Komedia, bo o niej mowa, jest nie tylko jednym z trzech gatunków dramatu, ale też bohaterką licznych dzieł "dziesiątej muzy" - muzy kina.

Jednak komedia komedii nierówna. Wszyscy w pamięci mamy niesamowite filmy Barei, czy choćby "Nie lubię poniedziałku" albo"Seksmisję", które bawią i śmieszą kolejne pokolenia Polaków.
A w jakiej kondycji jest obecnie nasza polska komedia?
Lubię przekonywać się o jakości kina samodzielnie, dlatego oglądam wszystkie filmy - i te wychwalane i także te krytykowane. Tym razem udało mi się sięgnąć po kompletnie odrębne, niepodobne do siebie, oparte na zupełnie innych konwencjach dwa obrazy polskiego współczesnego kina.
Niebo

"U Pana Boga za miedzą" w reżyserii Jacka Bromskiego nie jakąś tam zaściankową komedyjką o prowincjonalnym charakterze. To kino przez duże "K". A i problemy poruszane w tej swojskiej ekranizacji są duże.
Bo Staś wraca z Ameryki po kilku latach niebytności w Królowym Moście i od razu rzuca się na głęboką wodę - zobowiązuje się poprowadzić kampanię wyborczą jednego z kandydatów na burmistrza. Bo policja zaczyna mieć nie lada problem ze sprowadzoną specjalnie na potrzeby kampanii mafią Gruzina.
I wreszcie bo ksiądz Antoni martwi się i gorliwie modli o spokój dla miasteczka, a szczególnie o spokój dla byłego gangstera, obecnie zresocjalizowanego męża, właściciela baru, szczęśliwego człowieka, który zaczyna przejawiać znaczną agresywną nadaktywność w stosunku wszelkiej maści przestępców.
Tak, jak poprzednie części - bo "za miedzą" jest trzecim z kolei filmem Jacka Bromskiego i zarazem trzecim obrazem obejrzanym przeze mnie - i ta zaskakuje humorem, pobudza wyobraźnię interesującą fabułą oraz koi zmysły sielankowymi, rajsko-wiejskimi sceneriami.
Mam jednak nadzieję, że to ostatni film z tego cyklu, bo po co burzyć taką idyllę?
Ocena: 5,5/ 6

Piekło

Jak już zdążyliście się przekonać ta rodzina normalna być nie może, ale nie szkodzi, bo nic właściwie nie mieści się w granicach normy w filmie Patryka Vegi pod tytułem "Ciacho".
Komedia ta jest szybka, zawrotna, momentami brutalna i ostra, ale to czego nie można odmówić jej autorowi to niesamowita fantazja, momentami kosmiczna, ale też chora.
I byłoby rzeczywiście fajnie, bo przecież za oceanem sensację już ładnie łączono z komediowymi elementami - tak jak w Nagiej Broni - ale po pierwsze "Ciacho" niczego nie parodiuje (a przynajmniej niczego znanego) i po drugie jest ZBYT.
Zbyt wulgarna, zbyt obleśna, zbyt wariacka, zbyt odmóżdżająca, zbyt oderwana od rzeczywistości i momentami nawet zbyt mało śmieszna. I wyszedł panu Vedze taki śmieszny PitBull. Ale czy na pewno o to chodziło?
Ocena: 3,5/ 6

Obecnie moje filmowe zainteresowania skupiają się na czymś innym - uczestniczę w wyzwaniu oskarowym, ale o tym szerzej następnym razem :)
Bardzo ciekawy pomysł na przedstawienie tych filmów. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to właśnie maski "tragedia" i "komedia", a nie same filmy. :) Nic na to nie poradzę, że słowo "teatr" działa jak magnez, a "filmy polskie" raczej mnie odpychają. Jednak zanim zabiorę się za "U Pana Boga za miedzą" obejrzę wcześniejsze wersje, czyli "U pana Boga za piecem" oraz "U pana Boga w ogródku". :))
OdpowiedzUsuńDla mnie oba były słabe i żenujące.
OdpowiedzUsuńW 'Ciachu' pojawiło się parę innowacji, kręcono go bardzo profesjonalnie, ale twórcy nie wykorzystali wielkich możliwości, jakie mieli. Postawili na jak największą oglądalność wśród głupawego społeczeństwa i sukces odnieśli.
Vampire_Slayer, polecam oglądnąć wszystkie trzy części. Są naprawdę dobre.
OdpowiedzUsuńP.S. Teatr również działa na mnie, jak magnez. Niezmiernie od pięciu lat żałuję, że nie spróbowałam swych sił w egzaminach do krakowskiej PWST. Ale cóż - teraz już jestem za stara ;)
Futbolowa, wydaje mi się, że po prostu lubię takie sielankowo-wiejskie klimaty i po wrażeniach poprzednich dwóch części, "U Pana Boga za miedzą" spodobało mi się "z rozpędu", gdyż gdy przyjrzeć się fabule na pewno nie jest bogata i zachwycająca.
"Ciacho" zaś to komedyjka, w której najbardziej przeszkadzał mi język jakim posługiwali się bohaterowie. Momentami wydawało mi się, że ich dialogi mogą cieszyć dzieci z gimnazjum, bądź niedojrzałych osiedlowych dresiarzy. Podczas filmu cały czas miałam ubolewałam nad tym, że Bareja niestety już nie żyje... Pozdrawiam :)
Widziałam cz. 1 U Pana Boga... i podobało mi się, ciepłe, bezpretensjonalne kino, pokazujące piękne polskie zakątki i lokalną odmianę ekumenizmu. Kolejnych nie widziałam, ale to dlatego, że nie przepadam za sequelami, odcinaniem kuponów. Z kolei Ciacha nie widziałam i nie zobaczę, bowiem większość polskich komedii wygląda obecnie właśnie tak i są to dla mnie produkty (bowiem filmem bym tego nie nazwała chyba) niestrawnym ;)
OdpowiedzUsuń