Menu

niedziela, 20 czerwca 2010

Ślubnych wpadek kilka.

W ciągu minionego roku na portalach społecznościowych (dwóch, na których wciąż mam konta) bombardowały mnie piękne zdjęcia, w białej bądź kremowej oprawie, niosące ze sobą radosne wiadomości. Nie zliczę ile moich koleżanek wyszło za mąż w ostatnim czasie. O kolegach nie piszę, bo oni jakoś są mniej skorzy do zmiany stanu cywilnego, a może mniej chętni do upubliczniania swego szczęścia...
W 90% przypadków śluby te nie były dla mnie zaskoczeniem. Zresztą śluby są wszędzie - w mojej rodzinie, w internecie, w kościele obok którego akurat przechodzę w sobotnie popołudnie, a nawet gdy stoję w kolejce po zapiekankę "U Endziora" na krakowskim Kazimierzu - akurat w tak uroczych okolicznościach przyrody jakaś para postanowiła zorganizować sobie plener fotograficzny.
Broń Boże, nie twierdzę, że przeszkadza mi taki stan rzeczy, ale zastanawia mnie zasadność statystyk, które twierdzą, że ślubów jest coraz mniej, a coraz więcej związków na "kocią łapę".

Prawda jest taka, że większość osób, które decydują się na weselny marsz w kierunku ołtarza stoi przed pierwszymi takimi wyborami w życiu - pierwszą organizacją imprezy na taką skalę. Nic dziwnego, że nietrudno w takich okolicznościach o wpadki. Wpadki irytujące, kompromitujące, zawstydzające, niekiedy doprowadzające do płaczu, ale prawie zawsze kosmicznie śmieszne.
Przyglądnijmy się dwóm opowieściom będącym idealnym przykładem, jak ślubne wpadki mogą się tragicznie skumulować.

W filmie Anne Fletcher pt. "27 sukienek" symbolem wpadek głównej bohaterki jest jej szafa.
Jane może pochwalić się obecnością w jej garderobie aż 27 sukienek. W normalnych okolicznościach byłaby szczęściarą, której wszystkie kobiety zazdrościłyby takiej ilości strojów, ale niestety dla Jane nie jest to powód do dumy. Dlaczego?
Ta zapracowana asystentka bajecznie przystojnego Georga w pracy potrafi być całkowicie oddana swemu szefowi i doskonale zorganizowana. Wytrwale znosi wszelkie trudy, jakie napotyka krocząc po ścieżce kariery, przede wszystkim dlatego, że jest całkowicie, szaleńczo zakochana w swym pracodawcy. Po godzinach Jane odreagowuje w dosyć oryginalny sposób - jest prawie zawodową pierwszą druhną, która ma za sobą aż 27 ślubów, 27 szczęśliwych wydarzeń dla 27 par, w organizowaniu których była niewątpliwym asem, błyszcząc przy tym w każdej ze swych 27 sukienek.

środa, 2 czerwca 2010

Spuścizna migawki. "Dno oka: Eseje o fotografii" Wojciech Nowicki

Chłodna aura zaokienna i deszcz bębniący stalowo o parapet jak zawsze skłoniły mnie do rozpoczęcia zajęcia bardzo nostalgicznego, przygnębiającego, ale jednocześnie radosnego i wzruszającego - do wyciągnięcia z czeluści mej biblioteki albumów fotograficznych (moje albumy stoją na półkach obok książek, na prawach równych, a może
i równiejszych), by je pooglądać, a przy tym nieco poprzekładać.
W tylko sobie znanym, kolejnym już pomysłowym układzie uporządkować zaśniedziałe kartoniki. Ale chyba każdy z nas posiada tomy wyklejone pięknymi, a czasami kompromitującymi efektami osiąganymi poprzez odpowiedni ucisk na spust migawki. Nie wszyscy lubią do nich wracać, przeglądać je i porządkować, ale każdy gdzieś w ciemności szafy, w zgniliźnie piwnicy, czy na głównym miejscu w domu ma taki swój prywatny, fotograficzny wspomnieniowy zbiór. Czasami kolekcjonowany od kilku pokoleń.

Swój imponujący konglomerat fotografii kolekcjonowanych od lat, podziwianych i uwielbianych pokazał mi w ciągu kilku majowych, choć z uwagi na pogodę raczej jesiennych, popołudni Wojciech Nowicki. Zaprezentował zdjęcia z ubiegłych wieków, fotografie całkowicie różne zarówno pod względem wykonania - w sepii, czarno-białe, autochromy, jak i tematyki. Swojej kolekcji Pan Wojciech nie otrzymał w schedzie po wstępnych, chyba że mówilibyśmy tutaj o przodkach sensu largo. Pan Wojtek swój album prawie w całości wyszperał, wyszukał, niekiedy wykupił - w bibliotekach, antykwariatach, rupieciarniach, śmietnikach. Przygarnął te tabuny fotografii, wybrał dwadzieścia dziewięć, po to by móc zaprezentować je mnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...