Menu

czwartek, 12 stycznia 2017

Czytanie na opak w nowiutkim roku

Wiem, że większość moli książkowych ma za sobą w tym drugim tygodniu nowego roku już pewnie co najmniej 10 książek (po jednej na każdy dzień roku) lub nawet 20 książek (jedna książeczka rano, druga wieczorem), pozapisywanych na rozmaitych listach, odhaczonych i zrecenzowanych (a przynajmniej tego Wam życzę!).

Ja niestety do takich szczęściarzy nie należę. Wręcz miotam się od jednego tytułu do drugiego, a zresztą oba idą mi wyjątkowo topornie, więc nie liczcie na spektakularne wyniki :)

A przecież miało być tak pięknie!

Źródło

Miałam spontanicznie wyczytywać książki z mojej prywatnej półki, miałam powoli, acz skutecznie opróżniać mój czytnik, miałam sięgać po książki, na które w danej chwili mam ochotę, co ułatwić miało mi Legimi. Miałam wreszcie recenzować, recenzować i recenzować. Wszystko oczywiście bez przymusu, na luzie. Wiedziałam, że z tymi postanowieniami czytelniczymi to różnie bywa. Ale żeby aż tak?

Przygotujcie się na to, że będę teraz burzyć Wasze czytelnicze plany i marzenia. Wjadę na nie wielkim buldożerem i obrócę w pył. Oczywiście, o ile jeszcze same się jeszcze nie zawaliły.


Czytam książki patrona danego roku. 

Rzeczywistość? 
W pierwszy dzień roku budzę się z samego rana wcale nie zmęczona całonocnym śpiewaniem z telewizorem, który pokazywał mi mroźne Zakopane, zahibernowanych mrozem (nie Mrozem!) ludzi, rytmicznie bujających się na boki i przybliżał wspaniałe piosenki gwiazdy polskiej estrady o bardzo rodzimym imieniu Zenek.
Wyskakuję z łóżka, jakby rażona piorunem, a tak naprawdę mocno przyspieszona pazurkami kici wbitymi w moją stopę. Zakładam prędko kapcie, głaskam kicię za uszkiem i biegnę.
W piżamie w całusy oraz kapciach-króliczkach pędzę do biblioteczki chcąc wyciągnąć wszystkie możliwe książki patronów nowiuteńkiego roku! I czytać, czytać, czytać! Po drodze przywdziewam szlafrok i oglądam w biegu swą żałosną postać w mijanym lustrze.
(Po głowie zaś leci: "Odkąd zobaczyłem ciebie, nie mogę jeść, nie mogę spać")
Pęd jakiego nabrałam w super mięciutkich króliczkach wspomagany okruszkami chipsów i puklami kocich włosów sprawiło, że prawie zderzam się z szybą mojego pięknego regału. Wreszcie otwieram drzwi, przebiegam mymi kocimi oczami po książkach...
(A w uszach dudni: "Przez twe oczy, twe oczy zielone, oszalałeeeem..")
.... i okazuje się, że nie mam pojęcia kto jest patronem tego roku! Staram się naprawić ten błąd, buszuję po Internecie, lecz informacje są sprzeczne. Raz, że to Jane Austen, za chwilę, że Bolesław Leśmian, potem, że Piłsudski. W końcu się wyjaśnia. Rok 2017 w Polsce został ustanowiony rokiem marszałka Piłsudskiego, Adama Chmielowskiego, bł. Honorata Koźmińskiego i Tadeusza Kościuszki. Już, już myślałam, że przyjdzie mi czytać tylko biografie, aż objawił się - Joseph Conrad Korzeniowski! Serce zabiło mi mocniej, a potem nagle jakby stanęło - przecież ja nie znoszę "Jądra ciemności"! Na szczęście okazało się, że nieoficjalnie jest to również rok Jane Austen (chociaż świętowanie czyjejś śmierci jest od zawsze dla mnie makabryczne). A tejże pisarki mam całe pokłady książek w moim czytniku i jeszcze w dodatku ją bardzo lubię. Pędzę z powrotem do sypialni i zagrzebuję się w pościeli, sięgam po czytnik, otwieram okładkę i... bateria się wyładowała. Z bezsilności idę spać. (A w głowie Zenek śpiewa: "Ludzie mówią do mnie przestań martwić się Wszak po burzy zawsze słońce lśni...Tralalala... Los chce ze mną grać w pokera, raz mi daje raz zabiera. Już ze swoim szczęściem biegnęęęę w świaaaat!")

Czytanie według rozmaitego klucza

Rzeczywistość?
Spędziłam na badaniach analitycznych kilka ładnych godzin. Od dawna chciałam wziąć udział w takim wyzwaniu, gdzie książki dobiera się przez skojarzenia. Przejrzałam więc rozmaite blogi pod kątem publikowanych tam wyzwań, przygotowałam listy, posegregowałam je pod względem tylko sobie znanego klucza. I wybrałam te elementy, które w tychże listach mnie najbardziej zaciekawiły.
Utworzyła się hasłowa lista gigantyczna, lista praktycznie chyba na kilka lat, a nie 365 dni :) Ale, ale od czego jest spontaniczność! Będę wybiórczo stosować rozmaite kryteria. Losowo, na chybił trafił.
I tak nad pierwszym wylosowanych hasłem się głęboko zastanowiłam. Myślałam, myślałam. I wciąż nie miałam pojecia, czy to jakiś żart, czy tylko okrutny chichot losu. Bo jakąż książkę można dobrać do słówka batrachofobia? (w sumie jakiś z filmów Woody'ego Allena by pewnie pasował, bo one są o rozmaitych fobiach!)
Postanowiłam sobie nie ułatwiać i jednak nie sięgać do słownika, nie szukać znaczenia i też nie tracić czasu. Tylko... wylosować kolejne hasło. Wszak przecież nie muszę realizować tego wyzwania według jakiejś precyzyjnej kolejności, gdyż ma to być przy-je-mność!
Przy drugim haśle struchlałam ("mizoandryzm" brzmi upiornie i chociaż domyślam się co znaczy, porzuciłam tę myśl). Przy trzecim wybałuszyłam oczy (jednak zdolność taką jak "elektrolokacja" jest fascynująca, acz nieodgadniona). Zaś przy czwartym parsknęłam ze śmiechu (bo tylko mój mąż mógłby dobrać odpowiednią literaturę do hasła: "regulator napięcia na alternatorze").
Zrezygnowana zaprzestałam dalszych prób i sięgnęłam po "Harry'ego Pottera i Czarę Ognia" - tam przynajmniej z tyłu jest odpowiedni słowniczek dziwnych zwrotów! A do listy może kiedyś wrócę, może w grudniu...

Źródło

Czytanie książek z własnej półki

Rzeczywistość?
Och, jakże chciałabym wyczytać z mojej półki wszystko, żeby móc powiedzieć: "Nie mam co czytać" i bezkarnie pobiec do księgarni (alternatywnie do komputera, aby wejść do internetowej księgarni). Od czegoś jednak trzeba zacząć. W moim przypadku od przebrania się z piżamy w wygodny dres, zaparzeniu sobie pysznej herbatki i delikatnym podejściu do mojej biblioteczki.
Otwieram drzwi, wodzę wzrokiem po grzbietach książek. Od czego by zacząć? Biorę do ręki nowiutkie tomy, nigdy nie kartkowane, nigdy nie czytane, nie otwierane. Okładki skrzypią, strony rozsiewają piękny zapach.
Aż czuję się dziwnie. W głowie się kręci karuzela, nogi drżą. Czyżby tyle emocji kosztowało mnie przeglądanie książek? W gardle robi się sucho. Brzuch wydaje niekontrolowany dźwięk. Ach, tak, jestem po prostu głodna!
Odkładam tom na półkę, dokładnie tam gdzie wcześnie był, wyrównuję krawędzie książek, aby stały równo i zamykam biblioteczkę. Nie mogę pozwolić, żeby piękny zbiór pokrył się jakimkolwiek kurzem. Idę zrobić sobie śniadanie, a że zamarzyła mi się jajecznica całość przygotowania zajmuje mi godzinę, gdyż jajek w domu brak, natomiast skoro już jestem w sklepie to zrobię jakieś większe zakupy!
Objedzona, zmęczona bieganiną, ale pełna dobrych chęci idę z powrotem do regału. Wybrać książki z przodu czy z tyłu półki? Te bardzo stare, czy te troszkę nowsze? Reportaż, beletrystykę? Może kryminał albo zbiór opowiadań? Odkrywam tylne rzędy, eksploruję, czytam okładki kompletnie zapomnianych książek, o których posiadaniu nie miałam pojęcia.
Wzrok wędruje na najwyższą półkę. Jest obsadzona książkami tylko w części, a z tyłu odkrywam wszystkie moje książki dzieciństwa. Biorę do ręki "Szóstą klepkę" ze zniszczoną okładką i pogiętymi stronami czytanymi kilkunastokrotnie. Otwieram na pierwszej stronie. Przycupnę na chwilkę na fotelu i zobaczę jak to się zaczynało. Gdy już praktycznie nic nie widzę, z powodu ciemności spowijającej mój fotel orientuję się, że doszłam do końca książki. Książki z mojej półki, wspaniale! Ale jednocześnie książki czytanej kilkanaście razy! Jak to się ma do wyczytywania zalegających tytułów z półki? Nijak, ale tylko ja wiem, jakąż teraz ochotą zapalam światło lampki i zatapiam się w fotelu z "Kłamczuchą"!

Czytanie 52 książek w roku

Rzeczywistość?
Plan jest prosty. Po jednej książce na każdy tydzień roku. To daje około 4 książki miesięcznie. W połowie stycznia już jestem do tyłu. Rozpoczęte cztery książki styczniowe wcale mi nie idą, a nie mam odwagi sięgać po następne. W dodatku w tych zaczętych jestem na samym początku, a przede mną jeszcze po kilkaset stron! Cóż za koszmar. Mogłam wybrać tomy 100-200- stronicowe, a wybrałam jakieś grubaski.
W marcu sytuacja pogorszyła się - mam rozpoczęte 12 różnych lektur, po których skaczę wybiórczo, a jeszcze nauka, jeszcze praca, jeszcze czas na sen! Czerwiec za to jest obiecujący. Skończyłam połowę zaczętych książek (tych z marca) i nie dodałam żadnych nowych! Przerzuciłam się natomiast na krótsze formy i okazało się to kompletnym koszmarem. Już w sierpniu wzdrygam się na myśl o książkach, a stan ten trwa do jesieni. Jesień to oczywiście krakowskie Targi Książki, które dają mi wielkiego kopa do czytania. Entuzjazm jest tak duży, że książkę czytam w dwa, maksymalnie trzy dni. Ale nagle zastaje mnie grudzień. Koniec grudnia, raptem tydzień na dopełnienie wyzwania. Zdążę z 10 książkami? Jasne! 31 grudnia wyczerpana, z listą raptem 51 książek przeczytanych i jednej rozpoczętej, na którą już patrzeć nie mogę, obiecuję sobie już tylko, że w Nowym Roku nie będę podejmowała żadnych wyzwań!!!

Źródło

P.S. Przeczytałam już dwie książki w tym roku, zatem troszkę się ruszyło!
P.S.II Teksty piosenek zamieszczone w tym tekście to utwory Zenka Martyniuka i zespołu Akcent.
P.S.III Jak Wasze wyzwania? Życzę Wam, żebyście mieli więcej szczęścia :)

2 komentarze:

  1. Też bym chciała spojrzeć na półki, stwierdzić, że wszystko już przeczytałam i nie mam co czytać, po czym pójść na zakupy. Ale rzeczywistość jest inna. Obawiam się, że na półkach mam więcej nieprzeczytanych niż przeczytanych książek. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego wolę nie wypowiadać na głos! :) Może wtedy tajemniczo książki się przeczytają "same" :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...