Menu

czwartek, 3 marca 2016

30 książek, które musisz przeczytać przed 30-stką #2

Dystans skracał się z prędkością błyskawicy i przekroczył magiczną godzinę w sobotę.
O pierwszej trzydzieści w nocy. W tym czasie, jako główna zainteresowana, smacznie przekręcałam się na drugi boczek, co znacznie utrudniała zalegająca na mojej prawej nodze kocia piękność. Obudziłam się starsza i (mam nadzieję) mądrzejsza. Ale też troszkę przerażona tą wiekową odpowiedzialnością, która na mnie spłynęła ;)



Ponieważ wcześniej nie było okazji to właśnie teraz, już jako nie dwudziestolatka,przedstawiam Wam drugą dziesiątkę książek, które moim zdaniem powinno przeczytać się przed 30-stką. Ja te książki przeczytałam i każda z nich pozostawiła jakiś ślad w moim myśleniu. Z każdą z nich wiążą się też cudowne wspomnienia. Każdą z nich powinniście zaprosić na dłuższy spacer ;)

"Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow



Ta książka jest niczym zegarowa bomba, która wraz z upływem każdej kolejnej strony tyka coraz mocniej. Gdy po raz pierwszy ją czytałam nie mogłam uwierzyć, że mam w rękach lekturę szkolną! Z jednej strony tak naprawdę genialna w swojej prostocie opowieść o odwiedzinach w ZSRR Szatana (gdzie indziej Szatan mógłby się pojawić?), z drugiej biblijna Jerozolima z powieści Mistrza, a do tego gdzieś w tle echo miłości i to takiej aż po grób. Myślę, że tak naprawdę każdy w tej książce może odnaleźć coś innego, coś dla siebie. Warto więc wybrać się na bal do Wolanda - piekło nas tam nie pochłonie, jedynie możemy upić cię czystym spirytusem.

Pamiętam, że po przeczytaniu "Mistrza.." udałam się do Teatru Starego w Krakowie na spektakl na podstawie powieści Bułhakowa. Wspominam o tym, gdyż było to monumentalne wydarzenie - spektakl w reżyserii Krystiana Lupy trwał dwa wieczory (ja byłam na wersji całodniowej z przerwą na kolację) i na scenie ukazano praktycznie całość książki. Najbardziej zapadł mi w pamięci genialny Piłat grany przez Jana Frycza (wtedy jeszcze z epoki przed najsłynniejszymi komediami romantycznymi). Jednakże to przedstawienie pozwoliło mi przede wszystkim jeszcze mocniej zafascynować się książką :)

"Zbrodnia i kara" Fiodor Dostojewski


Bez zastanowienia mogę powiedzieć, że to właśnie powieść Dostojewskiego zainspirowała mnie do wybrania drogi zawodowej. I wbrew pozorom to nie fakt, że Raskolnikow był studentem prawa wpłynął na tę decyzję, ale genialne sceny przesłuchania głównego bohatera przez sędziego śledczego Porfirego. Owo zdemaskowanie zbrodni Raskolnikowa jest dla do tej pory takim ideałem postępowania przygotowawczego ;) A ponieważ obecnie oglądam rzeczywistość sądową z zupełnie innej perspektywy cieszę się wielce, że nie wszyscy są tak słabi psychicznie jak Raskolnikow.

"Zbrodnia i kara" jest ponadto jedną z powieści, którą czytałam trzy razy i to za każdym razem w innej porze roku. W letniej Chorwacji lektura ta była wręcz nieznośnie emocjonująca. W trakcie jesiennego czytania pochłonęła mnie lekka melancholia, zwłaszcza, gdy pomyślałam o syberyjskim karcerze. Zaś wiosną odebrałam książkę Dostojewskiego, jako lekturę pełną nadziei. Myślę, że bez względu na czas i miejsce każdy powinien doświadczyć tych emocji, które autor bardzo pięknie, acz surowo wykreował.

"Inny świat: zapiski sowieckie" Gustaw Herling - Grudziński


Pewnie jesteście zaskoczeni, bo to książka okrutna i mało kto zdobyłby się aby powiedzieć, że jest jego ulubioną lekturą. We mnie poruszyła wrażliwą strunę. "Inny świat" bowiem czyta się, jak powieść z niezwykłymi bohaterami, przedziwnymi okolicznościami, a tylko gdzieś z tyłu głowy majaczy się fakt, iż to przecież zapis wspomnień, a zatem coś, co naprawdę miało miejsce.

Myślę, że to właśnie ta książka, która jakoś dobitnie ukształtowała mnie, wpłynęła na moje obecne myślenie i mój światopogląd. Późniejsze lektury, również niejednokrotnie wstrząsających historii z łagrów już nie zrobiły na mnie takiego wrażenia.

"Cień wiatru" Carlos Luiz Zafón



Z niektórymi książkami wybitnymi mam tak, że wypieram je z pamięci. Potem, gdy opowiadam znajomym o tym, na jaką genialną lekturę się natknęłam i nie potrafię nawet wskazać o czym była, narażam się na dziwne spojrzenia i lekkie niezrozumienie. Ale niestety taka już ta moja dziwna przypadłość.

I właśnie dotknęła mnie ona w przypadku "Cienia wiatru". Nie potrafię opisać teraz, o czym ta książka była, streścić jej fabuły, czy wskazać mojego ulubionego bohatera. Pamiętam jednak, że zamykając okładkę o 4 nad ranem, w gorącą czerwcową noc, w ogniu sesji letniej na pierwszym roku studiów, kilka godzin przed ważnym egzaminem, byłam absolutnie zachwycona i jeszcze długo nie mogłam po niej zasnąć.

"Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne


Znowu nie najradośniejsza książka na świecie, ale poruszająca trudny i bolesny temat Holocaustu i to w bardzo oryginalnym wydaniu. Swojego czasu byłam zafascynowana wszelką literaturą obozową, ale tylko ta książka naprawdę mocno wryła się w moją pamięć.

Zresztą jest jak taki delikatny chichot losu, paradoks historii. Byłam i jestem nią zafascynowana.

"Spóźnieni kochankowie" William Wharton


Jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie przeczytałam. Niektórych pewnie ta historia szokuje, innych obrzydza, a dla mnie jest dowodem na pewną ponadczasowość miłości, która może dopaść każdego, zawsze i wszędzie.

Co ciekawe, Paryż w tej powieści, choć piękny i klimatyczny nie wydawał mi się miejscem romantycznym, a bardziej smutnym i melancholijnym.

"Sto lat samotności" Gabriel Garcia Marquez


To niezwykle trudna książka i to pod wieloma względami. Sama historia rodu Buendiów jest już mocno skomplikowana, naszpikowana przedziwnymi zdarzeniami i całą masą nierzeczywistych bohaterów - w dodatku wszyscy mężczyźni mają tak samo na imię!

Oczywiście, gdy już przebrnie się przez wszelkie trudności i zacznie smakować tę powieść okazuje się ona genialna. Mnie ten blask "Stu lat samotności" oślepił podczas wakacji nad jeziorem pod namiotem. Był to jeden z dwóch moich wyjazdów pod namiot w życiu i pogoda oczywiście nie dopisała, a wręcz dobijała, dlatego siedząc w wilgotnym śpiworze, nasłuchując kropli deszczu stukających o dach namiotu i martwiąc się, czy aby mi przedłużacz do lampki na pewno nie zamoknie, czytałam z wypiekami na twarzy książkę Marqueza i musicie wiedzieć, że nigdy później nie czytało mi się lepiej. Chociaż oczywiście pod namiot się już nie wybieram ;)

"Heban" Ryszard Kapuściński


Zbiór reportaży afrykańskich był moją pierwszą książką Kapuścińskiego i od razu zaczął z grubej rury (dosłownie!). Pierwsze zdanie "Hebanu" bowiem każdy będący kiedykolwiek w Afryce Europejczyk (i przy tym taki, który przemieścił się na Czarny Ląd samolotem) może przypisać, jako swoje własne. Ja tak właśnie uczyniłam.

Taka jednomyślność z autorem już od pierwszych słów nie może się oczywiście zakończyć inaczej niż wielkim zakochaniem (które niestety osłabło po "Cesarzu"), dlatego nic dziwnego, że ciągle do tej książki wracam i wciąż się zachwycam.

"Miłość w czasach zarazy" Gabriel Garcia Marquez


Kolejna wspaniała książka o miłości. Ale w tej miłosnej opowieści Marqueza tym razem porwał mnie kompletnie nieromantyczny początek, który pachnie gorzkimi migdałami ;)

Potem jest już tylko pięknie, magicznie, wzruszająco. I to taki kompletnie inny Marquez niż ze "Stu lat samotności", co tylko potwierdza jego kunszt. A mnie od dawna utwierdza w tym, że warto sięgać po wszystkie jego książki.

"Dno oka: Eseje o fotografii" Wojciech Nowicki


Jestem wielbicielką fotografii. Fotograf ze mnie żaden, amatorsko robię zdjęcia w czasie urlopu i na tym właściwie kończy się moje dzierżenie w dłoni mej prostej lustrzanki.
Ale uwielbiam oglądać cudze zdjęcia, zwłaszcza prace wybitnych fotografów, których na szczęście nie brakuje.

Dlatego eseje o fotografii napisane przez Wojciecha Nowickiego, którego kojarzyłam jedynie jako kulinarnego recenzenta w krakowskiej Gazecie Wyborczej (i akurat , co jak co, ale smak to mamy kompletnie różny) były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie przypuszczałam, że ktoś może tak bardzo zainteresować mnie i skłonić do rozmyślań nad starymi zdjęciami, a już na pewno nie widziałabym w tej roli Wojciecha Nowickiego.

6 komentarzy:

  1. "Inny świat"! Swego czasu mój top topów i do dzisiaj jednak z najważniejszych książek. Zgadzam się z Twoimi wyborami, oprócz ostatniej książki o fotografii, bo tej nie czytałam. Choć "Spóznionych kochanków" podmieniłabym na "W księżycową jasną noc" lub "Ptaśka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! "Inny świat" dotknął mnie całkowicie niespodziewanie, bo zabrałam się za niego, jako za kolejną lekturę szkolną. Nie spodziewałam się tego pioruna, który we mnie uderzył. W ogóle cała literatura młodopolska, międzywojenna i wojenna to książki, które czytałam i czytam z wypiekami na twarzy, a w dodatku często do nich wracam oraz staram się odkrywać coś nowego.

      "Ptasiek" również widnieje w mym zestawieniu, lecz w pierwszej dziesiątce :) Książkę przeczytałam bowiem w wieku lat 13, może 14. Zszokowała mnie, ale jednocześnie poruszyła. Oczywiście jej sens zrozumiałam nieco później i na pewno nie dałabym jej swojemu nastoletniemu dziecku ;)

      Usuń
  2. Pierwsze trzy czytałam jeszcze w szkole, a "Cień wiatru" i "Chłopca w pasiastej piżamie" mam na półce. Aż głupio ciągle odwlekać ich lekturę, skoro są w takim zestawieniu!

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  3. Spóźnione sto lat! I poproszę o listę książek, które należy przeczytać PO trzydziestce, bo ja już, niestety (stety?), jestem po ;-)
    Z Twojej listy nie znam tylko ostatniej pozycji. Pozostałe, o ile mnie pamięć nie myli, zdążyłam przeczytać przed trzydziestymi urodzinami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tej listy nie czytałam "Dna Okna" i z wielką przyjemnością po tę książkę sięgnę, bo bardzo podobała mi się "Salki".

    OdpowiedzUsuń
  5. Z esejów o fotografii polecam Susan Sontag. Jest WYBITNA!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...