Menu

niedziela, 1 stycznia 2012

Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część czwarta i ostatnia w 2011 r.

Kiedy to nadszedł grudzień... Sama nie wiem. Nie wiem też kiedy i jak się skończył, chociaż wierzcie mi, wczoraj wypiłam tylko dwie małe lampki szampana :)

W Nowy Rok kultywowałam bowiem małą świecką tradycję - corocznego wypadu na narty skoro świt. I naprawdę było warto, chociaż teraz czuję, że nogi to mam jednak chyba z waty. Trafiłam idealnie z inauguracją sezonu narciarskiego, gdyż dzisiaj przyszła odwilż i ma być coraz cieplej.
Zmęczenie jednak nie zwalnia mnie z konieczności podzielenia się z Wami mymi kwartalnymi osiągnięciami (no po prostu, chcę się troszkę pochwalić, chociaż pewnie przy niektórych książkowych wymiataczach wypadam blado).

Piękne i wielkie całoroczne podsumowanie opublikuję jutro. Dzisiaj skupię się na ostatnich trzech miesiącach mej czytelniczej przygody.


W czwartym kwartale 2011 roku przeczytałam 15 książek, zatem o jedną mniej niż w trzecim kwartale. W wyjątkowo ciepłym październiku pochłonęłam 5 tytułów, w suchym listopadzie tylko 4 lektury, a w świątecznym grudniu 6 pozycji.

Łącznie w okresie od października do grudnia przeczytałam 5773 strony, więc chociaż książek było mniej niż w poprzednich trzech miesiącach to z pewnością były o wiele grubsze i taki wynik jest mym niewątpliwym rekordem kwartalnym :)

W mych czytelniczych wyborach dominowały znowu książki polskie - przeczytałam 8 rodzimych tytułów. Niezwykle cieszę się, że na mojej drodze napotykam tyle świetnych polskich tytułów, po które mam ochotę sięgać.

Niewątpliwym odkryciem minionego kwartału są dwa ostatnie tomy Trylogii Millenium Stiega Larssona. Zachwycił mnie ponadto czytany po raz drugi w tym roku (i to w ciągu zaledwie tygodnia) "Oddział chorych na raka" Sołżenicyna. Po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z Ianem McEwanem, czy Wojciechem Jagielskim i wiem, że to dopiero początki naszej znajomości.

Średnia ocen lektur z ostatnich trzech miesięcy to 5,03 i jest tak samo wysoka jak średnia z poprzedniego kwartału. Trzymam więc równy poziom w wyborze mych lektur :)
W ciągu tych trzech miesięcy wystawiłam aż trzy oceny celujące, a jedna książka była bardzo bliska ideału. Jednakże każda pojedyncza lektura sprawiała mi w tych miesiącach niebywałą radość. Wyjątkowo żadna książka mnie nie zirytowała :)

A Wy jak wspominacie ostatni kwartał 2011 roku?
Mam nadzieję, że przynajmniej tak miło jak ja.

Z tego miejsca pragnę życzyć Wam domowej biblioteki co najmniej tak pojemnej jak ta Karla Lagerfielda, ilości przeczytanych książek większej lub równej liczbie zadeklarowanych w noworocznych postanowieniach oraz wynalezienia czasowstrzymywacza pozwalającego na ciągłe czytanie... Szczęśliwego Nowego Roku!

4 komentarze:

  1. Szczęśliwego Nowego ROku :D
    a co do Lagerfielda to skubaniec ma szczęście :D

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHANA wszystkiego najlepszego i dla Ciebie, nie tylko czytelniczo:) buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. O, jaka wysoka średnia! Pięknie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochane, nieco spóźniona dziękuję Wam i również życzę szczęśliwego Nowego Roku!

    dm1994, Lagerfield ma w domu prawdziwy cud. Chociaż ja wolę nieco bardziej klasyczne biblioteki.

    Kasiu, dzięki i również przesyłam buziaki!

    Agnes, średnia niezła. Chociaż dzisiaj pewne książki pewnie oceniłabym inaczej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...