Menu

środa, 2 listopada 2011

Gdy ginie metroseksualista... "Umierający dandys" Mari Jungstedt

Oto co widzimy.
Młody, bardzo elegancko ubrany i przystojny mężczyzna leży bez życia. Nad nim pochylają się trzy urodziwe kobiety. Tuż obok inny wytworny chłopak ociera łzy odwracając wzrok od całej sceny.

Tymczasem na naszych oczach rozgrywa się dramat.
Nie wiemy czy nieprzytomny mężczyzna rzeczywiście nie żyje, czy tylko zasłabł? Kim jest ten dystyngowany młodzian? Kim są kobiety skłaniające się ku niemu z troską? Kim wreszcie jest lamentujący młodzieniec? Bratem czy przyjacielem?

Takie pytania zadają sobie najpewniej wszyscy oglądający obraz szwedzkiego malarza Nilsa Dardela "Umierający dandys". Spacerują spokojnie i zarazem flegmatycznie po przytulnych salach ekspozycyjnych muzeum Waldemarsudde na sztokholmskiej wyspie Djurgården, podziwiają wspaniałe dzieła Carla Larssona, Bruno Lljeforsa, czy geniusza szwedzkiego malarstwa - Andresa Zorna i na sam koniec, na słodki, tajemniczy deser zostawiają sobie dumanie nad tym barwnym i zarazem dziwnym obrazem pędzla postimpresjonisty von Dardela.
Nie wiedzą jeszcze, że za niedługo, być może już tej, nadchodzącej nocy, to niepokojące, nawet nieco kontrowersyjne dzieło zostanie w sposób sprytny i trochę bezczelny skradzione.
Zresztą i tak by w to nie uwierzyli - dlaczego ktoś miałby kraść jakiegoś tam Dardela tuż obok mając mistrza Zorna w najlepszej formie...


Gdy tajemniczy osobnik włamuje się do Waldemarsudde, na Visby trwa już śledztwo. Na murach miejskich znaleziony zostaje właściciel galerii sztuki - Egon Wallin. Martwy wisi na sznurze w jednej z głównych, średniowiecznych bram miejskich.

Na skrzącej się śniegiem i skrzypiącej mrozem, zimowej Gotlandii, policja na czele z komisarzem Andersem Knutasem prowadzi mozolne śledztwo. Szybko okazuje się, że coś może łączyć brutalne morderstwo ze zuchwałą kradzieżą. A nieśmiertelna ekipa Knutasa musi rozwikłać tę emocjonującą zagadkę.

Mari Jungstedt w swojej czwartej z kolei książce, której akcja rozgrywa się znowu w gotlandzkim Visby, po raz kolejny zaskakuje czytelnika. Bardzo plastyczne opisy średniowiecznej stolicy Gotlandii, szwedzcy malarze, których próżno szukać w polskich albumach o sztuce, burzliwa i trzymająca w napięciu kontynuacja romansu Johana i Emmy - kompilacja tych wszystkich elementów sprawia, że czytając "Umierającego dandysa" czujemy się bezpieczni, pewni czytanej lektury. Jednocześnie kolejne śledztwo prowadzone przez Knutasa, które wstrząsa Visby jest bardzo ciekawe (chociaż już sam doskonały, wolny od nałogów Anders nieco mnie znudził) - dotyka bowiem bardzo interesującej problematyki nielegalnego handlu dziełami sztuki. Obrót ten chociaż wydaje się skomplikowany i ryzykowny jest wbrew pozorom częstym oraz bardzo intratnym zajęciem, stanowiącym problem dla służb policyjnych na całym świecie.

Nie boję się tego powiedzieć. "Umierający dandys" to jedna z moich ulubionych powieści z całej "gotlandzkiej serii" Jungstedt. Mroźne krajobrazy, zasypane śniegiem ulice oraz piękne, milczące, lecz bardzo wymowne dzieła malarskie - to wszystko sprawiło, że książkę tę czytałam ze sporym zainteresowaniem, graniczącym nawet z dziką radością.

Co więcej, doskonale sprawdza się zarówno w ciepłej, wakacyjnej aurze, jak i w chłodnym, jesiennym klimacie.

Ocena: 5/6


Kolejna książka czytana w gorące lato i kolejny dobry wybór. Zimowa Gotlandia całkiem dobrze chłodziła rozgrzany umysł, ale sprawdza się też doskonale w długie (już bardzo długie!) wieczory.
Czytajcie zatem moi drodzy Jungstedt.

I pamiętajcie, chociaż Pani Mari nie będzie na tegorocznych 15. Targach Książki to... my tam będziemy :) A Targi ruszają już jutro. Spotkanie za troszkę ponad dwa dni. Zapraszamy z Kaś wszystkich jeszcze raz serdecznie!

10 komentarzy:

  1. Ale wspaniała, wyczerpująca temat recenzja. Bardzo mi się podoba, choć od kryminałów raczej stronię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze nie miałam okazji poznać książek pani Mari Jungstedt, ale skoro piszesz, że "Umierający dandys" jest bardzo ciekawą pozycją wartą uwagi, to chętnie się sama o tym przekonam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tę książkę i niestety moje wrażenia były lekko inne. Czegoś istotnego zabrakło mi w tej powieści, męczyłam ją kilka dni i pomimo że koniec fabuły był jak najbardziej zaskakujący to nie mogę powiedzieć że dla mnie ta książka to był strzał w dziesiątkę - a może nie przepadam za skandynawskimi kryminałami.l

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusi mnie trochę, żeby wsiąść do pociągu bylejakiego i pojechać do Krakowa;). Milego spotkania:)!

    OdpowiedzUsuń
  5. nie jestem ani fanką ani znawczynią kryminałów, ale ostatnio cos mnie natchnęło i kupiłam Nesbo i Jugstedt właśnie. czytało się całkiem całkiem choć pierwsza połowa nudnawa lekko. Z nóg mnie nie zwaliło, ale przynajmniej nie było tak naiwne i pretensjonalne jak Lackberg. No ale jak mówię ja się nei znam, może po prostu mam ogólne zastrzeżenia do gatunku

    OdpowiedzUsuń
  6. Domi, dziękuję pięknie za tak miły komplement :) Ja kryminały lubię. Od czasu do czasu oczywiście ;) Pozdrawiam!

    Cyrysiu, gorąco polecam. Lepiej jednak zacząć od początku serii, czyli od "Niewidzialnego". Pozdrawiam :)

    Natulo, to mi się właśnie bardzo podoba w literaturze, że jedna książka może wywołać skrajne emocje (a może też w ogóle żadnych nie wywołać) u różnych czytelników. Ja do Jungstedt jestem przywiązana, lecz też nie oceniam jej książek kompletnie bezkrytycznie (wszak nie dostaje ona ode mnie najwyższych not). Niemniej jednak na tle wszystkich sześciu pozycji "Umierający dandys" nieco się wyróżnia. Niemniej jednak to jest tylko kryminał i żadnych cudów nie ma. Ale czyta się przyjemnie. Pozdrawiam :)

    Izo, no to mam nadzieję, że Cię skusi ;) Zapraszam do Krakowa, nie tylko w dzień targowy!
    Pozdrawiam!

    Dea, zarówno Lackberg, jak i Nesbo jeszcze przede mną, więc na razie trudno mi porównywać, ale myślę, że książki Jungstedt poza dosyć interesującą fabułą, wyróżnia bardzo równy styl (no może poza pierwszą pozycją, która jest troszkę słabsza od pozostałych). Niektórzy wszystkie skandynawskie kryminały wrzucają do jednego worka i takie porównanie Jungstedt z Larssonem faktycznie wypada w tym kontekście słabo. Według mnie natomiast cała seria Millenium, czy książki Yrsy Siguardardottir to literatura nieco innego typu niż seria o komisarzu Knutasie. Ale może ja się mylę... ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. O skandynawskim fenomenie mówi się dużo ostatnio i ja też popróbowałam, ale wybrałam złą książkę. Trochę się zraziła, ale może książki pani Mari będę dla mnie łaskawsze? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę posiadam jednakże najpierw muszę zapoznać się z pierwszymi książkami tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że miałyśmy podobne odczucia, bo też uważam, iż to jedna z lepszych książek serii. Zmusiła mnie do szukania informacji o szwedzkim malarstwie.
    Czekam na relacje z targów, gdyż, niestety, nie mogłam pojechać do Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Patko, spróbuj może z innymi lekturami skandynawskimi. Myślę, że jeśli nic nie pomoże, nawet Jungstedt, to zostaje jeszcze nieśmiertelny Larsson :) Pozdrawiam!

    Samash, właśnie, polecam zacząć od początku. Jeden z wątków przewija się przez wszystkie powieści i byłaby to duża strata gdybyś czytała nie po kolei (mnie to się niestety zdarzyło). Pozdrawiam!

    Nutto, podobnie jak Ty przeszukiwałam internet i domowe albumy pod kątem malarstwa szwedzkiego. Jednak bardzo ciężko u nas ze sztuką tamtego regionu.

    Relacja z Targów na pewno będzie, ale dopiero po dzisiejszym, czwartym i ostatnim dniu krakowskiego święta książki :) I oczywiście będzie relacja ze spotkania blogerów.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...