Menu

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusto i na bogato. Po krakosku, odsłona druga

Ostatni czwartek przed Środą Popielcową jest w naszym kraju prawdziwą ucztą dla łasuchów. Tzw. Tłusty Czwartek, na który zacierają ręce nie tylko wielbiciele słodkości, ale przede wszystkim piekarze i cukiernicy, wywodzi się ze Starożytności. W obecnej formie znany jest w Polsce od ok. XVI wieku.

Omniomniom

A gdzie w tym wszystkim jest Kraków?

Pączek, pączek, bez nóżek i rączek

Już Mikołaj Rej w "Żywocie człowieka poczciwego" wspominał ponoć o tym tradycyjnym polskim ciastku, co nakazuje przypuszczać, że pączki były znane w kraju około roku 1500.

Jednakże ja chciałabym zwrócić uwagę na legendę, czy też podanie, które poznałam na lekcjach historii w liceum. Według tej wersji wyruszający pod Wiedeń Sobieski poza całym sztabem wojskowym zabrał też ze sobą swoich własnych kucharzy oraz cukierników, wśród nich cukierników krakowskich. I to właśnie tam, na ziemiach pod Wiedniem, w ogniu wielkiej bitwy, która zatrzymała inwazję islamu na Europę (bo było takie zagrożenie, że jednak moglibyśmy się dziś wszyscy modlić do Allaha), w tych spartańskich warunkach, gdy brakowało żywności, a nie było łatwo nakarmić taką hordę żołnierzy, wymyślili cukiernicy (oczywiście krakowscy!) coś tak wspaniałego jak pączki. Wyrób cukierniczy, ciastko, ale bardzo pożywne, bardzo kaloryczne, dające energię i tak małe, że można było je ukryć w połach munduru, jednym słowem - zbawcę armii Sobieskiego.

Oczywiście podanie to jakkolwiek naciągane wcale nie musi się całkowicie mijać z prawdą. Przecież pączki w zastępach Sobieskiego być mogły, mogli je piec krakowscy cukiernicy, mogli wymyślić jakąś swoją recepturę (podawać je choćby ze skwarkami). Chociaż faktycznie pączka, jako pączka wymyślono dużo wcześniej.

A w Krakowie moje ulubione dostać można na ul. Krupniczej w cukierni Michałek. Są stosunkowo malutkie, ale najpyszniejsze :)

Po chrust nie do lasu, a do kuchni

Drugą, znacznie mniej kaloryczną słodkością zajadaną w Krakowie jest chrust. Pewnie zastanawiacie się, jak coś co zbiera się w lesie, na podpałkę może u nas być deserem.

Otóż chrust to bardzo pyszne i proste chrupkie ciastka, które można zrobić ekspresowo. W innych miejscach Polski nazywa się je (oczywiście nieprawidłowo!) faworkami.

(Pewnie teraz większość czytelników wydusiła z siebie głośne: "Aaaaa")

Chrup, chrup

Można chrust kupić w cukierni, ale najlepszy jest taki robiony własnoręcznie. Nie mam swojego ulubionego przepisu. Jednakże świetny jest ten w książce kucharskiej "Kuchnia polska". Akurat nie mam pod ręką tej książki, zatem możemy posiłkować się przepisami zamieszczonymi w Internecie (o np. tu).

Comber z Krakowa

W Krakowie od ok. roku 1600 kultywowano przedziwną tradycję, według której w Ostatki mieszkanki miasta zbierały się na rogu ulic Karmelickiej i Garbarskiej, wśród nich były przede wszystkim krakowskie przekupki. Przystrojone w worki zgrzebne, wióry i słomę, często troszkę podchmielone baby szły w pochodzie przez miasto niosąc na czele kukłę mężczyzny nazywaną combrem, za którym szła baba-marszałek wybierana rok rocznie spośród całego zgromadzenia. Ale co to był za pochód! Coroczne pochody juwenaliowe organizowane obecnie mogłyby się schować, bowiem przekupki porywały z tłumu gapiów mężczyzn - żonatych i nieżonatych. Każdy by móc spokojnie odejść musiał wykupić się pieniędzmi lub całusami, w innym wypadku był porywany do szaleńczego tańca. To widowisko kończyło rozerwanie kukły combra przez uczestniczki pochodu.

Często rozerwanie kukły następowało dopiero dnia następnego, gdyż zabawa trwała w najlepsze.

Handel po krakosku
(Nie martwcie się. Nie stałam się jakąś przeciwniczką kobiecości, czy antyfanką krakowskich przekupek. Nie z tego powodu nazwałam je babami. Po prostu tak niegdyś w Krakowie mówiło się na przekupki :) )

Faktycznie tradycja ta, chociaż w najróżniejszych artykułach wiązana z Tłustym Czwartkiem, nie miała z nim wiele wspólnego. Babski comber miał miejsce w ostatni wtorek karnawału, więc dzień przed Środą Popielcową. Baby spożywały w trakcie pochodu dużo jadła i napitków (szczególnie napitków), ale raczej nie słodyczy.

A skąd nazwa comber? Oczywiście my kojarzymy ją z nazwą mięsa z kością z części lędźwiowej zwierząt. I tak w restauracjach możemy zjeść comber z królika, z sarny lub z jagnięciny. Nie ma to jednak wiele wspólnego z tą tradycją. Niektórzy poszukują znaczenia combra w języku niemieckim, w którym oznacza on swawolę. Ale mnie najbardziej podoba się legendarna etymologia tej nazwy.

Według legendy w Krakowie niegdyś panował burmistrz czy też włodarz, który bardzo źle traktował przekupki targając je za włosy, przeklinając, karząc grzywnami, czy w różny inny wymyślny sposób znęcając się nad nimi. Okrutny włodarz, który nazywał się Comber, zmarł w Środę Popielcową i wtedy w mieście zabawom oraz swawolom nie było końca, a tradycję postanowiono powtarzać co roku.

Dzisiaj niestety nie możemy oglądać barwnego Babskiego Combra. Tradycja przetrwała do 1846 roku, gdy austriacki zaborca zabronił takich uciech. Niestety święto to nie odrodziło się po odzyskaniu niepodległości. Może przekupki już nie te? Albo po prostu żadna kobieta dobrowolnie nie chce być nazywany babą... :)

P. S. Ile już pączków zjedliście?

* zdjęcia nie są mojego autorstwa i pochodzą z Internetu

4 komentarze:

  1. Cztery:).

    W moich rodzinnych okolicach mówi się jednak "faworki" i nawet kolejne dekady mieszkania w Krakowie mnie z tego nie wyleczą:). Natomiast o krakowskim combrze nigdy wcześniej nie słyszałam - ciekawy zwyczaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te regionalne naleciałości są czymś pięknym. Bez względu na to gdzie mieszkamy wciąż te wyrażenia z naszych rodzinnych stron w nas siedzą. W mojej pracy, gdzie zgrupowane są osoby z różnych części Polski czasami dochodzi do takich językowych nieporozumień, które nieustannie nas bawią . Absolutnie nie możesz się więc wyleczyć z faworków :)

      Comber jest naprawdę zabawny. Szkoda, że go nadal nie kultywujemy, co by się działo!

      Usuń
  2. Ja podobnie jak Elenoir - zajadałem się zawsze faworkami. I znów podobnie jak Elenoir o combrze nie słyszałem.

    Za to w moich rodzinnych stronach odżywa tradycja "kusoków" czyli pochodów przebierańców w zapustny wtorek. Przyznam się szczerze, że tradycję znałem jedynie z opowieści babci, ale dzisiaj znów ludkom się chce coś takiego robić i to mnie się bardzo podoba.

    http://piotrbaczewski.natemat.pl/133151,swiat-na-opak-czyli-podradomskie-kusaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Tradycja podradomskich kusaków przypomina nieco babski comber. Świetne jest to, że zwyczaj ten odżył. Może i comber kiedyś zmartwychwstanie? :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...