Menu

czwartek, 30 czerwca 2011

Błogosławieni cisi mnisi. "Pelagia i czarny mnich" Boris Akunin

W języku łacińskim oznacza "miejsce zamknięte".
I faktycznie takim jest - otoczony murem, masywny, schowany w odosobnieniu, całkowicie wyizolowany oraz samowystarczalny.

Klasztor chrześcijański w dzisiejszych czasach nie różni się znacznie od tych dawniejszych, klasycznych zespołów klasztornych, które powstawały choćby w średniowieczu. Ale wyraźnie widać, iż obecnie staje się coraz bardziej otwarty, wychodzi do ludzi starając się pomóc w rozwiązaniu ich problemów i nie chowa się już, jak niegdyś, w cieniu.

W dalszym ciągu jednak chcący zamieszkać w klasztornych murach muszą wyrzec się życia rodzinnego, przyjąć surowe zasady tam panujące, łącznie z zachowaniem tajemnicy życia w klauzurze. Tej zagadkowej aurze sprzyja fakt, iż architektura większości klasztorów, szczególnie tych w obrządku typowo wschodnim, bądź prawosławnym, przywodzi na myśl twierdze obronne - wysokie, grube mury, niewielkie okna, zamknięty teren, usytuowanie na wzgórzu, skale, czy nawet na wyspie.

Nowy Ararat pod względem dostępności nie wyróżnia się na tle innych prawosławnych monastyrów - położony jest bowiem na jednej z wysp Jeziora Modrego, co pozwala oczywiście na całkowite odosobnienie. Ale Ararat wcale nie chce się izolować.
W tym rosyjskim zespole klasztornym, zarządzanym przez przedsiębiorczego Witalisa II, obok tradycyjnych kościołów prawosławnych znajdziemy pensjonaty oraz hotele dla grzecznych i porządnych pątniczek, zaś niemalże na każdym rogu możemy napotkać warsztaty rzemieślnicze prowadzone przez mnichów. Jest tu także port, do którego niemal codziennie przybija prom pełen rządnych zwiedzania i oczywiście wyciszenia się pielgrzymów. Po ulicach chodzą dostojne damy ubrane według najnowszej mody, pod rękę z przystojnymi i kulturalnymi dżentelmenami, ale można spotkać też bardzo nietypowych indywidualistów, którzy znienacka napadają na nas w porcie i wygadują przedziwne rzeczy, albo zagadują podczas spaceru brzegiem morza i dzielą się z nami swoimi przygnębiającymi oraz nużącymi refleksjami.
Niewątpliwie wydadzą się nam ekscentrykami, może nawet wariatami, a są po prostu pacjentami znajdującego się na wyspie szpitala psychiatrycznego doktora Korowina.
I to wszystko, ta cała mieszanka różnorodnych ludzi, nie pasujących do krajobrazów klasztornych, aury dziwaczności i paradoksu to właśnie cały świętobliwy nowoararacki monastyr, pamiętający jeszcze czasy świętego Wasiliska.

Wydawałoby się, że w tym niepospolitym miejscu nic już nie może człowieka zaskoczyć, ale oto do zawołżańskiego władyki Mitrofaniusza dociera dramatyczny apel o pomoc. Ponoć na wyspie straszy. Odnotowano nawet kilkakrotne pojawienie się upiora chodzącego po wodzie, czy unoszącego się w powietrzu - zwanego z racji ubioru i zachowania Czarnym Mnichem. Oczywiście można uznać, iż to zgłoszenie to jedynie wytwór wyobraźni szaleńców, bądź upojonych świeżym powietrzem pątników, ale zjawę widzieli jedynie pokorni i nieskłonni do przesady mnisi. W dodatku uznali ją za widmo świętego Wasiliska, który przybył z zaświatów by ostrzec ich przed niebezpieczeństwami czyhającymi na pustelników zamieszkujących niedaleką Wyspę Rubieżną - odseparowaną pustelnię, w której trzech najstarszych mnichów dożywa swoich dni w całkowitym milczeniu.

Archijerej Mitrofaniusz na prośbę przerażonych zakonników, których przeor Witalis II nie reaguje na pogłoski dotyczące widzianej zmory, postanawia podjąć ciche śledztwo. W swoim imieniu wysyła tam najpierw bardzo twardo stąpającego po ziemi Aloszę Lentoczkina, a później także zaufanego i rozumnego Matwieja Berdyczowskiego oraz odważnego Feliksa Lagrange. Gdy ich starania nie przynoszą pożądanych rezultatów Mitrofaniusz zmuszony jest użyć swojej tajnej broni - rudowłosej siostry Pelagii, która niestety już na samym początku napotyka na trudności.
W Nowym Araracie bowiem nie wolno przebywać mniszkom. Ale czy ten nic nie znaczący szczególik może przeszkodzić Bożej służce mającej błogosławieństwo samego władyki?
Istotnie nie. Siostra Pelagia nieco kamuflując swoją tożsamość wyrusza więc stawić czoło niebezpiecznej przygodzie.

Winnam obrazić się na Borisa Akunina. Oddać jego książki do biblioteki i już nigdy po nie nie sięgać. Bo jaki szanujący się autor pozostawia swojego czytelnika z wielokropkiem na ostatniej stronie bardzo fascynującej, pierwszej z cyklu o Pelagii, powieści, miast wymyślić jakieś interesujące zakończenie?
Powinnam, ale tego nie uczyniłam, gdyż Akunin w pełni odkupił swe winy serwując mi w "Pelagii i czarnym mnichu" nie tylko wartką akcję, ciekawą i niebanalną fabułę, ale także doskonały humor, którego nie sposób nie lubić.

Niewątpliwie wszyscy bohaterowie powieści są niezwykłymi, doskonale przemyślanymi, bardzo różnorodnymi postaciami. Lentoczkin będący młodym i bardzo swawolnym sceptykiem-ateistą doskonale komponuje się w zestawieniu z rodzinnym, spokojnym, sprytnym Matwiejem Berdyczowskim, który wciąż nie może do końca wyrzec się swojej dawnej wiary - judaizmu - oraz z lubiącym towarzystwo pięknych kobiet, przebiegłym Feliksem Lagrange. Nie wspominając oczywiście o naszej drogiej Pelagii, która ze znaną już Czytelnikom zawziętością i niekiedy nierozsądną odwagą stara się zmierzyć ze zjawą Czarnego Mnicha.

I znowu na zamkniętej, nieco odległej wyspie, w tych bardziej i mniej zakonnych budynkach Nowego Araratu, w zwariowanym, barwnym szpitalu doktora Korwina, czy w surowej, bardzo nastrojowej i jednocześnie przerażającej pustelni na Wyspie Rubieżnej, odczuwamy bardzo wyraźnie obecność rosyjskich klasyków. Słyszymy wręcz ich echo odbijające się od ścian budynków, skał, jeziornych wód, czujemy ich oddech spacerując wybrzeżem lub brukowanymi uliczkami.

Po raz kolejny Akunin nieco nas zwiódł na pokuszenie. Kręcąc nami w kółko zdezorientował, po to by za chwilę przerazić, a potem od razu rozśmieszyć do łez. Znów nas omotał, tak, że od razu chcemy wrócić do świata Pelagii. Bo poza nim rzeczywistość wydaje się tak nieciekawa...

Ocena: 5,5/6


Każda kolejna książka Akunina to doskonała przygoda. Sama nawet nie nie wiem kiedy zaprzyjaźniłam się z Pelagią, wczuwałam się w jej problemy i troski, z ulgą przyjmowałam każdy moment, gdy wychodziła z kłopotów. Myślę, że warto po cykl "Kryminał prowincjonalny" sięgnąć także z tego powodu, iż takie powieści nie zdarzają się często (a niektórzy pewnie mogliby powiedzieć nawet, że nie zdarzają się wcale).

Oto stoję u progu lipca. Ten miesiąc był wyjątkowo ciężki, dlatego pewnie było mnie tu tak mało, tak niewiele czytałam. Dlatego też zapewne wczoraj zasnęłam na siedząco na kanapie :)
Teraz czas oczywiście na kolejne podsumowanie, które popełnię pewnie w najbliższych dniach. Lecz nade wszystko nadszedł czas na uzupełnianie zaległości, na czytanie, na oglądanie tych wszystkich filmów odkładanych na półkę i niestety też na konstruowanie zgrabnej oraz ładnej pracy dyplomowej. Mam nadzieję, że ten czas będzie dużo lepszy i bardziej twórczy od poprzedniego :)

P.S. Wczoraj zaczęłam nieco spontanicznie (po raz chyba tysięczny) "Anię z Zielonego Wzgórza". I muszę przyznać, że wciąż zachwyca!

9 komentarzy:

  1. Czuję się zachęcona i po prostu muszę zapoznać się z autorem. Czy to będzie najlepsza książka by rozpocząć z nim przygodę czy raczej powinnam zacząć od którejś pokazanej na stosiku? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dominiko Anno, najlepiej będzie zacząć od tomu pierwszego tj. "Pelagia i biały buldog". Opowieść o Czarnym Mnichu to już tom drugim przygód rudowłosej mniszki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi interesująco, więc czemu nie:). A co do "Ani z Zielonego.." to ja też mogę ją czytać i czytać:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nic nie czytałem Akunina, na półce leży "Gambit turecki", ale jeszcze się za niego nie zabrałem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie do Akunina zniechęciła ekranizacja jednej z jego powieści i jakoś nie mogę się przełamać.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz drugi napiszę - koniecznie sięgnąć po drugą i trzecią część :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja po raz drugi napiszę, że ta seria niezwykle mnie kusi i chyba niedługo będę się jej opierać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Już mam w schowku, lubię takie nietypowe kryminały.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasandro, ja właśnie Anię czytam i czytam ciągle i wcale mi się nie nudzi. Pelagię zaś polecam - podobnie jak Ania rudowłosa i całkiem zdrowo trzepnięta ;) Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
    Pozdrawiam :)

    dr Kohoutek, w planach mam właśnie "Gambita tureckiego" oraz w ogóle całą serię o Fandorinie. Myślę, że spodoba Ci się ta powieść. Sama czytałam tylko "Kochanka Śmierci", ale to zdecydowanie inna literatura niż seria o Pelagii. Wydaje mi się, że jest mniej ckliwa, mocno realistyczna i przez to bardziej "męska" :)
    Pozdrawiam :)

    Clevero, a jaka powieść Akunina została zekranizowana? Przyznam, że jestem bardzo ciekawa, bo wcześniej o tym nie słyszałam :)
    Ale faktycznie film często może zniechęcić do sięgnięcia po lekturę. Chociaż może się jeszcze przekonasz.
    Pozdrawiam :)

    The_book, zdecydowanie sięgnij po kolejne części. Wszak pierwsza część kończy się bardzo niefortunnie - urywa się nagle, w ogniu akcji :) Polecam i pozdrawiam :)

    Alu, nie opieraj się zbyt długo :) To naprawdę świetna alternatywa na letnie dni. Pozdrawiam :)

    Agnes, zdecydowanie to bardzo nietypowy kryminał. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...