Menu

niedziela, 29 listopada 2009

Ich troje. A właściwie pięcioro. "Mężczyzna, kobieta i dziecko" Erich Segal

Każdemu, kto angażuje się związek - bez znaczenia czy w związek małżeński, czy niemałżeński - wydaje się, że będzie on idealny. Przecież wiadomo, że rozwody, rozstania, płacz i zgrzytanie zębami są gdzieś daleko, w innych rodzinach, innych sytuacjach. Dotyczą innych ludzi, a my tacy nie jesteśmy.
Najczęstsza i zarazem najpodlejsza przyczyna rozstań to zdrada. Jest ona też drugą przyczyną rozwodów wymienianą przez małżonków, zaraz po niezgodności charakterów. Zwykle występuje w ok. 35% przypadków wśród rozwodzących się małżeństw. Wśród nie-małżeństw nikt zapewne dokładnych statystyk nie prowadzi.

Czy Robert Beckwith znał te dane? Być może jako profesor statystyki na MIT (Massachusetts Institute of Technology) spotkał się z takim przedstawieniem problemów dręczących społeczeństwa na całym świecie.
Jego własna rodzina była jednak inna. Piękna, dobroduszna i kochająca żona Sheila, dwie niezwykle bystre i radosne córki oraz on - wspaniały ojciec, oddany małżonek uchodzili za familię nieskazitelną, doskonałą, wręcz niespotykaną wśród kłótni, rozstań, wątpliwości dręczących związki z ich sąsiedztwa, znajomych, większość osób z otaczającej ich społeczności.
Niestety wkrótce diament ich pożycia został mocno zarysowany. Bob Beckwith miał bowiem na sumieniu grzech. Być może to był błąd młodości, czy też chwila zapomnienia. Jakkolwiek tego byśmy nie nazwali był to jednak fakt. I to fakt ucieleśniony, gdyż rezultat tej przygody zjawił się nagle w życiu Beckwithów. Najpierw w ich świadomości, potem zaś w ich domu.

Jean-Claude miał przylecieć do Stanów z Francji tylko na miesiąc wakacji i nigdy nie dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest dla niego Bob. Sprawy jednak mocno się skomplikowały.

Dziwne wrażenie zrobiła na mnie ta lektura. Niosła ze sobą niezwykły temat, wydawałoby się taki, który sam, indywidualnie jest bardzo intrygujący i nie można go w żaden sposób zepsuć. Jednak cały czas miałam wrażenie, że w powieści Ericha Segala "Mężczyzna, kobieta i dziecko" coś poszło nie tak. Być może wręcz uderzająca prostota języka, bardzo przewidywalne dialogi, czy zachowania bohaterów sugerujące, że są oni niezbyt rozsądni, niekiedy pozbawieni emocji i tak beztroscy jak gdyby nie mieli żadnych problemów, sprawiły, że czułam rozczarowanie z każdą kolejną stroną książki.

Zakończenie nie uratowało całej historii, chociaż muszę przyznać, iż nieco mnie zaskoczyło. Niestety wywołało też u mnie wrażenie, że cała lektura była jakimś wyrwanym z kontekstu opowiadaniem, które może się wydać fascynujące, ale jedynie jako główny temat ploteczek przy kawie, na którą umówiły się dwie przyjaciółki, bardzo zaaferowane skazą naruszającą idealny obraz rodziny ich wspólnej znajomej.
Raził mnie w oczy też brak emocji, wręcz bijący od wszystkich pojedynczych bohaterów. Żona dowiadując się o dawnej zdradzie męża zamiast wpadać we wściekłość, histerię po prostu nagle zaczyna mu znowu ufać. Córki gniewają się tylko chwilę, by w iście hollywoodzkim stylu przebaczyć rodzicom kłamstwo i upokorzenie, na które je narazili. Wszyscy są nadzwyczaj spokojni, mili, cierpliwi. Nawet chłopiec, który przybywając z obcego kraju, po śmierci swojej ukochanej mamy, przechodzi do porządku dziennego nad tym, że właśnie oto poznał ojca, którego nie widział nigdy wcześniej na oczy. Ta sztuczność zachowań, reakcji na toczące się wydarzenia doskonale nadawałaby się do jakiejś powieści z pogranicza fantastyki, ale nie do ukazującego prawdziwe życie w jednym z amerykańskich stanów beletrystycznego dzieła.

Nie mogę jednak całkowicie skreślić książki Segala, wszak przeszłam przez nią jak burza, co świadczy o lekkości i płynności tej powieści. Bardzo podobała mi się również achronologiczność fabuły i to, że narrator cofał się w czasie, by wyjaśnić niektóre dręczące Czytelnika kwestie (to, że nie zrobił tego w sposób pełny i owe wyjaśnienia nie były nazbyt udane to już inna sprawa).
Myślę, że zawiodłam się na niej przede wszystkim dlatego, że moje oczekiwania były dużo większe. Na pewno jednak nie porzucę Segala, tylko dlatego, że zdarzyło mi się zapoznać z jego nieco słabszą pozycją. Nie ocenię też lektury tej źle, gdyż jest miłą alternatywą na coraz zimniejsze (i ciemniejsze) popołudnia oraz wieczory.


Ocena: 4/6

2 komentarze:

  1. Niektóre książki mimo mankamentów kompozycyjnych sprawiają przyjemnośćczytelniczą.
    Podoba mi się dokumentacja fotograficzna tej lektury na Twoim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się książka spodobała, czytałam kiedyś.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...