Menu

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Nie lubię poniedziałku, bo to we wtorek są mikołajki, czyli znowu Święty nosi prezenty

Pamiętam to jak dziś. Miałam dwa, może trzy lata. Tata z mamą nie wracali podejrzanie długo do domu, a ja pozostawiona pod opieką babci, co rusz wymyślałam nowe zabawy. Za oknem ciemność łagodził nieco blask latarni ulicznych, wręcz fosforyzujący na bielutkim śniegu. Było dawno po dobranocce i minęła już pora, o której powinnam położyć się do łóżka. Ale ja nie chciałam, czekałam uparcie na rodziców.


I gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi wejściowych wyskoczyłam z łóżka, w którym troskliwa babcia próbowała mnie uśpić bajeczką (przeczytała mi pięć książeczek, a ja wciąż prosiłam o jeszcze) i w piżamie, na bosaka (o zgrozo, ku oburzeniu babci) pobiegłam przytulić mamę. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zauważyłam, że rodzice szczelnie opatuleni kożuszkami coś tam ze sobą przynieśli. Od razu rozpoznałam tę rzecz. Pragnęłam jej od dawien dawna patrząc zazdrośnie na wszystkie dzieci mijane na ulicy. I otrzymałam - drewniane, z pięknym oparciem, nowiutkie saneczki. Przystanęłam w przedpokoju i wydałam z siebie okrzyk zachwytu.

Wtedy speszeni rodzice zaczęli mi tłumaczyć, że przed chwilą, przed momentem spotkali na klatce schodowej najprawdziwszego Mikołaja, który myśląc, że śpię i nie chcąc mnie zbudzić przekazał ten oto prezent dla mnie, na ręce rodziców, którzy mieli mi go wręczyć.
Zasmuciłam się bardzo. Jak to Mikołaj był pod moim mieszkaniem i go nie widziałam? Dlaczego nie mogłam zamienić z nim słowa? I czemu nie chciał mnie budzić - przecież nie spałam, a takie rzeczy, kto jak kto, ale Mikołaj wiedzieć musi!
Wtedy dziadzio zasugerował bym szybko pobiegła do okna to może zobaczę go jeszcze, jak jedzie swoimi saniami. Wyjrzałam oczywiście za okno, lecz żadnych sań nie zarejestrowałam. Cóż, miałam przecież sanki, więc musiał tu być. Następnego dnia opatulona niebieskim kocykiem, w różowym puchowym kombinezonie udałam się wraz z dziadziem na krótki spacer po osiedlu. Ależ miałam frajdę, gdy dziadzio wiózł mnie na moich pięknych sankach po zaśnieżonych alejkach.

Tak, mój pierwszy świadomy Mikołaj. Wcześniej oczywiście też otrzymywałam prezenty, ale jeszcze nie do końca wiedziałam, dlaczego, po co i o co chodzi :)

A w tym roku grudzień już nadszedł, a śniegu wciąż nie ma. Sanki z pewnością by mi się nie przydały i zastanawiam się, jak w takiej zawiei, w tej mżawce i nieprzyjemnej aurze Święty Mikołaj zdoła rozwieść prezenty...

Do mnie właściwie już dotarł. Nawet niejeden. Każdy taki troszkę przedwczesny, ale bardzo zasapany. Prezenty, które otrzymałam są cudowne, wprost wymarzone. Każdy z nich jest niesamowity, niepowtarzalny. I co ciekawe nie wszystkie są książkowe.

Santa Claus is coming to town

1) Zaczęło się już grubo przed 6 grudnia. Właściwie jeszcze w listopadzie. Wtedy to otrzymałam pierwszy prezent-nagrodę, z którego chyba najbardziej ucieszyła się moja mama, która nie mogła się mnie doprosić pożyczenia mojego czytnika, by móc przeczytać Larssona, którym się tak zachwycam oraz zmierzyć się z książką Palikota. Dziadzio, również zagorzały czytelnik, szczególnie literatury faktu, także się uradował. Tak oto przyjęłam pod swój dach malutkie Kindlątko - czytnik Kindle 4 Classic - do dzielenia się radością płynącą z e-booków z bliskimi.


Malutki Kindle jest przeuroczy, był użytkowany przeze mnie tylko chwilę, ale wiem już, iż jest wygodny, funkcjonalny, mniejszy i lżejszy od papierowych książek oraz przydałby się mu... no właśnie, coś by się mu przydało - ale o tym troszkę później :)


2) Buszując pewnego dnia po Allegro postanowiłam zrobić sobie (i mamie przy okazji też) malutki prezent. Właściwie symboliczny, na co dzień bardzo użyteczny i uroczy. I bardzo, bardzo książkowy!


Tak w moje ręce wpadł, przed tygodniem, Thumbthing!


3) Mikołaje z prezentami rozpanoszyli się dopiero w mym domu w minionym tygodniu. Na pierwszy rzut poszło coś bardzo praktycznego, czego potrzebowałam właściwie na gwałt.
I dostałam od mikołaja T. :) . Coś, wydawałoby się kompletnie dla mola książkowego nieistotne - Smartfona.


Ale musicie wiedzieć, że telefon komórkowy jednak jest nieco przydatny - choćby po to by móc umówić się na książkowo-blogowe ploteczki i pogaduszki (co, mam nadzieję, nastąpi w środę - zainteresowana wie o czym piszę ;)) albo by buszować, w wolnej chwili, po księgarniach internetowych, Biblionetce, czy blogach, mając za przyjaciela internet wifi. O, albo by grać on-line w Scrabble. Po angielsku!

Do tej pory uczę się obsługi tego telefonu i bywa ciężko. Czasami chcę go rzucić w kąt i wrócić do mojego starocia (w którym w wyniku zalania herbatą przepaliły się diody na klawiaturce, a bateria trzymała tylko kilka godzin), ale jestem dzielna i w końcu ujarzmię tego htc. Obiecuję.


4) Kolejną niespodziankę, niczym przed dwudziestu dwu laty przyniosła mama w czwartkowy wieczór po godzinie 21. Torba pakunkowa była niebieska, wprost urocza.


A w niej niezbędny przedmiot każdej kobiety.


Cudna i niezwykle pojemna torebka. Torba ma kształt jamnikowaty i jest jak najbardziej książkowa - mieszczą się w niej co najmniej dwa, niezbyt grube, tomy (więcej bałam się przenosić - zresztą tylko tyle wyniosłam z biblioteki). Jest miejsce na mego smartfona, na Kindelka, na klucze (trudno je dzięki temu zgubić) i tysiące szpargałów, które zwykłam nosić.


Co najważniejsze torebka jest bardzo oryginalna i ogromnie mi się podoba, a musicie wiedzieć, że wybieranie torby dla mnie to horror :) Tym samym dziękuję za cierpliwość mojej mamie ;)


5) Ostatni prezent będzie z kategorii tych uroczych, bo kompletnie niespodziewanych i niezależnych właściwie od nikogo. Oto nagle, pod koniec listopada moje dwie wegetujące od lata roślinki zaczęły się dziwnie zachowywać.
Zastanawiam się, czy im się pomieszały pory roku (przez tą pogodę to wszystko możliwe), czy po prostu bardzo mnie lubią i chciały mi zrobić niespodziankę, ale moi drodzy, to niesamowite, bo dwa moje storczyki, które kwitnienie (trwające od czerwca!) zakończyły we wrześniu znowu kwitną!


I są przepiękne!


Prawda? :)

Kochany Święty Mikołaju, chciałabym, byś mi coś przyniósł...

Swoje mikołajkowe prezenty już właściwie otrzymałam. Ale gdybym mogła prosić o coś jeszcze, to drogi Mikołaju, bardzo, bardzo, bardzo pragnęłabym:

1) Ubranka dla Kindelków.
Duży Kindle ma już swoje ubranko, ale jego młodsza siostrzyczka jeszcze niestety się takowego nie doczekała, więc musi przywdziewać dosyć kontrowersyjny strój - przezroczystą folię, w której przecież w zimie musi być piekielnie zimno!
W dodatku może przy okazji zmawiania w USA ubranka dla nowego Kindle'a, udałoby się skołować też dla starszego takie z lampką?



2) Dużo miejsca na książki i nowe, fantazyjne regały.
W mojej biblioteczce mam deficyt miejsca. Taką wielką dziurę budżetową, jeśli chodzi o przestrzeń na nowe książki. Biblioteczki powiększyć nie mogę - mam ograniczony metraż. Dlatego marzy mi się mieszkanie lub dom z wielką ilością książek. Marzą mi się urocze, oryginalne regały, także takie z przewidzianym miejscem do czytania i pięknym oświetleniem. Kiedyś muszę coś takiego mieć!







3) Oryginalne zakładki.
Jestem wielbicielką zakładek, ale przede wszystkim takich estetycznych (kto czytał moje wynurzenia na temat zakładek musi wiedzieć, że liścia już porzuciłam, teraz czas na estetykę!)
Szkoda, że do hand made nie mam zbytnich umiejętności, bo z pewnością coś bym sama sobie wyczarowała :)








4) Książki o fotografii.
Uwielbiam fotografię. Sama jeszcze nie czuję się dobrze w fotografowaniu, chociaż niektóre moje amatorskie zdjęcia się podobają. Brak mi umiejętności obróbki zdjęć, brak jakiegoś dużego doświadczenia, brak wymarzonego sprzętu (chociaż jestem dosyć blisko), brak biegłości w posługiwaniu się nowym aparatem (o wiele lepiej szło mi ze starym, ale się niestety zepsuł) i wreszcie brak mi pewności siebie. Nie wywoływałam nigdy swoich zdjęć i boję się to uczynić - po prostu wciąż nie jestem pewna tego jak wyjdą. Czytałam kilka książek na temat fotografii, ale nigdy nie mam ich za wiele :) Pragnęłabym na swojej półce ustawić następujące tytuły:






5) Książki Murakamiego, Llosy, Pamuka, Pratchetta, Musierowicz. Książki Wydawnictwa Czarne.
Wielu jest autorów, których uwielbiam. Uwielbiam ich książki, a czasami także piękne wydania tych książek. Chciałabym mieć na swojej półce wszystkie książki autorów których kocham - kolejne kolorowe książki przedziwnego Murakamiego, lubieżnego Llosy, tajemniczego Pamuka i fantastycznego Pratchetta. Marzą mi się ponadto, brakujące do posiadania pełnej kolekcji, ostatnie tomy Jeżycjady Musierowicz. Dodatkowo cenię bardzo lektury wydawane przez Wydawnictwo Czarne - są zawsze doskonałe - dlatego z przyjemnością widziałabym różnokolorowe pozycje Czarnego na mojej półce (oczywiście tej nowej, z punktu drugiego).








6) Dwutygodniowe wakacje w ciepłym miejscu.
Uwielbiam podróże. Kocham nawet reisefieber i latanie samolotami (którego to się piekielnie boję!). Za to przez całą podróż w tej zamkniętej puszce, wysoko nad ziemią, mogę czytać! Potem najchętniej wyleguję się na plaży w bardzo ciepłym i suchym miejscu (w takim klimacie kręgosłup w ogóle mi nie dokucza, jakby był zdrowiuteńki), na wygodnym leżaczku, z zapasem soczków i innych napojów. I czytam, czytam, czytam. Z przerwą na małe zwiedzanie, czy spacery, pływanie, objadanie się miejscowymi smakołykami i robienie zdjęć. A po takich wakacjach, w odciętym od internetu i telefonu miejscu, moja średnia czytelnicza rośnie zatrważająco!




7) Czasowstrzymywacz.
Potrzeba mi takiego urządzenia, które będzie potrafiło wstrzymać lub nagiąć czas. Albo pozwolić mi podróżować w czasie (takiego jak miała Hermiona w "Harry Potter i więzień Azkabanu"). Właściwie to obojętne mi, co owo urządzonko z tym czasem będzie robić. Grunt bym mogła przeczytać w życiu więcej książek niż jest to normalnie możliwe.


I obiecuję drogi Święty Mikołaju, że będę bardzo, bardzo grzeczna!

Na koniec pragnę Was poczęstować mikołajkową żurawinową czekoladą, którą dostałam od kochanego dziadzia.


A podczas zajadania pochwalcie się proszę swoimi prezentami mikołajkowymi - tymi rzeczywistymi i tymi wymarzonymi! Smacznego :)


---
zdjęcia znalezione w internecie oraz moje własne

9 komentarzy:

  1. Zauroczył mnie Twój wpis :) Prezenty przecudne, co prawda do czytnika nie mogę się przekonać, chociaż niezłe cacuszko z niego :). Torebka i reszta gadżetów również śliczności... odleciałam więcej nic nie napiszę, a jednak napiszę. Sanki to mój pierwszy prezenty od Mikołaja, moje storczyki również kwitną, za zdjęcia z półkami bardzo dziękuję, bo właśnie dostałam objawienia i taki skośny regalik muszę koniecznie sobie zrobić, prima :).

    OdpowiedzUsuń
  2. :) kindelek- boski! a Mikołaj w tym roku szczodry i u mnie coś zostawił:) buziaki, myślę, że środa aktualna, ale zadzwonię do Ciebie jutro by potwierdzić:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadnych prezentów. O, przepraszam, paczka krówek.

    Marzenia? Może by się znalazły, ale ostatnio jestem w takim dołku, że nawet nie wierzę w to, że mogą się spełnić, więc po co o nich mówić.

    OdpowiedzUsuń
  4. A, chciałam jeszcze pogratulować wczesnej świadomości i wspomnień. Ja kompletnie nic nie pamiętam nie tylko z 2, ale i z 3 roku życia. A przynajmniej nie jestem świadoma tego, że coś pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele ciekawych rzeczy,ja szczególnie chciałabym któryś z tych fantazyjnych regałów<3 Ah,cudo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne prezenty już dostałaś i cudne chcesz dostać:D Sama chciałabym takie rzeczy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli nie tylko mi marzą się wszystkie książki Llosy, Musierowicz i Murakamiego?:D
    Mikołaj przyszedł, a jakże. Dokładnie dziś w postaci kuriera. A, i wcześniej tak bardziej słodyczowy. Jednak czekam cały czas na tego całkowicie książkowego, który zdecydowanie się spóźnia. Może on celuje w Wigilię?:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam !
    Mikołajkowa historia - pełna ciepła i pięknie opisana. Boże Narodzenie, Mikołaj to prawdziwie magiczne momenty naszego dzieciństwa.
    Co do wymarzonych książkowych prezentów z wydawnictwa Czarne - to też moje wymarzone prezenty. A zakładkę do książki mam zamiar kupić sobie sama ( nie zbieram ich, ale wpadła mi w oko ostatnio pewna anielska zakładka )

    OdpowiedzUsuń
  9. Natula, dziękuję :) Prezenty mnie zaskoczyły i też, nieskromnie, przyznam, że są urocze. O skośnym regaliku marzę odkąd tylko znalazłam jego zdjęcie! Pozdrawiam!

    Kaś, Mikołaj niezwykle szczodry - dziękuję! :)

    Książkowo, marzenia są po to by się spełniały, więc warto wierzyć ;)
    Świadomość wczesnodziecięcą mam, ale raczej związana jest z traumami takimi, jak wylanie na siebie wrzątku. Sanki doskonale pamiętam, bo strasznie chciałam je mieć. Pamiętam także jak płakałam, bo na urodziny rodzice nie chcieli mi kupić kucyka. Dodam, że żywego. I miał spać obok mego łóżka ;)
    Pozdrawiam!

    Miravelle, regały niesamowite, tylko przy okazji przydałby mi się większy dom na nie ;) Pozdrawiam!

    Patka, to życzę Ci byś pod choinką takowe znalazła. Pozdrawiam!

    Mery, zdecydowanie w Wigilię. Przecież teraz nie było śniegu! Może w Wigilię będzie...
    Pozdrawiam!

    ronja, ja właśnie zakładkę jedną dostałam od pewnej cudownej "Mikołajki" :) Więc kolejne spełnione marzenie już za mną.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...