Menu

środa, 12 listopada 2014

Pierwsze dziecko PRL. "Towarzyszka panienka" Monika Jaruzelska

Wyglądała jak każda normalna dziewczynka w jej wieku. Miała dwa kucyki, była szczupła, ale nie była pięknością. Wakacje spędzała zazwyczaj z babcią w ośrodkach wczasowych. Czasami wyjeżdżała też z rodzicami, bądź z samym tatą. Również za granicę.
Cyklicznie kierowca ojca woził ją na specjalne seanse kinowe, gdzie puszczano bajki Disneya.

I to wszystko w kraju, gdzie szary obywatel nie mógł otrzymać paszportu, za to mógł zniknąć w tajemniczych okolicznościach. To wszystko w czasie gdy towary były reglamentowane, zachodnie filmy i książki niedostępne, a dużą część społeczeństwa mocno inwigilowano. 


Ona była jednak inna. Jej mama miała urodę gwiazdy filmowej. Zawsze elegancka, stylowa, piękna i przy tym inteligentna. Ojciec niestety odstawał wyglądem od swojej żony, ale za to nadrabiał wojskowym szykiem, dyscypliną, stanowczością. Nie wiadomo w kogo się wdała. Sama twierdzi, że musiała być rozczarowaniem dla pięknej mamy i silnego taty. Na pewno przez długi czas była pierwszym dzieckiem PRLu. Pierwszą małą towarzyszką. Towarzyszką Panienką.
W swych wspomnieniach Monika Jaruzelska jawi się, jako osoba posiadająca do siebie i swojej rodziny bardzo dużo dystansu. Taki dystans był jej z pewnością potrzebny po to by zdrowo i normalnie żyć w świecie, który nagle odwrócił się dla jej rodziny o 180 stopni.

Bo patrząc na jej historię trudno nie mieć wrażenia, że znalazła się w ciężkim położeniu.
Urodziła się w 1963 roku, jako córka zasłużonego oficera 1 Armii Wojska Polskiego, członka PZPR, który ukrywał swoje szlacheckie pochodzenie i miał za sobą ciężką tułaczkę wojenną, pobyt w łagrze, śmierć ojca oraz opiekę nad rodziną, jako jej jedyny żywiciel. Mama, Barbara, była germanistką, chociaż liceum skończyła korespondencyjnie, a magisterium obroniła dopiero w 1969 roku udało jej się zostać doktorem germanistyki. Rodzice byli popularną parą, zapraszaną na salony, mającą wielu przyjaciół wśród najwyższych dygnitarzy PRLu, wśród najwyższych rangą wojskowych, a także wśród zagranicznych polityków i prominentów. 

W tym wszystkim musiała odnaleźć się mała dziewczynka, dla której rodzice nie mieli specjalnie czasu, gdyż zajmowały ich sprawy wagi państwowej (ojciec), bądź życiowe problemy takie jak to, co ubrać na wieczorny raut do towarzysza sekretarza (matka). Jej rodzice cały czas podążali na szczyt, a ona wlokła się chcąc, nie chcąc, wraz z nimi. Musiała znać dobrze historię, orientować się w sprawach kraju, ładnie wyglądać i broń Boże nie opowiadać o tym, dokąd babcia zaprowadziła ją podczas jednych wspólnych wakacji. 

Była troszkę trzymana pod kloszem. Trudno jednak wyobrazić sobie, że nie wiedziała, iż na ulicach, po rozkazach jej ojca, giną ludzie. Może jakoś inaczej to sobie tłumaczyła. Może nie do końca wierzyła w takie historie. 

I spod tego klosza nagle została wyciągnięta. Najpierw zmieniła się grubość ścianek, jej ojciec został pierwszym Prezydentem III RP. A zaraz potem, po wolnych wyborach, w których Naród wybrał tego skaczącego przez płot elektryka, klosza się pozbyła. To wtedy zaczęła się jej kariera stylistki i projektantki mody, redaktorki "Twojego Stylu", ale też padające zewsząd pytania, oskarżenia, głosy oburzenia. Nie uniknął też tego napiętnowania jej syn, Gustaw.

Z dystansem i humorem Monika Jaruzelska podchodzi do tego całego stawiania jej pod pręgierzem. Niektórych jej przeciwników bardzo to denerwuje, bo przecież to jak ignorowanie faktów, unikanie odpowiedzialności. Trudno oczywiście mówić o tym by ponosiła ona jakąkolwiek odpowiedzialność za działania ojca, ale według niektórych powinna się ukorzyć i chyba wyrzec rodziny.

Czytając książkę Moniki Jaruzelskiej odniosłam wrażenie, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia, w tym naszym małym, zawistnym kraju, gdzie wszyscy niestety wiedzą kim był jej ojciec. Nie żałowałam jej, lecz zadziwiało mnie, że jednak z tym wszystkim jakoś żyje, realizuje się, nie zamyka w domu, ani nie ucieka. 

I jeszcze pisze - takie ładne, ciekawe i zabawne książki jak "Towarzyszka panienka". Tak neutralne do bólu.

Widać ten wojskowy dryl...

Ocena: 5/6


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...