Menu

niedziela, 14 lutego 2016

30 książek, które musisz przeczytać przed 30-stką #1

Przychodzi taki moment w życiu, że migoczące na torcie świeczki nie cieszą, "sto lat" fałszowane przez naszych najlepszych przyjaciół nie bawi, a następnego dnia rano przed lustrem uświadamiamy sobie, że o ludziach w takich wieku myśleliśmy kiedyś, że są starzy.



Mnie oczywiście wszystkie te momenty nie dotyczą. Gdy za niecałe dwa tygodnie obudzę się rano w sobotę będę zapewne odwiedzać moją mamę, która spędzi ten dzień w szpitalu na badaniach, a po powrocie zacznę szykować się na imprezę.

Przed tą moją "osiemnastką" naszło mnie jednak takie refleksyjne poczucie, że chciałabym podzielić się z Wami tymi tytułami, które moim zdaniem każdy powinien przeczytać przed osiągnięciem trzeciej (sic!) dekady. Nie będą to książki tylko najulubieńsze, ale też takie, które z jakiegoś powodu zrobiły na mnie ogromne wrażenie.


Dzisiaj 10 tytułów nieco przewrotnych. Większość z nich poznałam w dzieciństwie. A jak wiadomo lektury dzieciństwa nie zawsze zależą bezpośrednio od nas, dlatego polecam je troszkę jako podpowiedź dla własnych dzieci, siostrzeńców, bratanic, chrześniaków, albo jako taką spóźnioną lekturę w dorosłości. Gwarantuję, że będzie to doskonała zabawa. Pozostałe książki, te nieco dla "starszaków", wyszperałam sama i uważam, że ukształtowały mnie w sposób odpowiedni :)

"120 przygód Koziołka Matołka" 
Kornel Makuszyński i Marian Walentynowicz


Historia Koziołka, który wędrował do Pacanowa - jedynego miejsca, gdzie kują kozy - jest kultowa. W rodzinie chodzą legendy, że obudzona w środku nocy potrafiłam z pamięci wygłaszać dowolny jej fragment. A tak zupełnie serio to pamiętam częste występy przed ucieszonymi ciociami i wujkami podczas rodzinnych spędów, w których recytowałam tę książkę w całości. Występy były wspaniałe, zakończone zawsze owacjami, ale to przede wszystkim zasługa genialnego tekstu, który przenosił czytelnika (lub słuchacza) do wspaniałych krain, często położonych z drugiej strony globu.

Co ciekawe, właśnie ta książeczka, stworzona 84 lata temu (!), uważana jest za prekursora polskiego komiksu :) Zaś w późniejszych latach duet Makuszyński i Walentynowicz wydali kolejne części przygód Koziołka Matołka, a także również genialne książeczki o małpce Fiki Miki. Najgorsze jest jednak to, że wszystkie moje książeczki o Koziołku Matołku i małpce Fiki Miki gdzieś zaginęły :/

"Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren



Oczywista oczywistość obecna we wszystkich rankingach najlepszych książek dzieciństwa.
Musicie jednak wiedzieć, dlaczego dla mnie ta książka była taka ważna. Większości z Was oczywiście przypomina beztroskie dzieciństwo, wakacje na wsi u dziadków, zabawy z kolegami, odwieczne walki i psoty dziewczęco-chłopięce. A ja nie wychowałam się na wsi, nie jeździłam tam na wakacje, bo cała moja rodzina mieszkała w mieście. Dla mnie wariactwa z dziećmi z Bullerbyn były tak naprawdę kopalnią wiedzy o tym, jak to można inaczej żyć. Jak to jest wędrować do szkoły w kopnym śniegu, wykopywać tunele w kopach siana, mieć koty, psy, konie oraz.. rodzeństwo :)

Musicie wiedzieć, że najbardziej w pamięć zapadła mi scena, gdy dzieciaki dostały książki w prezencie i zapamiętale je wąchały!

"Ania na uniwerystecie" Lucy Maud Montgomery



Jak widzicie nie będę tu lecieć samymi oczywistościami (chociaż czasem muszę, wybaczcie). Z serii książek o Ani Shirley z każdym tomem mam oddzielne wspomnienia. Ale pierwsza część wcale nie jest moją ulubioną. Przygody Ani na uniwersytecie zaliczają się natomiast do jednej z trzech tych, moim zdaniem, najbardziej wartościowych. 

Od zawsze byłam marzycielką i gorąco pragnęłam przenieść się w niedaleką przyszłość. Chciałam być dorosła, studiować (tak wtedy wyobrażałam sobie dorosłość) i czuć te porywy serca, o których pisała Montgomery. Ale "Ania na uniwersytecie" to nie tylko rozterki miłosne, przyjaźnie na całe życie, arcyciekawe zajęcia studenckie, lecz również nostalgia. Gdy Ania wkracza dopiero w życie, jej przyjaciółce jest ono przedwcześnie odebrane. Wspaniała, mądra lektura.

"Pippi Pończoszanka" Astrid Lindgren



Lektura z gatunku tych, które są niezwykle zabawne, lecz gdy czyta się ją w dorosłości odczuwa się lekki niepokój. Bo mała szalona dziewczynka mieszkająca zupełnie sama w wielkim domu, robiąca co chce i kiedy chce, nie chodząca do szkoły, bez faktycznych opiekunów to wizja dosyć mroczna dla (także przyszłych) rodziców. Ale to książka beztroska, jak dzieciństwo, szalona jak dziecięce zabawy, a przy tym bardzo mądra. Przecież Pippi wcale nie jest szczęśliwym dzieckiem. Jest sama, a swoimi szaleństwami próbuje tę samotność zagłuszyć. Ponadto autorka wyraźnie podkreśla, że aby móc być tak samodzielnym jak Pippi trzeba mieć jednak wielką siłę. Trudno się z tym nie zgodzić :)

"Karolcia" Maria Kruger



Kto nie chciał mieć magicznego niebieskiego koralika? Kto teraz by nie chciał go znaleźć?
Chociaż gdyby to dorosły znalazł koralik pewnie dochodziłoby do pewnych nadużyć w jego użyciu. Nie byłoby miejsca na uszczęśliwianie innych, a na pewno nie przed uszczęśliwieniem samego siebie. Piękna książka o spełnianiu marzeń :)

"Mały Książę" Antoine de Saint-Exupéry



Kolejna oczywistość. W dodatku książka, o której pisałam już chyba kilkanaście razy. Zapewne wszyscy wiecie, że to moja pierwsza prawdziwa przeczytana lektura, że czuję do niej sentyment i powracam niezwykle często. Z przykrością muszę stwierdzić, że kiedyś identyfikowałam się z głównym bohaterem, a od jakiegoś czasu złapałam się na tym, iż bliżej mi do pilota.

"Tajemniczy ogród" Frances H. Burnett



Jaka to elektryzująca książka. Z barwnych Indii czytelnik trafia na wietrzne angielskie wrzosowiska do mrocznego domu, którego mieszkańcy po prostu egzystują, nie odczuwając radości życia.
Odradzająca się natura, upór i szaleństwo głównej bohaterki oraz ciepły wiatr rozwiewający nawet najstraszliwszą tajemnicę powodują, że wszystko kończy się dobrze. Ta historia z jednej strony od dawna mnie fascynuje, z drugiej rozczula, a przy tym jest naprawdę prosta.

Pewnie będziecie zastanawiać się dlaczego ta lektura, a nie "Mała księżniczka". Otóż bohaterka "Tajemniczego ogrodu" jest mi zdecydowanie bliższa, zaś klimat całej historii bardziej fascynujący.

"Kalamburka" Małgorzata Musierowicz



Musiała się tutaj znaleźć Jeżycjada. Nic na to nie poradzę.
Zastanawiając się jednak, która książka Musierowicz zrobiła na mnie największe wrażenie doszłam do wniosku, że była to jedna z tych nowszych, nie należących do klasyki!

"Kalamburka" jest w mojej ocenie lekturą najbardziej dorosłą. Pomijam już przedziwną jej konstrukcję, możliwość poznania wcześniejszych losów bohaterów, które niektórym wydają się takie troszkę wciśnięte w cały cykl. Mnie ta książka zafascynowała. Mila Borejko to postać wspaniała, jednakże zawsze występująca gdzieś w tle, za szalonymi córkami, zawsze w duecie z mężem  i to piękne, że autorka zdecydowała się poświęcić jej całą książkę.

"Ptasiek" William Wharton



I wśród książek, bądź co bądź dziecięcych pojawia się nagle taka mocna lektura. Gwarantuję Wam, że byłam w nie mniejszym szoku, gdy polonistka w gimnazjum poleciła nam tę książkę, a ja bez trudu uzyskawszy ją w szkolnej bibliotece, rozpoczęłam czytanie. Jest to bardzo mocna powieść psychologiczna, która na długo pozostaje w pamięci. Przed tą lekturą żyłam chyba w jakimś szklanym kloszu lub po prostu w klatce, jak ptaki głównego bohatera, bo choroba psychiczna była przeze mnie zupełnie inaczej pojmowana. Zdecydowanie "Ptasiek" zmienia pole widzenia, chociaż niczego nie tłumaczy.

"Straż! Straż!" Terry Pratchett



Z Pratchettem trzeba się koniecznie zapoznać przed trzydziestką. Wniknięcie do świata Dysku w późniejszym wieku może się bowiem różnie skończyć (i wcale nie piję tutaj do pewnego szalonego orangutana). A jeżeli Pratchett to na początek tylko "Straż! Straż!". Jeżeli tej książki się nie pokocha, z całymi tymi absurdami, jakie może za sobą nieść Straż Miejska (zresztą co ja będę Wam tłumaczyć - może nie dziwi Was, że pracownik straży miejskiej to strażnik, a straży pożarnej strażak) to nie pokocha się już nigdy niczego (i jest się takim nieczułym goblinem, o!).

I jak samopoczucie? Chcecie poznać dalszą dwudziestkę moich lektur, które przeczytałam i rekomenduję przed trzydziestką?

Nawet jak nie chcecie to nie macie wyjścia. Taka ta moja prawie trzydziestoletnia upierdliwość. Sasasa. :)

10 komentarzy:

  1. Czytałam prawie wszystkie ;) Kocham nad życie Lindgren, Musierowicz, Małego Księcia i Koziołka Matołka <33

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak wspaniale jest do tych książek wracać po latach. Wydaje mi się, że są naprawdę uniwersalne :)

      Usuń
  2. Ah! Toż to klasyki :D Mi się jeszcze z dzieciństwem mega pozytywnie kojarzą Muminki i Ferdynand Wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Muminki" czytałam, ale książka nie zachwyciła mnie niestety tak jak wersja telewizyjna. Wydaje mi się, że nie była tak barwna i trudno było mi się przyzwyczaić. Do "Ferdynanda Wspaniałego" też nie pałałam jakąś wielką miłością.

      Moich ulubionych lektur dzieciństwa było zdecydowanie więcej. Tutaj ograniczyłam się do książek, które polecam i które kojarzą mi się z pierwszymi (kilkunastoma) latami mojego prawie trzydziestoletniego życia :)

      Usuń
  3. Czytałam większość w dzieciństwie, ale chętnie je sobie przypomnę, do 3 tylko niecałe 3 lata mi zostały :) Czekam na dalszą listę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uu, aż trzy lata! Co ja bym dała za takie cofnięcie się w czasie ;)

      Dalsza lista już nie będzie taka lekka i miła. Trudno jednak ją stworzyć, bo w ciągu tego czasu przeczytałam naprawdę dużo wspaniałych książek.

      Usuń
  4. Świetne! I zgadzam się co do Pippi. Właśnie czytam z córką i tak mi szkoda Pippi i smutno jakoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      O właśnie, córka (z którą mogłabym czytać Pippi) to jeden z tych podpunktów listy z cyklu "zrobić przed 30-stką", którego nie udało mi się odhaczyć. No cóż, mam jeszcze czas ;)

      A Pippi jest kochana, dlatego jej tak szkoda.

      Usuń
  5. Polecam prawdziwą literaturę dla dorosłych: Kevin McDonald "Kultura krytyki". Więcej wiesz, więcej rozumiesz. I życie blondynki naprawdę staje się prawdziwe. Bo tylko prawda jest ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwa literatura dla dorosłych jeszcze się pojawi w dalszych zestawieniach - warto jednak zacząć od czegoś lekkiego, ale i mądrego.

      Nie zgodzę się, że tylko prawda jest ciekawa - niekiedy fikcja jest dużo bardziej ciekawa od prawdy beznadziejnej i odsłaniającej bezsilność. Zaś życie blondynki nie musi stawać się prawdziwe, bo już z zasady takie jest ;)

      Książce się przyjrzę, aczkolwiek nie lubię populizmu, a niestety taka wydaje się na pierwszy rzut oka.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...