czwartek, 11 listopada 2010

Mr Pile zbiera zapasy na zimę (Pan Stosik, odsłona dziewiąta)

Podczas, gdy na polu (nie, nie na dworze, bom z Krakowa) coraz zimniej. Gdy poranne i wieczorne eskapady skuterkiem po ulicach mego miasta nie są już wskazane, a zimową stolicę mojego województwa (i przy okazji całej Polski) powoli pokrywa biały puch, ma prywatna biblioteczka roztapia się od nadmiaru wrażeń. Niestety, niczym rosnący i nabierający objętości pod wpływem tłuszczu pączek rozrasta się i pęcznieje. Przy tym stając się co najmniej tak samo słodka, lecz znacznie mniej tucząca.

I chociaż wydaje mi się, że obfite zapasy na zimę już mam (no dobrze, na kolejne dziesięć z kolei zim również), to nic nie zaszkodzi nieco je powiększyć. Delikatnie, subtelnie, leciutko.
Niestety troszkę me plany wymknęły się spod kontroli:


Szybciutko, by ukryć swoją porażkę (i jednocześnie umożliwić sobie otwarcie szafki, w której notabene również trzymam książki) rozparcelowałam stos, rozłożyłam go na czynniki pierwsze i skrzętnie pochowałam, właściwie wepchnęłam, w wolne szczeliny półek.

środa, 10 listopada 2010

Czytając klasyków

Wieczory robią się coraz dłuższe, coraz wcześniej zapada zmrok. Jedynie pogoda nie wskazuje na to, iż panująca nam jesień powoli ustępuje miejsca zimie. Halny chce porwać kapelusze i czapki przechodniów, ale przecież nikt nakryć głowy nie nosi, bo temperatura nie spada w dzień poniżej 10 stopni Celsjusza.

Jednak ja przygotowuję się powoli do zimy. Do wieczorów przy gorejącym kaloryferze, z kubkiem czekolady. I z książką.
A wiadomo przecież, iż w zimie najlepiej czyta się grube tomiszcza, z poszarzałymi kartkami, pokryte kurzem. Wszyscy wiedzą, że zima należy do klasyków:


Przystępując do wyzwania Klasyka literatury popularnej w planach miałam przewietrzenie mej biblioteczki, odkurzenie niektórych dawno nie wyciąganych dzieł i przypatrzenie się im z bliska.

sobota, 6 listopada 2010

Podwojenie sześcianu. "Niewidzialny" Mari Jungstedt

"VISBY.
Znaleziono zwłoki kobiety na plaży na zachodnim brzegu Gotlandii. Według informacji policji kobieta została zamordowana"

Taki lakoniczny komunikat, który otrzymała szwedzka telewizja był doskonałym odwzorowaniem tragedii jaka wydarzyła się na wyspie uważanej przez Wikingów za zaczarowaną - według ich wierzeń pojawiała się wraz z wschodem słońca i znikała, gdy nadchodził zachód. Tragedia, która wstrząsnęła głównym miastem - Visby - stała się niezwykłym motorem wydarzeń, przyciągającym na Gotlandię wielu reporterów, a wśród nich Johana Berga. Mężczyzna ten, zatwardziały kawaler, postanowił wyciągnąć, jak najwięcej informacji z lokalnych funkcjonariuszy zajmujących się sprawą i nie zauważył momentu, gdy rozpoczął własne dochodzenie.
Praca dziennikarzy na Gotlandii nie była jednak łatwa, gdyż zaistniałe morderstwo pobudziło do działania całą policję, nie tylko lokalną, ale i państwową, na czele z komisarzem Andersem (sic!) Knutasem. Śledztwo jednak wydawało się rutynowe.

piątek, 5 listopada 2010

O mężczyźnie, który potrafi być. "500 dni miłości" reż. Mark Webb

Silny, troskliwy, rozsądny, oddany mężczyzna i urocza, inteligentna, na pierwszy rzut oka słaba, lecz tak naprawdę mocna, kobieta. Taka para to ideał. Zatem literatura wręcz wyrzuca z siebie setki takich duetów. Podobnie zresztą, jak film i szeroko pojęta sztuka. W ostatnio zrecenzowanej przeze mnie książce polskiej autorki - "Dom tysiąca nocy" - takiej pary umyślnie zabrakło. Zresztą nie bez potrzeby. Dlatego postanowiłam nieco pogdybać.

Dwie połówki jabłka spotykają się, dopasowane do siebie doskonale tworzą piękną idyllę. Lecz co gdy jedna z tych połówek, jeden z tych ułamków nagle okaże się odwrotnością marzeń i oczekiwań?

On ma na imię Tom. Ma 20 lat i niezłą pracę, w miarę spełniającą jego oczekiwania. Ona zaś pojawia się nagle, obejmuje stanowisko w tej samej firmie i oczarowuje Toma. Aha. Ma na imię Summer.

Tom i Summer spotykają się. W pracy - czasami "przypadkowo" przy kserze, a potem i poza pracą. Jak to w życiu bywa.
Jednak od początku czuje się pomiędzy nimi obok chemii, gorzką i wstrętną woń porażki. Z jakiś niewyjaśnionych powodów, ta para nie wygląda na taką, której się uda.
Może dlatego, że Tom to prawdziwy romantyk, melancholik, typ faceta, który jest na wymarciu... A Summer? Nie oczekuje od życia nic więcej poza dobrą zabawą, uśmiechem, radością. Póki dany układ ją cieszy, może trwać. Ale raczej nie w nieskończoność.

wtorek, 2 listopada 2010

Orologiaio Grande. "Dom tysiąca nocy" Maja Wolny

Nie lubię opowieści o kobietach. Z reguły.
Nie lubię subtelnego mazgajenia się pod przykrywką twardego charakteru i szorstkich manier. Nie lubię użalania się nad sobą z dwuznacznymi zapewnieniami: "Ja sobie prowadzę sama!".
Nie lubię, bo nie wierzę w szczęście w samotności.

Lubię za to silnych mężczyzn. Nie, nie jakiś osiłków, ale takich wyrywających marazm z kobiety za pomocą delikatnego flirtu. Lubię niewinne gierki, prowadzące do wzrostu poczucia bezpieczeństwa i budowania muru zaufania. Lubię niespodziewane wyznania, zagadkowe gesty i ciche: "Potrzebuję Cię, kocham Cię" szeptane do ozdobionego kolczykiem z perłą ucha.

Kierując się swymi upodobaniami w żadnym wypadku nie powinnam sięgać po "Dom tysiąca nocy" Mai Wolny, bo powieść ta nie może mi się absolutnie spodobać. Nie mogłabym wejść do świata dwóch charakternych, mocnych kobiet, pozbawionych powabności, w której to rzeczywistości brak jest prawdziwych mężczyzn.
Owszem, jest Brunon. Ale Bruno to jeszcze dziecko, chore, słabe, osamotnione. Jest Jerzy - niezrozumiały, odrzucony, załamany i odizolowany. Jest też Antonio - prawdziwy macho, rewolucjonista, bojownik. I wreszcie jest Fryderyk - Fryderyk Nietzsche - ale on to już tylko historia.
Rzeczywiście, jest ich tam kilku, ale żaden nie spełnia mych oczekiwań. Nie potrafi cierpliwie wytrwać, czekać. Kochać bez zająknięcia. Nie potrafi wzdychać bezgłośnie, nie skarżąc się na nic. Nie potrafi zaufać. Nie mogłabym polubić powieści, w której żaden mężczyzna nie potrafi po prostu być.

Ale przeczytałam. I polubiłam.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Pierwszy dzień listopada. Niezwykłe miejsca

Dla niektórych święto Wszystkich Świętych to jedyny dzień w roku kiedy trzeba okazać swoje zainteresowanie bliskim zmarłym, dla innych to kolejny z takich dni, czy w ogóle dzień kiczu i plastiku, świeczek z Ojcem Świętym, bukietów z pozytywką. Bez względu jednak, jak ten dzień obchodzimy, zawsze znajdując się w pobliżu cmentarza popadamy w zadumę - czasami głęboką, niekiedy jednosekundową. Dumamy nad naszymi bliskimi, których już na tym świecie nie ma, nad tym kiedy odeszli, dlaczego i jak byli dla nas ważni.


Nie wchodząc w dywagacje, czy o naszych bliskich zmarłych powinniśmy myśleć pierwszego, czy drugiego listopada (wszak Dzień Zaduszny to dzień modlitwy za dusze zmarłych, a Wszystkich Świętych powinno być poświęcone znanym i nieznanym świętym) zawsze kogoś wspominamy.
Ja również postanowiłam powspominać. W ten pierwszy dzień listopada pragnę powspominać miejsca. Dlaczego właśnie miejsca?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...