Menu

poniedziałek, 25 lipca 2011

Nie lubię poniedziałku, czyli eksibicjonizm w dżdżu

Gdy tak siedzę w domu i patrzę przez okno na gęsto spadające krople deszczu, zalewające domy, ulice, skwery oraz kamienice, to nachodzi mnie mnóstwo refleksji. Pierwszą, najbardziej oczywistą jest ta, iż piękną mamy jesień tego lata i przydałoby się uciec, wyjechać gdzieś pod ciepły zwrotnik, czy nawet równik, by wykąpać białe ciało w słońcu. Później jednak od razu ogarnia mnie myśl, że przecież lato tak szybko pędzi, wakacje w słonecznym kraju mijają jeszcze szybciej, bo wiadomo, że to co dobre, szybko się kończy!


Ale nie tylko letnie dni przemijają, bo podobnie jest z uwielbianą przeze mnie wiosną (uwielbianą pod warunkiem, że jest ciepła i radosna, a nie smutna, deszczowo-powodziowa), z tolerowaną jesienią i przykrą, acz jakże potrzebną, zimą (bo w jaką inną porę roku można pojeździć na nartach?).

Przemijają dni, miesiące i w końcu lata. Zanim się obejrzałam doszłam do samej końcówki moich studiów, do tego właściwego progu dorosłości, a przecież jeszcze niedawno był półmetek, dopiero co zaczynałam uczyć się historii prawa, przeglądałam listy przyjętych, martwiłam się maturą, kułam polski i historię w moim "elytarnym" LO - co ja w ogóle piszę - przecież raptem wczoraj bawiłam się moim różowym domkiem dla lalek i ciumkałam grysik z butelki!

Jak na ćwierć wieku dużo mam wspomnień, tych miłych i niemiłych, ogrom wrażeń, ale też dużo sekretów - również tych wstydliwych. Kiedyś w dobrym tonie było z tajemnic zwierzać się tylko przyjaciółce, a przypadku jej braku, bądź nagłej potrzeby, sekrety swe przelewać na papier pamiętnika, dziennika, czy nawet sławnego "pele-mele" (oj tak, wiele można było wyczytać z odpowiedzi na, wydawałoby się pozornie niewinne, pytania).
Ponieważ dzisiaj jestem już duża i w dodatku świat wciąż pędzi to wyjawienie sekretu absolutnie nie jest czymś strasznym, a wyjawienie sekretów na forum publicznym w Internecie jest wręcz pożądane :)

I teraz się Wam przyznam - nie lubię łańcuszków. Nie lubię tego typowania ulubionych blogów, zapraszania do zabawy podczas gdy nie wiadomo, czy ktoś się nie obrazi, bo akurat nie dostał propozycji, ale z szacunku do wszystkich Blogowiczów (szczególnie zaś z szacunku do Anety, od której otrzymałam zaproszenie) oraz by nieco poprawić moim Czytelnikom humor odpowiem na tę zabawę, która jest jednocześnie miłym dla mnie wyróżnieniem.


7 rzeczy, których o mnie nie wiecie i pewnie balibyście się zapytać:

1. Jestem strasznym pechowcem. Nie urodziłam się, co prawda, ani w piątek, ani trzynastego, ale mimo to wciąż przytrafiają mi się dziwaczne historie i nieco przerażające wypadki. Z drugiej strony za każdym razem wychodzę z nich cało, bez większych obrażeń, a więc mam takie "szczęście w nieszczęściu".

Zaczęło się od tego, gdy jako niemowlę zjechałam wózkiem z drugiego piętra na półpiętro, nie byłam przypięta pasami, schody były dosyć strome, a babcia, która wychodziła ze mną na spacer zaciągnęła hamulec - pomimo to odbyłam pierwszą samodzielną przejażdżkę i co najważniejsze - nie wypadłam! Później było już z górki - raz mamę idącą z wózkiem potrącił rowerzysta i wypadłam głową na chodnik (nic mi się nie stało, co zostało stwierdzone w szpitalu z lekkim niedowierzaniem lekarzy, bo miałam raptem kilka miesięcy), innym razem duży pies bez kagańca skoczył na mnie ciągniętą na sankach, potem w wieku kilku lat wylałam na siebie wrzątek (rozległe blizny mam do dzisiaj na całym brzuchu). Podczas wakacji spadłam ze schodów "na główkę", na plaży użądliła mnie osa i okazało się, że jestem uczulona, a taplając się w wodzie wpadłam w wir i omal nie utonęłam (mama mnie wyciągnęła za rękę). W wieku sześciu lat błędnie zdiagnozowano u mnie najpierw nowotwór mózgu, a potem padaczkę (okazało się, że cierpię na ciężką postać migreny), w trzeciej klasie podstawówki przed szkołą ugryzł mnie nieszczepiony rottwailler (na szczęście całkowicie zdrowy i obeszło się bez zastrzyków na wściekliznę), na wigilii u cioci poślizgnęłam się na dywaniku w przedpokoju i w kolano wbił mi się gwóźdź. Ostatnia dziesięciolatka jest właściwie bardziej spokojna - w roku postmillenijnym złamałam sobie palec podczas gry w siatkówkę na 7 dni przed wyjazdem na wakacje do Grecji (w normalnych warunkach otrzymuje się stabilizator, ja miałam złamanie przy torebce stawowej i otrzymałam niestety gips, ale syntetyczny w którym można się kąpać), później w pierwszej klasie liceum, na kilka dni przed wyjazdem na obóz do Chorwacji, miałam dwa wypadki na rowerze i rozbiłam sobie bardzo dotkliwie oba kolana (obeszło się bez szycia, ale blizny mam nadal), w drugiej liceum w Dzień Matki rozbiłam sobie łuk brwiowy, a będąc już na studiach najpierw dowiedziałam się o tym, że mam uszkodzony kręgosłup w odcinku lędźwiowym (wg MRI z 2007 roku nie jakoś strasznie, ale to było 4 lata temu;)), potem wybiłam sobie bark, a na koniec, co pewnie pamiętacie, złamałam rękę na desce snowboardowej. Od tamtego czasu, poza niewielkimi wypadkami typu potknięcie się na ulicy, czy uderzenie o kant szafki w głowę, nic strasznego mi się nie przytrafiło (odpukać!).

2. Poza moim pechem muszę przyznać, że jestem też pod pewnymi względami wyjątkowa. Jestem jedynaczką, co nie jest znowuż tak powszechne (aczkolwiek, gdzieś czytałam, że obecnie jedynacy to 45% urodzonych na świecie dzieci - jakoś mi się nie wydaje, bo przecież kraje arabskie na pewno wyrabiają "ponad normę"), a przynajmniej nie było, gdy chodziłam do szkoły podstawowej - w trzydziestoosobowej klasie było nas raptem 2-3 osoby.
Jestem leworęczna, czyli należę do tej grupy 8-15% ludności świata, u których dominuje prawa półkula i chociaż jakiś czas mama zastanawiała się, czy mnie nie "przestawić", bo potrafiłam też nieco posługiwać się prawą ręką, to cieszę się, że tego nie zrobiła. Lewą ręką nie umiem jednak: wycinać, grać w tenisa, używać myszki komputerowej. Prawdopodobnie jednak jestem obuoczna i obunożna, gdyż podczas testów raz patrzyłam okiem lewym, raz prawym, raz kopałam piłkę nogą lewą, innym razem prawą :)
A ostatnia już moja wyjątkowa cecha to raczej medyczna ciekawostka - mój mózg (badany przez EEG) emituje fale o zaburzonym rytmie, właściwym dla padaczki, a na takową nie cierpię i nikt nie wie dlaczego tak się dzieje.

3. Uwielbiam sport i to pod każdą postacią (dosłownie). W dzieciństwie tańczyłam w zespole, uprawiałam gimnastykę artystyczną, grałam w ping-ponga i w siatkówkę oraz biegałam (także w zawodach). Największą moją profesjonalną sportową przygodą były dwa lata treningów koszykówki w klubie będącym aktualnym Mistrzem Polski (co ciekawe zarówno w kosza, jak i w piłkę nożną:)). Później z nowych sportów był już tylko windsurfing, który uprawiałam kilka lat i przez który nabawiłam się wady kręgosłupa. Do tej pory jeżdżę na nartach, na snowboardzie, na rowerze, okazjonalnie pływam i gram w tenisa ziemnego.

4. Z moim T. poznałam się w... trzeciej klasie gimnazjum. Chodził do równoległej klasy, był sympatią mojej ówczesnej przyjaciółki. Poszliśmy do jednego liceum (choć do innych klas), a potem na zupełnie różne studia. Ale wciąż jesteśmy razem - prawie 10 lat! :)

5. Mam kilka obsesji:
- nie mogę się zwykle zabrać do sprzątania, ale jak już zacznę to sprzątam kilka dni non-stop,
- nienawidzę gdy ktoś mi coś przestawia - np. książkę wstawi krzywo na półkę lub co gorsze na niewłaściwe miejsce,
- bez kolczyków nie ruszam się z domu - mam nawet jeden zestaw na narty pod kask,
- od kilku lat wciąż piję Kubusia banan-marchew-jabłko - żadnego innego nie lubię, a jak tego akurat nie ma w sklepie czuję się nieszczęśliwa,
- cierpię na awiofobię - panicznie boję się latać samolotem, co nie przeszkadza mi jednak raz do roku, po zażyciu stosownie dużych dawek środków uspokajających, wsiąść do tej piekielnej maszyny i jechać na urlop (zeszłoroczny wspominam szczególnie tragicznie - lecieliśmy w burzy!)
[dopisane o godz. 19:00]
- jestem prawdziwym chomikiem - zbieram wszystko, od biletów do kina, po paragony, metki z ubrań, jakieś stare klucze, monety, potem trzymam wszystkie te "skarby" w tekturowych pudłach i pudełkach po to tylko, by raz na jakiś czas dokonać przeglądu i część "zbiorów" wyrzucić

6. Jak każdy mam też niewielkie nałogi - w chwilach stresu obgryzam paznokcie (potem długo zapuszczam, by wróciły do normalnej długości), piję mnóstwo herbaty Earl Grey, namiętnie, bez opamiętania kupuję książki (ostatnio z tym ostro walczę), czasami mam napady czokoholizmu - potrafię wtedy zjeść całą czekoladę naraz.

7. Jestem straszną gadułą. Właściwie od urodzenia - w chwili gdy wypowiedziałam pierwsze słowo (a było to na długo przed tym jak zaczęłam chodzić) buzia mi się już nie zamknęła. W dzieciństwie potrafiłam przegadać osiem godzin w pociągu, podczas podróży nad polskie morze :) Teraz jest nieco lepiej, ale wciąż potrafię niejednego zagadać.
Jednak to pewnie już zauważyliście...

Nie chcę nikogo wywoływać do tablicy, bo szesnaście blogów to naprawdę niewiele - patrząc na moje linki - i miałabym straszny dylemat. Zatem zapraszam do zabawy wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji zdradzić nam swoich ciekawych sekrecików ;)
Enjoy!

12 komentarzy:

  1. Ileż ciekawostek:)). Od razu jakbym Cię lepiej znała:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. no po tym to jeszcze bardziej jestem pewna, że musimy się w końcu poznać! :) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasandro, przed chwilą czytałam to po raz drugi i uśmiałam się serdecznie - to cała prawda o mnie :) Pozdrawiam!

    Kaś, bardzo miło byłoby się spotkać i poznać. Zdecydowanie jestem za - zwłaszcza, że nie mamy do siebie specjalnie daleko ;)

    Jeszcze uświadomiłam sobie, że nie dopisałam jednej, bardzo ważnej rzeczy - co za chwilę uczynię! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hm...to się odezwę na email, co ty na to?:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kaś, w takim razie czekam z niecierpliwością na maila :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też zostałam zaproszona do tego łańcuszka, ale się jeszcze nie wywiązałam. Za to bardzo lubię czytać te ciekawostki na innych blogach. :)

    Mnie też strasznie szybko te wakacje pędzą i jestem tym przerażona. W ogóle teraz nawiedzają mnie podobne myśli - okropnie szybko czas leci. Dopiero co zaczynałam zerówkę, a teraz idę do liceum. Mam szesnaście lat, a myśli jak sześćdziesięciolatka. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Z czekoladą i paznokciami mamy podobnie. Choć ja obgryzam je dlatego, żeby wyrównać. Czasem jednak przesadzam, paznokieć mi się boleśnie łamie przy samym opuszku i jest problem... Ale to nie przeszkadza, żebym za miesiąc miała dłuuugie, ładnie przypiłowane pazurki.

    Za to ten Twój pech... olaboga. Myślałam, że to ja mam szczęście w nieszczęściu, a jak się okazuje - ja jestem niezwykle zdrowa i jestem wielką szczęściarą. Jestem pod wrażeniem, że nadal cieszysz się dobrym zdrowiem, ja na Twoim miejscu pewnie bym już przypominała stetryczałego dziadka, z tymi wszystkimi wypadkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ultramaryno, zbyt szybko mija czas, zdecydowanie. Nie wiem gdzie i kiedy uciekło mi jakieś 7-8 lat życia :) Przecież pamiętam jak zdmuchiwałam świeczki na 18-stkowym torcie, odbierałam dowód i prawo jazdy! :)

    Z niecierpliwością czekam na Twoje sekreciki ;)

    Nyx, aż za dobrze znam problem łamiących się paznokci, zwłaszcza przy opuszku. Dobrze, że po takim obgryzaniu paznokcie rosną w miarę szybko...
    Pech mam niestety ogromny - właściwie dopiero niedawno sobie to uświadomiłam, gdy wspominałam z mamą wszystkie te moje wypadki. Stetryczała nie jestem, chociaż tak się czuję gdy po raz kolejny idę do mojego ortopedy na ratunek, a on, jak zawsze, mówi mi czego mam bezwzględnie nie robić (jakby nie mógł mnie pocieszyć i powiedzieć co mi wolno!). Na szczęście jedyne co mi aktualnie dolega to w miarę bolesna dyskopatia i brak opalenizny. A przecież wiem, że inni mają gorzej...

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekoladę z orzechami też potrafię zjeść bez dzielenia się z innymi:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nutto, również lubię czekoladę z orzechami, ale chyba jednak wolę mleczną ;)

    Pisanyinaczej, miejmy zatem nadzieję, że słońce szybko wyjrzy za tych strasznych chmur!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak przypuszczaliśmy, że brałaś już w tym udział, bo masz dość popularnego bloga, ale w pośpiechu nie znaleźliśmy wpisu, więc postanowiliśmy zaryzykować nominację. Tak czy inaczej czuj się wyróżniona... ;) Zamiast tego nominujemy inny blog, bo jest jeszcze jeden, o którym myśleliśmy, a już się nie zmieścił w rankingu, bo był 17-sty.... ;)

    Pozdrawiamy i dzięki za informacje odnośnie dodatku do postów! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...