Menu

wtorek, 11 maja 2010

Pod genueńskim słońcem. "Genua. Włoskie lato" reż. Michael Winterbottom

Umiejscowiona nad Morzem Liguryjskim antyczna Jenua do dzisiaj jest nie tylko ważnym ośrodkiem kulturalnym, największym włoskim portem, ale też bardzo urokliwym, niezwykle klimatycznym miastem nadmorskim, na uliczkach którego czuć oddech historii - i to historii tej najstarszej, gdy jako ośrodek Ligurów została zdobyta przez Rzymian oraz tej najnowszej, zainaugurowanej tytułem Europejskiego Miasta Kultury w 2002 roku oraz wpisaniem w 2006 roku starych zabudowań na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Po krętych, tworzących niesamowitą sieć, oryginalny labirynt, uliczkach Genui spaceruje Kelly - dorastająca nastolatka o doskonałej figurze, ładnym uśmiechu i dosyć miłej aparycji, którymi czaruje młodych Włochów. Tuż za nią podąża niczym cień mała dziewczynka - jej siostra Mary - rozgadana, inteligentna, z reguły wesoła i otwarta. Być może podążają na Uniwersytet, na którym pracuje ich ojciec - Joe - uroczy, uśmiechnięty mężczyzna, który żyje wciąż obawą o to, czy sobie poradzi z wychowaniem dorastających panienek. Cała trójka radośnie pluskająca się w ciepłym morzu, opalająca na gorejącej plaży, zwiedzająca historyczne centrum miasta, podziwiająca tamtejszą architekturę, jedynie z pozoru jest szczęśliwa, bo w głębi swych serc skrywają wielką tajemnicę.
Sekret, o którym chcieli zapomnieć, dla którego wyjechali ze swego domu i to w ogniu włoskiego lata. Tajemnicę obok której trudno przejść obojętnie - śmierć ich ukochanej żony i mamy w wypadku samochodowym. Ciepło Genui, radość życia, jaką zarażają wszystkich Włosi ma z ich serc wybić skostniały, zamarznięty smutek i pomóc im nie tęsknić za chłodnym i nieprzyjaznym domem.

Niestety ciężko jest przemilczeć taką tragedię, jaką jest śmierć bliskiej osoby i im również przemilczanie nie bardzo wychodzi. Kelly powoli dorasta i w genueńskich zaułkach odkrywa pierwszą miłość, pierwsze zauroczenie, doświadcza inicjacji. Mary zaś nie mogąc wyrzucić z głowy swojej ukochanej mamy, przywraca ją do życia i wspólnie chodzą uliczkami miasta ciesząc się tym włoskim latem.
W tym wszystkim biedny Joe kompletnie nie może się odnaleźć. Akceptacja dorastania córek, nowej sytuacji, nowych okoliczności sprawia mu ogromną trudność. Joe jednak również będzie musiał dorosnąć. I to czym prędzej.

Obraz Michaela Winterbottoma pt. "Genua. Włoskie lato" poza czarem genueńskich ulic i śmiechem włoskiej młodzieży na skuterkach przynosi również pewną nostalgię. Zastanowienie nad sensem życia, nad sensem śmierci. Bo przecież Mary i Kelly straciły matkę, a czas płynie dalej - Genueńczycy doskonale bawią się na plażach, na ulicach, w barach, woda obmywa piaszczyste plaże, a stare kościoły nadal stoją. Przecież Joe stracił żonę, a już, w mgnieniu oka, jego córki dorosły, a ludzie cały czas dobierają się w pary, układając sobie życie.
Kontrast między zimnym, ciemnym domem, gdzie ta trójka zmuszona była zostawić ukochaną osobę, a palącym skórę, upalnym latem w Genui jest bardzo wyraźny i wyznacza przede wszystkim granice przemiany bohaterów tego dramatu.

Włochy, a zwłaszcza bajkowa Genua, zmieniają każdego, kto je odwiedzi.

Ocena: 4,5/6

W swych rozważaniach nie wyszłam poza poprzedni zakres, pozostałam bowiem w basenie Morza Śródziemnego. A żeby nawiązań stało się za dość, muszę jeszcze wspomnieć, iż Genua pojawiła się kilkakrotnie w "Katedrze w Barcelonie", choć przede wszystkim, jako wrogie, nieprzyjacielskie państwo handlowe, z którym Katalonia prowadziła wojnę.
Wspominając jeszcze film Winterbottoma chciałabym nadmienić, iż oglądałam go już jakiś czas temu, jeszcze podczas zimowych długich wieczorów i na sam widok rozgrzanych plaż, pięknego słońca oraz oczywiście cudów architektury (i jakże by inaczej - Colina Firtha) robiło mi się wyjątkowo gorąco.

6 komentarzy:

  1. Sądząc po opisie, mam wrażenie, że gdzieś już się na ten film natknęłam. Być może w ofercie Canal+, lub w wypożyczalni DVD. Pamiętam, że zainteresował mnie, ale z jakichś przyczyn nie obejrzałam, pomimo wielkiej fascynacji Italią i samym zainteresowaniem tą historią. Myślę, że w niedługim czasie nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się czaję na ten film odkąd pojawił się w kinach, z takim skutkiem, że jeszcze go nie obejrzałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Futbolowa ja też już miałam jedno podejście do tego filmu, bodajże na Canal+, ale dopiero za drugim razem udało mi się go oglądnąć :)
    Ta historia nie porywa od razu, momentami jest wręcz nużąca, ale mimo wszystko może się podobać. Wszak nie ma to być film prosty, banalny i lekki, tylko nostalgiczny i dający do myślenia. Pozdrawiam :)

    Skarletko, ja cieszę się, że nie wybrałam się na "Genuę..." do kina, bo zdecydowanie lepiej ogląda się w domowym zaciszu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od pierwszego zdania wiedziałam, że chcę obejrzeć ten film :) Wcześniej nic o nim nie słyszałam więc dzięki Claudette za wskazówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam ten film. Poszliśmy na niego z mężem w dniu naszej nastej rocznicy. Tytuł brzmiał tak optymistycznie, a my po seansie wyszliśmy zbici psychicznie i stęsknieni za dziećmi. Może film nie najwyższych lotów, ale niezły kontrast miejsca i akcji. Na pewno porusza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ten filmik w domu od jakiegoś czasu... Może w końcu się zmuszę i obejrzę... Wiem, jak to zabrzmiało. Nie muszę zmuszać się do obejrzenia, bo wiem, że będzie mi się podobał, ale do naciśnięcia enter. Jestem strasznym leniem, gdy przychodzi wieczór, ósma powiedzmy, poza okresowymi atakami bezsenności, padam na pychol i przesypiam nawet najlepsze filmy na satelicie. A niestety rano nie mam czasu oglądać, gdyż zajmują mnie inne pilne sprawy... Ajajaj! Za ciężkie mam to życie! Ciągle tylko się obijam i obijam... Męczy mnie już leniuchowanie :[ Buuu...

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...