Menu

niedziela, 2 grudnia 2012

Tylko we Lwowie. "Marionetki" Paweł Jaszczuk

Przepis na dobry kryminał w dobie dzisiejszego kryzysu wydawniczego, o którym co najmniej raz dziennie przypominają media, jest bardzo prosty. Musimy brutalnego, ekscentrycznego, wulgarnego komisarza policji o jakimś podłym nałogu (a najlepiej kilku nałogach!) oraz o nieciekawej aparycji zakwaterować w bardzo charakterystycznym, nastrojowym polskim mieście (w grę wchodzi tylko Galicja lub Śląsk) w latach '20 lub '30 XX wieku i pozwolić mu działać zgodnie z jego obrzydliwymi i zaskakująco skutecznymi metodami.


sobota, 13 października 2012

Co, ile, czego, z czego... czyli Kwartalnik część siódma i trzecia w 2012 roku

Niewiele od poprzedniego podsumowania kwartału napisałam recenzji. A tu zdążyło przyjść lato, potem z impetem pójść, liście opadły z drzew, letnie sukienki schowane na dnie szafy czekają na przyszły rok, a opalenizna powoli schodzi, zejdzie doszczętnie pewnie z pierwszym śniegiem.


Chociaż niewiele referowałam tutaj to i tak dużo czytałam przez te letnie i pierwsze jesienne dni. Właściwie nie rozstawałam się z książką - czytałam nad jeziorem na kocu, na plaży czy basenie leżakując, w samolocie, w poczekalni na lotnisku, w barze podczas podwieczorku, na wieczornych animacjach w hotelu w autobusie i tramwaju, w pokoju hotelowym zamiast pójść na dyskotekę :) Jedynym miejscem gdzie nie zabrałam książki był wulkan, na który miałam przyjemność się wspiąć, ale tam nie bardzo było czym oddychać, a więc o czytaniu też nie mogło być mowy.

czwartek, 11 października 2012

Przy kawie o samych książkach, prawie... czyli kolejne SPOTKANIE BLOGERÓW KSIĄŻKOWYCH

Kochani blogerzy i książkoholicy, już niedługo rozpoczną się 16. Targi Książki w Krakowie. Pewnie wielu z Was szykuje się na wyprawę do dusznej Hali Targowej, gdzie przez cztery dni oddycha się tylko literaturą. Jeśli jednak będziecie mogli i chcieli oderwać się na moment od buszowania po stosikach wydawnictw, zakupów książkowych, spotkań z wielkimi pisarzami i stania w kolejkach po autografy, zapraszamy Was (my, czyli Kaś i Claudette) na kolejne już Spotkanie Blogerów Książkowych.



Spotkanie odbędzie się w trzeci dzień Targów, tj. w sobotę, 27 października 2012 roku o godz. 16:00 w Cafe Botanica na ul. Brackiej 9.

Cafe Botanica znajduje się w niedalekiej odległości od Rynku Głównego w Krakowie, na jednej z przecznic odchodzących od Rynku (zapewne doskonale znanej fanom twórczości Grzegorza Turnaua). Dla lepiej zapoznanych z topografią Krakowa wspomnę, iż Botanica mieści się na drugim końcu Brackiej, bliżej Placu Wszystkich Św., tuż obok Kościoła Franciszkanów, PAT i Kurii, na przeciw Pałacu Larischa.
W dotarciu na miejsce pomocna będzie poniższa mapka:


Do Botaniki dojedziecie bezpośrednio z Targów Książki tramwajem nr 1. Wsiadacie na przystanku Centralna, wysiadacie zaś na Placu Wszystkich Świętych.

Serdecznie wszystkich zapraszamy :) Będzie nam bardzo miło gościć zarówno zeszłorocznych obecnych, jak i nowe twarze naszej blogosfery. Przy kawie lub herbacie i ciastku (dla głodnych też przy bajglu nowojorskim czy ciepłej ciabattcie) na pewno znajdziemy dużo ciekawych tematów do rozmowy :)

W razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości proszę o kontakt na maila: klaudia222@gmail.com

Bardzo też proszę deklarować swoją chęć przybycia, czy to w komentarzach pod tym postem, czy w mailu (wersja dla nieśmiałych ;)) 

Pozdrawiam i jeszcze raz zapraszam!

środa, 10 października 2012

Dojrzewająca historia. "E.E" Olga Tokarczuk

Dziewczynka w rodzinie, gdzie chowa się kilkoro dzieci, nigdy nie ma łatwo. Musi być schludna, grzeczna, pomocna, a przy tym nienarzucająca się. Do tego skromna i cicha, łagodna i pracowita. Nie powinna zabiegać o uwagę rodziców inaczej niż przez swe doskonałe wyniki w nauce, daleko idące postępy w grze na instrumentach czy swe oddanie w pracach domowych. Chyba, że pewnego dnia zobaczy podczas kolacji ducha...


"Erna Eltzner wyłoniła się z mgły nieokreślenia, jaka zwykle towarzyszy egzystencji średnich córek w wielodzietnej rodzinie, w kilka dni po swoich piętnastych urodzinach, kiedy zemdlała przy obiedzie."

poniedziałek, 1 października 2012

Nadświadome macierzyństwo. "Tam gdzie ty" Jodi Picoult

Dziecko jest prawdziwym szczęściem. Jest nadzieją i spełnieniem. Jest promyczkiem rozświetlającym życie osób mu bliskich - rodziców, rodzeństwa, dziadków, ciotek i wujków. Dziecko może jednak być też kością niezgody między małżonkami. Może stać się obiektem zazdrości lub po prostu istotą niechcianą.


Zoe i Max byli zgodni. Oboje pragnęli dziecka. Pewnie nie do końca myśleli o nim jako o promyczku pobudzającym ich małżeństwo do życia, umacniającym i cementującym ich miłość. Może chcieli dziecka z pobudek czysto egoistycznych - by mieć kogoś, kogo można kochać bezgranicznie i kto zaopiekuje się nami na starość. Pewnie nie byliby nawet dobrymi rodzicami, wszak ich związek oparty na rzekomo głębokim i dojrzałym uczuciu załamał się pod naporem większych trudności. I chociaż Zoe i Max wybrali życie osobno to jednak ich małżeństwo pozostawiło po sobie pamiątkę namacalną, piękną i zarazem żywą, o którą przyszło im niestety walczyć ze sobą.

piątek, 24 sierpnia 2012

Holiday Celebration

Uprzejmie proszę kogoś kto włączył ten szalony przyspieszacz czasu, aby natychmiast zaniechał niecnych działań i zastanowił się nad swym nierozsądnym postępowaniem. Z połowy lipca w mgnieniu oka zrobiła się końcówka sierpnia, a to nie jest normalne i przede wszystkim nie jest zdrowe!

Gdzie byłam? Co robiłam?

Tak w skrócie były:

piątek, 13 lipca 2012

Co, ile, czego, z czego... czyli Kwartalnik część szósta, a druga w roku 2012

Lato sprawia, że czuję się naładowana pozytywną energią. Tylko w lecie mam siłę by od rana do wieczora przemieszczać się rytmicznym krokiem, robić tysiąc rzeczy na raz i nie zagubić się, cały dzień robić porządki i nie narzekać (a wręcz być dumnym z kilku wyniesionych worków ze śmieciami), biegać po sklepach by odnaleźć upragnione pastelowe szorty, a wrócić do domu z żółtym słonecznym żakietem, czytać i pisać, pisać i czytać. I jeszcze raz czytać.

W lecie nie przeszkadzają mi chmary komarów (w końcu od czego są siatki w oknach i aromatyczna bazylia na balkonie), burzowe wieczory, gdy grzmi tak bardzo, że podskakuję siedząc z książką na kanapie, sąsiedzi, którzy o 7 rano stwierdzili, że będą wiercić w podłodze, ani administracja budynku skrzecząca cały dzień kosiarką przez którą popołudniu strach otworzyć okno, bo aromat trawy i unoszące się w powietrzu paprochy wywołują u alergików (czyli u mnie) duszności. To ta rzeczywistość podsyca moją wyobraźnię, ale tyko literacki świat może ją w pełni zagospodarować, rozwinąć, poruszyć, rozochocić. Zobaczcie jak bardzo w tegorocznym przedleciu :)

czwartek, 12 lipca 2012

Z konieczności apatryda. "Singer: Pejzaże pamięci" Agata Tuszyńska

Literacka Nagroda Nobla nobilituje.
Wyróżnia nie tylko autora, pisarza, artystę, który ją napisał swymi słowami, ale też po części kraj, który tego wybitnego literata wydał na świat.

Nawet dziecko w podstawówce pewnie wie (a jeśli nie, to niedługo się dowie), iż Sołżenicyn był z ZSRR, Thomas Mann z Niemiec, Orhan Pamuk jest z Turcji, tak jak Marquez z Kolumbii, a Mario Vargas Llosa z Peru, zaś aż cztery polskie nazwiska zostały uhonorowane tą Nagrodą. Niewielu jednak jest świadomych tego, że do zaszczytnego miana polskiego Noblisty pretenduje jeszcze jeden wybitny twórca - do tej pory raczej kojarzony z Polską na siłę, bez większej idei.

środa, 4 lipca 2012

Oskarżona, uniewinniona, zhańbiona. "Oskarżona: Wiera Gran" Agata Tuszyńska

Gdy dowiedziałam się do kogo udajemy się z wizytą zaczęłam żałować, że nie ubrałam się bardziej elegancko, iż nie było czasu na pójście do fryzjera, czy choćby na zamówienie bukietu kwiatów.

 Tymczasem wchodziłyśmy po stromych drewnianych schodach starej, odrapanej kamienicy, jakich pełno w Paryżu. Zapukałyśmy do zwyczajnych masywnych drzwi, za którymi miała być jej przystań - pałac elegancji, wysublimowany apartament artystki. W szparze uchylonych drzwi pojawiła się krucha staruszka, z siwymi włosami spiętymi w zgrabny kok i pajęczyną sinych żyłek na chudych dłoniach. Wprowadziła nas niechętnie do mieszkania, a właściwie ciemnej graciarni pełnej różnego rodzaju pamiątek i bibelotów. W głowie kotłowały mi się tylko dwa pytania: gdzie ten pałacyk, gdzie apartament gwiazdy? Gdzie przepiękna, wytworna piosenkarka?

niedziela, 1 lipca 2012

Mr Pile rozpoczyna upojne wakacje (Pan Stosik odsłona piętnasta)

Wszystko zaczęło się w piękne letnie popołudnie, gdy żar lał się z nieba i niestety ulgi nie przynosiły ani zimne napoje, ani polewanie się lodowatą wodą, ani też chwilowe wyprawy do lodówki i chłodzenie się w oparach roztapiającego się lodu...

By przeczekać ten jakże ciężki czas postanowiłam dokonać porządków na półkach - bowiem gdy głowę i ręce mam zajęte nie odczuwam gorąca. I tak z otchłani półek, z wszystkich stojących na nich oraz tych leżących byle gdzie tomów wyłonił się on. Upał mu jakby nie przeszkadzał, nawet pomimo słusznej wagi (zresztą woda i tak by mu pewnie mocno zaszkodziła), więc w ramach relaksu położył się na podłodze, gdzie przeciąg delikatnie smagał jego potężne ciało i przynosił mu niewątpliwą ulgę.

Tak oto, w letni dzień, na podłodze w mej pokoju zagościł Mr Pile:

Ten Pan Stos to mój "mały" wyrzut sumienia. Wiem, że już pół roku temu pisałam, iż nie mam miejsca na półkach, ale wierzcie lub nie - te książki jeszcze znalazły dla siebie jakąś tam powierzchnię. Gorzej będzie z tymi, na które już mam chrapkę i pewnie ich nie odpuszczę... (Stuhr, Pilch, Yrsa...)
Nadzieja pozostaje w pożyczonych lekturach, które gdy (kiedyś) przeczytam to (kiedyś) oddam prawowitym właścicielom i tym samym zwolnią one, tak potrzebne, miejsce. Ale to dopiero kiedyś.
Tymczasem przyjrzyjmy się bliżej moim sześciu miesiącom rozpusty (tak, tak, aż przez sześć miesięcy nie zawitał tu Pan Stosik;)

wtorek, 1 maja 2012

Kruchy gołąbek. "Płatki na wietrze" Virginia C. Andrews

Nie winno się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Człowiek musi uczyć się na błędach, a dzieci nie powinny powtarzać pomyłek swoich rodziców. Te zasady brzmią dumnie i motywująco zarazem. Co jednak jeśli nie mamy wyjścia? Gdy wszechświat tak skomplikował nasze życie, że zawsze będziemy tkwić w cieniu kolejnych potknięć naszych rodziców, a czasami wydaje nam się nawet, że to my jesteśmy tym błędem popełnionym przez nierozsądną matkę, czy nierozważnego ojca? Co gdy zostaliśmy tak skonstruowani by szukać sprawiedliwości za wszelką cenę, żywić się zemstą, być bezwzględnymi w stosunku do naszych winowajców?

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rosiczka okrągłolistna. "Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews

Rodzic kształtuje w swoich dzieciach pewne wzorce, pozwala im powoli i wnikliwie poznawać świat. Jest  przewodnikiem, autorytetem, idolem dla małego człowieka od chwili narodzin. Z czasem rodzice przestają być jednak dla dziecka chodzącymi ideałami, dorastanie bezlitośnie obdziera ich z doskonałości. Jednak miłość rodzicielska zawsze pozostaje czymś pięknym, naturalnym, chociaż okraszonym niepokojem, wielką odpowiedzialnością oraz często niewdzięcznością. Miłość rodzica do dziecka jest też, wydawałoby się, bardzo wymagająca - przecież trzeba na nią zasłużyć dobrymi ocenami, pomocą w domu, nienagannym zachowaniem, ale tak naprawdę, podobnie jak miłość dziadków, uczucia rodzicielskie są silne i bezwarunkowe. Czasami niestety też bezwzględne.

środa, 18 kwietnia 2012

Nieurodzajny plon. "Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli - Ilovan

Wspólne zabawy, tajemne sekrety ukrywane przed rodzicami, wspomnienia z wakacji, kłótnie, wybuchy zazdrości. Wspólne chwile szczęścia, wspólne smutki. Więzi między rodzeństwem są nie do podrobienia. Relacja siostrzana zaś stanowi ich kwintesencję w najczystszej postaci. Niestety mnie, jako jedynaczce, nigdy nie dane było doświadczyć tej niezwykłej wspólnoty radości przeplatanej problemami, doświadczeniami, emocjami. Zawsze jednak skrycie marzyłam o tym by mieć siostrę.

Kaszmirę i Maruszkę łączy wyjątkowo silna siostrzana więź. Obie są już dorosłe, mają własne kłopoty, samodzielne plany i marzenia, a w dodatku mieszkają z dala od siebie. Jednakże wciąż starają się utrzymywać ze sobą kontakt, choćby tylko listowny. Niestety z biegiem czasu promienne listy tych młodych kobiet zaczynają być pełne strachu i udręki.


Koniec lata 1939 roku na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej to czas upalnych dni i rosnących obaw przed wybuchem kolejnej wielkiej wojny z Niemcami. Ogólne poruszenie podsycane jest seriami aresztowań niepokornych komunistów, nienawiściami gorejącymi między narodami dotychczas ze sobą współpracującymi i obok siebie żyjącymi, a także panicznym lękiem przed wojenną zawieruchą.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Wesołego Alleluja!

"Przez całe dwie godziny Bobcio malował pisanki. Pozostawiony sam na sam ze swoją muzą, w skupieniu, z namaszczeniem i bardzo pedantycznie smarował jajka plakatówkami Julii i kiedy przyszła pora podwieczorku, mina chłopczyka wskazywała, że jest bardzo dumny ze swego dzieła.
- No, jak tam, Bobek? - spytała mama Żakowa wchodząc do pokoju z tacą w rękach. - Jak twórczość dziecięca? Pomyślnie?
- Sama zobacz - zachęcił ją Bobcio.
- Już, już - powiedziała mama Żakowa, rozstawiając szklanki z herbatą. Do pokoju weszła mama Bobcia.
- No, jak tam, Bobek? - spytała mało oryginalnie. - Jak twoje pisanki?
- Sama zobacz - powtórzył Bobcio, wyczuwając niejasno, że żadnej z nich nie interesuje jego praca. Czuł się nieco dotknięty (...)
- Co to jest? - krzyknęła mama Żakowa, wskazując jajko upstrzone przeraźliwymi, powykręcanymi paluszkami.
- To? - upewnił się Bobcio. - To bakterie.
- A to? - wypytywała Wiesia.
- To? To Somosierra. Bitwa na czołgi.
- A to? - spytała bezsilnie Wiesia, wiedząc niestety, jaka będzie odpowiedź.
- To? - powiedział Bobcio. - A, to. To jest Hitler. Kolejne egzemplarze - bo Bobcio sumiennie zapełnił malunkami wszystkie dziesięć jaj, wykazały cioci Wiesi, że jej dziecko ma zainteresowania monotematyczne. Odstępstwo od militariów stanowiły dwie wizje bakterii i witamin, obie nadzwyczaj przygnębiające oraz wizerunek myszy - tylko jeden, ale za to jak żywy.
- No i co? - dopytywał się Bobcio. - Ładne? - Z pewną melancholią stwierdził, że efekt jego uporczywej pracy twórczej nie znalazł uznania w oczach matki i ciotki. Zupełnie nie rozumiał przyczyny. - Może kolory za smutne? - spytał." *


Drodzy Czytelnicy, pragnę życzyć Wam w Dniu Zmartwychwstania Chrystusa samych dobrych chwil w życiu, doskonałych wyborów, łatwego rozwiązywania problemów oraz by Wasze Święta były radosne, rodzinne, serdeczne i byście znaleźli w tym świątecznym rozgardiaszu chwilę czasu na zadumę przy pustym grobie. Mam też nadzieję, że Wasze pisanki były chociaż w połowie tak fantazyjne jak Bobcia :) Wesołych Świąt moi kochani!

---
* Małgorzata Musierowicz "Szósta klepka" str. 183-184

** zdjęcie znalezione w Internecie

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część piąta i pierwsza w 2012 roku

Coraz bardziej i dotkliwiej szerzy się w szeroko pojętej blogosferze. Nie daje żyć, męczy, nęka, wywołuje wirtualną depresję. I nie chodzi mi tu bynajmniej o jakiegoś stalkera (z którym ponoć niektóre blogowiczki mają problem), ale o poważną chorobę, do której przyznaje się, prędzej czy później, większość blogerów (zwłaszcza książkowych) - o przewlekłe lenistwo blogowe, zwane także przez niektórych: "brakiem weny", "brakiem czasu", "wiosennym przesileniem", "nagłą potrzebą ciągłego wychodzenia z domu i nieużywania komputera", czy po prostu, powtarzając za Kasią z Notatek Coolturalnych: "rura mi się zatkała".

Prawda jest taka, że ta ciężka choroba objawiająca się nagle i niespodziewanie dotyka coraz większe rzesze ludzi. W tym niestety mnie (tak, tak, mnie też rura się nieco przytkała, a hydraulika brak).

I chociaż obiecuję sobie co ranek, iż właśnie dzisiaj napiszę wreszcie jedną z dawno oczekiwanych, zaległych recenzji to i tak później wychodzi z tego klapa. Widocznie trzeba przeczekać ten ciężki okres, a później będzie lepiej...

To przedziwne schorzenie blogowe ma nawet swoje odmiany. Ja na razie zarejestrowałam dwie: "nie czytam i nie piszę" oraz "nie piszę, ale czytam". I faktycznie z tym czytaniem u mnie jest już lepiej. Przynajmniej patrząc na pierwsze trzy miesiące roku.

niedziela, 18 marca 2012

Różowy żakiet Jackie. "Dallas '63" Stephen King

Amerykańskie szalone lata '60. Uśmiechnięta blond-piękność zwana Marilyn, o prawdziwym, bardzo nieatrakcyjnym, imieniu Norma. Stylowy Cadillac Eldorado z 300-konnym silnikiem, osiągający zawrotną, jak na tamte czasy, prędkość 180 km/h, pożeracz taniego paliwa. Strach przed wybuchem kolejnej światowej wojny, tym razem nuklearnej, w dobie kryzysu kubańskiego. Różowy, nienaganny kostium Jackie Kennedy, który szczególnie zapadł mi w pamięci, bardziej niż obcisła sukienka Marilyn Monroe, ale nie dlatego, że moja mama miała praktycznie taki sam w swojej szafie, tylko z powodu tego, iż ten piękny, radosny róż stał się w jednej, krótkiej chwili symbolem żałoby...


A co jeżeli uśmiech Jackie nie zniknąłby z jej rumianej twarzy tego pamiętnego teksańskiego dnia? Co jeśli razem z Johnem powitaliby radośnie swoje dzieci po powrocie do Białego Domu? Gdyby podróż upalnymi ulicami Dallas nie zniweczył żaden incydent, gdyby z Teksańskiej Składnicy Podręczników, zamiast śmiercionośnej kuli, poleciały jedynie okrzyki pozdrowienia i wyłonił się las machających rąk? Gdyby nie było dramatycznej podróży do Parkland Hospital, szybkiego zaprzysiężenia Lyndona Johnsona na prezydenta USA na pokładzie Air Force One, a kostium Pierwszej Damy nie ozdobiłaby okrutna plama krwi?

piątek, 3 lutego 2012

Gra warta świeczki. "Gra o pałac" Monika B. Janowska

Legnica. Plemienny słowiański gród, umiejscowiony nad malowniczą Kaczawą, od wieków zaznacza bardzo mocno swe istnienie na kartach polskiej historii. Począwszy od wygranej 771 lat temu bitwy z Mongołami w Legnickich Polach, aż po zasiedlenie 1/3 miasta zmilitaryzowaną grupą wojsk radzieckich, które przekształciło Legnicę w prawdziwą "małą Moskwę".


Centrum miasta. Architektoniczna perełka bogata w najróżniejsze style. Pamiętająca kolejne epoki, nadchodzące jedna po drugiej. Średniowieczne zamkowe mury, obok barokowych kościołów, renesansowe kamienice wśród secesyjnych pałacyków. Wydaje mi się jednak, że nikt nie pokaże nam uroków Legnicy lepiej niż Klara Czempińska - prawdziwa miłośniczka miasta, dziennikarka i zarazem doskonała licencjonowana przewodniczka miejska o niebanalnej powierzchowności oraz wielkich marzeniach.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Trzy dni i jakże szczytny cel


Biorę udział w konkursie na Bloga Roku 2011 (zapewne już zauważyliście kolorowy bannerek).

Jeśli lubicie mój blog, podoba się to co próbuję tutaj stworzyć, czytacie mnie z przyjemnością to nieśmiało proszę Was o głosy. Uwaga - zostały już tylko trzy dni!

Każdy SMS wysłany pod numer 7122 o treści E00077 (w środku są trzy zera, nie literki "o"!) za 1,23 zł uszczęśliwi nie tylko mnie, gdyż cały dochód z wiadomości tekstowych zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Z góry wszystkim serdecznie dziękuję :)


czwartek, 12 stycznia 2012

Gdzie ja jestem, mamo? "Krew na Placu Lalek" Krzysztof Kotowski

Idąc ulicą słyszę donośne powitanie, w ciągu milisekund przede mną pojawia się całkiem znajomy osobnik i rozpoczyna nadzwyczaj przyjazną pogawędkę. Pyta co u mnie i sam w ramach rewanżu opowiada mi ze szczegółami czym to się teraz zajmuje. Wciąż powtarza: "Kopę lat, kopę lat" i "Musimy się koniecznie umówić". W końcu odchodzi. Stoję zszokowana na środku chodnika, aż w końcu ruszam przed siebie. W głowie kotłuje mi się tylko jedno pytanie: Skąd ja go znam?

Z pewnością każdy miał chociaż raz w życiu taką, bądź podobną sytuację. Niektórym zdarzają się one nagminnie, inni jakoś ich unikają. Każdemu zdarza się zapomnieć imienia czy nazwiska, czasami mamy problemy z umiejscowieniem w czasie znajomości z daną osobą, czy przypomnieniem sobie okoliczności w jakich ją poznaliśmy. Co ciekawe, najczęściej twarz, mimika, cała sylwetka napotykanego indywiduum wydaje nam się znajoma. Niestety nie dotyczy to wszystkich.


Cierpiący na prozopagnozję nie są w stanie zapamiętać żadnej ludzkiej twarzy. Tak naprawdę zamiast człowieczej fizjonomii widzą po prostu rozmazaną plamę. To ciężkie schorzenie, związane z uszkodzeniem struktur mózgowych, jest nieuleczalne i cierpi na nie ok. 2% ludzi.

środa, 4 stycznia 2012

Made in China. "Młode Chiny" Krzysztof Kardaszewicz

Dziwny to kraj. Wciśnięty pomiędzy bezkresne przestrzenie mongolskich wyżyn, usłanych setkami jurt, a egzotyczne smaki, kolory, zapachy Indii, Myanmaru, Laosu i Wietnamu. Między bajeczne górskie widoki Nepalu, a kraje byłego ZSRR. Między dwie republiki islamskie i jedną socjalistyczną.

Dziwny kraj. Z jednej strony dążący do podboju Kosmosu, posiadający jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek świata, z drugiej zaś strony państwo totalitarne (a zarazem kapitalistyczne), w którym wciąż pobrzmiewają echa rewolucji kulturalnej, krzyki prześladowanych wrogów reżimu. To tu znajduje się jedna z największych, zbudowanych ludzkimi rękami, budowli na świecie - Wielki Mur.


Trudno znaleźć na obecnej mapie świata państwo, które byłoby w lepszym momencie dziejowym.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Rozważanie i planowanie 2012

Zawsze nachodzi mnie niespodziewanie i kompletnie zaskakuje. Bo jak to już? Teraz? Natychmiast?

Nie wiem w czym tkwi błąd. Który element zwiastujący to przedziwne wydarzenie przegapiam. Faktem jednak jest, iż nie zdarzyło się jeszcze by nadejście stycznia mnie nie zdziwiło. Przecież raptem wczoraj był wrzesień, a przedwczoraj cieszyłam się sierpniowym słońcem!


Jednak pomimo tego, że czas jest nieubłaganym, rok 2011 zaliczam do całkiem udanych. Nie wszystko, oczywiście, mi się powiodło, nie wszystko było tak jak chciałam, ale też obyło się bez większych tragedii. Szczególnie w sferze moich pasji (w tym oczywiście tej największej - książkowej) czułam się szczęśliwa i spełniona.

Jaki był dla mnie rok 2011?

niedziela, 1 stycznia 2012

Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część czwarta i ostatnia w 2011 r.

Kiedy to nadszedł grudzień... Sama nie wiem. Nie wiem też kiedy i jak się skończył, chociaż wierzcie mi, wczoraj wypiłam tylko dwie małe lampki szampana :)

W Nowy Rok kultywowałam bowiem małą świecką tradycję - corocznego wypadu na narty skoro świt. I naprawdę było warto, chociaż teraz czuję, że nogi to mam jednak chyba z waty. Trafiłam idealnie z inauguracją sezonu narciarskiego, gdyż dzisiaj przyszła odwilż i ma być coraz cieplej.
Zmęczenie jednak nie zwalnia mnie z konieczności podzielenia się z Wami mymi kwartalnymi osiągnięciami (no po prostu, chcę się troszkę pochwalić, chociaż pewnie przy niektórych książkowych wymiataczach wypadam blado).

Piękne i wielkie całoroczne podsumowanie opublikuję jutro. Dzisiaj skupię się na ostatnich trzech miesiącach mej czytelniczej przygody.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...