W Polsce nikt jeszcze nie dostąpił zaszczytu dzierżenia w ręku czeku na 1 milion złotych, chociaż wielu było już blisko, a niektóre osoby zmagające się z ostatnim pytaniem nieco zaskakiwały, nie znając odpowiedzi na niekiedy bardzo proste pytania.
Więc skoro w Polsce, w kraju ludzi wykształconych (a przynajmniej za takie społeczeństwo się uważamy) nikomu nie udało się dojść do magicznego miliona, do głównej nagrody, to dlaczego w innych państwach, w innych regionach świata, gdzie pojawiają się podobne teleturnieje, zwłaszcza takich gdzie analfabetyzm sięga 50%, czy nawet 70% (!), miałoby się to udać?!

Czy Jamal będzie miał szansę udzielenia odpowiedzi na pytanie za milion? Czy uda mu się odnaleźć ukochaną Latikę? Czy pogodzi się z bratem Salimem?
Te pytania najbardziej dręczyły mnie podczas oglądania tego głośnego obrazu wyróżnionego najważniejszymi nagrodami filmowymi.
"Slumdog. Milioner z ulicy." wzbudził wiele kontrowersji na świecie, zwłaszcza po ujawnieniu wynagrodzenia małych indyjskich aktorów, których prawdziwe życie w Indiach jest smagane biedą i głodem oraz tego, że po sukcesie filmu wszyscy o nich zapomnieli. Mnie film ten jawi się przede wszystkim, jako bardzo realistyczny i prawdziwy obraz współczesnych Indii. Tak bardzo inny od tego, który oglądamy w popularnych od jakiegoś czasu w Polsce produkcjach rodem z Bollywoodu, gdzie radość, taniec, śmiech i wspaniałe historie malowane bogactwem, szczęściem i bajkowym dla każdego przeznaczeniem nieco mijają się z rzeczywistością, ale przez to tak bardzo prawdziwy.
Nudne? Na pewno nie.
Nieciekawe? Wręcz przeciwnie.
Przereklamowane? Nic z tych rzeczy.
Każda kolejna minuta, ba sekunda filmu sprawia, że chce się oglądać dalej, że jest się ciekawym, wręcz obsesyjnie wciągniętym w wartką akcję, że chce się słuchać opowieści Jamala, jego przygód, jego problemów i dowiedzieć się jaki będzie jego dalszy los. Intrygująca fabuła, niemalże sensacyjna akcja to niewątpliwe cechy pozytywne dzieła, ale jest jeszcze coś o czym już wspomniałam, a czego brak w większości tego typu filmów będących niewątpliwie nowatorskimi pomysłami, o których nagłówki gazet wrzeszczą wręcz: "Ogromny sukces!", mianowicie realizmu.
Ogromne ubóstwo, prześladowania mniejszości religijnych to tylko dwa istotne problemy,które rzucają się w oczy od pierwszym minut filmu Danny'ego Boyle'a. Gdy do tego dodamy osierocone dzieci błąkające się po ulicach i wykorzystywane przez mafię jako zawodowi żebracy czy prostytutki, gangi walczące ze sobą o każdy centymetr wpływów, traktowanie młodych kobiet jak zabawki, czy pieniądze które są kluczem do sławy, do sukcesu i szczęścia to mamy pełny obraz życia głównych bohaterów "Slumdoga".
W tym wszystkim bardzo zaskakująca jest postać Jamala i jego udział w "Milionerach", który jako bardzo wyraźna próba walki o lepsze życie, o awans społeczny, o własne szczęście powoduje, iż ponosi on ogromne ryzyko i finalnie stawia wszystko na jedną kartę. Myślę, że każdy osobiście powinien przekonać się, czy mu się uda i czy jego wybór jest trafny, bo naprawdę warto :)
Ocena: 6/6
Film oglądało mi się dobrze, ale moim zdaniem ilość Oskarów, jakie mu przyznano, jest przesadzona.
OdpowiedzUsuńLilithin, ja jakoś nigdy nie przywiązuje wagi do Oskarów, bo nie są one w mym mniemaniu wyznacznikiem jakości filmu.
OdpowiedzUsuńDlatego bardzo sceptycznie podchodziłam do "Slumdoga", oglądnęłam go wszak, gdy cały jego blask nieco przygasł i rozczarowałam się.. wyjątkowo pozytywnie.
Zakończenie było powalające. Nie wpadłabym na to, żeby film zakończyć akurat takim akcentem ;).
OdpowiedzUsuń