wtorek, 14 grudnia 2010

Kłak lumpoproletariusza. "Przygoda fryzjera damskiego" Eduardo Mendoza

Czasami mam niebywałą ochotę na dobry kryminał. Tak, dobrze zrozumieliście. Mam nieprzemożną ochotę na niegdyś pogardzany gatunek literacki, określany mianem prostego, proletariackiego, wulgarnego (typowo dla vulgusu). Ostatnio też miałam taką chęć. I chociaż pragnienia literackie zwykle duszę w zarodku, to temu pozwoliłam się rozwinąć. Na chęci się nie skończyło, a ja byłam świadkiem niebanalnego śledztwa.

Zaczęło się bardzo niewinnie. Głównego bohatera spotkałam po raz pierwszy w szpitalu. Szpital ten poza niezliczoną ilością zalet posiadał także specjalizację - psychiatryczną - a nasz protagonista nie był tam bynajmniej lekarzem (ani pielęgniarzem, sanitariuszem, gościem etc.). Był najzwyczajniejszym w świecie wariatem. W dodatku wariatem zwolnionym, na podstawie najzwyklejszej amnestii dla pacjentów. Potem już tylko mignął mi na autostradzie i zniknął w czeluściach domu swojej siostry oraz jej niedawno poślubionego męża. Barcelona nie jest jednak tak duża, jak zawsze myślałam, więc odnalazł się szybko w "Powierniku Pań" - ekscentrycznym, acz tanim, salonie fryzjerskim, zapewniającym wszystko to, co w tej branży jest najważniejsze: plotki, sensacje, a przy tym anonimowość oraz niedoświadczoną obsługę w cenie.

środa, 8 grudnia 2010

Już jej niosą suknię z welonem...

Zawarcie małżeństwa zawsze obarczone jest pewnym ryzykiem. Ryzykiem nie tylko związanym z ewentualnym rozpadem związku, ale także z innymi, czyhającymi zagrożeniami.
Jednymi z tych mniej poważnych są ślubne gafy. Wiecie, takie historyjki ze ślubów i wesel, powtarzane bez końca przy rodzinnych stołach, którym towarzyszą salwy śmiechu.

Troszkę gorzej, gdy mniejsze, czy większe potknięcie przydarzy się niespodziewanie w innej postaci. Gdy zawarty ślub nie powinien mieć miejsca, a przypadek bawi się dziecinnie naszym losem.

Jednak, czy zawsze jest to tylko przypadek? Czy może jednak czasami po prostu zrządzenie losu?

Ślubuję Ci...

Margaret Tale jest prawdziwym rekinem. W życiu zawodowym osiąga wszystko czego pragnie - jest doskonałą, choć nieco bezwzględną kierowniczką nowojorskiego wydawnictwa, ma pełnię władzy, podwładni się jej boją, a w pieniądzach mogłaby się kąpać. W życiu prywatnym jej drapieżność i chęć odgryzienia głowy każdemu ruszającemu się stworzeniu nie są jednak atutami, jednak w końcu postanawia wyjść za mąż za swego asystenta Andrew Paxtona.

Wszystko byłoby, jak w bajce - żarłoczna modliszka pod wpływem miłości zmienia się w potulnego kociaka. Ale nie jest. Bo Margaret jest Kanadyjką. A małżeństwo jest jej potrzebne tylko by otrzymać amerykańskie obywatelstwo i nie zostać wydalonym przymusowo z kraju.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Wścieklizna perłowej macicy. "Zupa z ryby fugu" Monika Szwaja

Takifugu to urocza, nie tylko z nazwy, ale i z wyglądu, ryba z rodziny rozdymkowatych. Urocza jest także ponoć w smaku, chociaż w przygotowaniu już niewdzięczna. W Japonii codziennie kilku kucharzy przygotowuje posiłek z fugu.
W tym samym czasie w Polsce kilka małżeństw stara się (świadomie, bądź nie) o dziecko.

Większość Japończyków, którzy postanawiają zjeść na kolację fugu po posiłku czuje się doskonale, zachwala niesamowity smak ryby, a niekiedy ku swej uciesze odczuwa lekkie drętwienie języka. Ale może się zdarzyć tak, że jednemu z tych smakoszy, po zjedzeniu niewielkiej porcji przysmaku z fugu, nagle zawróci się w głowie. Zbagatelizuje to, bo przecież każdemu się zdarza, ale gdy złapie go mocna duszność, postanawia wyjść z restauracji i czym prędzej udać się do domu. W domowych pieleszach szybko przebiera się, a następnie kładzie do łóżka, bo z pewnością musiał się nieco przepracować. Leżąc tak i wciąż czując w ustach smak pysznej fugu, zaczyna mieć problemy z oddychaniem. Nie zdąży się jednak ruszyć, gdyż w ciągu jednej chwili dotyka go paraliż. Przerażony, w pustym domu, spoczywa na wygodnym łóżku i patrząc w sufit zaczyna zastanawiać się nad przekleństwem takifugu. Nie ma zbyt wiele czasu, wkrótce trucizna dokona spustoszenia w jego drogach oddechowych i udusi się.

W Polsce po jednym takim dniu i dziewięciu miesiącach oczekiwania, ku uciesze rodziców narodzi się wiele dzieci. Może zdarzyć się tak, że ktoś otrzyma na talerzu piękną, smakowicie wyglądającą i pachnącą, lecz zatrutą rybę. Że mimo usilnych starań, szukania porad u lekarzy i znachorów para nie doczeka się potomka. W innym domu natomiast przyjdzie całkowicie niechciany brzdąc. A w powietrzu wypełniającym oba pokoje dziecięce - ten pusty i ten zamieszkały - unosi się drwiący chichot przeznaczenia.

piątek, 26 listopada 2010

Mistrzyni Almagestu i astrolabium. "Agora" reż. Alejandro Amenábar

Starożytny Egipt to nie tylko potężni faraonowie, monumentalne budowle. Historia starożytnego Egiptu to także okresy przejściowe, podczas których państwo było słabe politycznie i militarnie. To wreszcie postępujący stopniowy upadek państwowości począwszy od okresu Nowego Państwa, skończywszy na podboju Egiptu przez Persów. Doskonałe, mądre i pożyteczne rządy Ramzesa II nie wystarczyły zatem na długo i jego następcy nie potrafili utrzymać kraju w dobrej kondycji.

Persowie nie wytrwali jednak zbyt długo w Egipcie i już po jedenastu latach ich panowania, nad Nil przybył Aleksander Wielki. A wraz z nim Ptolemeusz, który objął władzę w państwie zapoczątkowując dynastię Lagidów. Greckie panowanie, choć doprowadziło do rozwoju kraju, nie mogło trwać wiecznie. Po śmierci Kleopatry, ostatniej królowej z rodu Ptolemeuszy, Egipt został włączony do Cesarstwa Rzymskiego, jako jedna z jego prowincji. Swój późniejszy upadek cywilizacja egipska zawdzięcza jednak nie Rzymianom, ale chrześcijanom.

wtorek, 23 listopada 2010

Silny w prawdzie Re. "Ramzes: Syn światłości. Świątynia milionów lat"

Miniona niedziela była według niektórych pochwałą i chlubą demokracji. Inni uważają, że stała się zwiastunem klęski i kompromitacji. Bo frekwencja wyborcza nie przekroczyła pięćdziesięciu procent.
Demokracja, chciałoby się wykrzyknąć, przecież to nie wynalazek współczesnych. Tylko wytwór wielu lat rozwoju państw świata - ostatnia forma rządów.

Lud nie rządził jednak wszędzie i jego władza nie zawsze była postrzegana, jako pierwsza, jedyna, słuszna w świecie starożytnym. Rządy demosu nie były nawet szczególnie popularną formą sprawowania władzy. Przyjęły się, owszem, w Grecji, częściowo miały wpływ na kształt starożytnego Rzymu, ale już pierwotne wspólnoty plemienne charakteryzował zgoła inny ustrój. Na czele znacznej większości państw stał nieograniczony w swej władzy, niekiedy utożsamiany z boskimi łaskami, monarcha.

sobota, 13 listopada 2010

Byt jako byt. "Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski

Pusto, cicho i pięknie. Bliskość zalewu przyprawia nozdrza o przyjemną wilgoć, a absolutny spokój nawet najsilniejszą psychikę podejrzewa o lekkie wariactwo. Dlatego pukam do drzwi. Światełko widoczne już wczoraj dodaje mi otuchy. Szczekanie psów sprowadza jednak na ziemię, a miękkość jego głosu pozwala się zapomnieć. Chwileczkę, fasola? Czemu by nie? Nie pogardzę garścią fasoli...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...