Menu

niedziela, 14 marca 2010

Paradygmat niezrozumienia. "Kobiety pragną bardziej" reż. Ken Kwapis

Nie chcąc porzucać tematyki kobiecej zamyśliłam się.
I przypomniałam sobie o premierze na której byłam ponad rok temu. Kino wypełnione prawie po brzegi, obłożona płaszczem, torebką, torbą z popcornem (brzydki nałóg, ale nie potrafię już oglądać filmów bez ciumkania prażonej kukurydzy, był taki czas nawet, że na domowe seanse prażyłam sobie w warunkach domowych duże jej ilości), słuchając wzdychania i narzekania na rzekomą tematykę obrazu, który jeszcze się nie zaczął, a już podpadł mojemu Miłemu, chcącemu zobaczyć coś innego, śledziłam klatki wyświetlane na wielkim ekranie. A gdy niedawno przypominałam sobie ten seans w domowym zaciszu odnalazłam w nim jeszcze więcej niż za pierwszym razem.
I tak, rozczarował mnie. Absolutnie. Bo był za dobry na te chwile wahania przy wyborze seansu.

Już na początku historii zaczynamy widzieć, jak kobiece życie jest skomplikowane. Gigi, Beth
i Janine pracują wspólnie w jednej korporacji. Poza stosunkami zawodowymi łączy je jeszcze coś - problemy z mężczyznami.
Gigi wciąż poszukując "tego jedynego" umawia się z wieloma facetami, niestety cały czas interpretuje ich zachowania błędnie. Aż do czasu, gdy poznaje Alexa, który bezwzględnie stara się pomóc jej odczytywać męskie intencje.
Beth od kilku dobrych lat związana jest z Neilem. Tworzą bardzo szczęśliwą parę, mieszkają razem, ale pomimo to czegoś jej brakuje. Tym czymś jest ślub, założenie rodziny, a więc osiągnięcie pewnej stabilności. Wszystko byłoby piękne, gdyby tylko Neil chciał się żenić...
Janine jest z tego kobiecego trio najszczęśliwsza. Kochany mąż, jeszcze miłość z czasów studenckich, z którym planuje powiększenie rodziny. Ich wspólny dom, który urządza od początku do końca sama, tak jak tylko chce, spełniając swe marzenia. Wszystko jest cukierkowe, idealne, tak bardzo że aż trudno uwierzyć. I Janine nie wierzy, wciąż targana podejrzliwością węszy, śledzi, oskarża. Oczywiście nie bez wpływu na swoje małżeństwo.

Losy tych trzech przyjaciółek wiążą się w dość zawiły sposób z losami dwóch innych kobiet.
Anna to zagubiona, ale bardzo urocza, miła i niezwykle seksowna dziewczyna, która szuka swego celu w życiu. Czy celem tym będzie poznany w supermarkecie Ben? Czy chemia, która między nimi zaistnieje ma szansę rozwinąć się?
Na te pytania odpowiedzi udziela już na początku filmu jej przyjaciółka - Mary sama mająca dosyć zaawansowany problem z komunikacją z mężczyznami, bowiem zamiast realnych spotkań woli wirtualny świat i poznanych tam osobników, którzy nie zawsze są tacy, jakich się spodziewa.

Pięć kobiet, pięć różnych zestawów problemów. Ken Kwapis w swym obrazie "Kobiety pragną bardziej" ukazał pięć kobiecych typów osobowości. Niczym psychoterapeuta zabawił się w analizę damskich problemów, wynikających w większości przypadków z nieprawidłowych relacji z mężczyznami. Pokazuje toksyczność pewnych przyzwyczajeń, zachowań, które chociaż w podbramkowych sytuacjach wydają się rozsądne i instynktowne to tak naprawdę są idiotyczne i przynoszą więcej szkody, niż pożytku.
Rozczaruję Was może, ale jeżeli wepchniemy film Kwapisa w ramy gatunkowe komedii romantycznej to usłyszymy dosyć wyraźny zgrzyt, gdyż historia ta (a właściwie historie te) kończy się nie do końca szczęśliwie, a przynajmniej niezbyt szczęśliwie dla wszystkich bohaterów.
W takim wypadku możemy mówić o swoistego rodzaju miksie gatunkowym - komedii z filmem obyczajowym, czy nawet z dramatem, który pozbawia tego obrazu płytkości, małostkowości
i całkowicie wyklucza wobec niego zarzut braku wybitności.
Jest po prostu tak, jak w prawdziwym życiu, gdzie happy end jest wyjątkiem, a nie regułą.

Reasumując, faktem staje się fraza tytułowa, bo kobiety pragną bardziej, ale zwykle wynika z tego uzależnienie od mężczyzn, błędne postrzeganie męskich działań, pobudzenie instynktu szpiegowskiego oraz całkowita utrata zdrowego rozsądku.
Dlatego Drogie Panie pragnijmy bardzo, nawet bardziej, ale z umiarem i kontrolowanym wdziękiem. Faceci i tak oszaleją z wrażenia. Tacy już są.

Ocena: 5/6

Cudowna historia na te wydłużające się już, ale wciąż krótkie przedwiosenne wieczory, dlatego serdecznie polecam. Wszak za niedługo wiosna i co za tym idzie sezon kwitnienia miłości oraz szczęścia :)

7 komentarzy:

  1. Mnie się ten film bardzo podobał, chociaż podobno jest "durny, głupi i płytki" - takie opinie słyszałam. Teorię reguł i wyjątków bardzo dobrze sobie zapamiętałam, Gigi mnie rozbawiła, a historia Janine autentycznie wzruszyła i to tę bohaterkę lubiłam najbardziej. Mój Miły też film oglądałam i ani razu nie przerwał sobie seansu np. pójściem po herbatę, więc śmiało piszę, że chociaż to film raczej adresowany do kobiet, mężczyźni też się nie powinni na nim nudzić.
    Pozdrawiam Claudette :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skarletko mnie najbardziej przypadła do gustu jednak Anna (Janine mnie strasznie denerwowała). Wiem, że może nieco dziwne mam upodobania, ale ta chemia pomiędzy nią i Benem... coś niezwykłego. Cała ich historia pozwoliła mi się zastanowić nad dokonywaniem poważnych wyborów życiowych.

    Również Cię serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja takie filmy lubię, zawsze dopatruję się psychologicznych aspektów, przyglądam się postaciom, próbuję zrozumieć dlaczego tak a nie inaczej postępują ... nawet jeżeli to jak Skarletka określiła "durny, głupi i płytki" film to i tak coś w nim znajdę dla siebie.
    A ja widziałam w piątek bardzo dobry portret współczesnej rodziny w filmie "Wszyscy mają się dobrze" z Robertem De Niro. I piękny jest też "Wieczór", który też w ostatnim tygodniu obejrzałam.
    Pozdrawiam serdecznie z zasypanego południa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no to będę kolejną fanka filmu- byłam oczarowana:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejny do obejrzenia na mojej długiej liście :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooooo.... jak miło, że ktoś prócz mnie przyznaje się to uwielbienia dla popcornu!!! Przynajmniej jesteśmy szczere :) większość tylko narzeka na zjadaczy, a sami pokątnie przed seansem kupują ;D na filmie byłam w kinie z przyjaciółką i siostrą. I to chyba lepszy wybór niż jakikolwiek ON :) one lepiej to zniosły. Ja poszłam dla aktorek, ponieważ lubię je oglądać! :) a sam film? Taki sobie, lekki, łatwy i przyjemny.. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też lubię ten film, może nie przesadzałabym z głębią, ale jak na ten gatunek wyszło bardzo ładnie. Twoją ulubioną bohaterką była Anna, a ja jej właśnie znieść nie mogłam, co za niezdecydowana kobieta! Mnie natomiast najbardziej cieszyła postać grana przez Drew Barrymore i jej przygody z internetowymi amantami. I tak się uroczo jej historia rozwiązuje. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...