący:


Kolejno od góry:
1. "Rabin" Noah Gordon - lekturę połknęłam w czasie Świąt wielkanocnych, recenzja już niedługo
2. "Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne - wstrząsająca historia widziana oczami małego chłopca, której recenzje już widziałam na wielu blogach, na moim też pojawi się za niebawem
3. "Kochanek Śmierci" Boris Akunin - pierwszy kryminał tego autora, po jaki sięgnęłam i akurat trafiłam na kryminał retro, osadzony w realiach XIX wieku, już zaczęłam i bardzo mi przypadł do gustu, w końcu Rosjanie najlepszymi pisarzami są:)
4. "Brazylia" John Updike - kolejna miłosna historia naznaczona mezaliansem tym razem w rzeczywistości Ameryki Południowej
5. "Bez mojej zgody" Jodi Picoult - chyba każdy już zna tę książkę, nie muszę jej chyba nawet specjalnie polecać, czy opiniować, ale zapewne nie powstrzymam się przed dorzuceniem swoich trzech groszy.
6. "Widnokrąg" Wiesław Myśliwski - zachęcona "Kamieniem na kamieniu" postanowiłam kontynuować przygodę z Myśliwskim i tym razem zagłębiać się będę w kolejne ludzkie doświadczenia, być może bliższe mi niż opisane poprzednio.

Będąc już przy pozycji nr 3 mam nadzieję zdążyć do 15 maja, bo wówczas mija termin zwrotu lektur do WBP (biblioteka w pracy mojej rodzicielki nie wymaga terminowego zwrotu, ba, panie nie wbijają nawet stempelków). Kiedyś nie stanowiłoby to dla mnie problemu, chociaż codziennie chodziłam do szkoły, obecnie może to być problem, bo dzień zaczął mieć nagle za mało godzin, a czas przecieka wciąż przez palce...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...