Menu

niedziela, 23 marca 2014

Czekolada z nadzieniem brzoskwiniowym. "Brzoskwinie dla księdza proboszcza" Joanne Harris

Kiedy ostatnio otrzymaliście tradycyjny list?
Czasy, w których pisało się ręcznie parę słów na estetycznej papeterii, następnie te zakreślone kilka zdań zaklejało się w kopercie, podążało na najbliższą pocztę i wysyłało, bezpowrotnie minęły.

Niegdyś, po wysłaniu listu pozostawało już tylko z niecierpliwością czekać na odpowiedź. Czasami kilka dni, a czasami miesiąc. Dzisiejszy świat jest niecierpliwy, dlatego odpowiedź na e-maila można otrzymać jeszcze w tym samym dniu, a na SMSa nawet w tej samej minucie.

Tak, listy w obecnych czasach to zapomniany, ale jakże piękny zwyczaj. Bardzo osobisty, intymny, indywidualny. Na wymarciu. Listów po prostu się nie dostaje.
A już na pewno nie od nieboszczyka.


Jednak. Vianne taki list otrzymała. Jakże zaskakującym nadawcą korespondencji okazała się zmarła przed kilku laty przyjaciółka - Armande Voizin. Martwa przyjaciółka nie tylko znalazła Vianne w Paryżu, w którym ona, Roux i dziewczynki mieszkali od jakiegoś czasu, nie tylko poprawnie zlokalizowała ich barkę, ale też wystosowała dosyć niezwykłą prośbę. Otóż Armande, której śmierć Vianne widziała na własne oczy, poprosiła by Vianne jeszcze raz odwiedziła stare, dobre Lansquenet i... nakarmiła księdza proboszcza brzoskwiniami z jej sadu.
I Vianne pojechała. Ze zmarłymi przecież się nie dyskutuje.

W Lansquenet czekają na Vianne wszyscy dawni znajomi, których życie różnie się potoczyło. Największej przemianie uległ jednak proboszcz Reynaud, który okazuje się zupełnie innym człowiekiem. Całkowicie wyzbył się resztek skostnienia postarzających go o dobrych dwadzieścia lat, stał się bardziej otwarty, tolerancyjny, a to wszystko zapewne za sprawą nowego zagrożenia.

Przyjazd Vianne, Anouk i Rosette zmienia bardzo dużo nie tylko w codzienności Lansquenet, nad którym już niedługo górować będzie, obok wieży kościelnej z krzyżem, także strzelisty minaret z półksiężycem, ale też w życiu bohaterek. W tym dziwnym czasie Vianne tak bardzo zatraci się w codziennym życiu miasteczka, że powoli zapomni o oczekującym jej w Paryżu Roux, a ksiądz Reynaud posunie się za daleko i nawet narazi na niebezpieczeństwo.

Trzecia książka Joanne Harris o niepokornej Vianne chociaż przybiera bardzo współczesny kształt to traktuje tak naprawdę znów o tolerancji, ale tym razem o tolerancji, która jak Francja długa i szeroka odbija się czkawką na każdym osiedlu, skwerze, na każdej ulicy, a zwłaszcza w dzielnicach arabskich imigrantów masowo zasiedlających francuskie miasta i miasteczka.

Na pierwszy plan wysuwa się tym razem ksiądz Reynaud, który w "Czekoladzie" był starzejącym się, konserwatywnym proboszczem, a tutaj jest pełnym wigoru, w miarę młodym księdzem, któremu przyjdzie zmierzyć się z trudnościami czasów, w których żyje.

Musicie wiedzieć jednak, że w tej książce nikt nie jest tak naprawdę sobą.
Anouk to już prawie dorosła kobieta, której nie zajmują problemy mieszkańców Lansquenet, gdyż martwi się o swojego chorego przyjaciela z Paryża, z którym nie ma kontaktu i wobec którego odczuwa bardzo poważną ambiwalencję, w zakresie uczuć jakimi go darzy.
Roux z wolnego ducha, nieskorego do zobowiązań i stabilizacji staje się prawdziwym mężczyzną, poważnym i silnym oparciem dla Vianne, głową rodziny. Rosette chociaż nadal pozostanie rozkosznym dzieckiem to jednak coraz częściej przejawiać będzie swą tajemniczą siłę.
A Vianne? Vianne znowu będzie lekiem na całe zło. Słodkim lekiem o aromacie czekolady.

I chociaż brzoskwinie nie są moimi ulubionymi owocami to i tak serdecznie zapraszam Was do Lansquenet.

Ocena: 5,5/6



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...