Ale już w środę ostateczne starcie. A potem?
Miejmy nadzieję dopieszczanie swojej pracy magisterskiej i błogie wakacje.
Od poniedziałku do poniedziałku. Tak odliczam czas na blogu.
A w między czasie czytam, przyswajam, jeszcze raz czytam i znowu przyswajam. I powtarzam na tysiąc różnych sposób. Wszystko to oczywiście znad opasłych tomów książek, po które sięgam z konieczności, a nie z przyjemności.

Ale czy podręcznik zawsze kojarzyć się musi z brakiem przyjemności?
Przecież książka naukowa wcale nie oznacza jakiejś nudnej encyklopedii, steku bzdur, zbioru definicji. Może być ciekawa, czasami wręcz arcyciekawa. Może być zajmująca i zarazem zaskakująca. Chociaż do takiej formy się nie przyzwyczailiśmy.




