Menu

czwartek, 20 listopada 2014

Parna i lepka infamia. "Hańba" John Maxwell Coetzee

Istnieją na świecie takie zachowania, takie tabu, których złamanie, naruszenie jest prawdziwym przewinieniem i to bez względu na szerokość geograficzną, kulturę, uwarunkowania społeczne. Do tychże tabu należy chociażby niewłaściwy stosunek na linii nauczyciel - uczeń. Bliższe, uczuciowe i emocjonalne kontakty w takich relacjach są bardzo gorszące i przez to zakazane. Być może wynika to z niepodważalnej, uświęconej wręcz, więzi "uczeń-mistrz". Na pewno zaś przekroczenie tej żelaznej bariery traktowane jest jako zbrodnia przeciwko moralności.


Profesor David Lurie odczuł to na własnej skórze. Krótkotrwały, acz gorący romans ze studentką sprawił, że ten ponad pięćdziesięcioletni wykładowca literatury na kapsztadzkim uniwersytecie stracił pracę w atmosferze skandalu, naruszając wszelkie możliwe normy etyczne. Lurie nigdy nie był grzecznym facetem, o czym z pewnością mogłyby opowiedzieć jego dwie byłe żony lub egzotyczna przyjaciółka Sorayi, z którą spędzał każdy upojny czwartek. Jednakże namiętność jaka połączyła go ze słuchaczką prowadzonego przez siebie kursu z zakresu poezji romantycznej, może i była nieco romantyczna i poetyczna, jak na warunki, w których się rozwinęła, ale na pewno już nie rozsądna. Poza pracą Lurie stracił coś o wiele istotniejszego - szacunek u innych wykładowców, u swoich kolegów, współpracowników, a także u studentów.


Zhańbionych w tej powieści Coetzee jest zresztą więcej bohaterów. Choćby córka, do której Lurie udaje się po wydaleniu z pracy. Lucy mieszka na farmie, na totalnym pustkowiu, w dodatku nie ma żadnego mężczyzny u swojego boku, co w tamtych stronach budzi emocje. Jeżeli dodamy do tego, że jest biała i tak naprawdę jest lesbijką, stanowi to śmiertelnie niebezpieczne dla niej połączenie, oczywiście w tamtym miejscu i w tamtym czasie.

Klimat, w który wprowadza nas Coetzee jest duszny. Raz pachnie skoszoną trawą, by zaraz zacząć śmierdzieć potem czarnych robotników, którzy bez żadnego ostrzeżenia wdzierają się na farmę Lucy, dokonują pobicia wszystkich znajdujących się tam mieszkańców, a właścicielkę brutalnie gwałcą.
Trudno w tym klimacie wytrzymać dłuższą chwilę. Trudno jest też zrozumieć, dlaczego po tak brutalnym napadzie Lucy zgłasza jedynie kradzież, nie wspominając ani słowem o tym, co ją spotkało z rąk napastników.

Nie może tego zrozumieć czytelnik, nie może też pojąć Lurie, który wyrzuca sobie cały czas, że nie mógł nic zrobić, iż nie ochronił swojej ukochanej córki przed tą tragedią. Co więcej, Lurie nie rozumie też, dlaczego Lucy chce na farmę wrócić, chce tam mieszkać mimo tego, że w każdej chwili może spotkać ją kolejna napaść, kolejna hańba z rąk szalonych wyrobników.

Mamy w "Hańbie", więc dwie okryte hańbą kobiety. Lucy namacalny dowód swego zhańbienia nosi w swym brzuchu, co sprawia, że tak łatwo o swej tragedii nie zapomni. Zhańbiona jest też Melanie Isaacs, studentka, która wdała się w romans z Davidem Lurie. I chociaż z pewnością zrobiła to rozmyślnie, mając nadzieję na dobre oceny, to i tak przyniosło jej to więcej szkody niż pożytku. Żadna bowiem studentka na pewno nie chciałaby, aby jej życie prywatne było na ustach całej uczelni, zarówno wykładowców, jak i kolegów studentów.
Mamy okrytego hańbą mężczyznę, którego psychikę obciąża nie tylko wykluczenie ze środowiska akademickiego, ale też nie wywiązanie się z roli ojca, opiekuna Lucy.

Powieść Johna M. Coetzee bardzo mocno przytłacza czytelnika. Ukazuje problemy bez wyjścia, sytuacje bez rozwiązania. W dodatku tłem całej tej skwarnej, lekko odurzającej historii, jest Republika Południowej Afryki. Państwo egzotyczne, parne, bardzo niebezpieczne, w którym istnieje wyraźny konflikt na tle rasowym, w którym biali ludzie nie żyją wcale dobrze z czarnymi, w którym prawie każdy obywatel ma w domu broń palną. W "Hańbie" słychać też echa apartheidu, krzywdzącej segregacji rasowej, która w RPA trwała aż do połowy lat '90 XX wieku!

Przydusiła mnie nieco atmosfera tej książki. Z niechęcią snułam się po tym szalonym kraju południowej Afryki, którego aura chyba każdego, nawet największego chojraka, przyprawiłaby o palpitacje serca. Niestety bohaterowie też nie wzbudzili mojej sympatii. Lurie był tak bardzo słabym, bezbarwnym mężczyzną, a w dodatku dał się po prostu ponieść chuci, co w mojej ocenie czyniło go kompletnie bezwartościowym. Lucy, początkowo odważna i godna podziwu, zmieniła się na moich oczach w bezbronne dziecko, którym wypadałoby mocno potrząsnąć, aby nie robiło głupot. W dodatku zbyt oczywistym wydało mi się posunięcie autora, który w rolach napastników i gwałcicieli osadził czarnych robotników, bo o ile ciekawsza byłaby ta historia, gdyby byli oni zupełnie innej rasy, przecież apartheid dotknął także Hindusów i innych Azjatów.

Gdy skończyłam lekturę długo nie mogła mi ona wyjść z głowy. Siedziała tam, wierciła się, a myśli jej dotyczące kotłowały się, przez jakiś czas nie dając mi spać. Cieszę się, że nie zabrałam się za pisanie recenzji tuż po przeczytaniu, gdyż z uwagi na nacechowane negatywnymi emocjami poruszenie na pewno moja ocena byłaby krzywdząca dla tego dzieła Noblisty.

Warto podkreślić, że tytuł doskonale, właściwie jednym słowem, charakteryzuje tę powieść. Wszystko bowiem zawarte na tych prawie 300 stronach książki to właśnie hańba. Do czytelnika zaś należy wybór, czy ma ochotę być świadkiem aż takiego upodlenia.


Krajobraz RPA

Ocena: 4,5/6

* zdjęcia nie są mojego autorstwa i pochodzą z Internetu

3 komentarze:

  1. Dla mnie to jedna z najważniejszych książek pierwszej dekady obecnego stulecia. Bolesna, ale b. sugestywna, nieoczywista i pojemna.
    Co do bohaterów - wydaje mi się, że Coetzee upodobał sobie tych niesympatycznych, ale to akurat moim zdaniem literaturze służy.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście dla mnie to też książka bardzo ważna. Jednakże niezwykle mnie przygnębiła i ogromnie zszokowała. Myślę, że na moją, nie najwyższą, ocenę wpłynęło zmęczenie tą książką, zniechęcenie wykreowanym w niej przytłaczającym światem.

      Długo nie mogłam dojść do siebie i do tej pory nie sięgnęłam ponownie po Coetzee. Chociaż najwyższy już czas :)

      Usuń
    2. Ponieważ w najbliższy piątek "Hańba" będzie przedmiotem dyskusji w moim miejskim DKK, zdecydowałam się przeczytać ją ponownie. Zdziwiłam się, bo poszło jak z płatka. Naturalnie znalazłam jeszcze więcej ciekawych wątków niż za pierwszym razem, choć siła rażenia była już mniejsza, bo wiedziałam, czego się spodziewać. Ale ocena pozostała w mocy.;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...