Menu

piątek, 11 listopada 2011

Patriotyczny weekend

Piękne, ciepłe promienie słońca przeciskające się przez prawie nagie korony drzew. Zapach ziemi. Dywany z liści. Jeszcze nie lodowaty, ale już rześki podmuch wiatru. Ciepły szal i rękawiczki.

W takiej scenerii nasza Ojczyzna 93 lata temu rodziła się na nowo. Podczas, gdy w wagonie kolejowym w Compiègne, Niemcy oraz państwa Entanty podpisywały rozejm, na ziemiach polskich Rada Regencyjna przekazała całą władzę wojskową Józefowi Piłsudskiemu. Niewiele osób wie, że niepodległość Rzeczpospolitej została ogłoszona już 4 dni wcześniej - 7 listopada 1918 roku.


Ale cześć wolności i niepodległości oddajemy właśnie dzisiaj - 11 listopada.

Z tej okazji pragnę zwrócić Waszą uwagę na to co polskie. Na Polskę, na Polaków. Stąd mój wybór książkowy oraz filmowy na ten weekend musi być wyjątkowy.
Czytam właśnie, na przemian, dwie książki rodzimych autorów: "Obrazki z Nebraski" Grażyny Treli oraz "Nocni wędrowcy" Wojciecha Jagielskiego.

A co oglądam? Zobaczcie sami.

Róża biała czy czerwona?

Taka miłość właściwie się nie zdarza. Nie w tym wieku, nie w takich okolicznościach. Taka miłość jest dobra dla nastolatków, dla młodych, rozszalałych, czerpiących z życia całymi garściami.
Nie jemu. Nie z nią. Nie im.
Ale zdarzyła się.

Adam Warczewski jest znanym pisarzem, doskonałym literatem, szlachetnie urodzonym, dobrze wykształconym, szalenie inteligentnym, wychowującym dorastającą córkę. Na jednym ze spotkań z czytelnikami poznaje Kamilę, znaną wcześniej z widzenia pracownicę sekretariatu. Młodą, ładną, zgrabną, nie bardzo wykształconą, o której nie wie praktycznie nic.

Obopólna fascynacja przeradza się w romans. Adam zafascynowany pięknem i wrażliwością Kamili nie zwraca uwagi na jej młody wiek, pochodzenie, na to, iż jej prawie nie zna. Relacja mistrza i uczennicy już mu nie wystarcza. Oświadcza się i zostaje przyjęty.

Ta niezwykła historia miłości starszego literata i jego młodziutkiej żony, opowiadana na naukowych spotkaniach i w uczonych salonach, jako świetna plotka, toczy się w złym czasie. W momencie, gdy Polską, tą szarą, lecz mocną Polską Ludową wstrząsają coraz to nowe skandale dotyczące pochodzenia najznamienitszych obywateli, gdy gros ludzi jest prześladowanych, podsłuchiwanych, inwigilowanych. W czasie, gdy władza ludowa zrobi wszystko, by pozbyć się "zaplutych karłów reakcji", wrogów ludowej ojczyzny.

Najpewniej Adam okaże się taki wrogiem, ale czy jego małżonka również?

Film Jana Kidawy-Błońskiego opowiada historię całkiem prawdopodobną, być może nawet prawdziwą. Przedstawia miłość dwojga ludzi, klasyczny mezalians, który w burzliwych latach sześćdziesiątych XX wieku nadal budzi zgorszenie. Niestety uczucie, które połączy Kamilę i Adama niekoniecznie jest wieczne, nie całkiem jest szczere, a na pewno nie jest dziełem przypadku.

Oglądając "Różyczkę" widz wchodzi powoli w życie tej przedziwnej pary i stara się zrozumieć - dlaczego ich losy potoczyły się tak, a nie inaczej? Niezwykłe postaci wykreowane przez znamienitych polskich aktorów - Andrzeja Seweryna, Jana Frycza, Krzysztofa Globisza, Grażynę Szapołowską, Roberta Więckiewicza, a także przez młodziutką, dotychczas przeze mnie niedocenianą, lecz znakomitą w roli Kamili - Małgorzatę Boczarską, sprawiają, że obraz Kidawy-Błońskiego podziwia się z największą przyjemnością. Rzeczywistość Polski Ludowej, bardzo autentyczna, do bólu szczera, oddana jest z niezwykłą skrupulatnością i dokładnością, a cudowna muzyka Michała Lorenca sprawia, że nie chcemy tego krajobrazu opuszczać.

Ocena: 6/6



Czarny czas

Moim drugim wyborem na dzisiejszy wieczór jest film nowy, jeszcze świeżutki, który niedawno gościł na ekranach kin w całym kraju. Film wstrząsający i prawdziwy. Film historyczny. Który będę miała okazję po raz pierwszy obejrzeć.

"Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" w reżyserii Antoniego Krauze to propozycja dla wszystkich, którzy lubią mocne, szczere do bólu obrazy. Ja takie lubię, w dodatku tło historyczne jest moim zdaniem niezwykle ciekawe. A gdy w tym tle rozbrzmiewa po raz kolejny muzyka Michała Lorenca to wiedzcie, że przepadłam w tej marnej, lecz interesującej rzeczywistości lat '70.

Właśnie ta nieładna Polska, ten świat ułudy, oszustw i kłamstw, w którym przychodzi żyć ludziom wrażliwym, utalentowanym i inteligentnym jest doskonałą propozycją na dzisiejsze Święto odzyskania niepodległości. Taka była ta nasza wywalczona ojczyzna. Niech już nigdy taka nie będzie.

Zabieram się do oglądania, a wszystkim Wam życzę miłego wieczoru i jeszcze milszego weekendu.

5 komentarzy:

  1. "Różyczka" - świetny film i bardzo dobra gra Więckiewicza

    OdpowiedzUsuń
  2. oglądałam oba filmy i byłam pod ich wrażeniem, choć 'Różczka' podobala mi sie bardziej. I ta muzyka. Bardzo dobre polskie kino.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bibliofilko, powiedziałabym nawet, że jeden z najlepszych polskich filmów. Pozdrawiam!

    Edith, teraz, po oglądnięciu "Czarnego czwartku" już wiem, że "Różyczka" na razie bezapelacyjnie wygrywa z praktycznie każdym polskim filmem. Jednak "Czarny czwartek" wcale nie jest złym obrazem. Jego atuty to przede wszystkim autentyczność, wierność wydarzeniom, fragmenty kronik wplatane w kolejne sceny, dramatyzm. Są też pewne minusy, do których należy niestety nie do końca wierne podążanie za historią polityczną.
    Muzyka za to faktycznie w obu obrazach genialna.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Na "Różyczkę" się szykuje już od dawna. Szkoda, że wczoraj patriotycznie nie udało mi się obejrzeć. Pora nadrobić. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patko, polecam gorąco "Różyczkę". To jeden z najniezwyklejszych filmów, jakie dane mi było obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...