Menu

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rosiczka okrągłolistna. "Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews

Rodzic kształtuje w swoich dzieciach pewne wzorce, pozwala im powoli i wnikliwie poznawać świat. Jest  przewodnikiem, autorytetem, idolem dla małego człowieka od chwili narodzin. Z czasem rodzice przestają być jednak dla dziecka chodzącymi ideałami, dorastanie bezlitośnie obdziera ich z doskonałości. Jednak miłość rodzicielska zawsze pozostaje czymś pięknym, naturalnym, chociaż okraszonym niepokojem, wielką odpowiedzialnością oraz często niewdzięcznością. Miłość rodzica do dziecka jest też, wydawałoby się, bardzo wymagająca - przecież trzeba na nią zasłużyć dobrymi ocenami, pomocą w domu, nienagannym zachowaniem, ale tak naprawdę, podobnie jak miłość dziadków, uczucia rodzicielskie są silne i bezwarunkowe. Czasami niestety też bezwzględne.

środa, 18 kwietnia 2012

Nieurodzajny plon. "Żniwo gniewu" Lucie Di Angeli - Ilovan

Wspólne zabawy, tajemne sekrety ukrywane przed rodzicami, wspomnienia z wakacji, kłótnie, wybuchy zazdrości. Wspólne chwile szczęścia, wspólne smutki. Więzi między rodzeństwem są nie do podrobienia. Relacja siostrzana zaś stanowi ich kwintesencję w najczystszej postaci. Niestety mnie, jako jedynaczce, nigdy nie dane było doświadczyć tej niezwykłej wspólnoty radości przeplatanej problemami, doświadczeniami, emocjami. Zawsze jednak skrycie marzyłam o tym by mieć siostrę.

Kaszmirę i Maruszkę łączy wyjątkowo silna siostrzana więź. Obie są już dorosłe, mają własne kłopoty, samodzielne plany i marzenia, a w dodatku mieszkają z dala od siebie. Jednakże wciąż starają się utrzymywać ze sobą kontakt, choćby tylko listowny. Niestety z biegiem czasu promienne listy tych młodych kobiet zaczynają być pełne strachu i udręki.


Koniec lata 1939 roku na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej to czas upalnych dni i rosnących obaw przed wybuchem kolejnej wielkiej wojny z Niemcami. Ogólne poruszenie podsycane jest seriami aresztowań niepokornych komunistów, nienawiściami gorejącymi między narodami dotychczas ze sobą współpracującymi i obok siebie żyjącymi, a także panicznym lękiem przed wojenną zawieruchą.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Wesołego Alleluja!

"Przez całe dwie godziny Bobcio malował pisanki. Pozostawiony sam na sam ze swoją muzą, w skupieniu, z namaszczeniem i bardzo pedantycznie smarował jajka plakatówkami Julii i kiedy przyszła pora podwieczorku, mina chłopczyka wskazywała, że jest bardzo dumny ze swego dzieła.
- No, jak tam, Bobek? - spytała mama Żakowa wchodząc do pokoju z tacą w rękach. - Jak twórczość dziecięca? Pomyślnie?
- Sama zobacz - zachęcił ją Bobcio.
- Już, już - powiedziała mama Żakowa, rozstawiając szklanki z herbatą. Do pokoju weszła mama Bobcia.
- No, jak tam, Bobek? - spytała mało oryginalnie. - Jak twoje pisanki?
- Sama zobacz - powtórzył Bobcio, wyczuwając niejasno, że żadnej z nich nie interesuje jego praca. Czuł się nieco dotknięty (...)
- Co to jest? - krzyknęła mama Żakowa, wskazując jajko upstrzone przeraźliwymi, powykręcanymi paluszkami.
- To? - upewnił się Bobcio. - To bakterie.
- A to? - wypytywała Wiesia.
- To? To Somosierra. Bitwa na czołgi.
- A to? - spytała bezsilnie Wiesia, wiedząc niestety, jaka będzie odpowiedź.
- To? - powiedział Bobcio. - A, to. To jest Hitler. Kolejne egzemplarze - bo Bobcio sumiennie zapełnił malunkami wszystkie dziesięć jaj, wykazały cioci Wiesi, że jej dziecko ma zainteresowania monotematyczne. Odstępstwo od militariów stanowiły dwie wizje bakterii i witamin, obie nadzwyczaj przygnębiające oraz wizerunek myszy - tylko jeden, ale za to jak żywy.
- No i co? - dopytywał się Bobcio. - Ładne? - Z pewną melancholią stwierdził, że efekt jego uporczywej pracy twórczej nie znalazł uznania w oczach matki i ciotki. Zupełnie nie rozumiał przyczyny. - Może kolory za smutne? - spytał." *


Drodzy Czytelnicy, pragnę życzyć Wam w Dniu Zmartwychwstania Chrystusa samych dobrych chwil w życiu, doskonałych wyborów, łatwego rozwiązywania problemów oraz by Wasze Święta były radosne, rodzinne, serdeczne i byście znaleźli w tym świątecznym rozgardiaszu chwilę czasu na zadumę przy pustym grobie. Mam też nadzieję, że Wasze pisanki były chociaż w połowie tak fantazyjne jak Bobcia :) Wesołych Świąt moi kochani!

---
* Małgorzata Musierowicz "Szósta klepka" str. 183-184

** zdjęcie znalezione w Internecie

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Co, ile, czego, za ile... czyli Kwartalnik część piąta i pierwsza w 2012 roku

Coraz bardziej i dotkliwiej szerzy się w szeroko pojętej blogosferze. Nie daje żyć, męczy, nęka, wywołuje wirtualną depresję. I nie chodzi mi tu bynajmniej o jakiegoś stalkera (z którym ponoć niektóre blogowiczki mają problem), ale o poważną chorobę, do której przyznaje się, prędzej czy później, większość blogerów (zwłaszcza książkowych) - o przewlekłe lenistwo blogowe, zwane także przez niektórych: "brakiem weny", "brakiem czasu", "wiosennym przesileniem", "nagłą potrzebą ciągłego wychodzenia z domu i nieużywania komputera", czy po prostu, powtarzając za Kasią z Notatek Coolturalnych: "rura mi się zatkała".

Prawda jest taka, że ta ciężka choroba objawiająca się nagle i niespodziewanie dotyka coraz większe rzesze ludzi. W tym niestety mnie (tak, tak, mnie też rura się nieco przytkała, a hydraulika brak).

I chociaż obiecuję sobie co ranek, iż właśnie dzisiaj napiszę wreszcie jedną z dawno oczekiwanych, zaległych recenzji to i tak później wychodzi z tego klapa. Widocznie trzeba przeczekać ten ciężki okres, a później będzie lepiej...

To przedziwne schorzenie blogowe ma nawet swoje odmiany. Ja na razie zarejestrowałam dwie: "nie czytam i nie piszę" oraz "nie piszę, ale czytam". I faktycznie z tym czytaniem u mnie jest już lepiej. Przynajmniej patrząc na pierwsze trzy miesiące roku.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...