Menu

niedziela, 11 lipca 2010

Gaumardzios! Na zdrowie! "Toast za przodków" Wojciech Górecki

Podczas pierwszych letnich dni odbyłam niezwykłą podróż, co prawda kosztującą mnie nieco wysiłku, skupienia, samozaparcia, ale cudowną, ekscytującą i zarazem niezapomnianą.

Wyruszyliśmy skoro świt, bo przecież droga miała być długa i nużąca.
Pierwszy naszym oczom ukazał się kraj pełen kontrastów. Nowoczesne rafinerie rozprowadzające ropę naftową, ograniczoną przestrzenią baryłki, statkami do wszystkich zakątków świata, jednocześnie pozwalające jej płynąć niczym życiodajna woda rurociągami do całej Europy i Azji. A nad rurami górujące strzeliste minarety, z których wzywa się wiernych do modlitwy. I wierni przychodzą, całe 92% narodu stawia się na takie wezwania, modli się, żyje zgodnie z duchem islamu, jest symbolem skostniałej tradycji. Kraj złożony ze zlepków kilku kultur - tureckiej, perskiej, udińskiej, hinalugijskiej, nachiczewańskiej - istnieje jakby wbrew prawom fizyki, ale ma się dobrze.

Zdezelowaną ładą, dusznym pociągiem, klaustrofobiczną marszrutką, starym motorem, nieekologicznym autobusem, siłą własnych nóg - obojętne czym, byle dalej, byle do drugiego celu podróży. Witają nas ośnieżone szczyty gór, które przygniatają mocno do rzeczywistości, uświadamiają jacy mali być musimy wobec wielkości wszechświata. Na każdym kroku kościółki, zupełnie, jak te greckie, czy te bułgarskie - małe prawosławne cerkwie, ale proste, tradycyjne, bez rosyjskiego przepychu. W każdym domu grzmią echa wojny, wylewają się pretensje do Rosji, po to by za chwilę, za moment wspomnieć wielkiego wodza - Wissarionowicza Stalina. Jeszcze kilka godzin dyskusji przed nami za suto zastawionym stołem, jeszcze kilkanaście toastów, góra jedzenia, którą trzeba pochłonąć i już, już można udać się dalej. Wycelować po raz ostatni.

Piękny kraj, z wielką górą jako symbolem i wielkim mitem, jako narodową tradycją. Góry nie ma, nie należy już do tego terytorium państwowego, ale mit pozostał. Mit, iż ziemia ta była świadkiem zakończenia wielkiego biblijnego potopu, a naród to potomkowie opuszczającego Arkę rodu Noego. Jako godni następcy biblijnego patriarchy wszyscy muszą dawać przykład bliźniemu, a poprzez to i całemu światu. Pragną nade wszystko pomagać, być przewodnikami, szczególnie dla gości przybywających z całego świata. I trudno jest wykręcić się od ich pomocy, wręcz nie można, a na pewno nie powinno się odmawiać. Nawet jeśli pokrzyżować to ma nasze plany. Taki nieco wrażliwy, obrażalski, ale mocno doświadczony to naród.

Azerbejdżan, Gruzja i Armenia.
Kaukaska triada. Postkomunistyczne republiki. Tereny pogranicza Europy
i Azji.
Różnie możemy nazwać te kraje. Łączy je bardzo wiele, a jeszcze więcej dzieli. Wciąż odwołujące się do historii swego regionu, swego kraju, tworzące niesamowite mity, a potem tę mityczność utrzymujące.
Wszystkie trzy, w przeszłości uciskane, należące do wielkiego ZSRR, tuż po wyzwoleniu z jarzma komunizmu próbowały odbudowywać swą państwowość praktycznie od początku. I próbują po dziś dzień, ale coraz lepiej im to wychodzi.

Podróż jaką odbyłam z Wojciechem Góreckim w jego książce "Toast za przodków" była wędrówką osobliwą i raczej niespotykaną. Bo kto zwiedzał te wciąż mało popularne kraje (choćby idąc po kartkach książki) z dziennikarzem, który na Kaukazie mieszkał, Kaukaz zjeździł wzdłuż i wszerz, w którego umyśle zagościły miliony opowieści i opowiastek o tamtym regionie, który poznał tamtejsze zwyczaje?


Pan Wojciech pokazał mi egzotyczność, ale jednocześnie surowość Azerów.

(Są surowi do tego stopnia, że uważając się za potomków Mahometa w linii prostej, rody strzegą swojej czystości obyczajowej, kulturowej, za którą odpowiada głowa rodziny, obojętne czy jest nią mężczyzna, czy kobieta, ale mniej więcej chodzi o to, by muzułmanie wiązali się z muzułmanami, a najlepiej z kuzynami/kuzynkami, bo przecież kto zadba lepiej o małżonka jeśli nie własny ród? Wtedy wszystko zostaje w rodzinie. Jednocześnie pielęgnują sprzeczny z islamem, pogański kult pirów - miejsc będących szczególnie istotnymi, świętymi, w których od dawien dawna modli się, odprawia obrzędy i dzięki temu zachowuje zdrowie na ciele i duchu)

Poznał z serdecznymi, gościnnymi i kochającymi dobrą zabawę Gruzinami.

(Wyglądają jak kompilacja Polaków z Bałkańczykami - radość, dobre jedzenie, hektolitry wina, wznoszenie toastów za całą rodzinę, za kraj, a wreszcie za cały świat, uporządkowany plan ucztowania nad którym czuwa swoistego rodzaju wodzirej, a przy tym otwarte drzwi dla każdego gościa, troskliwość, chęć niesienia pomocy. I to słynne polskie "zastaw się, a postaw się". Z Polakami łączy ich również niechęć do Rosjan, pamiętliwość historyczna, czynienie z narodu męczennika, ale dzieli uwielbienie dla ich rodaka - Stalina)

Wreszcie zaznajomił ze świadomymi swej historii, niezbyt wylewnymi, ale odpowiedzialnymi i troskliwymi Ormianami.

(Uważają się za poszkodowanych w przeszłości, przede wszystkim przez rzezie, które zdziesiątkowały ich naród, a szczególnie tymi dokonywanymi przez Turków, ale też przez brak własnej państwowości. Niezwykle pamiętliwi i przez to podobni do Żydów, żyjący tak jak wyznawcy judaizmu w diasporze są jednak najstarszym na świecie narodem chrześcijańskim. Gdy Ormianin coś proponuje, zaprasza nie wolno odmówić, bo wówczas naraża się na szwank jego honor, jego poczucie odpowiedzialności za gościa, który odwiedza jego rodzinny kraj. Kult Arki Noego, liczne religijne płyty wotywne zwane chaczkarami, domy w miastach budowane z tufu wulkanicznego, odosobnione klasztory w górach, zamieszkałe przez zdziwaczałych mnichów, dopiero niedawno zbudowane metro w stolicy Armenii - to wszystko świadczy o skostnieniu tego kraju, o skostnieniu narodu, który niechętnie idzie do przodu).

Byłam wręcz nasiąknięta, przepełniona i przytłoczona wiedzą, doświadczeniem oraz lekkością wypowiedzi autora. Jedynego czego brakowało mi do szczęścia to kolor - barwne zdjęcia, niekonwencjonalne kadry, naoczna obserwacja kaukaskiego życia. Ale nie można mieć wszystkiego i całkiem możliwe, że fotografie to byłoby już za dużo. Nie dałoby się wypić tego kielicha, a ponieważ byłby kaukaskim zwyczajem w kształcie stożka, to nie moglibyśmy go też odłożyć na stół. Proporcje jednak zostały zachowane i radosna, upojona lekturą, niczym gruzińskim winem, ale nie wstawiona mogłam poczynić kolejny krok naprzód. Spróbować odpowiedzieć na wirujące mi w głowie pytanie.

Bo wobec tego Kaukaz Południowy to jeszcze Europa, czy już Azja? (albo: jeszcze Azja, czy już Europa?)
Sami mieszkańcy czują, że mieszkają na pograniczu. Część opowiada się za Europą, pozostała część za Azją. Są też tacy, którzy wiedzą, iż żyją na granicy i są wciąż rozrywani.
Gruzini uczynili co prawda wielkie kroki, by nie odłączać się od Europy - pragną wstąpienia do NATO, współpracy z UE - czym wskazali kierunek swego rozwoju, ale pozostałe państwa tkwią w rozerwaniu.
Wojciech Górecki też nie odpowiedział mi na to pytanie, stwierdził w ostatnim rozdziale swej książki, iż granica między kontynentami gdzieś tam jest, ale przebiega "zakosami, łukami, esami-floresami, zostawiając po obu stronach liczne enklawy należące do sąsiada...".
Moim zdaniem nie europejskość, czy azjatyckość się tu liczy, ale silna świadomość narodowa, rozwijająca się kultura polityczna oraz otwartość i serdeczność.
A jaka jest Wasza opinia?

Ocena: 6/6


Zgodnie z obietnicą - wracam książkowo. Za mną już (albo dopiero) jedna recenzja zaległa oraz jedna nowa letnia lektura, która na ocenę oczekuje. Przede mną tony, stosy, kupki nieprzeczytanych książek, ale też dwa wyjazdy podczas których mam nadzieję być odcięta od pokus tego świata i zwyczajnie odpocząć na plaży z książką.
Tym oczekującym już na wyjazd wakacyjny, ale też tym dopiero planującym Czytelnikom życzę cudownie opalającego słońca, kojącej upał wody (czy to z butelki, czy morskiej, oceanicznej) oraz doskonałych lektur. Może gdzieś tam w Waszych plecakach, torbach, walizkach zmieści się jeszcze jedna książka - wówczas zabierzcie ze sobą "Toast za przodków" i dajcie się ponieść opowieści Pana Góreckiego. Polecam, bo naprawdę warto.

6 komentarzy:

  1. Piękną podróż po mało znanych regionach i historii odbyłaś. To dobrze, że są książki. Pozdrawiam w to upalne popołudnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja, gratuluję! :)

    Czytałam "Toast za przodków" bardzo niedawno i również podbiła ta książka moje serce, otrzymała taką samą ocenę. Ale nie udało mi się napisać niestety tak dobrej recenzji, zbyt wiele "buzowało" mi w głowie.

    A autor równie ciekawy, jak i jego książka!

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawie ujęte. :)
    kto wie, czy po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, wybrać się w taką podróż - marzenie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Recenzja pięknie napisana ;).
    Co do książki to może kiedyś jak znajdę odrobinkę czasu to po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...